Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seks - lalka.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seks - lalka.. Pokaż wszystkie posty

22 maja 2022

Seks - lalka.

30. To moja wina. 


-To moja wina. To wszystko moja wina. Gdybym nie ciągnęła ją na tą dyskotekę, nic by się nie stało. To ja ją umalowałam, to ja ubrałam jak dorosłą kobietę. Wszyscy faceci się za nią oglądali, rozumiesz?!


Milczał, zdawało się, że przez dłuższą chwilę szuka swojej głowie jakiegoś rozwiązania.

-W górach mam niewielki domek, - odezwał się w końcu. - Przepiszę go na ciebie, jest twój. Postaram się dać ci jakąś tożsamość. Zorganizuję dokumenty. Roman, mój przyjaciel, ma tam bar, to dobry człowiek. Zadzwonię do niego, da ci pracę. Nie możesz być rzeczą. Nie należysz już do nikogo. Jesteś człowiekiem. 

Spojrzała na niego, a w jej oczach pojawiła się rozpacz.

-Marku, czy ty mnie słuchasz?! Popatrz na mnie, dotknij moich rąk. Skóra na nich jest sztuczna. Wygląda, jakby była prawdziwa, ale jest sztuczna. Ja jestem rzeczą. Jestem lalką, rozumiesz?!

Teraz to w jego oczach pojawiły się wielkie łzy.

-Nie. Nie zgadzam się. Nie jesteś lalką, nie byłaś i nigdy nie będziesz! 

Patrzyła na niego i zdawało mu się, że widzi jej w oczach miłość. Czy rzeczywiście była to miłość? 

-Jestem rzeczą, jestem rzeczą, jestem rzeczą, - powtarzała w kółko.

Mocno chwycił ją za ramiona.

-Przestań! Zgadzam się z tobą, że twoje ciało jest sztuczne, nie może być inaczej, jednak tam w środku, mimo wszystko, czy tego chcesz, czy nie, jesteś człowiekiem. Nie myślisz i nie zachowujesz się jak robot. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale mam wrażenie, że jakimś cudem w twoją jednostkę centralną wgrali całą świadomość Sylwii, całą twoją duszę, całą ciebie. To decyduje o tym czy jesteś człowiekiem, czy maszyną. 

Patrzyła na niego, jakby nic nie rozumiała. Była zdezorientowana, zmieszana, kompletnie zagubiona.

-Sylwio, nie wiem, czy mi wierzysz, czy nie, ale jestem tego pewny, że dostałaś od życia jeszcze jedną szansę. Zrozum, zmartwychwstałeś. Wykorzystaj to, - ciągnął swój monolog.


***


Elektryczne auto cicho ruszyło do przodu. Siedział razem z nią na tylnym fotelu. Przez dłuższą chwilę nie odzywali się do siebie.

W pewnym momencie to on zaczął pierwszy:

-Sylwio?!

-Tak?

-Powiedz mi tylko jedno…

-Tak, słucham cię.

-Po co tam poszliście, po jaką cholerę?

Popatrzyła na niego, a później, przez dłuższą chwilę, zatopiła się we własnych myślach.

-Dla Oli, - odezwała się tak cicho, że ledwie ją usłyszał.

-Dla Oli? - spojrzał na nią tak, jakby nic nie rozumiał.

-Tak, dla Oli.

-Przecież ona nie żyje.

-Żyje.

-Żyje?

-Od kilku lat jest w głębokiej śpiączce. Lekarze nie dają jej zbyt dużych szans. Właściwie już dawno sugerowali, żeby odłączyć ją od aparatury. Nie zgodziłam się, nie mogłam, to moja siostra.

-Gdzie ona jest?

-W prywatnym hospicjum niedaleko Otwocka, ale tutaj nie ma dla niej szans. Jeśli nic nie zrobię, ona umrze. Zresztą i tak mówili mi, że ona już nigdy się nie obudzi, a jeśli nawet, to będzie jak roślina.

Zamilkła i zaczęła się trząść, dygotała jak galareta. Objął ją ramionami i bardzo mocno przytulił.

-To moja wina. To wszystko moja wina. Gdybym nie ciągnęła ją na tą dyskotekę, nic by się nie stało. To ja ją umalowałam, to ja ubrałam jak dorosłą kobietę. Wszyscy faceci się za nią oglądali, rozumiesz?!

Siedzieli spleceni ramionami wtuleni w siebie. Przez dłuższą chwilę auto mknęło ulicami miasta. Słychać było tylko cichy szum silników.

-Posłuchaj, - zaczął w końcu, - wtedy, tam w parku, ten mężczyzna… Czy to ty?

Uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy, spojrzała bez wyrzutów sumienia.

-Tak, to ja. Nie mogłam inaczej, zrozum.

-Mówiłaś, że było ich trzech…

-Tak, było ich trzech. Pozostałych dwóch też znajdę. To tylko kwestia czasu. 

Czuł, że jego serce zaczyna mocniej bić.

-Co mogę dla ciebie zrobić?

Spojrzała mu w oczy i wyszeptała.

-Pomożesz mi zawieźć siostrę do Stanów Zjednoczonych?

Pocałował ją w czoło.

-Oczywiście.

Uśmiechnęła się, ocierając mokre od łez policzki.

-Teraz wszystko rozumiem, - zaczął.

- Co rozumiesz?

- Pieniądze z tej kradzieży miały pójść właśnie na ten cel, tak?

-Tak, - odpowiedziała krótko.


KONIEC




21 maja 2022

Seks - lalka.

29.  Czy Sylwia jeszcze żyje? 


-Powiedz, kim jestem? Czy jestem tamtą dziewczyną, która leży w tym zimnym grobie, czy może też jestem seks-lalką, robotem, który stoi przed tobą? Marek, proszę cię, powiedz mi, czy Sylwia jeszcze żyje? Czy Sylwia siedzi tu, w tej plastikowej głowie, powiedz mi, bo to mnie rozsadzi, powiedz, bo zwariuję?

Przytulił ją mocno i szepnął:

-Nie wiem, po prostu nie wiem. 


Tej nocy, w tym autobusie, rzeczywiście, czuła się bardziej małą wystraszoną dziewczynką, której ktoś wyrządził bardzo wielką krzywdę, niż bezdusznym bezwzględnym robotem. Jej prawdziwa osobowość coraz bardziej dawała o sobie znać. Coś to było przedtem, nie dawało jej spokoju i z każdą godziną coraz intensywniej wychodziło światło dzienne. Ruszyła przed siebie. Piechotą. Nie zastanawiała się nad tym, gdzie idzie i czy właściwie dotrze we wskazane miejsce. Czuła, że musi iść. 

Po drodze spotkała jakiegoś mężczyznę, gdzieś się spieszącego i zapytała, jak dojść do cmentarza. Ten spojrzał na nią zdziwiony, ale grzecznie wskazał właściwy kierunek.

Kiedy w końcu znalazła się pod wielką, żelazną bramą, zaczynało świtać. Za ogrodzeniem spostrzegła starszego pana, który grabił alejki.

-Przepraszam pana bardzo, nie wie pan, gdzie są pochowani ci chłopcy z napadu na muzeum sprzed lat?

Człowiek spokojnie wskazał jej właściwą mogiłę. Ruszyła powoli, lecz później przyspieszyła, biegła coraz szybciej. Biegła na oślep tak, jakby właśnie tam miała spotkać swoje przeznaczenie. W końcu stanęła nad grobem, a raczej nad trzema pomnikami ustawionymi tuż obok siebie. Na każdym z nich widniała ta sama data i ten sam napis “ zginął śmiercią tragiczną”.

Kiedy patrzyła na nagrobne fotografie, przypomniała sobie wszystko. Teraz dopiero dotarło do niej, kim tak naprawdę jest. Przypomniała sobie, kim była, kim była wcześniej, kim była przed swoją śmiercią. To było dziwne:  umarła, lecz żyje. Gdyby umarła naprawdę, nie czułaby nic, a tak każda sekunda tego co było, tego co mogło być, tego co straciła, bolała jak ostra, wbijana w jej ciało igła. 

Upadła na kolana, a z jej oczu popłynęły łzy wielkie jak groch. Płakała cicho, bezgłośnie, nie było słychać żadnego szlochu, tylko te wielkie łzy ciurkiem płynęły jej po policzkach. Teraz była Sylwią, tylko z Sylwią. Nie była robotem. Była człowiekiem, czującą, wrażliwą istotą. 

-Panie Boże, proszę cię, powiedz mi dlaczego, dlaczego… - wyrzucała z siebie jak katarynka.

Nie potrafiła określić, ile czasu tak płakała. W pewnym momencie wyczuła raczej, niż zobaczyła, że ktoś ją obserwuje w pewnej odległości.

Odwróciła głowę, to był Marek. Podszedł do niej i wziął ją w ramiona. Patrzyła na niego bezradnie, jak małe dziecko.

-Nie mów nic. Wszystko wiem. Ja wszystko wiem, ja rozumiem… - odezwał się cicho.

-Boże... mój Boże... Marek… - szlochała.

-Tak mi przykro... Sylwia, co mogę dla ciebie zrobić?

Odwróciła się do niego i z błaganiem w oczach spytała:

-Powiedz dlaczego?

-Nie wiem.

-Powiedz, kim jestem? Czy jestem tamtą dziewczyną, która leży w tym zimnym grobie, czy może też jestem seks-lalką, robotem, który stoi przed tobą? Marek, proszę cię, powiedz mi, czy Sylwia jeszcze żyje? Czy Sylwia siedzi tu, w tej plastikowej głowie, powiedz mi, bo to mnie rozsadzi, powiedz, bo zwariuję?

Przytulił ją mocno i szepnął:

-Nie wiem, po prostu nie wiem. Wiem jedno. Wiem, że nie należysz już do mnie. Wybacz, ale nie mogę cię już dłużej zatrzymać, nie jesteś rzeczą.

Spojrzała na niego kompletnie zaskoczona. Tego się nie spodziewała. 

-Jak to, nie należę już do ciebie?

-Jesteś wolna, możesz odejść.

Wciąż płacząc, spojrzała na niego bezradnie.

-Jakie to ma teraz znaczenie? Co mam ze sobą zrobić? Gdzie mam pójść? Nie mam nikogo.




20 maja 2022

Seks - lalka.

28. Wiedziała, że musi tam pójść. 


Ulica Fabryczna. Wiedziała, że musi tam pójść. Teraz. Nałożyła na siebie krótką, czerwoną sukienkę, buty na bardzo wysokim obcasie, takie tylko miała, i ruszyła na miasto. Ulice były puste. Nie dała się. Nie musiała. 


Kiedy weszli do garażu z jednej półek spadła stara, zakurzona gazeta. Niczym szczególnym się nie wyróżniała. Marek po prostu po niej przeszedł. Krystyna natomiast, idąc tuż za nim, postanowiła przeczytać największy tytuł. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego, po prostu do zrobiła. Nagłówek brzmiał:  “Włamanie do muzeum”.

