Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lolita na polowaniu.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lolita na polowaniu.. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2019

Lolita na polowaniu.


41. Na pewno pomogę. 

Nie wiem jak to się stało, ale nagle stał przede mną. Dokładnie tak, jak w tym moim śnie. Stał przede mną i patrzył na mnie. Przeszywał mnie tymi swoimi przenikliwymi oczami. Miał na sobie taką samą kraciastą koszulę. Była dokładnie taka sama, jak w tym moim śnie, tyle tylko, że to nie była koszula, lecz bluza. Pod spodem miał zwykłą, cienką białą koszulkę, lecz nie miało to znaczenia. Wystarczyło, że wyglądało tak samo.
No więc, stał przede mną w tej swojej kraciastej bluzie i uśmiechał się. Jego uśmiech był, powiedzmy, że szczery i serdeczny, ale było w nim coś, co mnie przerażało. Było w nim coś co sprawiało, że czułem ciarki na plecach i miałem wrażenie, że moje nogi są jak z waty. Byłem jeszcze bardziej sparaliżowany niż przedtem, a on, jak gdyby nigdy nic, stał naprzeciwko mnie i po prostu tak patrzył. 
Miałem wrażenie, że za chwilę dostanę zawału. Stał z tą swoją strzelbą. Trzymał ją w ręku. Nie była zawieszona na plecach, lecz trzymał ją w ręku, jakby gotową do strzału. W tym momencie widok broni sprawił, że przeraziłem się śmiertelnie. Nie wiem, czy było po mnie to widać, ale musiałem być blady jak ściana. Miałem wrażenie, że krew z mojej głowy odpłynęła w kierunku nóg. On tymczasem odezwał się tymi słowami: 
-Wiesz co, sąsiad, mam tylko jedną córkę…  
Zachwiałem się i miałem wrażenie, że za chwilę upadnę. Nagle, jak gdyby nigdy nic, klepnął mnie w ramię i pociągnął za sobą.
-Chodź sąsiad, coś ci pokażę. 
Dalej las był tak gęsty, że nie było możliwości poruszania się samochodem. Zarośla, praktycznie, nieprzebyte, jak w dżungli amazońskiej, a drzewa stare niczym dzika puszcza. Wydawało mi się, że znów śnię. Takiego lasu nigdy tutaj nie widziałem. Był z koszmaru. 
Ruszyliśmy ścieżką wzdłuż skarpy. Była wąska, wydeptana przez ludzi i zwierzęta. Zdaje się, że to był jakiś dość często uczęszczany trakt. Nie zmieniało to jednak faktu, że cholernie się bałem. Drzewa przechylały się na jedną stronę ze zbocza prosto na nas. Zwieszały swoje gałęzie, na których rosół mech. Powietrze było tutaj wilgotne i ciężkie. Miałem wrażenie, że znajdujemy się, znów obok jakiegoś zbiornika wodnego. Po jednej i po drugiej stronie wystawały paprocie. Szedłem za nim i nie pytałem o nic więcej. On także się nie odzywał.
Nagle ku mojemu, kompletnemu zaskoczeniu, ścieżka się skończyła. Stanęliśmy przed malutkim, drewnianym domkiem z niewielkim podwórkiem. Ogrodzony był uroczym płotkiem, również drewnianym. Zabudowanie pokryte było eternitem i miało dwa niewielkie okna. 
Na mój gust, domek miał może dwadzieścia pięć, może trzydzieści metrów powierzchni i widać było, jest stary. Tak, czy inaczej, trzymał się dosyć dobrze. Nie wiem dlaczego, ale to miejsce zauroczyło mnie swoim widokiem. 
Co najważniejsze, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, z faktu, dlaczego właśnie tutaj mnie przyciągnął mój sąsiad. Chociaż, tak tak naprawdę, tajemnica jeszcze się do końca nie wyjaśniła. W każdym bądź razie, mogłem mieć nadzieję, że nie umrę jeszcze w tej chwili. 
Paweł stanął obok mnie, spojrzał mi w oczy tak samo jak poprzednio i odezwał się: 
-Tak jak mówiłem, sąsiad, mam tylko jedną córkę i chciałbym, żeby była szczęśliwa.
-Aha, a o co chodzi? - odezwałem się potulnie.  
-Znalazłem ten domek rok temu.
-Rozumiem… no i… 
-Wiem, że ona lubi takie rzeczy. Postanowiłem więc go wyremontować. 
-Aha… 
-Zapytałem leśniczego, czy ten kawałek lasu jest na sprzedaż. Był. Udało się nabyć tą ruinę.
Wszystko powoli zaczynało być jasne. 
-Postanowiłem włożyć w to trochę kasy i go wyremontować. To dla niej. 
-W porządku, a jaka jest moja w tym rola? 
-Chciałbym żebyś… - przerwał, - mam taką prośbę, oczywiście, pod warunkiem jeśli się zgodzisz… jak najbardziej nie za darmo… no wiesz, chciałbym, żebyś czasami mi pomógł…  
Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. 
“Ach, to o to chodziło” - pomyślałem. 
Wiesz, będzie dużo pracy… 
Zrobiło mi się słabo. Czułem, że natychmiast muszę usiąść. Dopiero teraz zrozumiałem w czym rzecz. Chciało mi się śmiać i płakać za razem. 
“Boże kochany, a ja głupi wyobrażałem sobie nie wiem co! On nic nie podejrzewa. Nawet teraz.” 
-Oczywiście sąsiedzie, - odpowiedziałem z serdecznym uśmiechem, - jak tylko będę miał chwilę czasu, to pomogę. Na pewno pomogę. 

KONIEC


11 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

40. Poopalaj się troszkę.

Nic jednak się nie stało.  Przynajmniej nie w tej chwili. Nic takiego, co kazałoby mi mieć w dalszym ciągu złe, nieprzyjemne skojarzenia. Facet schował karabin do skrzynki na burcie samochodu i więcej go już nie widziałem.
Ruszyliśmy przed siebie. Po pokonaniu kolejnych kilkuset metrów po piasku, znaleźliśmy się nad niewielkim rozlewiskiem wodnym. Wiedziałem, że coś takiego tutaj istnieje, ale nigdy nie miałem okazji być w tym dziwnym miejscu. Chociaż muszę przyznać, że zakątek był bardzo uroczy. Otoczony niskimi zaroślami, poprzetykany tu i ówdzie brzozami i wierzbami. Nad samym brzegiem rosła gęsta trzcina i tatarak.
Przez jakiś czas zastanawiałem się, po co, właściwie, tutaj przyjechaliśmy. Czyżby chciał polować na kaczki? To było bardzo prawdopodobne, chociaż, z drugiej strony, tak prawdę mówiąc, nie widziałem tutaj żadnego ptactwa wodnego.
Nie miałem okazji zastanowić się nad tym głębiej, bo ruszyliśmy dalej. Jechaliśmy wzdłuż brzegu rozlewiska powstałego w starej, zamkniętej od lat, żwirowni. Zbiornik okazał się być dużo większy, niż mi się, na początku, wydawało. Być może, po ostatnich, obfitych opadach deszczu wystąpił z brzegów. Nie wiem. Trudno było mi to wszystko w tej chwili ocenić. Właśnie minęliśmy grupę wędkarzy, wygodnie usytuowanych między wysokim czcinowiskiem. Pomachali do nas przez chwilę, dyskutując coś między sobą. Pojechaliśmy dalej
W końcu dotarliśmy do dość rozległej i ładnej, dzikiej plaży. Było tu już znacznie więcej osób. Uśmiechnąłem się do siebie, bo o tym, że w tym miejscu jest kąpielisko, nie miałem zielonego pojęcia. Powiem szczerze, zaskoczyło mnie to bardzo. W pewnym momencie zobaczyłem nawet molo. Wcale nie było małe. Sięgało jakieś pięćdziesiąt metrów w głąb jeziora. Ktoś musiał to kiedyś tutaj zbudować.
Ludzie siedzieli na piasku i opalali się. Część z nich pluskała się beztrosko w wodzie. Ja również miałem ochotę się wykąpać. Przez chwilę zastanawiałem się, nad tym, czy jest dostatecznie ciepła.
-No dobrze, - zwrócił się do córki, - to my ciebie tutaj, Julcia, na chwilę zostawimy i pojedziemy coś zobaczyć.
Dziewczyna spojrzała na niego spod dopuszczonych brwi. Najprawdopodobniej, w ogóle, nie miała zamiaru zostawać sama, ale widać było, że nie ma zamiaru sprzeciwiać się ojcu. Natomiast, jeżeli chodzi o mnie, no cóż. Zacząłem się bać jeszcze bardziej. Przyznam się, że po moich plecach biegał już jeden, nie dwa, ale setki dreszczy. Chociaż, zdaję sobie sprawę z faktu, że było to dość głupie z mojej strony. Było dostatecznego powodu, by facet chciał się mnie pozbyć.  
Tak czy inaczej, gdzieś w podświadomości towarzyszyła mi myśl, że całe to polowanie, to jedna wielka fikcja, że wszystko było dokładnie zaplanowane. Miałem wrażenie, że teraz wywiezie mnie gdzieś w odludne miejsce i rozwali jak bezdomnego psa. Wiem że to niedorzeczne, ale nie potrafiłem opanować narastającego lęku. Bałem się jak cholera, ale nie miałem odwagi, w jakikolwiek sposób, zaprotestować. Wydawało mi się, że muszę robić dobrą minę do złej gry i brnąć w to dalej.
Już po kilku minutach, byłem kompletnie roztrzęsiony. Mimo to, za wszelką cenę, próbowałem ukryć mój stan. Zdawałem sobie sprawę, że jest to tylko mój wewnętrzny, irracjonalny lęk, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Bo tak naprawdę, gdyby zastanowić się nad tym dokładniej, co dawało mi powody do myślenia, że stanie się właśnie coś strasznego? Czy zraniony ojciec może rozwalić faceta za to, że bzykał się z jego ukochaną córeczką? Raczej nie. W tej chwili, mogły być to tylko moje zalęknione przypuszczenia. To było śmieszne. Byłem przecież dorosłym facetem. Nie chciałem zachowywać się jak wystraszony gówniarz. Jeżeli mówił, że ma mi coś do pokazania, to pewnie tak było.
Wyciągnął z samochodu koc i dał jej, wskazując niewielkie zagłębienie nieco z boku.
-Poopalaj się troszkę, córcia, a my za jakieś pół godziny wrócimy, - powiedział do niej.
Nie wiedziałem, czy mam mu wierzyć, czy nie. Zastanawiałem się, co miał na myśli, mówiąc, że wrócimy. Czy chciał wrócić sam, czy ze mną? Nie spytałem jednak on o nic. Uśmiechałem się tylko i zastanawiałem, czy ten uśmiech jest wystarczająco prawdziwy.
Ruszyliśmy. Od razu wjechaliśmy w las. Tym razem był on zupełnie inny. To były świerki, takie grube, wysokie i ponure. Ich gęste konary szczelnie zasłaniały i niebo, a monotonny szum, był wrogi, jakby żywcem z horroru wzięty.
Nie było drogi. To było jakieś pustkowie. Poruszaliśmy się tylko dlatego, że samochód miał napęd na cztery koła. Słyszałem trzask gałęzi pod ogumieniem, rzucało nami z lewa na prawo jak w maszynie do losowania.
-Sąsiad, - odezwałem się w pewnym momencie, - czy ty na pewno wiesz, gdzie jedziemy?

10 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

39. Zimne dreszcze na plecach.

Nasza terenówka bez trudu pokonywała najgłębsze kolejny, świetnie też radziła sobie z omijaniem powalonych drzew i wystających konarów. Co prawda, silnik warczał i rzęził, jakby za chwilę miał się rozpaść, lecz cała konstrukcja auta rewelacyjnie znosiła trudy podróży na wąskiej i nierównej drodze.
W momencie, kiedy zastanawiałem się, czy dobrze zrobiliśmy wjeżdżając samochodem do lasu, okazało się, że las już się skończył.  Niestety, droga którą się poruszaliśmy, również. Miejsce było mi dosyć dobrze znane, lecz nigdy nie pokonywałem go w taki właśnie sposób.
Właśnie dotarliśmy do starej nieużywanej już kopalni piasku i żwiru. Zamiast pięknego traktu, pod kołami mieliśmy ogromne głazy, po których trzeba było zjechać do dołu. W tej chwili zaczynałem mieć już poważne wątpliwości, czy łazik sąsiada sobie z tym poradzi. Kiedy wychyliłem się do przodu i spojrzałem przez przednią szybę, zorientowałem się, że zjazd jest naprawdę stromy.
Samochód był jednak mocniejszy i dużo bardziej sprawny niż mi się na początku wydawało. Powoli, metr po metrze, przesuwał się po kamiennych schodach, by wreszcie stanąć na dnie wielkiego wyrobiska.
-No i jak, kurczaczki, żyjecie?! - usłyszałem od strony kierowcy.
Odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy. Nie wiem dlaczego, ale ponownie jego wzrok zdawał się mnie przeszywać na wylot.
Facet miał bardzo przyjemną twarz. Uśmiechał się od ucha do ucha i widać było, że ma bardzo dobry do mnie stosunek. Mimo wszystko, w jakiś przedziwny sposób, odczuwałem pręgierz jego spojrzenia na swojej duszy. Miałem wrażenie, że od samego początku wie o wszystkim i tylko czeka na odpowiedni moment, aby wymierzyć sprawiedliwość. Zdaje się, że były to jednak tylko moje subiektywne odczucia, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.
Zresztą, powinienem już dawno był to zauważyć, że identyczne spojrzenie miała jego córka. Ona także potrafiła przykuć mnie swoim wzrokiem.
W tym momencie jednak jej oczy spotkały się z oczami ojca.
-Tato, przestań się wygłupiać, -  powiedziała spokojnie, ale stanowczo. - Kiedy wreszcie dojedziemy na miejsce?
Wyglądało to nieco dziwnie. Ona patrzyła na swojego tatę, a ja na nią. Znów się zmieniła. Zaskakiwała mnie na każdym kroku. Była jak kameleon. Teraz znów była zwykłą, normalną uczennicą, niemającą w sobie nic z tej wyuzdanej ekshibicjonistki, którą zdawała się być jeszcze przed chwilą.
Przerzucone do przodu rude włosy, rozsypały się w nieładzie, zasłaniając większą część jej ślicznej buzi. Jej oczy wydawały się jeszcze bardziej brązowe i jeszcze bardziej przenikliwe, aczkolwiek, znów tak niesłychanie skromne. Usta wypełniły się krwią i napęczniały, a policzki promieniowały młodzieńczą energią i witalnością.
W tej samej chwili zeza przedniego siedzenia wypadła strzelba myśliwska. Nie wiem co to był za rodzaj broni, nie znam się na tym kompletnie, ale już sam jej widok przyprawił mnie o zimne dreszcze na plecach. Miała lakierowaną drewnianą rękojeść i optyczny duży celownik. Wydawało mi się że takim sztucerem można zabić człowieka przynajmniej z kilometra. Najprawdopodobniej nawet bym nie usłyszał strzału.  
-Jasna cholera!  - zaklął, widząc moje przerażenie - Przepraszam sąsiad. Nie powinno się to tu znaleźć.
Musiałem wyglądać na porządnie wystraszonego, bo przyglądał mi się przynajmniej przez minutę. Tak czy inaczej,  uczucia, jakich doświadczyłem w tym momencie, nie były zbyt ciekawe. Ja także mu się przyglądałem. Patrzyłem na niego w taki sposób jakbym chciał wyczytać z jego twarzy wszystkie myśli i zamiary.

9 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

38. Bardzo głęboki dekolt.

Podróż może nie należała do najprzyjemniejszych, W środku  było bardzo głośno, ale za to była ciekawa i intrygująca. Czarny, doskonale zachowany ułaz z rozkładanym dachem z brezentu poruszał się polną drogą szczytem niewielkiego wzniesienia. Koła brnęły w głębokich koleinach, a przy każdym większym dołku rzucało nami z boku na bok.
Nie to, jednak, było najważniejsze w tym wszystkim. Nie to zapamiętałem tak mocno. Najważniejsze było to, że ona siedziała tuż obok mnie i, że to razem wybieraliśmy się na tą wycieczkę. Byłem bardzo podekscytowany. Zresztą ona chyba także. Wystarczyło tylko spojrzeć na jej twarz, na jej roześmianą buzię. Jej oczy płonęły i rzucały iskry, gdzie tylko spojrzały.
W pewnym momencie, przykuła mnie swoim wzrokiem tak mocno, że w ciągu jednej chwili zrobiło mi się naprawdę gorąco. Wiedziałem, że ta wyprawa nie skończy się tylko na polowaniu. Obydwoje znajdowaliśmy się na tylnym siedzeniu. Byliśmy bardzo blisko siebie. Właściwie to stykaliśmy się ramionami.
Po jakimś czasie, niespodziewanie, pochyliła lekko głowę i spojrzała na mnie spod opuszczonych brwi. Ruda długa grzywka od razu opadła na czoło, zasłaniając też część twarzy. Byłem całkowicie przekonany, że ta młoda dziewczyna absolutnie nie da mi spokoju i, tylko jak wysiądziemy z tego auta, będzie szukać okazji do gorącego zbliżenia.
Miałem jednak nadzieję, że przynajmniej dopóki nie znajdziemy się na miejscu, nie będzie próbowała mnie uwodzić. Oczywiście, życie potrafi sprawiać przeróżne niespodzianki. Myliłem się. Zdaję sobie sprawę z faktu, że każdy wiek ma swoje prawa i przywileje. Wydaje mi się, że ona była akurat w takim newralgicznym punkcie swojego życia. Na tyle młoda, aby nie być dostatecznie poważną i na tyle dorosła, by zdawać sobie sprawę z własnej seksualności. Jej wiek wręcz predysponował ją do takiego zaczepnego zachowania. Szczególnie jeśli spotkała kogoś, kto był podatny na jej uroczą aparycję. Czułem, że będzie się działo. Już po chwili miałem się o tym przekonać na własnej skórze.
Ubrana była w jeansowe, obcisłe spodnie, elastyczny top z dzianiny i skórzaną ciemną kurtkę. W aucie było dosyć gorąco. Jej wierzchnie okrycie było rozpięte, a bluzka wyposażona była w bardzo głęboki dekolt, spod którego, kipiąc, próbowały wydostać się jej jędrne, napęczniałe piersi. Dziewczyna doskonale o tym wiedziała.
Rozsiadła się wygodnie, a huśtający się we wszystkie strony w samochód, robił resztę. Jej duże, jędrne cycki, przy każdym, gwałtownym ruchu, coraz bardziej wychodziły na wierzch. Zamiast się nieco speszyć tym faktem i w jakiś sposób próbować ukryć swoje krągłości, uśmiechała się tylko szelmowsko i pozwalała działać prawom fizyki. Czułem się trochę niezręcznie, bo za kierownicą, odwrócony tyłem, ale jednak, siedział jej ojciec. Miałem wrażenie, że i tak, cały czas, obserwuje nas przez lusterko wsteczne. Ona jednak, żaden sposób, się tym nie przejmowała.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie włożyła stanika i, że za moment jej ciemne brodawki, a może nawet sutki, wysuną się spod materiału.
Wkrótce nasz samochód wjechał do lasu. Mimo, że na początku, okolica była bardzo podobna, wystarczyło jedynie kilka kilometrów by otoczenie całkowicie zmieniło swój charakter. Miejsce całkowicie różniło się od tego w którym znajdowaliśmy się wczoraj. Drzewostan był gęsty, stosunkowo młody i liściasty. Jechaliśmy wąskim, gruntowym, ubitym traktem, który prowadził nas prosto przed siebie. Z powodu gęstwiny listowia, oświetlenie zmieniło kolor na zielony.

