66. Pełna jego nasienia
Ostatnia fala niebiańskiej rozkoszy nadchodziła wolniej, ale z taką siłą, jakby chciała złamać ją na pół i złożyć na nowo. Ciało Danieli napięło się jak struna napięta do granic pęknięcia. Mięśnie brzucha drżały w drobnych, niepowstrzymanych skurczach, uda zacisnęły się wokół jego bioder jak imadło, rozpalona cipka szarpała się w konwulsjach ekstazy, ścianki pochwy pulsowały wokół jego kutasa w rytmie szalonego serca. Obfita wilgoć trysnęła jeszcze raz – gorąca, lepka, niemal gorączkowa – fontanna jej soków rozprysnęła się na jego podbrzuszu, spłynęła po jego udach, po pościeli, po materacu, zostawiając lśniące, ciemne smugi. Zapach jej ekstazy wypełnił cały pokój – gęsty, słodko-słony, zwierzęcy, zmieszany z piżmem jego skóry i wanilią wciąż wiszącą na jej ciele jak ostatnie wspomnienie niewinności.
Głos Danieli przeszedł w wysoki, bezradny, przeciągły krzyk – nie do opanowania, nie do przerwania, jakby dusza rzeczywiście wychodziła z ciała i unosiła się pod sufit razem z tym dźwiękiem. Krzyk odbijał się od ścian, mieszał z odległym gromem, który właśnie rozdarł niebo nad Podkową Leśną.
Wtedy dopiero Alex pozwolił sobie dojść.
Jego kutas – gruby, twardy, pulsujący w niej jak żywa istota – napiął się jeszcze mocniej, nabrzmiał do granic, żyły na trzonie wybrzuszyły się jak ciemne rzeki. Eksplodował.
Pierwszy strumień wytrysku uderzył głęboko, gorący, palący, gęsty jak roztopiona lawa wlewająca się w samo centrum jej ciała. Daniela poczuła to natychmiast – ciepło rozlało się po brzuchu falą, wypełniając ją po brzegi, pulsując w rytm jego skurczów, jakby jego nasienie miało własny puls, własny oddech. Drugi strumień przyszedł jeszcze silniejszy, jeszcze gorętszy – wypełnił ją całkowicie, przelewał się, mieszał z jej wilgocią, tworzył w środku gęstą, lepką maź, która bulgotała przy każdym ruchu. Trzeci, czwarty, piąty – długie, powolne, rytmiczne wstrzykiwania, każdy jak uderzenie gorącego aksamitu w najgłębsze miejsce jej macicy, każdy potęgujący mrowienie, które rozchodziło się od środka na zewnątrz, do sutków, do opuszków palców, do czubka głowy.
Wytrysk trwał długo – pulsacyjny, niekończący się, jakby jego sperma miała własną wolę, własną moc, jakby chciała oznaczyć ją od wewnątrz na zawsze. Gorące, gęste, lepkie nasienie wypełniało ją do granic, spływało powoli po wewnętrznej stronie ud, mieszało się z jej sokami, kapało na pościel z cichym, obscenicznie intymnym plaśnięciem. Zapach spermy – słony, pierwotny, uzależniający – wdarł się w nozdrza, osiadł na języku, wniknął w skórę.
Daniela czuła, jak to ciepło wnika nie tylko w ciało – wnika w krew, w nerwy, w samą duszę. Każdy puls nasienia potęgował uzależnienie – jakby feromony w jego spermie wiązały się z jej receptorami na zawsze, odciskając jego zapach, jego smak, jego obecność w każdej komórce. Czuła, jak staje się jego – nie tylko na tę noc, ale na zawsze. Myśl ta była jednocześnie przerażająca i upajająca, jak trucizna, którą pije się z własnej woli.
Krzyknęła raz jeszcze – wysoko, bezradnie, głosem, który już nie należał do niej:
– Ooo Boooże… och taaaak, tak, wypełniasz mnie… Jezu, czuję cię wszędzie! Och jak gorąco… tak bardzo gorąco… błagam… nie przestawaj… chcę tego więcej… chcę cię w sobie na zawsze… chcę, żebyś mnie oznaczył… żeby twoja sperma została we mnie na zawsze… proszę…
Jej cipka zaciskała się wokół niego w ostatnich, słabnących skurczach – wciąż próbowała wyssać z niego resztki, wciąż chciała więcej, wciąż nie mogła się nasycić. Piersi falowały ciężko, sutki bolały od napięcia, skóra pokryła się gęsią skórką, drżenie przebiegało przez całe ciało jak prąd.
Alex nie mówił nic.
Tylko oddychał ciężko, głęboko, palce wciąż zaciskały się na jej biodrach, jakby bał się, że ucieknie.
A ona wiedziała, że już nie ucieknie.
Nie chciała.
Burza na zewnątrz ucichła nagle – jakby niebo samo wstrzymało oddech.
W ciszy słychać było tylko ich przyspieszone oddechy, ciche kapanie wilgoci na pościel i odległe, leniwe bicie serca miasta za oknem.
Daniela opadła na niego powoli, piersiami na jego tors, włosy rozlały się po jego ramionach jak złota rzeka.
Nie chciała się ruszać.
Chciała zostać tak na zawsze – pełna jego nasienia, jego zapachu, jego obecności.
I w tej chwili, na granicy snu i jawy, poczuła, że właśnie to się stało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz