Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kopia.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kopia.. Pokaż wszystkie posty

15 lipca 2021

Kopia.

21. Jestem zaklinaczem snów.


Patrzyła na niego i milczała.

-Jestem zaklinaczem snów, - odpowiedział cicho.

-Niemożliwe.

-Ależ tak. Uważaj, o czym marzysz, bo jutro mogę przyjść do ciebie. 


-Raczej nie. 

Milczał, więc zadała kolejne pytanie.

-Nie boisz się, że będę cię szukać?

Miała nadzieję, że wytrąci go to z równowagi, ale on się tylko skrzywił.

-Szukać?

Patrzyła mu w oczy.

-Tak. 

Jakby nie miał pojęcia, o co jej chodzi.

-Gdzie?

Miała nadzieję, że przyciska go do muru.

-W realnym świecie, - stwierdziła. 

-Ach, tam. Tam mogę być każdym. Mogę być zwykłym Kowalskim.

Uśmiechnęła się z triumfem. Nie miała zamiaru się poddawać. 

-Tak mówisz? Ale zwykłych kowalskich też można znaleźć. Prawda? 

Nie wystraszył się. Jeżeli jej o to chodziło, nie wydawał się być z łapany w pułapkę. 

-Powiedz, nawet gdybyś mnie znalazła, to co ci to daje?

Czuła, że zyskuje nad nim przewagę.

-Jak to co?

W jego oczach nie było ani odrobiny lęku. Był pewny swego. 

-Wiesz, tak naprawdę, nawet cię nie dotknąłem. 

Czuła, że zostaje z pustymi rękami. Była zła na siebie. 

-Jak to? Musiałeś mnie chociaż widzieć.

Nie był nawet zaskoczony.

-Nie musiałem.

Nie dawała za wygraną.

-Musiałeś mnie przecież jakoś wybrać. Musiałeś mnie obserwować. To mało prawdopodobne, żeby nie znając mnie w ogóle…  

Nie dobrze. Wymykał się jej.

-Nie wiem kim jesteś naprawdę. Do ostatniej chwili nie wiedziałem gdzie mieszkasz. Znalazłem jedynie twoje myśli, twoje sny. W nocy jesteś jak latarnia morska. Nadajesz na tysiące kilometrów. 

Teraz to ona była coraz bardziej zdziwiona.

-Moje myśli, moje sny? - rzuciła w próżnię. 

Był spokojny i bardzo pewny siebie.

-Są bardzo głośne. Ich echo rozchodzi się daleko, bardzo daleko. Masz niesamowite pragnienia. Tego nie da się stworzyć w komputerze. 

Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.

-Moje myśli, moje sny?

Z pobłażaniem pokiwał głową.

-Jesteś pełna marzeń i sprzecznych pragnień. Tylko razem możemy je zrealizować. 

Znowu była w punkcie wyjścia. Jak to było możliwe?

-Ja? - spytała bezradnie. 

Bawił się nią, jak lalką. Nie tylko w sensie fizycznym. Czuła, że wykorzystuje ją również psychicznie. 

-Jesteś ciekawa, niesłychanie charakterystyczna. Można powiedzieć taki unikat na skalę światową. 

Na powrót wpadła do tego samego dołka, ale w jakiś dziwny sposób ją to nakręcało. Co jeśli rzeczywiście wszystko, co mówi jest absolutną prawdą? Jeżeli i tak nic nie ma znaczenia ponad to, co tu i teraz?

-Niemożliwe, przecież jestem taka zwykła.

Czuła się rozbierana, gwałcona duchowo. Na dodatek chciała tego, coraz bardziej chciała. 

-Twoje sny są, jak potężna latarnia morska. Wyróżniają się na oceanie ludzkiej świadomości, - mówił a ona coraz bardziej miękła. Czyżby to ona sama tego chciała?

-Nic nie rozumiem.

Był jak ciepły nauczyciel, który wyjaśnia skomplikowane meandry świata.

-To nie ja. Nie ja cię znalazłem a ty mnie. Tak musiało się stać. W końcu musiałaś kogoś przyciągnąć.

Nie wiedziała nic, mogła tylko podejrzewać, co tak naprawdę się stało. 

-Przyciągnąć? Kim ty jesteś?

Patrzyła na niego i milczała.

-Jestem zaklinaczem snów, - odpowiedział cicho.

-Niemożliwe.

-Ależ tak. Uważaj, o czym marzysz, bo jutro mogę przyjść do ciebie. 

KONIEC



14 lipca 2021

Kopia.

20. Chciała wrócić.


Otrzeźwiała. Postanowiła jednak, za wszelką cenę wrócić. Nie potrafiłaby tu zostać na zawsze. Nie chciała być wiecznie erotyczną lalką. Ciągle czuła się kobietą, osobą pełną człowieczeństwa, z wadami i zaletami. Mimo ewidentnych dobrodziejstw tego świata chciała wrócić do swojego życia, w którym za każdy błąd trzeba płacić. 


W pewnym momencie przyszła jej do głowy irracjonalna niedorzeczna myśl. Była to myśl, która może przyjść do głowy tylko człowiekowi, który nie ma nic do stracenia, który stoi nad przepaścią. Ona właśnie tak się czuła. 

-Na początku wspominałeś, że możesz zmienić mnie samą, - zaczęła. 

Odpowiedział bez zastanowienia. 

-Mogę, oczywiście.

-To znaczy, nie charakter, - poprawiła się, - tylko żebym inaczej wyglądała.

Teraz zobaczyła w jego oczach błysk niepewności. 

-Tak? Jeśli chcesz.

-Chcę, - skinęła. 

Znowu zapadła chwila męczącej ciszy.  

-Wiesz? - odezwał się w końcu, - Właściwie, to od początku na to liczyłem.

Znieruchomiała. Jeszcze raz poczuła się tak, jakby zapadła w nagły trans. Nie chciała nic, nie potrzebowała  nic, po prostu była. 

Znowu cisza. 

-Słuchaj, - odezwała się.

Ogarnął ją troskliwym wzrokiem.

-Tak?

Patrzyła gdzieś przed siebie, na coś, co znajdowało się poza tą miękką ścianą, na coś, co było tylko w jej wyobraźni. 

-Właściwie, dlaczego mnie skopiowałeś?

Nie poruszył się. Czekał na dalszą część wypowiedzi. Zapewne. Był jak nauczyciel, jak opiekun, gotowy w każdej chwili jej pomóc, chwycić kiedy tego będzie potrzebowała.

-Nie rozumiem.

Ciągle była jakaś nieobecna. Jakby  odnalazła resztki swojej prawdziwej osobowości, ale teraz niczego już nie mogła być pewna. 

-Nie mogłeś wymyślić kobiety doskonałej? Od początku, do końca? Robiłaby dla ciebie wszystko bez odrobiny sprzeciwu, bez ociągania się. Prawda? 

-Mogłem. Oczywiście. Powiem więcej, już to robiłem, - odpowiedział bez najmniejszego zaskoczenia.

-Tak? - spytała obojętnym tonem, chociaż tak naprawdę nie było jej wszystko jedno. 

-Wielokrotnie, - powtórzył.

-Ach, - westchnęła bez przekonania. 

“Jakie to smutne”, - pomyślała. 

Poruszył się.

-Robiłem to już tyle razy, że mi się znudziło. Kopiowanie to co innego, - jego głos był pełen samozadowolenia.

Zdawała się być wyciszona. Pozornie bez emocji drążyła temat, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej.

-No ale, dlaczego, przecież taka kopia ma wiele wad?

Odwróciła się i spojrzała mu w oczy, jakby liczyła na szczerą odpowiedź.

-Tak, wiem, ale nie ma nic lepszego, jak prawdziwe emocje.

-Emocje, mówisz, - powiedziała bezbarwnie. 

-Tak, one w tym wszystkim są najważniejsze.

Nagle uniosła głos. 

-Wiesz co ja czuję?! Wiesz co przeżywam?!

Pomimo iż zdawało się jej, że rozumie sens, jego słowa świadczyły o braku współczucia. Był pusty. Nie umiał wczuć się w położenie drugiej osoby. 

-Wiem, - odpowiedział z dużą pewnością siebie, ale bez poczucia winy.

Chciała wydobyć z niego istotę jego osoby, cień człowieczeństwa. 

-I co, bawi cię to?

-Tak, - odpowiedział krótko.

Otrzeźwiała. Postanowiła jednak, za wszelką cenę wrócić. Nie potrafiłaby tu zostać na zawsze. Nie chciała być wiecznie erotyczną lalką. Ciągle czuła się kobietą, osobą pełną człowieczeństwa, z wadami i zaletami. Mimo ewidentnych dobrodziejstw tego świata chciała wrócić do swojego życia, w którym za każdy błąd trzeba płacić. 

-Kiedy to się skończy, - odezwała się cicho.

Nic się nie zmieniło. Był jak automat, zimny, niewzruszony. 

-Przecież mówiłem…

Zaczynała grać, by wyciągnąć z niego więcej, by poznać jakieś drugie dno tej sprawy. 

-Chciałabym pamiętać, - powiedziała.

Spojrzał na nią zdziwiony. Jakby nie rozumiał, o co chodzi. 

-Pamiętać?

Chociaż tak naprawdę nic ją nie obchodziły, udawała, że bardzo zależy jej na tym, by zachować te wspomnienia. 

-Tak. Chociaż część. Możesz to dla mnie zrobić?

-Naprawdę?

Ponownie jej serce wyczyniało nieboskie harce. Może jednak uda się wrócić.

-Tak, - powtórzyła.  

-Chcesz tego?

Zdawało się, że przenika jej duszę.

-Chcę.

-Czy nie będzie to dla ciebie zbytnim obciążeniem?

Jednak nie wiedział co myśli naprawdę. Teraz była pewna. Nie mógł wiedzieć. 



13 lipca 2021

Kopia.

19. Nie chce wieczności.


Uświadomiła sobie, że nic nie ma sensu jeśli nie ma się wyboru. Dotarło do niej, że nie chce wieczności. Chce zestarzeć się z kimś kochanym. Chce być wspierana w dobrym i złym przez tyle ile będzie jej dane, a dopiero później odejść do lepszego świata.


-Wszystko możesz przeżywać wiele razy.

Poczuła, że po jej plecach przebiegł słodki dreszcz. Skrzywiła nos, jak mała dziewczynka. Coraz bardziej zaczynało się jej to podobać. Ekscytacja i ciekawość zaczynały przejmować nad nią kontrolę.

-Mówisz wszystko? W jaki sposób? Jak tylko będę chciała?

Po chwili w specyficzny sposób zagryzła dolną wargę. Drżała. Nie mogła się  doczekać. Już teraz czuła gorącą, gęstą spermę w swoich ustach, na swojej twarzy, między cyckami, wszędzie. Dlaczego nigdy wcześniej się na to nie zdobyła? Zaczynała, żałować, że była aż tak bardzo pruderyjna. Och, przecież rozumiała, ale dlaczego tak mało próbowała, dlaczego w swoim życiu nie zrobiła chociaż jednej, głupiej rzeczy. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Patrzyła mu w oczy. Pokiwał głową.

-Tak, w różnych wariantach.

Mokra stróżka ciekła po jej udzie. Chciała znać szczegóły. Jak bardzo może sobie pozwolić? Co jest możliwe a co nie?

-To znaczy? - spytała cicho. 

Wiedział, że wygrał. Miał ją już w swojej kieszeni. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie będzie mogła się mu oprzeć. 

-Wszystko możesz sprawdzać. Możesz eksperymentować. 

W jej oczach w miejsce niedawnych łez pojawiły się iskry.

-Sprawdzać? Eksperymentować? - powtórzyła jak echo, a w głębi świadomości budziły się demony.

To było niesamowite. Czuła, że wpada w jakiś cudowny wir. Łagodnie się uśmiechał. Tłumaczył tak, jakby wyjaśniał obsługę domowego urządzenia.

-Masz pełną władzę, nad tym co tworzysz. Możesz sprawdzać, jak może być. Teraz nic cię nie ogranicza. 

-To czyste szaleństwo, - wyrwało się z jej gardła. 

-Nie. To świat twojej fantazji. Tu wszystko jest możliwe. 

-Mogę kochać się dzień i noc, bez utraty sił, bez lęku o ciążę, o choroby, bez lęku o to, na kogo trafię? - strzelała słowami jak z karabinu.

-Oczywiście, przecież jesteś tylko fikcją. 

-Bez konsekwencji? Nic się później nie stanie? 

-Nic się nie stanie. Bez obaw. 

To było dziwne. Z jednej strony czuła coraz większą ekscytację, a z drugiej jakaś siła nie pozwalała jej rozwinąć skrzydeł.

-Wiesz… - zaczęła.

-Tak? - spytał z troską w głosie.

-Nie może być lepszego świata, tylko… - nie skończyła.