Być może i ona nie zwróciłaby na to większej uwagi, jednak zaintrygowało ją duże zdjęcie młodej kobiety na pierwszej stronie. Pochyliła się i podniosła czasopismo. Nie wiedziała, co ma przed sobą. Fotografia była kiepskiej jakości. Przez dłuższą chwilę przyglądała się niewyraźnym konturom twarzy. Miała wrażenie, że zna tę dziewczynę. Po chwili była tego pewna. Mimo wszystko nie mogła sobie przypomnieć ani nazwiska, ani imienia, ani nawet przypuszczalnego miejsca, w którym mogłaby ją poznać. Być Może właśnie dlatego zaczęła czytać:

“Jak podaje rzecznik prasowy policji, dziś w nocy miało miejsce włamanie do muzeum archeologicznego. Około godziny drugiej trzydzieści doszło do strzelaniny, w wyniku której zginęło dwóch pracowników ochrony oraz jeden ze złodziei. Włamywaczem, najprawdopodobniej, była niejaka Sylwia S., studentka trzeciego roku prawa…”

Dalej nie dało się już nic więcej odczytać. Gazeta zachlapana była farbą po ostatnim remoncie. Papier bezwładnie wysunął się z jej dłoni na podłogę. Jej pan nawet nie spostrzegł, że cokolwiek miała w ręku. To, co przeczytała, obudziło w niej kolejne wspomnienia, ale była tylko lalką. Sposób zachowania w dużej mierze dyktował jej wgrany  pamięć program. Wyglądało na to, że tego dnia nic więcej się już nie wydarzy. 

Położyli się spać. Oczywiście spał tylko on, ona nie musiała. Włączyła kabel ładowarki do sieci. Energii w akumulatorach przybywało, a ona siedziała. Nie mogła zapomnieć tej twarzy z gazety. Ten widok nie dawał jej spokoju. 

W końcu, kiedy proces ładowania do biegł końca, podniosła się i jeszcze raz weszła do garażu. Gazeta leżała w tym samym miejscu, w którym ją upuściła. Jeszcze raz przyjrzała się dokładnie. Tuż obok zdjęcia dostrzegła datę. Nie musiała zapisywać. Była robotem i nie miała problemów z zapamiętaniem kilku cyfr.

Przyszła do jego biura, uruchomiła komputer i zalogowała się do internetu. W wyszukiwarkę wpisała datę, imię dziewczyny i słowo włamanie. Dość szybko dotarła do opisu tego samego zdarzenia. Tutaj przedstawione były nagrania twarzy włamywaczy z monitoringu budynku. Skradziony przedmiot wart był kilkadziesiąt milionów euro. Co dziwniejsze, zrabowanego wykopaliska nigdy nie udało się odnaleźć. Szukała dalej.

Z innych stron dowiedziała się, że dwaj chłopcy poruszający się czarnym autem zginęli w tragicznym wypadku. Wpadli pod rozpędzonego tira po tym, jak nie zatrzymali się do policyjnej kontroli. Nie byli karani, nie byli też notowani w policyjnych kartotekach. Media zastanawiały się, dlaczego więc targnęli się na tak desperacki czyn? Pochowano ich na cmentarzu komunalnym przy ulicy Fabrycznej. To było tyle. Do żadnych innych konkretów nie mogła dotrzeć. 

Ulica Fabryczna. Wiedziała, że musi tam pójść. Teraz. Nałożyła na siebie krótką, czerwoną sukienkę, buty na bardzo wysokim obcasie, takie tylko miała, i ruszyła na miasto. Ulice były puste. Nie dała się. Nie musiała. Wsiadła do pierwszego, nocnego autobusu. Na następnym przystanku, dziwnym trafem, pojawili się kontrolerzy. Oczywiście nie miała biletu. Poprosili o dokumenty, ale także ich nie miała. Nie miała ich przecież w ogóle. Dwaj panowie byli mało kulturalni. Zaczęli kierować pod jej adresem sprośne żarty, sugerując, że za przejazd może zapłacić seksem.

W końcu zorientowali się, że dziewczyna, mimo iż ładna i zgrabna jest raczej mocno wystraszona, lub raczej bardzo nieśmiała. Takie sprawiała wrażenie. Czuła, że to pozwoli jej przejść przez to zdarzenie obronną ręką. Tak też się stało. Pozwolili jej opuścić pojazd na kolejnym zatrzymaniu.





19 maja 2022

Seks - lalka.

27. Znaleziono martwego mężczyznę.


“Wczoraj około godziny 21:30 w parku miejskim znaleziono martwego mężczyznę z całkowicie ugotowanym penisem. Jak się później okazało, był to Ireneusz J. znany z kartoteki policyjnej wielokrotny gwałciciel i morderca. Zagadką poliszynela pozostaje jednak fakt, co mogło być przyczyną tak straszliwej śmierci”. 


-Na ławkę i nogi szeroko, suko, - warknął jeszcze raz.

Chociaż mogła, nie okazywała żadnych emocji. Była uległa, jak niewolnica. Jemu chyba to bardzo odpowiadało. 

-Boże jakaś ty piękna, jaka pachnąca, jak świeży kwiatuszek, - sapał coraz bardziej podniecony.

 Był jak zwierzę,  jak dzikie, napalone zwierzę. Nawet się nie starał, nawet nie ściągnął do końca spodni, rozpiął tylko rozporek i wyjął sztywnego, sękatego fiuta. Biało od niego jak z chlewni. Sylwia to czuła. Będąc robotem, mogła wyłączyć odpowiednie sensory, ale tego nie zrobiła. Położył się na niej, niczym spasiony wieprz i wepchnął go bez ceregieli ciasne wilgotne wnętrze. Był tak szczęśliwy i zadowolony z siebie, że całkowicie przestał zwracać uwagę na to, co dzieje się dookoła. Miało być ostatnie szczęśliwe zdarzenie w jego życiu. 