8 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

37. Budyń waniliowy.

Nie wiem, ile to wszystko mogło trwać, ale musieliśmy bzykać się już dość długo. W innych okolicznościach, być może w ogóle, nie zwrócił bym na to uwagi, ale jako że okno mojego salonu wychodziło na wschód, promienie słońca coraz mocniej zalewały cały pokój rozświetlając nasze nagie serwetki. O tak. To było cudownie. To był widok jak z bajki: Dwoje nagich ludzi, połączonych ze sobą w miłosnym uścisku, zgranych z boską precyzją.
Leżałem z  nogami skierowanymi w stronę  okna. Górną częścią ciała byłem wsparty o brzeg w kanapy. To była dosyć wygodna pozycja. Moja kochanka dosiadała mnie tyłem, tak jak poprzednio, z tym, że teraz niczym finiszująca dżokejka pochyliła się do przodu. Ciężar swojego ciała utrzymywała na kolanach, ułożonych na zewnątrz moich ud. Jej młode ciało było sprężyste i giętkie. Pieszcząc piersi, unosiła się i opadała w równym, miarowym tempie, Przyprawiając mnie o niesamowicie silne zawroty głowy.
We wciąż  narastającym podnieceniu, chwyciłem ją za pośladki i pomagałem w utrzymaniu płynnych, wahadłowych ruchów. Wchodziłem w jej dupcię powoli, majestatycznie i do samego końca. Jej kakaowy otworek był tak ciasny, że musiałem użyć wszystkich sił, aby nie spuścić się do środka już w tej chwili.
Góra-dół, góra-dół, góra-dół… płynnie, głęboko i bez najmniejszego skrępowania. Co jakiś czas nabierałem na rękę spory zapas śliny i przenosiłem ją na mojego, poruszającego się w niej, fiuta w okolice jej słodkiej dupeczki. W końcu fedrowanie jej kanału analnego stało się dużo łatwiejsze, a ona pochyliła się do przodu jeszcze bardziej. Oparła się dłońmi o dywan między moimi nogami i przyspieszyła ruchy biodrami.
Było naprawdę słodko, uroczo i upojnie. Te płynne, głębokie posunięcia były niczym wahadełko hipnotyzera. Mógłbym patrzeć i patrzeć bez końca, ale czułem gdzieś z tyłu czaszki delikatne mrowienie, które dziwną falą zaczynało rozchodzić się po całym moim ciele. Przemierzało na klatkę piersiową brzuch i, niczym zakaźna choroba, kumulowało się w jądrach i kutasie nie dając mi pozbierać myśli i skupić się na czymkolwiek w konkretnym. Całymi płucami wdychałem odużający zapach jej dupki wymieszany z moją śliną i nie wierzyłem, że to dzieje się naprawdę.
W którymś momencie, kiedy pochyliła się jeszcze bardziej i uniosła swoje biodra, mój kutas wysunął się z jej ciasnej studni. W ostatnim akapicie desperacji próbowałem jeszcze ścisnąć go mocno w połowie długości. Miałem nadzieję, że powstrzymam tą fale gorąca, która ogarnęła już całe moje podbrzusze. Niestety pożaru nie dało się już ugasić. Moim ciałem szarpnął niesamowicie silny skurcz. Zaciśnięta dłoń zaczęła się trząść, a z dziurki na końcu fiuta popłynęło białe gęste, lepkie, nasienie.
Moja armata była imponujących rozmiarów. Przypominała pieczarkę z podwiniętym kapeluszem. Ściskam ją z całych sił, wędzidło między grubą, opadającą łeb żyłą, naciągnęło się aż do bólu, a sperma i tak płynęła i płynęła. Tworzyła aromatyczne, leniwie płynące stróżki i potoki po obydwu stronach jej cipki. Swoim wyglądem przypominały nieco rzadki, świeżo ugotowany budyń waniliowy.
Moja rudowłosa kochanka w pewnym momencie odwróciła swoją śliczną buzię w moją stronę i spojrzała mi prosto w oczy. Na jej ustach malował się delikatny, przekorny uśmiech. Nosek drgał w subtelnym, zabawnym poirytowaniu.
-No i jak ogierze? - spytała, - Zadowolony jesteś?
Drżałem jeszcze, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
Tymczasem ona skręciła swój tułów jeszcze bardziej, wyciągnęła ramię i chwyciła mnie za mojego sztywnego kutasa. Jako, że jeszcze bardzo mocno sterczał i jakoś nie miał zamiaru i się poddać, dość brutalnie wygięła go do dołu, w stronę swojego pośladka i wcisnęła jego głowicę w miękkie, sprężyste ciało. Później, właśnie w ten sposób niczym pędzlem, rozmazała nasienie po całej powierzchni swojej dupci. Naprężyłem się i wyrzuciłem z siebie jeszcze kilka porcji białego pożądania. To wszystko było słodkie i niesamowicie podniecające.

7 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

36.  Zakazany owoc.

Usiadła na mojej twarzy swoją dupą. Moje usta wylądowały dokładnie między jej pośladkami. Boże, cóż miałem wtedy robić?! Wystawiłem język i zacząłem nim zaglądać tak daleko, jak tylko się stało. W pewnym momencie znalazł się dokładnie w środku. Zawirowało mi w głowie już od w samej tylko świadomości, że to robię.
No tak, robiłem to, co robiłem. Nawet  trudno było mi to nazwać. Drżałem już na samą myśl. Boże pchałem się językiem w jej dupę. Pchałem się głęboko, tak porządnie i dosadnie. Zamknąłem oczy, bo nie byłem w stanie pomieścić tego wszystkiego w mojej głowie. Miałem wrażenie, że pozostanie to w moim życiu jakąś wielką traumą, że nie będę umiał się z tego otrząsnąć.
Nie śmiejcie się, dla mnie starego byka, było to czymś, co przerastało moje najśmielsze wyobrażenia o seksie. W tej jednej krótkiej chwili w tempie błyskawicznym pozmywałem się resztek mojej pruderii i brałem życie takim, jakim jest. Brałem je bez wstydu i skrępowania. To była moja młodziutka i delikatna Lolita. Nie miałem prawa narzekać i zastanawiać się, co by było, gdyby.
Siedziała na mnie swoimi pośladkami, a ja lizałem i lizałem. Czyściłem jej otworek nabierając na język coraz więcej śliny. Czyściłem go, a ona wzdychała, trzęsła się i drżała na całym ciele.
-Och, uuuaaach, tak mi dobrze, tak mi rób, jest tak cudownie! Proszę liż mnie jeszcze! - wyrzucała ze swojego gardła coraz bardziej gorące słowa.
To było ponad moje siły. W pewnym momencie jej pośladki twardo zamykały się na moim nosie i utrudniały oddychanie. Trudno jest mi to wszystko opisać.
Nie macie pojęcia, jaką miała minę, kiedy na mnie usiadła. Jej oczy, po prostu, błyszczały blaskiem wszystkich gwiazd. Iskrzyły jak choinka w Boże Narodzenie. Jej uśmiechnięte usta zdawały się mówić: “wreszcie!”
Siedziała na moich udach. Odchyliła się do tyłu dość mocno, jedną ręką chwyciła za własny pośladek, a drugą ujęła mojego chuja. Kilkakrotnie przesunęła dłonią, jakby niedowierzając, że jest taki gruby i twardy. Patrzyła na głowicę z podziwem i zachwytem i, jako, że jej słodka dupeczka była już pełna śliny, swoją pozostawiła jedynie na mojej głowicy. Po wszystkim bez żadnego skrępowania skierowała ją prosto do celu.
W pierwszym momencie wydawało mi się, że będę miał jakieś problemy, aby w nią wtargnąć. Mój chuj przecież był taki napęczniały, a jednak, po pokonaniu pierwszego ciasnego otworu, wślizgnął się jak nóż i masło.
-Oooo Boże! - westchnąłem, a przed moimi oczami wirowały kolorowe kółeczka.
Za wszelką cenę próbowałem zapanować nad moim podnieceniem, uspokoić oddech i rozszalałe bicie serca, ale, sami rozumiecie, było to raczej niewykonalne. Wciąż się uśmiechała. Och była taka młoda, taka delikatna, na dodatek córka sąsiadów, nastolatka i uczennica jeszcze. Zakazany owoc. Powiedźcie mi jak to ogarnąć?! Trzymałem swojego fiuta w jej dupie. Nie mogę w to uwierzyć, wciąż nie mogę w to uwierzyć.