Spuściła głowę. Uniósł jej podbródek.

-Tylko? - spytał z zaciekawieniem, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie musi o nic pytać. Przecież wiedział wszystko. 

-Co później? - odpowiedział pytaniem na pytanie. 

Przez cały czas patrzył jej w oczy. Tak jakby chciał, aby ona sama to z siebie wyrzuciła. Odczekał chwilę. 

-Jakie później?

Słowa nie mogły przejść jej przez gardło. To z czym miała się zmierzyć było o wiele trudniejsze niż się jej na początku zdawało.

-No, za tydzień, za rok, za kilka lat? W ogóle.

Chwycił ją za ramiona. Przytrzymał.

-Julio, możesz stworzyć wszystko.

-Tak, wiem, - zawiesiła głos. Miała wrażenie, że znajduje się w jakimś letargu. 

Teraz delikatnie nią potrząsnął.

-Nie rozumiesz, możesz stworzyć nawet wieczność. 

-Wieczność? - powtórzyła. 

Ponownie się uśmiechnął. Jeszcze bardziej ciepło. 

-Nie sama. Za moim przyzwoleniem i z moją pomocą, oczywiście. 

-Rozumiem, - westchnęła.

Dla niego nie było żadnych problemów. 

-Widzisz, jakie to proste.

Nagle uświadomiła sobie rzecz straszną: przecież ona nie istniała. Powiedział, że była tylko kopią. Miała niczego nie pamiętać. Miała zostać skasowana. Tak to określił. W takim razie, po co to wszystko? Po co ta wieczność? Jeśli nie ma prawdziwego życia, nic innego się nie liczy. Uświadomiła sobie, że nic nie ma sensu jeśli nie ma się wyboru. Dotarło do niej, że nie chce wieczności. Chce zestarzeć się z kimś kochanym. Chce być wspierana w dobrym i złym przez tyle ile będzie jej dane, a dopiero później odejść do lepszego świata. Chociaż, kto wie, może już to się stało. Może ona już umarła. Powoli traciła poczucie rzeczywistości. To było zbyt trudne.



12 lipca 2021

Kopia.

18. Jak to jest kochać się na ulicy.


Chciała zobaczyć, jak to jest kochać się na ulicy, jak ladacznica, jak ostatnia tania dziwka, bez zabezpieczenia, z każdym obleśnym fagasem. Chciała się oddawać tak, żeby widzieli ją ludzie, dużo ludzi, tak żeby widzieli ją jej znajomi, koledzy i koleżanki z pracy, tak żeby ze zgorszenia zakrywali oczy. Chciała spróbować wszystkiego, ale, by później, wszystko można było wymazać, tak by tylko ona o tym wiedziała.


Nagle, jeszcze raz straciła grunt pod nogami. Bardzo szybko unieśli się w powietrze, wiatr rozwiał jej włosy. Szybowali coraz wyżej i wyżej, z ogromną prędkością, mijając zielone wzniesienia porośnięte lasami, błyszczące wstęgi rzek i cudownie błękitne jeziora. Delikatnie trzymał ją za rękę, nie pozwalając się zgubić. Nie czuła swojego ciężaru, tylko zadziwiającą lekkość. Nie wiedziała, jak to się dzieje, nie wiedziała kim jest, co tutaj robi, ale czuła się coraz bardziej szczęśliwa. Byli coraz dalej i dalej.

-Chcę na ziemię, - powiedziała, kiedy przemierzyli jakieś kilkadziesiąt kilometrów.

Odwrócił się w jej stronę i obdarzył ją cudownym uśmiechem.

-W takim razie zamknij oczy.

Zamknęła, a kiedy otworzyła je ponownie, stali już na tej samej łące.

-Och, westchnęła, - więc jestem tylko kopią?

-Tak, - odpowiedział cicho.

Teraz bała się, że to wszystko może przestać istnieć. W ciągu tej jednej krótkiej chwili uświadomiła sobie, jak bardzo była samotna. Każdy kolejny dzień podobny był do poprzedniego. Mimo natłoku różnych spraw, zapchanego kalendarza, bez przerwy dzwoniących telefonów i całej listy maili czuła się jak kołek na środku oceanu. Wszystkie jej znajomości, z braku czasu, były płytkie i bardzo powierzchowne. Tak naprawdę, nigdy, nikogo dobrze nie poznała. Nawet samej siebie.