Wykonał kilka posuwistych z tych ruchów, a jego ciałem zaczęły szarpać szybkie spazmatyczne skurcze. Niestety, to nie był orgazm. To było coś o wiele bardziej przerażającego. Robot obydwiema dłońmi trzymał go za plecy, nie pozwalając mu uciec ani się od siebie oddalić. To miało być jak krzesło elektryczne. Przez ciało napastnika płynął prąd o napięciu tysiąca pięciuset woltów. Mechaniczny organizm Krystyny wyposażony był w dodatkową bardzo pojemną baterię uruchamiającą się w sytuacjach krytycznych. Nie wiedziała, jak to zrobiła, jak przekierowała całą tę energię w jedno tylko miejsce. Stało się. 

Jego ciało podskakiwało niczym galareta, a ust strumieniem płynęła ślina i krew. Gotował się od wewnątrz. Nie przestawała. Wiedziała, że musi doprowadzić to do końca. Po minucie spomiędzy ich torsów zaczęła wydobywać się, śmierdząca spalenizną, para. Starczyło. 


Nagle drgania ustały, zapanowała złowroga cisza. Napastnik nie ruszał się, dziewczyna także. Zdawało się, że obydwoje nie mają w sobie ani odrobiny życia. Jednak tak nie było. Nie do końca. 

Upłynęła kolejna, długa minuta i niespodziewanie spalone, czarne, zwęglone ciało zaczęło unosić się do góry. Po chwili bezwładnie, z głośnym klapnięciem upadło obok ławki. Zrzuciła go z siebie. Podniosła się i, na chwiejnych nogach, stanęła obok.

Przez chwilę patrzyła, lecz w jej wzroku nie było żadnych uczuć. Patrzyła wzrokiem bezdusznej maszyny. Po kilkunastu sekundach, na miękkich nogach, wolno ruszyła w stronę swojego właściciela. Poruszała się bardzo powoli, potykała o najmniejsze kamyczki i korzenie. W końcu wpadła w jego ramiona. Cała jej energia została rozładowana w przeciągu kilkudziesięciu sekund. 

Wziął ją na ręce i ruszył w stronę samochodu. Po drodze zapytał:

-Wszystko w porządku? Nic ci się nie stało?

Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się ciepło.

-Będzie dobrze. Muszę się naładować. 

-Co z nim? 

Nie odrywała od niego wzroku. 

-Już nigdy nikomu nie zrobi krzywdy, - powiedziała i opadła bezwładnie.

Następnego dnia, przy śniadaniu telewizyjnych wiadomościach usłyszał:

“Wczoraj około godziny 21:30 w parku miejskim znaleziono martwego mężczyznę z całkowicie ugotowanym penisem. Jak się później okazało, był to Ireneusz J. znany z kartoteki policyjnej wielokrotny gwałciciel i morderca. Zagadką poliszynela pozostaje jednak fakt, co mogło być przyczyną tak straszliwej śmierci. W pobliżu napastnika Nie znaleziono żadnych źródeł wysokiego napięcia. Najprawdopodobniej zginął w miejscu, w którym go znaleziono. Policja prowadzi dalsze czynności dochodzeniowe. O szczegółach śledztwa będziemy państwa informować w kolejnych serwisach wiadomości.”




18 maja 2022

Seks - lalka.

26. Nie mogła pozwolić mu odejść.


Miała znakomitą pamięć wzrokową, a komputer kwantowy w jej głowie jeszcze bardziej to ułatwiał. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Była przekonana, że to jest ten człowiek. Ten, który gwałcił i dusił jej najukochańszą siostrzyczkę. Nie mogła pozwolić mu odejść. Nie mogła pozwolić na to, by jakiejś innej dziewczynie przytrafiło się to samo. Widziała, że ten człowiek nie może wyjść z tego parku, zastanawiała się tylko, jaką metodę obrać. Musiał zostać tutaj na zawsze.


-Jakby ci to powiedzieć… może nie tutaj… No wiesz, sporo ludzi i w ogóle… Nie  lubię tak na widoku, a poza tym może pojawić się policja. No wiesz, pełno tutaj zboczeńców... - zwróciła się do niego ciepłym, aczkolwiek maszynowym głosem, krzywiąc twarz w wyuczonym, serdecznym uśmiechu.

 Facetowi zaiskrzyły się oczy.

-Aaaa… no tak, tak… wszystko rozumiem. Nie lubisz tłumów, prawda? To tak jak ja. Poza tym te gliny… Zgadza się, chodźmy gdzieś, gdzie nie ma ludzi. Tam chyba będzie dobrze, - wysyczał, okazując całkowite zadowolenie i pewność siebie.

W oczach Marka pojawiło się przerażenie. 

“Co ona robi?” – pomyślał, ale nie powiedział nic. 

Spojrzała na niego porozumiewawczo. Zdał sobie sprawę, że musi jej zawierzyć. 

-Spokojnie. Zaufaj mi, - powiedziała cicho. 

Po chwili Sylwia i napastnik zniknęli w pobliskich krzakach. Marek jeszcze słyszał podniecony głos bandyty.

-Hehehe… niezła z ciebie suczka... nie masz pojęcia, jak mi pała stoi.

Marek siedział na ławce sparaliżowany. Bał się zareagować w jakikolwiek sposób. Wiedział jednak, że jego towarzyszka nie jest człowiekiem, w przeciwieństwie do agresora, wiedział też, że ten typ robota potrafi sobie dać radę w różnych warunkach. Nie pozostawało mu nic innego, jak tylko wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

Tymczasem dziewczyna miała już gotowy plan. Myślała i dedukowała szybciej niż normalny człowiek. Spokojnie, nie dając po sobie nic poznać, prowadziła go coraz gęstsze zarośla, Tam, gdzie absolutnie nikt nie będzie nikt nie widział. Nie chciała bowiem żadnych świadków.