6 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

35. Ona była rozwiązła.

Kochaliśmy się jak szaleni, zupełnie zapominając o tym, że mieliśmy przecież jechać na to polowanie. Chuj z polowaniem, przecież i tak się kompletnie na tym nie znałem.
Przyznam się, że zupełnie straciłem poczucie czasu. Nie interesowało mnie, która jest godzina. Nie interesowało mnie to, że jej ojciec w każdej chwili mógł wejść. Drzwi do domu przecież nie były zamknięte. Cholera jasna, chciałem być tylko  z nią być i cieszyć się tą ulotną chwilą. Cieszyć się, nawet jeśli miałbym zapłacić za to najwyższą cenę.
Mógłbym wtedy przynajmniej powiedzieć, że umarłem, będąc tak bardzo szczęśliwym. Niemniej, w tamtej chwili, zupełnie o tym nie myślałem. Byłem tylko ja i ona. Ja i moja słodka Lolita. Och jak było mi dobrze! Pragnąłem więcej i więcej. Byłem jak narkoman na głodzie byłem jak szaleniec, który nie dba o nic.
Już wkrótce zmieniła ułożenie swojego ciała. To znaczy, wciąż spoczywała na mojej twarzy swoją słodką cipeczką, ale teraz jej pośladki znajdowały się dokładnie nad moimi oczami. Boże, to było zajebiste! Przesłaniały mi cały widok. Ja pierdolę, mój nos wylądował dokładnie na jej kakaowym oczku. Chyba dokładnie to zaplanowała. To były niesamowite doznania.  Do dziś czuję ten specyficzny zapach. Wiem, wiem, ale to nie był zapach zwykłej dupy. Chociaż, kto wie może byłem przez nią aż tak bardzo opętany.
Drżałem z podniecenia. Wąchałem jej dupkę. Oglądałem ją z tak bliska. Trudno było mi skupić wzrok, ale i tak patrzyłem jak opętany. Wdychałem zapach jej kakaowego oczka. Niemalże tej samej chwili zapragnąłem wpakować się tam swoim twardym kutasem i spenetrować dogłębnie.
Nie wypowiedziałem jednak tego życzenia na głos. Nie miałem takiej możliwości, ale też nie miałem odwagi. Nie umiałem wyobrazić sobie, że mam powiedzieć jej, iż chcę zagłębić się w jej dupeczce moim twardym fiutem i w ten sposób ją porządnie zerżnąć.
Niemniej teraz siedziała na mnie tymi swoimi obszernymi pośladkami. Wierciła się, dopasowała swoją pozycję. Było jej nieco łatwiej, bo klęczała na dywanie. Jej kolana znajdowały się tuż obok mojej głowy. Przez to, że nie musiała zbyt szeroko rozchylać swoich ud, było jej dosyć wygodnie. Kręciła się tak długo, dopóki mój język w całości nie wylądował na jej łechtaczce.
Później nie pozostało mi nic innego, jak tylko zacząć obracać nim we wszystkie strony. Wierciłem nim niczym małym wiatraczkiem, zacząłem chlapać i uderzać jak łopatką w piaskownicy.
-Oooooch, aaaaach, uuuaaaahhhh… - jęczała i wzdychała już na całe gardło.
Obracała swoimi biodrami na wszystkie strony. Raz opuszczała się niżej, drugi raz podnosiła do góry, a ja lizałem i lizałem. Małymi łykami spijałem nektar z jej kwiatuszka. Byłem tak cudownie zadowolony. Byłem szczęśliwy, że właśnie jestem w takim, a nie innym, położeniu.
To było prawdziwe szaleństwo. Nie potrafię tego wyjaśnić. Jak to się stało?
Kiedy usiadła na mojej twarzy swoimi pośladkami, kiedy moje usta wylądowały dokładnie na jej kakaowym oczku, myślałem, że zwariuję ze szczęścia. Miałem wrażenie, że za chwilę się spuszczę, a  się nasienie poleci wprost na jej cycki. No, pewnie by się tak stało, bo byłem niesamowicie podniecony. Ciśnienie w moich jądrach o mało mi ich nie rozsadziło.
Powiem szczerze, byłem chyba bardziej zboczony, niż mi się wydawało. No cóż, jeżeli ja byłem zboczony, to pozostaje proste pytanie: jak bardzo ona była rozwiązła? Trudno jest mi sobie wyobrazić jak, bardzo była wyuzdana. Włosy na mojej głowie się jeżą, gdy pomyślę sobie, ile wtedy miała lat. Niestety, tak się działo. Tak było. To była moja mała Lolita.

5 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

34. Spenetrować każdy jej zakamarek.

Zanim dotarła do końca, zobaczyłem, że jej twarz zmienia się w dziwny, niezrozumiały dla mnie sposób. Zamknęła czy. Właściwie to zacisnęła powieki bardzo mocno. Przechyla głowę na jedną stronę, szeroko otworzyła usta i bardzo szybko oddychała. Łapała powietrze całymi haustami, jak konający. Nie wiedziałem, co się dzieje. Jej brzuch zaczął się szarpać coraz bardziej intensywnych konwulsjach, a piersi kołysały się we wszystkie strony.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że jej dłoń znajduje się dokładnie na środku słodkiej cipeczki. Palce manipulowały na łechtaczce jak na strunach harfy. Szarpały jak, jakby chcąc wydobyć jakieś dziwne, tajemnicze dźwięki. Cała jej osoba skupiała się na tej melodii, na melodii, którą grała na własnym ciele, na własnych organach.
W tej chwili tak bardzo żałowałem, że nie mogłem tego usłyszeć. Mogłem się tylko domyślać, domyślać się tego, co ona czuje. Widziałem, że jest w swoim, żywiole. Drażniła ją i drażniła. Widziałem tylko jak jej słodkie ciało pokrywa się coraz większą ilością drobniutkich kropelek potu. Widziałem, jak jej piersi błyszczą w promieniach słońca wpadających przez otwarte okno. Ciężko oddychała, zupełnie jakby była bardzo chora.
Dopiero po dłuższej chwili opadła na mnie. Czułem na nosie jej dłonie. Jej drobne, długie palce drażniły także i mnie. Może nieświadomie, ale jednak. Wysunąłem język i zacząłem nim obracać i we wszystkie strony. W odpowiedzi zaczęła jęczeć jeszcze głośniej:
-Ooooooooch, aaaaaach, uuuuuuuaaach!!!  
Teraz jeszcze bardziej intensywnie pachniała. To wszystko było takie trudne do ogarnięcia świadomością. No, ale cóż, cóż tu było do ogarnięcia? Trzeba było, po prostu, w to brnąć jak nastolatek, jak gówniarz bez z podstawówki.
Później otworzyła ją swoimi paluszkami, kładąc je po bokach i rozciągając na dwie strony. Jej ciasna jaskinia miłości rozchyliła się niczym egzotyczna orchidea. Mięsiste płatki poruszały się w delikatnych, ale szybkich skurczach. Natomiast sam środek otwierał się i zamykał, hipnotyzując mnie swoim urokliwym, słodkim widokiem. Pachniała jak szeherezada, tak bardzo intensywnie i upojnie.
Tak bardzo chciałem w nią wejść, poczuć jej ciasne podwoje swoim twardym, sprawdzianem zaganiaczem.  Nie mogłem się doczekać, kiedy to się stanie.
Dopiero po tym wszystkim pozwoliła mi bardziej dokładnie zająć się swoją pizdeczką. Stało się tak z powodu kilku drobnych faktów, które jednak w tym momencie były dla mnie bardzo ważne. Mianowicie uniosła się nieco do góry i zatrzymała swoją słodką koteczką w takiej odległości, że, bez trudu, mogłem pieścić ją swoim, wysuniętym do przodu, językiem.
W tej pozycji również niewiele widziałem. Zresztą, nie wiem, czy wzrok był tutaj najważniejszym zmysłem. Miałem w zasięgu to, co najważniejsze: jej wilgotną i gorącą brzoskwinkę. Mogłem zająć się z nią najlepiej, jak potrafiłem. To ona mi na to pozwoliła, podpierając swój ciężar na dłoniach i balansując w taki sposób, abym mógł spenetrować każdy jej zakamarek.
Przymknąłem powieki i skupiłem się całkowicie na swoim zajęciu. Wysunąłem daleko swój język i zacząłem poruszać nim od dołu i do góry, wzdłuż całej jej szparki. Za każdym takim ruchem kilkakrotnie trącałem wystającą antenkę.
Jej wargi były bardzo przyjemne w dotyku. Mimo że tak mocno napęczniałe i twarde, to jednak niesłychanie delikatne subtelne i ciekawe w swojej strukturze. Zdaje się, że wywiązywałem się bardzo dobrze ze swojego zadania, bo jej oddech jeszcze bardziej przyspieszył. Jeszcze mocniej zaczęła szarpać się i kurczyć na całym ciele.
Co tu   dużo mówić, dopingowało mnie to do jeszcze bardziej precyzyjnego i dokładnego zachowania. Starałem się nie pominąć żadnego, nawet najdrobniejszego, zakamarka, fałdki, czy wypukłości. Bardzo pracowałem nad tym, aby dotrzeć wszędzie. Sprawiało mi to wielką przyjemność.