-Tylko powiedz mi, nikt, o niczym nic nie będzie wiedział? 

Jego głos stał się bardziej przygaszony. Czyżby jemu też było żal? 

-Tak. Oczywiście.

Pierwszy raz spojrzała na niego normalnie, bez lęku. Całkowicie bez lęku. Pierwszy raz spojrzała na niego ze szczerą sympatią i pożądaniem. Nie chciała wracać. Nagle stała sobie sprawę, że to jest jej świat. Świat, który zawsze istniał gdzieś wewnątrz jej głowy.

-Możesz stworzyć dla mnie wszystko? 

Milczał. Patrzył na nią spokojnie. Po raz pierwszy w życiu czuła się tak beznadziejnie podporządkowana, a jednocześnie tak bardzo szczęśliwa. 

-Tak, - powiedział w końcu. 

Po raz pierwszy uśmiechnęła się naprawdę szczerze.

-I mogę robić tutaj wszystko? - dociekała bojąc się, że to wszystko za chwilę zniknie.

Uśmiechnął się i odpowiedział porozumiewawczym spojrzeniem.

-Wszystko? Ach tak. Jeśli ja się na to zgodzę. 

Przysunęła się do jego twarzy. Chciała, aby coś się stało.  Teraz, w tej chwili. Podniecenie ekscytacja grały na każdej stronie. 

-Mogę popełniać błędy?

Znów się uśmiechnął. 

-Jak najbardziej, mała.

Przecież to nie może być prawda. Zaczynała rozpierać ją coraz większa radość. Chciała zobaczyć, jak to będzie. Chciała robić różne rzeczy, z różnymi mężczyznami, z kobietami, na różne sposoby, w różnych miejscach, sytuacjach, ale nie miała pojęcia, czy on, twórca tego świata, jak go nazywała, jej na to pozwoli. Szaleństwo. 

-Ile razy?

-Po wielokroć.

Nie mogła uwierzyć, ale podświadomie rozumiała, jakie możliwości jej to daje: seks bez ograniczeń, bez konsekwencji i bez poczucia winy. Z minuty na minutę budził się w niej demon pożądania. Podniecała ją myśl, że może ryzykować bez ryzyka. Gwałt, czemu nie? Właściwie, to nigdy nie była brana siłą. Jeśli to tylko fikcja, czemu by tego nie sprawdzić?   

-Po wielokroć? - spytała po raz kolejny.  

-Każdą sytuację.

-Każdą?

Chciała zobaczyć, jak to jest kochać się na ulicy, jak ladacznica, jak ostatnia tania dziwka, bez zabezpieczenia, z każdym obleśnym fagasem. Chciała się oddawać tak, żeby widzieli ją ludzie, dużo ludzi, tak żeby widzieli ją jej znajomi, koledzy i koleżanki z pracy, tak żeby ze zgorszenia zakrywali oczy. Chciała spróbować wszystkiego, ale, by później, wszystko można było wymazać, tak by tylko ona o tym wiedziała.



11 lipca 2021

Kopia.

17. Nie chciała już uciekać.


Poczuła jego sprężystą, gorącą skórę i zadrżała, ale już nie ze strachu, tylko z ogromnego podniecenia. Nie chciała już uciekać. Niezależnie od tego, co miałoby się wydarzyć. Chciała zostać. Czuła się coraz bezpieczniej, coraz lepiej. To był także jej świat. 


Była już pewna. To musi się stać. Cholera jasna. Jest taki przystojny, ma tak cudowne ciało... i ten jego kutas. Przecież musi mieć go w sobie. Pragnęła, aby wypełnił ją po brzegi, pozbawił oddechu i zaprowadził na samo dno piekieł. Wciąż się trzęsła. "Kurwa, zrób to ze mną", - myślała gorączkowo. Pokręciła tylko głową. Wystraszyła się, że mógłby zepsuć ten cudowny, wspaniały widok.

-Nie. Są doskonałe. Nigdy nie widziałam piękniejszych.

-Więc co stoi na przeszkodzie?

Opuściła głowę. Patrzyła pod nogi.

-Nie wiem. - powiedziała jak mała wystraszona dziewczynka. 

-To dopiero początek. Może jeszcze cię czymś oczarować? Mogę wszystko. 

Spojrzała na jego piękną, posągową twarz i powiedziała:

-Chcę do domu.