W końcu dotarli do ławeczki, do tej samej, na której została zgwałcona i uduszona jej siostra. Teraz już była pewna. Kiedy tylko go zobaczyła, przypomniała sobie wszystko z niesamowitą dokładnością, z najdrobniejszymi szczegółami. To ona widziała, jak kona jej młodsza siostrzyczka, widziała jej ostatnie chwile. Jej ciałem szarpnął silny nieprzyjemny skurcz. 

“Maszyna nie wie co to zemsta, ale nie człowiek. Zaraz się o tym przekonasz, skurwysynu” - pomyślała. 

-O widzę, że wiesz, w czym rzecz i lubisz ten sport, - powiedział skrzeczącym głosem tuż za jej plecami.

-Tak, lubię, - odpowiedziała beznamiętnym, bezosobowym tonem, - Za chwilę doświadczysz największej rozkoszy w swoim życiu, czego nigdy wcześniej nie miałeś. Obiecuję, że polecisz w kosmos.

Nie umiała zapomnieć. Nie umiała tego wymazać z pamięci. Jeszcze raz przeżywała te straszne chwile. Ludzka część jej osobowości szamotała się w niesamowitym cierpieniu. W żaden sposób nie mogła pogodzić się z tym, co się stało. Nie mogła zrozumieć. Jednak cześć jej świadomości, która była procesorem komputera zamontowanego w jej głowie, kazała działać spokojnie, precyzyjnie i celowo. Teraz właśnie zaufała na szyję w sobie. 

Miała znakomitą pamięć wzrokową, a komputer kwantowy w jej głowie jeszcze bardziej to ułatwiał. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Była przekonana, że to jest ten człowiek. Ten, który gwałcił i dusił jej najukochańszą siostrzyczkę. Nie mogła pozwolić mu odejść. Nie mogła pozwolić na to, by jakiejś innej dziewczynie przytrafiło się to samo. Widziała, że ten człowiek nie może wyjść z tego parku, zastanawiała się tylko, jaką metodę obrać. Musiał zostać tutaj na zawsze. 

-Rozbieraj się, - warknął.

Posłusznie wykonała polecenie. Był pewny siebie, bardzo pewny. Absolutnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co za chwilę się stanie. 




17 maja 2022

Seks - lalka.

25. Dodatkowa procedura.


-Boże, ależ ty jesteś śliczna laseczko. Same pyszności. Co, dasz mi cipki? Na pewno jesteś wilgotna. Już nie mogę się doczekać. Proszę, - powiedział, bełkotliwym głosem. 

W tym momencie stało się coś jeszcze. Gdzieś we wnętrzu Krystyny uruchomiła się jakaś dodatkowa procedura, coś, czego ona sama do tej pory nie znała.

-Poruchać mówisz… 


Przypomniał sobie, że w tej fabryce coś pomieszali. Mogło rzeczywiście być tak, jak mówi. Zaczął mieć poważne wątpliwości, mimo wszystko próbował je tłumić w zarodku.

-Dobrze, przestańmy już mówić o takich dziwnych, strasznych rzeczach. Wiem, że długo już jesteśmy na zewnątrz i twoje baterie są na wyczerpaniu. Zrobisz mi tylko porządnego loda i wracamy do domu, - powiedział w końcu, próbując zmienić temat.

Pomimo jakby się wydawało bardzo poważnego defektu, Sylwia zareagowała prawidłowo. Elektroniczna część jej osobowości przejęła nad kontrolę i nie było widać śladów wcześniejszych wątpliwości. Uśmiechnęła się do niego czule i ruszyli we wskazane miejsce. 

Kiedy już znaleźli się za łukiem alejki, między gęstymi zaroślami, stanął w lekkim rozkroku. Uklękła między jego nogami i posłusznie rozpięła rozporek. Wszystko wskazywało na to, że ten dzień bez przeszkód dobiegnie końca. Niestety, nie było i medale dokończyć tego numerku na wolnym powietrzu. Nim zabawa zaczęła się na dobre, zza pobliskich drzew wyłonił się mężczyzna. Już na pierwszy rzut oka  był widać, że coś jest z nim nie tak. Wyglądał na bezdomnego, miał na sobie długi ciemny płaszcz. Jego twarz pokrywa była trzydniowym zarostem, a kiedy się uśmiechnął, okazało się, że ma popsute zęby.

-Wyskakuj z kasy! - warknął.

Marek spojrzał na niego kompletnie zaskoczony. W pierwszym momencie nawet nie przypuszczał, że może grozić im jakieś niebezpieczeństwo. 

-Słucham... że co?

Intruz zachowywał się jeszcze dziwniej. Przestępował z nogi na nogę i nerwowo rozglądał się dookoła.

-Ogłuchłeś! Nie słyszałeś, co do ciebie powiedziałem!? Wyskakuj, kurwa, z kasy, to nic ci się nie stanie.

Teraz dotarło do nich, że to jest prawdziwy napad. Zarówno ją jak i niego sparaliżował paniczny strach. Napastnik wyciągnął zza poły płaszcza ponad metrowej długości, maczetę. Należało działać bardzo ostrożnie. 

-Tylko spokojnie, - odezwał się Marek, - Mam portfel. Zobacz, są w nim pieniądze. Masz, tylko nie rób nam krzywdy. 

Napastnik wyszczerzył nierówne, niepełne uzębienie. 

-Dawaj, tylko nie próbuj fikać, bo łeb ci rozwalę.

Sytuacja wciąż była niepewna i ryzykowna. Marek rozglądał się w poszukiwaniu jakiegokolwiek narzędzia obrony. Intruz, widząc to, przyłożył mu ostrze do głowy.