4 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

33. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza.

Już po chwili popłynąłem. Po prostu to się stało. Nawet nie wiem jak. Nie zdążyłem nawet pomyśleć. Muszę powiedzieć, że to było niesamowicie cudowne. W tej ostatniej sekundzie zobaczyłem jej nagie ciało z dokładnie wygoloną pizdeczką tuż nad moją facjatą.
Zrobiła to szybko i sprawnie. Przesunęła się wyżej, nad moją głowę i, klęcząc zawisła nad moimi ustami. Pochyliła się troszeczkę do przodu, oparła dłonie o własne uda i zaczęła opadać. Działała bardzo precyzyjnie.
Nagle moje usta znalazły się w środku gorącej i wilgotnej czeluści, a nos wylądował dokładnie na twardej i sterczącej wisience. Nic nie widziałem, nic oprócz jej słodkiej pizdeczki i kawałka brzucha. Nie mogłem oddychać ani przez nos, ani przez usta. Czułem tylko ją, jej wnętrze, jej rozpalone, cudowne, podniecające kobie słodkości. Byłem zniewolony, przykuty przez jej pośladki, przygnieciony do podłogi, ale nie chciałem tego zmieniać. Czułem się taki szczęśliwy, czułem się tak bardzo doceniony, tak bardzo ogarnięty przez nią. Niesamowicie było czuć jej ciało tak blisko. Niesamowicie było czuć jej zakamarki tak dokładnie, tak bardzo i wszystkimi zmysłami.
Tak cudownie było czuć się opanowanym przez tą młodą, niesamowitą laseczkę, chłonąć jej osobę, jej młode istnienie całym sobą i cieszyć się tą chwilą. Tak bardzo chciałem cieszyć się życiem, cieszyć się tym, że jestem. Tak cudownie było być tu i teraz, w tym miejscu, razem z nią.
Opadła jeszcze niżej, wciskając moją twarz w swoje gorące płatki. Pozbawiła mnie oddechu, ale nie żałowałem. Z najwyższą radością chłonąłem wszystko, co mi dawała. nie wiem, jak to się stało, ale automatycznie wysunąłem język i próbowałem nim obracać we wszystkie strony. Było to jednak bardzo trudne. Z całych sił dociskała mnie mnie do dywanu. W tej chwili mogłem tylko delikatnie poruszać głową, tak ostrożnie, na prawo i lewo. Może to takie dziwne, ale nosem przesuwałem po jej napęczniałej  w łechtaczce. Widziałem, że tym zachowaniem doprowadzam ją do gorącej rozkoszy.
W pewnym momencie poruszyła się i uniosła troszeczkę. Od razu złapałem oddech. Mogłem też zobaczyć jej płaski brzuch, który szarpał się już coraz bardziej intensywnych konwulsjach. Mogłem zobaczyć zobaczyć jej piersi, delikatnie opadające do dołu. Mogłem zobaczyć jej śliczną buzię, tak bardzo skupioną i te oczy, tak mocno wpatrujące się we mnie. Mogłem tylko pragnąć więcej, jeszcze więcej.
Tak bardzo gorąco i słodko pachniała. Opadła i znów znalazłem się w środku, znów bez możliwości zaczerpnięcia oddechu. Było tak cudownie.
Wszystko to, co rozgrywało się tego dnia, zdawało się działać na specjalnych zasadach, niepodlegającym zdrowemu rozsądkowi. W tym momencie lepiej było nie zastanawiać się nad szczegółami i poprawnością, tego, co robiłem, bo można było zwariować. Lepiej było, po prostu, brać i cieszyć się jak dziecko.
Byłem zniewolony, tak słodko pokonany przez tą młodą dziewczynę, ze trudno to sobie wyobrazić. Po wszystkim zastanawiałem się nad tym, kto kogo tutaj wykorzystał. Jednak nie doszedłem do żadnych, konkretnych wniosków.
W pewnej chwili, kiedy już naprawdę nie mogłem zaczerpnąć powietrza i czułem, że się duszę, uniosła się do góry, a później ostrożnie przesunęła na moją klatkę piersiową. Została tak przez chwilę, a później opadła trochę niżej i usiadła w okolicy mojego mostka. Wciąż było mi ciężko oddychać, ale byłem szczęśliwy. Siedziała przecież na mnie okrakiem. Siedziała, pochylona nieco do tyłu z szeroko rozłożonymi udami i patrzyła. Jej urocza buzia promieniała podnieceniem. Miałem tak blisko jej cipeczkę, że nie mogłem w to uwierzyć.
Wystarczyło tylko delikatnie unieść głowę, by widzieć napęczniałe, opuchnięte płatki. W tej chwili były tak bardzo wilgotne, tak intensywnie lśniły pod wpływem perlistych soków. To było niesamowite. Siedziała na mnie okrakiem, jej piersi rozlały się na dwie strony. Niedbale rozczesała swoje rude włosy, doskonale zdając sobie sprawę, że to potrwa tylko chwilę.
Oczywiście, znów mnie dosiadła, zabierając mi oddech, ale tak było cudownie.

3 lipca 2019

Lolita na polowaniu.