Nie słuchał. Zajęty był już czymś innym.

-Poczekaj, lubisz wodospady? - odezwał się po chwili. 

W tym samym momencie poczuła, że ziemia zapada się pod jej stopami.

-Och. Kręci mi się w głowie, - powiedziała. 

Ziemia ustąpiła pustce. Zapadła się, jak przy trzęsieniu. Tuż obok nich ogromną wyrwą w jednej sekundzie popłynęła z hukiem woda, tony granatowej, spienionej cieczy. Hałas był ogłuszający. Nie słyszała własnych myśli. Kiedy się uspokoiło znowu była tak oczarowana, że nie mogła złapać tchu.

-Och! Jak ty to robisz?! Wspaniała kaskada!!! - krzyczała, próbując zagłuszyć szum. 

Uśmiechnął się jeszcze serdeczniej. Najwyraźniej był bardzo zadowolony z siebie.

-Widzisz. Wiedziałem, że będzie ci się podobać. 

Nie mogła uwierzyć. 

-Woda! Tyle wody! Boże, jaki kolor! Jak cudownie szumi! To niesamowite.

Nie mogła utrzymać się na nogach. Jeszcze chwila a spadłaby w przepaść. Chwycił ją w ramiona w ostatnim momencie. Jego objęcia były pewne, ale delikatne. Trzymał ją a ona nie chciała, by puścił. Był bardzo gorący a ona jeszcze bardziej spragniona. Jego wargi były tak blisko jej ust. To musiał być sen.

-Zawsze zamykaj oczy, - usłyszała jego głos.

Nie wiedziała, czy to ta woda, czy w głowie jej jeszcze szumi. Może wypiła zbyt dużo? Nie, ale ona nie pije. Nie tyle, żeby… 

-Słucham? - odezwała się cicho, ale wiedziała, że ją usłyszy.

 Jego głos był bardzo spokojny i przyjemny.

-Przy każdej zmianie, zamykaj oczy.

Chciała się upewnić.  Przymknęła powieki pełna ufności. Teraz była jego. Była w jego ramionach.  

-Ach, co?

-Nie będziesz miała zawrotów, - wyjaśnił. 

Chciała, by ją pocałował. Chciała poczuć jego usta, by mogła zatopić się w nich, by stracić głowę, by całkiem stracić zmysły, by mieć choć trochę usprawiedliwienia. To, czego doświadczała bardziej przypominało dziwny słodko kwaśny sen, niż rzeczywistość.

-Chcę polecieć, jeśli mogę, - powiedziała półprzytomnie.

Spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się szarmancko.

-Szybko się adoptujesz. 

Uśmiechała się słodko. 

-Mogę?

Nie zaprzeczył. 

-Oczywiście. Sama, czy ze mną?

Miała wrażenie, że za chwilę obudzi się w domu, w swoim łóżku, że zadzwoni do Kamili, swojej najlepszej przyjaciółki i opowie jej, jaka to niesamowita historia się jej przydarzyła. Zwariowała ze szczęścia. 

-Z tobą, - powiedziała chwytając go za ramię.

Poczuła jego sprężystą, gorącą skórę i zadrżała, ale już nie ze strachu, tylko z ogromnego podniecenia. Nie chciała już uciekać. Niezależnie od tego, co miałoby się wydarzyć. Chciała zostać. Czuła się coraz bezpieczniej, coraz lepiej. To był także jej świat. 

-To niesamowite. 

-Hm, - westchnął.

-To jakiś sen, prawda?! - zapytała czując, że się rumieni.

Myślała, że nie odpowie. 

-A jak sądzisz? - zapytał tylko. 

-Sen. Powiedz, że to sen, - powtarzała patrząc mu w oczy.

Wciąż się uśmiechał. Byli razem. Było jej tak dobrze. 

-Tak. To sen, - usłyszała. 

-Boże, czego ja się wieczorem nałykałam.

-Sen, który śnimy oboje, - dokończył. 



10 lipca 2021

Kopia.

16. Rozgryzł ją.


Wiedziała, że nie będzie w stanie ukryć przed nim czegokolwiek. Jej myśli i ciało krzyczały głośno o seks. Rozgryzł ją. W ciągu tak krótkiego czasu całkowicie ją rozpracował. Zaplotła ramiona na swoim ciele. Coraz mocniej drżała. Zauważył to. 