-Co ja, kurwa, mówiłem?! Zaraz postawię cię tej ślicznej główki. 

W tym samym momencie Krystyna dyskretnie przejęła inicjatywę. Uśmiechnęła się, delikatnie wchodząc do czegoś, co można byłoby nazwać rozmową. 

-Kochanie, nie stawiaj oporu, daj mu te pieniądze, to nic nie znaczy, - odezwała się do swojego mężczyzny. 

Marek w wyciągniętej i otwartej dłoni podał rabusiowi zawartość kieszeni. Wszystko wskazywało na to, że w tym momencie skończy się niebezpieczna sytuacja. Bandyta jednak, zamiast zadowolony dać im spokój i oddalić się W nieznanym kierunku, lubieżnym wzrokiem spojrzał na dziewczynę. Z kącików jego ust popłynęła ślina. 

-Boże, ależ ty jesteś śliczna laseczko. Same pyszności. Co, dasz mi cipki? Na pewno jesteś wilgotna. Już nie mogę się doczekać. Proszę, - powiedział, bełkotliwym głosem. 

W tym momencie stało się coś jeszcze. Gdzieś we wnętrzu Krystyny uruchomiła się jakaś dodatkowa procedura, coś, czego ona sama do tej pory nie znała.

-Poruchać mówisz… Hmmm… no tak, oczywiście. Nie ma sprawy. Tylko wiesz...

-Co, no co? - mruknął facet, dając się wprowadzić w starannie przygotowany podstęp. 

Sylwia tylko na to czekała.




16 maja 2022

Seks - lalka.

24. Ty nie masz siostry. 


-Przecież to niemożliwe. Ty nie masz siostry. Rozumiesz. Nie możesz mieć siostry, bo jesteś tylko robotem, cybernetycznym organizmem. Co prawda, wygrali ci dużą część ludzkiej osobowości, ale wciąż jesteś maszyną.


-Tam. Na tamtej ławce, właśnie tam do tego doszło, - powiedziała w taki sposób, jakby od dawna wiedział o każdym szczególe.

Zaniepokoił się jeszcze bardziej.

-Krystyno, powiedz mi, co się tam stało.

Chwyciła go za ramię. Czuł drżenie jej ciała.

-Posłuchaj... może to zabrzmi dziwnie, może mi uwierzysz, a może nie... nie wiem, ale gdzieś w mojej świadomości pojawia się obraz... właściwie to jest jak film. Właśnie w tym miejscu doszło do czegoś strasznego.

Mimo swojego wysiłku, mimo tego, że bardzo się starał, nie był świadomy tego, co rzeczywiście dzieje się z jego kochanką. Patrzył na nią ze współczuciem, choć wiedział, że nie powinien. Była przecież tylko robotem. 

-Rozumiem. Rozwijasz się. Nabierasz doświadczeń. Z biegiem czasu stajesz się coraz bardziej ludzka. Wspominali o tym w tym sklepie. Wszystko to rozumiem, ale…

Przerwała mu, przytrzymując go za ramiona zupełnie tak, jak kobieta, która chce przekonać swojego mężczyznę.

-Posłuchaj. Posłuchaj mnie uważnie. Powiedz, czy ja miałam siostrę?

- Zwariowałaś?!! Jesteś przecież seks-lalką.  Rozumiesz? Jesteś robotem, skomplikowaną, ale jednak maszyną. Nie przyszłaś na świat tak jak normalni ludzie. 

Element po elemencie stworzyli cię w fabryce. Nie możesz mieć siostry, bo to niemożliwe. - zwrócił się do niej ostrym tonem. Podejrzewał, że uległa jakiejś poważnej awarii.

Tymczasem ona czuła się paskudnie. Właściwie to nie potrafiła powiedzieć, jak się czuje. Doświadczał a mieszaniny bardzo dziwnych uczuć. Chciało jej się płakać. Z technicznego punktu widzenia było to możliwe. Ona wiedziała, że nie o to chodzi. Ona pragnęła czegoś więcej. Pragnęła wyrzucić z siebie to, to tak bardzo ją męczyło. Bardzo chciała, aby jej uwierzył.

-Nie, - pokręciła głową, - to nie tak jak myślisz. Mam wrażenie, że miałem sen. Był bardzo dziwny i straszny.

Nic nie rozumiał. Patrzył na nią, zastanawiając się, czy jej zakup były rzeczywiście dobrym wyborem. Nie chciał mieć tego typu problemów ze zwykłą mechaniczną zabawką. 

-Sen?! Jaki znowu sen, do jasnej cholery? Przecież ty nie masz snów! Nie możesz ich mieć, - powiedział, ale czuł, że i dziewczyna chce mu przekazać coś ważnego.

Stała przed nim i cała się trzęsła. Przymknęła powieki, jakby próbując przywołać w swojej pamięci zatarte już obrazy.

-Nie jestem pewna. Wydaje mi się, że coś pamiętam. Chyba coś mi się przypomina, ale to jest takie mgliste. Bardziej to czuję, niż wiem.

Wiedział, że nie powinien tego robić. To było wbrew logice, wbrew przyjętym zasadom, ale zaczynał jej wierzyć. Chociaż tego nie chciał, stopniowo przejmował jej punkt widzenia.

-Powiedz, co ci się przypomina?

Nagle spojrzała na niego, jakby dostała olśnienia.

-Byłam tutaj. Byłam tutaj z nią.

-Co? Nie rozumiem. 

-Została zgwałcona. Nie żyje.

-Co?! Kto został zgwałcony?

-Katarzyna. Moja młodsza siostra, moja kochana siostrzyczka.