32. Jej cipeczka tak blisko.

Cały czas uważnie ją obserwowałem. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Hipnotyzowała mnie niczym bazyliszek. Nic innego mnie nie interesowało. Chciałem tylko patrzeć i patrzeć. Była cudowna, urocza i niepowtarzalna.
Już po chwili przeniosła ciężar ciała na stopy, a pośladki uniosła nieco wyżej. Zaraz później, odchyliła się trochę do tyłu, podparła się dłonią między moimi kolanami i wypięła w moją stronę swoje zgrabne biodra. Rozchyliła przy tym uda tak szeroko, jak tylko mogła, co sprawiło, że jej cipeczka otworzyła się jeszcze bardziej, w ten sposób ukazując swoje wilgotne wnętrze.
Obserwowałem jej twarz i widziałem jak coraz bardziej skupia się na pieszczotach swoich intymnych miejsc. Patrzyła w sam środek i, z niezwykłym zaangażowaniem oraz z delikatnością, pieściła palcami płatki i łechtaczkę.
Moja fujara szarpała się ekstatycznych konwulsjach, ze wszystkich sił domagając się natychmiastowego spełnienia. Unosząc się, za każdym razem uderzała w rowek między jej pośladkami. Sprawiało to, że podniecałem się jeszcze bardziej i coraz trudniej było mi znieść wciąż narastające napięcie. Była taka słodka, taka cukierkowa, delikatna, a jednocześnie tak bardzo wyuzdana, rozkosznie bezpruderyjna, że byłem całkowicie bezradny wobec niej.
W pewnym momencie przestała się pieścić, usiadła wygodnie na moich nogach i, wciąż odchylając się do tyłu, uniosła swoje jędrne piersi lewym przedramieniem. Uniosła je w taki sposób, że stały się jeszcze większe, jeszcze bardziej napęczniały, a sutki razem z brodawkami przebarwiły się i wyszły na wierzch.
Zachowywała się tak, jakby chciała powiedzieć, że ma nade mną całkowitą władzę, że jako samiec, mogę tylko błagać o to, by odebrała mi resztki moich zmysłów, zniewoliła do końca i zaprowadziła tam, gdzie tylko chce, zaprowadziła na koniec świata, zaprowadziła do raju. Była jak anioł tą burzą rudych, długich włosów, kaskadami opadających na plecy ramiona. Była jednocześnie niczym diabeł w najczarniejszych czeluści ubrany najbardziej erotyczną postać, jaką można sobie wyobrazić. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, ile ta dziewczyna ma lat, kim jest i jakie będą konsekwencje, jeżeli zajdzie w ciążę. Bardzo dobrze o tym wiedziałem wszystkim, a mimo to, wbrew zdrowemu rozsądkowi brnąłem jak ślepiec do przepaści. Brnąłem i niczego nie żałowałem.
Zaraz później Stało się coś, czego zupełnie nie oczekiwałem i co całkowicie rozwaliło mnie na łopatki. Nim zdążyłem zorientować się w czym rzecz, ona już to zrobiła. Nie mogłem uwierzyć że to się stało. W pewnym momencie po prostu zobaczyłem i jej rozwartą cipkę tuż nad twoją twarzą. Byłem w totalnym szoku.
-Och, - westchnąłem
Słodka muszelka znajdowała się kilkanaście centymetrów od moich ust, była rozwarta przez jej palce na dwie strony. Płatki delikatnie rozwinęły się niczym ślimak, opływający mnóstwem przezroczystej, gęstej wydzieliny. W środku, gdzieś w głębi, pomiędzy nimi coś pulsowało. Coś się zaciskało się, otwierało i zamykało, wypluwając z siebie jeszcze więcej perlistej cieczy. Czułem ten słodko-kwaśny, upajający, wręcz odurzający zapach i byłem nieprzytomny ze szczęścia. Byłem nieprzytomny z radości. Nie bardzo wiedziałem, co mam powiedzieć Nie wiedziałem, co mam myśleć. Chociaż, nie. Zdawałem sobie sprawę, co się za chwilę stanie, ale jednak, w jakiś taki przedziwny sposób, byłem sparaliżowany. Tak jakby działo się to obok mnie.
“Och jejku, jej cipeczka tak blisko! Boże, tak niesamowicie blisko! Co się dzieje? Tak dokładnie czuję to wszystko!” - myślałem, drżąc na całym ciele.

2 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

31. Cieszyć się jak dziecko.

To, co się w tamtej chwili działo, wymykało się wszelkiemu mojemu rozumowaniu. W żaden sposób nie potrafiłem tego ogarnąć. Ona nie mieściła się żadnych regułach i zaskakiwała mnie na każdym kroku. Kiedy tak leżałem na tej podłodze, na tym miękkim dywanie, z głową wspartą o brzeg kanapy i  wyobrażałem sobie, że w tej pozycji osiągnę swój słodki, gorący orgazm, okazało się, że jestem w totalnym błędzie. Absolutnie nic takiego się nie stało. W zamian, ta młoda dziewczyna, ta pełna seksu i pożądania laska, obdarowała mnie czymś zupełnie innym.
Delikatnie i ostrożnie zeszła ze mnie. Jej cipeczka uwolniła mojego drąga z cichym mlaśnięciem i zamknęła się powoli, jakby na pożegnanie. Przez krótki moment poczułem coś w rodzaju rozczarowania. Wyobrażałem sobie, że nic więcej już nie nastąpi i to będzie na dzisiaj koniec zabawy. Chciałem jeszcze tylko popatrzeć na jej urzekające ciało. Chciałbym zapamiętać go jak najdokładniej, utrwalić w mojej świadomości jak najwięcej szczegółów, tak, żeby w przyszłości, mieć co wspominać.
Dopiero po kilku dłuższych chwilach, zrozumiałem, że film raczej, się nie skończył, a jego fabuła zaczyna toczyć się zupełnie innym torem. Tak jakby ktoś specjalnie napisał ten scenariusz, zawierając w nim zaskakujące zwroty akcji.
Ostrożnie, z najwyższą pieczołowitością, jakby z namaszczeniem, odwróciła się w moją stronę. Teraz znów mogłem podziwiać pełnię jej kształtów i krągłości. W mojej głowie krążyła tylko jedna myśl, jedna myśl w różnych odmianach.
“Och dziewczyno, co ty zrobisz? Co ty wyprawiasz? Przez ciebie postradam zmysły.”
Tymczasem ona, jak nimfa wodna, przechyliła głowę na jedną stronę, puszczając wodospad włosów przez obojczyk i ramię. Przymknęła powieki, jakby zapadając w letarg, w krótki sen. Później, równie powoli i ostrożnie, przerzuciła kolano przez moje biodra i opasała mnie swoimi udami. Nie usiadła jednak, nie nadziała się ponownie na mojego kutasa, chociaż tak bardzo tego pragnąłem. Zawisła nad nim w bezruchu. Zastygła niczym posąg wyrzeźbiony w kamieniu, a ja zadawałem sobie kolejne pytania, na które nie było odpowiedzi.
“Co ona zamierza? Dlaczego tak zwleka przed doprowadzeniem tego do końca?”
No cóż, pozostało mi tylko cierpliwie czekać i mieć nadzieję że kolejne minuty pokażą pełnię jej nie zamiarów. Tak też się stało, aczkolwiek nie od razu. Jeszcze przez jakiś czas trzymała mnie w słodkiej niepewności, sprawiając że wszystkie włosy na mojej skórze uniosły się do góry.
Mimo to, wydaje mi się, że w tamtej chwili nie miałem czego żałować. Z zapartym tchem obserwowałem jak jej drobna dłoń powoli wędruje w stronę gorącej i wilgotnej cipeczki. Wszystko to przy zamkniętych oczach. Zastanawiałem się, jak jej się to udaje.
Po chwili jej długie palce, ze wskazującym na czele, wylądowały na górnej krawędzi jaskini. Bardzo ostrożnie dotknęła łechtaczki i z najwyższą czułością zaczęła ją pieścić. Patrzyłem, jak zabawia się swoją cipeczką i byłem w coraz większym w szoku. Ta dziewczyna na oczach, bez żadnego skrępowania, doprowadza się do orgazmu.
Pod wpływem tego delikatnego dotyku jej szparka ponownie otworzyła swoje podwoje i mogłem zobaczyć całe jej różowo-karminowe wilgotne wnętrze. Rozchyliła się niczym płatki róży o poranku, kiedy ciepłe promienie słońca oświetlają ją, zapraszając, by po długiej nocy, znów zbudziła się do życia.  
Mogłem tylko chcieć patrzeć i chcieć cieszyć się jak dziecko tymi cudownymi, nowymi dla mnie doznaniami.





