Szukaj na tym blogu

1 czerwca 2026

Zapach rozkoszy

65. Tyłem do jego twarzy


Fale niebiańskiej rozkoszy przychodziły jedna po drugiej – wielokrotne, długie, bezlitosne. Ciało Danieli wyginało się w łuk za łukiem, mięśnie brzucha drżały, piersi falowały ciężko, sutki napięte do granic bólu i ekstazy sterczały jak ciemne, nabrzmiałe pąki. Z każdym skurczem cipki wilgoć tryskała lekko – ciepła, przejrzysta fontanna lądująca na jego twarzy, spływająca po brodzie, po szyi, mieszająca się z jego śliną i jej sokami w lepki, lśniący lakier. Zapach seksu wypełniał sypialnię gęstą, słodko-słoną mgłą – jej podniecenie, jego pot, wanilia wciąż wisząca na skórze, ozon burzy wdzierający się przez uchylone drzwi tarasu.
Daniela szepnęła, głos drżący, niemal łamiący się na krawędzi płaczu i śmiechu:
– Nigdy… nigdy nie było mi tak dobrze… jesteś moim przeznaczeniem… bierz mnie… proszę… nie przestawaj… liż mnie… głębiej… jestem twoja… cała twoja…
W tym samym momencie, nie wiedzieć czemu, przed oczami mignął jej obraz z integracji – wysoki dyrektor marketingu z AdVerve, jego palce na talii tamtej dziewczyny, jej głośny, triumfalny śmiech. Obraz był nagle mały, płaski, wyblakły jak stara fotografia znaleziona w szufladzie. Daniela poczuła, jak wargi same układają się w lekki, ironiczny uśmiech. „Tamten? Baran. Co za żałosna ironia losu. On nic nie znaczy. Jest jak śmieć na ulicy, który wiatr zdmuchnął wczoraj. To jest prawdziwe. Ten facet jest prawdziwy. To jest moje przeznaczenie. To jest moje.”
Nie zastanawiała się dłużej. Odwróciła się płynnie – usiadła tyłem do jego twarzy, reverse cowgirl, pośladki opadły miękko, obficie, falując jak dojrzałe owoce. Ręce oparła na jego napiętych udach, palce wbiły się w twarde mięśnie, paznokcie zostawiły czerwone półksiężyce. Cipka znów objęła jego kutasa – głęboko, do samego końca, główka naparła na szyjkę macicy, wywołując ostry, słodki skurcz, który natychmiast zamienił się w kolejną falę przyjemności.
On wszedł w nią jeszcze mocniej – ręce powędrowały na jej piersi, dłonie zacisnęły się na ciężkich, miękkich cyckach, palce ścisnęły sutki mocno, masowały je rytmicznie, ciągnęły delikatnie, potem mocniej, jakby chciał wydobyć z niej ostatni, najgłębszy krzyk. Daniela krzyczała coraz głośniej – głos gardłowy, chropowaty, przerywany sapnięciami i westchnieniami:
– Boże… bierz mnie mocno… rżnij mnie po brzegi… wypełniaj mi cipkę tym grubym kutasem! Jestem twoja, cała twoja… bierz wszystko, co mam… daj mi więcej siebie, błagam… Jezu, jaki ty jesteś twardy… jak ty możesz tyle wytrzymać… chcę cię czuć w samym brzuchu… głębiej… proszę… rozciągnij mnie na amen… wypełń mnie całą, do granic, do bólu…
Jej mokrą nkrka zaciskała się wokół niego w rytmicznych, coraz silniejszych skurczach – gorąca, mokra, aksamitna, pulsująca jak drugie, żywe serce. Każdy ruch w górę wysuwał go prawie całkowicie, pozostawiając tylko napiętą, drżącą pustkę, każdy ruch w dół wbijał go z powrotem z mokrym, obscenicznie głośnym plaśnięciem. Wilgoć spływała obficie – gęsta, lepka, gorąca – po jego jajach, po pościeli, po wewnętrznej stronie jej ud, tworząc lśniące strużki, które kapały na materac z cichym, rytmicznym stukotem.
Pośladki falowały ciężko przy każdym pchnięciu – miękkie, obfite, czerwieniejące coraz mocniej od uderzeń jego bioder, skóra lśniąca od potu i soków, drżąca z każdym skurczem. Piersi podskakiwały w jego dłoniach – ciężkie, pełne, sutki napięte do granic bólu i przyjemności, ciągnięte, szczypane, masowane w rytmie, który sprawiał, że mrowienie rozlewało się od nich w dół, do cipki, do samego rdzenia.
Grzmot przetoczył się tak blisko, że poczuła wibrację w kościach.
W tej chwili nie wiedziała już, czy to burza na niebie, czy ta, która właśnie rozrywała ją od środka – fala za falą, skurcz za skurczem, krzyk za krzykiem. Ciało poruszało się samo, biodra opadały i unosiły się coraz szybciej, cipka zaciskała się coraz mocniej, jakby chciała go zatrzymać w sobie na zawsze, wyssać z niego wszystko, co miał.
Alex nie mówił nic.
Tylko brał ją – głęboko, bezlitośnie, z precyzją drapieżnika, który wie, że ofiara już dawno przestała walczyć.
A ona czuła, że następna fala nadchodzi – większa, czystsza, bardziej niszcząca.
I tym razem nie miała zamiaru jej powstrzymywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

73. Zamknij oczy Kinga milczała. Poczuła nagle, jak ciepło rozlewa się po podbrzuszu – gwałtownie, bez uprzedzenia, jak łyk gorącego wi...