I znów zwątpił we wszystko, co od niej usłyszał. 

-Przecież to niemożliwe. Ty nie masz siostry. Rozumiesz. Nie możesz mieć siostry, bo jesteś tylko robotem, cybernetycznym organizmem. Co prawda, wygrali ci dużą część ludzkiej osobowości, ale wciąż jesteś maszyną.

Nagle zamilkł, a po jego plecach przebiegł chłodny dreszcz. 

Cholera jasna,  - powiedział do siebie. 




15 maja 2022

Seks - lalka.

23. Przeraźliwy lęk.


Nagle opanował ją przeraźliwy lęk, bardzo przeraźliwy i... bardzo ludzki. Spojrzał w jej oczy i zrozumiał, że dzieje się z nią coś poważnego.

-Powiesz mi, co się stało?


Dopadli je błyskawicznie, chwycili i mocno przytrzymali. Zaczęły głośno krzyczeć, wzywając pomocy. Po chwili zamilkły, ich usta zostały zaklejone taśmą. Nie miały najmniejszych szans. Napastnicy byli szybcy i sprawni. W ułamku sekundy na ich szyjach wylądowały pętle z grubego sznura, a ich nadgarstki zostały skrępowane drugim końcem.

Jolę przywiązali do pobliskiego drzewa, Kasię do ławki. Młodsza z sióstr leżała na plecach z rękoma nad głową i szeroko rozstawionymi nogami. Jeden z nich trzymał ją za dłonie, drugi za stopy, a trzeci wyjął długi nóż i przyłożył do jej nagiej szyi.

-Nie szarp się mała cipo, bo mnie jest wszystko jedno, czy zarzynam świniaka, czy człowieka! - wycharczał jej do ucha .

Przeraźliwie wystraszona, trzęsła się jak galareta. Pętla na jej szyi bardzo utrudniała oddychanie. Bandyta pochylił się nad nią i końcem noża odciął guziki jej bluzki, po chwili rozciął biustonosz. Sapiąc i dysząc, w taki sam sposób rozprawił się ze spódnicą i majteczkami.

Była naga do rozkrzyżowania na ławce. Oprych wlazł na nią swoim brudnym cielskiem i brutalnie zgwałcił. Nie płakała, bo nie mogła. Zajęta była walką o życie. Pętla na jej szyi z każdym ruchem zaciskała się coraz mocniej, nie dając jej najmniejszych szans na ratunek. Kiedy brutal osiągał orgazm, dziewczyna szarpała się już w spazmach agonii.

Zadowolony z siebie skończył, spuszczając się w jej wnętrze . Nie przeszkadzało mu, że ciało dziewczyny jest całkowicie wiotkie.

Kiedy trochę się uspokoił, bez pośpiechu wyszedł z niej i stanął tuż obok. Spojrzał na swojego kolegę i sapnął:

-No dobra Zdzichu, teraz na ciebie kolej.

Przywiązana do drzewa nastolatka wiedziała, że z jej siostrą dzieje się coś złego. Zdawała sobie sprawę, że za wszelką cenę, musi jej pomóc. Próbowała to wykrzyczeć na całe gardło, lecz zaciśnięta krtań odmówiła posłuszeństwa. W tym samym momencie usłyszała szybko zbliżające się kroki. Wkrótce za zakrętu alejki wyłoniła się zakochana para. Dwoje młodych ludzi szło w ich kierunku, zupełnie niczego nie podejrzewając. Kiedy oprawcy zorientowali się w sytuacji, zostawili je tak, jak były i szybko uciekli.

Wkrótce spacerujący ludzie dostrzegli dwie pobite, związane dziewczyny i błyskawicznie rzucili się na pomoc. Obydwie szybko zostały rozwiązane. Mężczyzna rozpoczął reanimację Kasi, mimo wszystko było już dla niej za późno.


***


Wybrali się do parku na spacer. Chociaż lepiej byłoby powiedzieć, że na seks pod gołym niebem. Był majowy, ciepły wieczór. Właśnie zakwitły konwalie, ich zapach niósł się upojnie po całej okolicy. Po południu spadł obfity deszcz, ziemia była nasiąknięta wodą, a ławki mokre. Powoli zapadał zmrok. Właśnie zapaliły się stylowe latarenki, uroczo oświetlając każdy zakątek.

-Wiesz co, mała… - zaczął, a po jej plecach przebiegł zimny dreszcz.

Sama nie wiedziała, dlaczego tak się stało. Poczuła chłód, było to bardzo nieprzyjemne. Spojrzał na nią bardziej uważnie, lecz po chwili wrócił do swojej wypowiedzi:

-O widzisz, tam jest świetne miejsce. Mam ochotę na szybki numerek.

Spojrzała na niego w taki sposób, jakby powiedział coś niestosownego, lecz on uśmiechnął się do niej i dodał:

-Zobaczysz, będzie fajnie... trochę krzaków, zieleni... ławeczka. Zawsze chciałem to zrobić w tym parku.

Patrzyła na niego, a jej świadomością owładnęło coraz bardziej nieprzyjemne uczucie. Nie mogła odmówić, miała jednak nadzieję, że on sam zrezygnuje z tego pomysłu.

-Czy wszystko w porządku. Nigdy nie widziałem w twoich oczach takiej niepewności, - zapytał nieco zaniepokojony.

-Wszędzie, ale nie tam. Tam nie chcę, - odpowiedziała krótko.

-Nic nie rozumiem. Co to ma znaczyć? Pierwszy raz słyszę z twoich ust takie słowa. Czy nie chcesz mnie zadowolić? - zwrócił się do niej jak do maszyny.

Potrząsnęła głową w taki sposób, jakby chciała zrzucić z niej pył, bądź pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia.