1 lipca 2019

Lolita na polowaniu.

30. Słodka rusałka.

Siedziała na mnie cudownie pochylona do przodu. Linia jej kręgosłupa wygięta była w śliczną sinusoidę. Ten widok przyprawiał mnie o istne palpitacje serca. Na domiar wszystkiego, nieznacznie odwróciła swoją śliczną główkę, szeroko otworzyła usta i jednocześnie zamknęła oczy. Widziałem, że całkowicie skupia się na swoich doznaniach. Wiedziałem, że jest jej bardzo dobrze. To jeszcze bardziej umacniało moje męskie ego.
Zachowywała się jak słodka rusałka, jak istota stworzona do seksu i miłości. Wszystko robiła instynktownie, z niesamowitym wyczuciem. Siedziała na mnie, doskonale dopasowana do mojej sylwetki. Podpierała swój ciężar między moimi owłosionymi nogami. Siedziała pewnie, okrakiem, z szeroko rozwartymi udami.
Byłem zachwycony i oszołomiony. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Patrzyłem na jej obszerne biodra, jędrne pośladki i byłem, tak cudownie, szczęśliwy. Byłem szczęśliwy, że jestem tu, gdzie jestem, że robię to, co robię. Położyłem dłonie na tych idealnie okrągłych półkulach, które wystawione były wprost na moją twarz. Moje, szeroko rozłożone palce, zaciskały się na nich jak kleszcze. Przy okazji widziałem też jej kakaowy otworek. Znajdował się dokładnie pośrodku.
Działo się coś niesamowitego. Myślałem że zwariuję z rozkoszy. W tej jednej, ulotnej chwili mój drąg wygięty był w przeciwną stronę i siedział głęboko w jej słodkiej cipce. Naprężenia, jakie w nim powstały, wyrwały moją świadomość z posad rzeczywistości. Ciśnienie w jajach w szybkim tempie narastało. Odczuwałem cudowne mrowienie w kroczu. Miałem wrażenie, że zaraz się spuszczę. Powiem szczerze, że nie chciałem tego przerywać.
Czas jakby spowolnił. Wszystko odczuwałem podwójnie mocno. Chciałem chłonąć to, co mi dawała każdym moim zmysłem. Tak jakbym bał się, że cokolwiek mogę opuścić. Tak, jakby w ogóle było to możliwe.
Pochyliła się jeszcze bardziej. Uniosła pośladki wyżej i, szerzej rozstawiając swoje dłonie, bardziej solidnie wsparła się na  podłodze. Kiedy przybrała tą pozycję, jej plecy wygięły się jeszcze mocniej. Przez kilka chwil zastanawiałem się, po co, właściwie, to zrobiła. Przecież do tej pory i tak było dobrze.
Dopiero w momencie, kiedy jej biodra zaczęły poruszać się w intensywnym wahadłowym ruchu: góra-dół, góra-dół, zrozumiałem, że to jest już finisz. Były to ostatnie minuty przed moim wytryskiem. Kolejnym wytryskiem. Nie wiem, jak ona to robiła, ale zdaje się, że lepiej ode mnie wyczuwała moje własne reakcje. Jej zachowanie stopniowo pozbawiało mnie resztek zdrowego rozsądku. Byłem jak narkoman na głodzie: chciałem więcej i więcej.  
Była niesamowicie sprawną, młodą kochanką. Nie pozwala na mini, nawet na najmniejsze choćby, rozluźnienie. Cały czas trzymała moje podniecenie na najwyższych obrotach, nie dając mi chwili wytchnienia. Siedziała na mnie tyłem, jej  kolana rozsunięte były bardzo szeroko, a wygięte plecy i rozwarte głęboko pośladki sprawiały, że jej słodka pizdeczka była całkowicie pozbawiona ochrony i wystawiona na działanie mojego, operującego intensywnie kutasa.
Taki układ sprawiał, że mogłem tylko leżeć i obserwować. Mogłem tylko napawać się tym, niesamowicie podniecającym, widokiem. Mogłem pozwolić sobie na kroczenie do mojego przeznaczenia zupełnie swobodnie, w taki sposób, w jaki najbardziej uwielbiałem.  
W pewnym momencie odwróciła w moją stronę swoją śliczną, młodą buzię, zmrużyła oczy i uśmiechnęła się serdecznie od ucha, do ucha. Zadrżałem już w chwili, kiedy jej wzrok spotkał moje spojrzenie. Jeszcze nie wiedziałem, co się wydarzy, a już drżałem oczekiwaniu na kolejną niespodziankę.
Powiem tak, w jej obecności mogłem być tego pewien. Mogłem być pewien kosza przeróżnych, uroczych niespodzianek. Ona była tego gwarantem.
Patrzyła na mnie tak słodko, tak ciepło, tak rozbrajająco przytulnie, że rozpływałem się jak kostka masła na słońcu. Cudowne były te jej powieki, tak delikatnie przymknięte, spod których mierzyła mnie swoimi brązowymi oczami. Urocza była ta burza włosów opadająca na ramiona. Była jak króliczek Playboya, za którym trzeba jedynie gonić i gonić.
Chwytając się delikatnie za swoje jędrne piersi, odezwała się miękkim, ciepłym głosem:
-Dobrze ci, ty stary zbereźniku? Dobrze ci?
Tak naprawdę, nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Nie miałem pojęcia, jaka będzie kolejna karta, którą wyłoży na stół. Westchnąłem tylko głęboko i z przejęciem:
-Och, tak. Tak, dobrze mi.
-Chcesz jeszcze? -  usłyszałem dalej z jej ust.
-Och, chcę, - wyrzuciłem z siebie, łapiąc kolejny haust powietrza.


Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...