Nie wiedziała, czy ma uciekać, bronić się, a może zostać i pozwolić mu zrobić z nią wszystko, o czym mówił. Może pozwolić mu się związać, zgwałcić i zostawić bez tchu. To nie byłoby takie złe. Przecież nie mogła się oszukiwać. Tego nie dało się ukryć. Była cholernie podniecona. Pragnęła go jak dzika suka. To nie było zwykłe pożądanie. Chciała zbliżenia. Chciała zobaczyć, jak będzie, kiedy się podda i pozwoli mu na wszystko. Poza tym było coś jeszcze. Chciała zobaczyć, jak dla niej tworzy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Już wyobrażała sobie kolejne, cudowne krajobrazy, wręcz całe światy. Już widziała się pośród łąk, kwiatów, nagą, podnieconą i tak bardzo spragnioną. Była zaskoczona, jak szybko weszła w tę grę. Z całą pewnością mogła powiedzieć, że to było lepsze niż seks. Ale przecież musiała się opanować. Musiała powiedzieć stop. Nie mogła sobie na to pozwolić. Jak by to wyglądało? Co powiedzieliby ludzie? Chociaż, do jasnej cholery, jacy ludzie?! Co obchodzili ją jacykolwiek ludzie?

Pokiwał głową.

-O nie, nie...  - zaprzeczyła. 

-Ależ tak moja mała. Spójrz prawdzie w oczy. Bawisz się, bo ja się bawię, doświadczasz rozkoszy, bo ja tego chcę. 

Patrzyła na niego z pytaniem w oczach. Nie mogła się na to zgodzić, a on mówił dalej:

-… płaczesz, bo ja płaczę…

-Przestań, - zaczęła szlochać, - Co ty ze mną robisz? Przecież tak nie można.

Nie wybiło go to z rytmu. Jeszcze bardziej czuła się bezradna.

-… śmiejesz się, bo ja się śmieję, - spokojnie ciągnął swój monolog.

-Ale ja nie chcę. Nie mogę. Nie tak.

-Możesz. Wiem, że możesz i chcesz.

Spuściła oczy. Znowu pojawiły się w nich łzy. Nie umiała nad tym zapanować. Znowu drżała, tylko tym razem nie wiedziała dlaczego. Może była zła na samą siebie. Czuła się tak, jakby dostała smacznego cukierka i sama nie pozwalała go sobie zjeść. To było straszne, a jednocześnie tak bardzo pociągające. Była jak ćma krążąca wokół płomienia. Wiedziała, że może spłonąć, a jednak nie potrafiła tego przerwać. To był zaklęty krąg.

-Jak możesz?! Jesteś egoistą. Myślisz tylko o sobie. Nic cię nie obchodzi. 

Jej słowa nie wywarły na nim najmniejszego wrażenia. Przynajmniej tak się jej zdawało. Pokiwał lekko głową. 

-Nie masz za grosz sumienia? Nic cię nie wzrusza?!

-Sumienie? Po co mi tutaj sumienie? Dlaczego miałoby cokolwiek wzruszać? W mojej wyobraźni mogę być, kimkolwiek zechcę. 

-Jesteś egoistą. 

-Nie zaprzeczam. Nigdy tego nie robiłem. Powiedz mi, a ty w swojej wyobraźni nie jesteś egoistką?

Patrzyła i nie potrafiła zaprzeczyć. Nastąpiła dłuższa chwila niezręcznej ciszy. 

-Rozbierz się, - wrócił do tego co było, - chcę na ciebie patrzeć. 

Była w prawdziwej rozterce. Nie wiedziała, co robić. Trzęsła się, jakby było bardzo zimno. Czuła, że pod oblewa całe jej ciało. 

-Och! - westchnęła.

Wiedziała, że nie będzie w stanie ukryć przed nim czegokolwiek. Jej myśli i ciało krzyczały głośno o seks. Rozgryzł ją. W ciągu tak krótkiego czasu całkowicie ją rozpracował. Zaplotła ramiona na swoim ciele. Coraz mocniej drżała. Zauważył to. 

-Może jest za zimno? - spytał z troską.

Nie było jej zimno, ale się trzęsła. Między nogami czuła dziwne, wciąż narastające mrowienie. Coraz bardziej pragnęła spełnienia. 

-Chcesz więcej słońca? Przegonić te chmury? - patrzył jej w oczy i uśmiechał się beztrosko i przyjaźnie.



Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...