-Nie, nie... no oczywiście, że chcę, tylko…

-Co... tylko?!

Nagle opanował ją przeraźliwy lęk, bardzo przeraźliwy i... bardzo ludzki. Spojrzał w jej oczy i zrozumiał, że dzieje się z nią coś poważnego.

-Powiesz mi, co się stało?




14 maja 2022

Seks - lalka.

22. Jeszcze dwóch.


W jednej chwili dziewczyny zerwały się do panicznej ucieczki. Nie gonił ich, tylko zagwizdał na palcach. Po chwili z krzaków wyłoniło jeszcze dwóch.

-Jak chcecie... Nie chciałyście mnie jednego, to teraz macie nas trzech, - powiedział, szczerząc zęby.


Wyszły z dyskoteki o drugiej trzydzieści. Była ciepła, księżycowa noc. Starsza siostra spojrzała na młodszą.

-Pójdziemy piechotą, to tylko trzy przystanki? - spytała.

W oczach młodszej dziewczyny widać było niepokój.

-Pojedźmy taksówką, trochę się boję, - rzuciła niepewnie.

-Daj spokój, nic ci nie będzie, tyle razy tędy chodziłyśmy. Jakby co, to cię obronię. Jestem sprawna i silna, - zażartowała Sylwia.

Kasia uśmiechnięta się niepewnie, bardzo chciała wierzyć swojej siostrze, jednak coś nie dawało jej spokoju.

-Ty nikogo się nie boisz, prawda? - zapytała.

Siostra spojrzała na nią poważnie, a później uśmiechnęła się serdecznie.

-Jasne, że prawda. No to jak, idziemy?!

Objęły się czule i ruszyły przed siebie. Wymieniały wrażenia z dyskoteki, co chwilę wybuchając radosnym śmiechem. Po kilku minutach zbliżyły się do parku.

-Kasiu?

-Słucham...

-Chodźmy przez park.

-Ale...

-Będzie dużo szybciej, - nalegała Sylwia.

W tym samym momencie młodsza siostra poczuła strach, a po jej plecach przebiegł zimny dreszcz.

-Nie...

-Boisz się?

Kasia ostrożnie rozejrzała się dookoła.

-Tu jest tak ciemno, - westchnęła cicho.

Sylwia poklepała ją po ramieniu.

-Nie bój się, widzisz jaki jasny księżyc?!

Skręciły w wąską alejkę z obydwu stron porośniętą niewysokimi krzewami. Kiedy przeszły jakieś dwieście metrów, uświadomiły sobie, że ktoś za nimi idzie. Osoba poruszała się dość szybko, po chwili zorientowały się, że to mężczyzna. Teraz już obydwie zaczęły bardzo się bać.

Szedł coraz szybciej, one także, lecz jeszcze nie biegły. W pewnym momencie odezwał się:

-Macie może przypalić papierosa?

Nie zareagowały.

-Nie bójcie się, nic wam nie zrobię.

Bardzo chciały wierzyć, że to jednak zwykły przechodzień, który zapomniał zapałek. Jego głos brzmiał dość wiarygodnie. Zatrzymały się. Nie wyglądał groźnie, poruszał się szybkim, ale spokojnym krokiem.

Kiedy stanął naprzeciw nich, zrozumiały, jaki wielki błąd popełniły. Uświadomiły sobie, że to ten sam mężczyzna, który tak natarczywie i podejrzanie im się przyglądał, kiedy tańczyły na parkiecie. Mimo wszystkich obaw, które w sobie miały, jeszcze teraz bardzo chciały wierzyć, że nic złego się nie stanie. To był normalny, przeciętny chłopak, może trochę wysoki i dziwnie szczupły, ale przecież wielu takich widziały na ulicach. Cóż złego mogło im grozić z jego strony?

Nie kłamał, trzymał w ręku nieprzypalonego papierosa. Sylwia uspokoiła się trochę, wyjęła z torebki zapalniczkę i przypaliła mu. Kiedy głęboko się zaciągnął, niepewnie odezwała się:

-To my już sobie pójdziemy.

Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. W tym jego uśmiechu było coś dziwnego.

-Rodzice się niepokoją, miałyśmy już dawno być w domu...

Jeszcze raz wykrzywił usta w dziwnym grymasie.

-Starych się boicie?! Na resztę nocy zapraszam was do siebie, co wy na to? Puszczę jakąś dobrą muzę, napijemy się winka i poznamy się bliżej?!

Dotarło do nich, że jak najszybciej powinny się oddalić. Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia i krok po kroku próbowały się wycofać. Nie dał im szans, nim uszły dwa metry, zaszedł im drogę.

-Przepraszam was, drogie panie, ale nie mogę was puścić. Zbyt długo wam się przyglądałem i jestem taki podniecony, że muszę coś z tym zrobić. Jesteście takie śliczne, a moja pała aż prosi się, by jej ulżyć. No to co, która zrobi mi laskę?

Patrzył na nie z obłędem w oczach. Teraz zaczęły się przeraźliwie bać. Nie wiedziały, jak mają zareagować, jak mają wybrnąć z tej dramatycznej sytuacji. Sylwia, która była bardziej opanowana odezwała się:

-Nie jesteśmy zainteresowane, chcemy do domu.

Mężczyzna nie spuszczał z nich wzroku.

-Jestem bardzo zawiedziony... no proszę, postarajcie się.

W jednej chwili dziewczyny zerwały się do panicznej ucieczki. Nie gonił ich, tylko zagwizdał na palcach. Po chwili z krzaków wyłoniło jeszcze dwóch.

-Jak chcecie... Nie chciałyście mnie jednego, to teraz macie nas trzech, - powiedział, szczerząc zęby.




Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...