Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawka.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawka.. Pokaż wszystkie posty

25 lipca 2021

Zabawka.

10. Jak żuraw w studnię.


Nagle uklękła na własnych kolanach i sama zaczęła, jak szalona wiercić swoim zgrabnym tyłeczkiem. Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała. Robiła to głębiej i dokładniej. Jego fujara wnikała w nią, jak żuraw w studnię. 


Miał ją, posiadał. Mógł wszystko a ona nic. 

-Przecież wiem, że to lubisz, czemu się stawiasz? - mamrotał.

Muskał ustami jej policzki, czoło nos i oczy. Robił to nadzwyczaj czule i delikatnie. 

-Moja, moja ty… - mruczał jej w twarz. 

Nie broniła się, tylko jęczała, wysunęła język. 

-Mówiłem ci, że będzie dobrze.

Pojękiwała. Powoli wracała do siebie. Lizał jej język wewnętrzną stronę ust.

-To ty chciałaś, nie zapominaj o tym.

Spojrzała mu w oczy bez nienawiści. Całował, lizał, mlaskał. Stękała czekała z wysuniętym językiem. Muskał go drażnił. Całował całe jej ciało: ramiona piersi brzuch… cmokał, mlaskał, ślinił się a ona pojękiwała. 

Ssał piersi, szarpał zębami sutki, sapał. Jęczała. 

Przekręcił ją na bok i dobierał się do jej tyłka. Pisnęła wystraszona. Zajął pozycję za jej plecami. Wszedł między jej nogi twardym kutasem. Trafił w sam środek gorącej cipki. Nie czekając rozpoczął ostre posuwanie. Stękała i jęczała. Walił, łomotał. Jazda była coraz bardziej szaleńcza.

Łup, łup, łup, łup… 

-A-a-aaaach!!!

Jej usta były szeroko otwarte, oczy mocno zaciśnięte, wyglądała, jakby rozpaczliwie wzywała pomocy. Walił mocno, coraz mocniej, jęczała.  W końcu zaczął zwalniać. Wykonywał długie pchnięcia, sapał. Uniósł jej nogę do góry, usadowił się w jej kroczu. 

-Jeszcze, jeszcze, - wzdychał. 

Trzymał jej udo wysoko, wchodził w mocno wymęczoną cipeczkę. Prężyła się, zwijała, zaciskała zęby. Stękała i głośno jęczała. Ustawił szeroko kolana, wchodził w nią daleko. Trzęsła się. Dyszał był już na skraju orgazmu. 

Raz, dwa, raz, dwa… poruszał się płynnie, ale dość gwałtownie. Łóżko skrzypiało. Pracował wytrwale, nie przerywał. Jej cipeczka kurczyła się coraz bardziej. Walił, sapał. 

Płakała. 

Robił swoje, szybko, szybciej, jeszcze trochę. Ziajał jak pies. Wcisnął się między jej uda, chwycił ją w pasie. Pochylił się nad jej ciałem, walił. Coraz szybciej i głośniej wzdychała. 

Po chwili uniósł ją do góry. Jej ciało zawisło w jego objęciach. Wypięła piersi założyła ręce za głowę. 

Zwiększał tempo… szybciej, szybciej… Próbowała go odepchnąć, nawet nie drgnął, ruchał bez pamięci, był jak szaleniec. Wypięła się, łkała. 

Pochylił się i zaczął ssać jej cycki. Mlaskał, szarpał, puszczał. Prężyła się. Co jakiś czas próbowała na niego patrzeć, ale zaraz odchylała się mocno do tyłu. Niespodziewanie uniósł ją do pionu i posadził na swoim kutasie. Przytuliła się do niego. Jej pośladki nie dotykały materaca. Cały jej ciężar wspierał się na jego przyrodzeniu. Kołysali się w tył i w przód. 

Po chwili zaczął ją podrzucać do góry, jak piłkę. Podskakiwała na kutasie jęcząc i wzdychając. Obejmowali się, ściskali, kołysali, szarpali. Przesunął dłonie na jej pośladki, chwycił i unosił do góry. Trzymała go za szyję, ocierała się piersiami o jego tors. Głośno jęczała. 

Raz, dwa, raz, dwa, góra, dół, góra, dół… 

Nie zachowywała się, jak wykorzystywana dziewczynka, brała aktywny udział w tej grze. 

Jeszcze raz przód - tył, przód - tył… jej pośladki wykonywały dość krótkie, płynne ruchy. Siedziała na jego udach, poruszała się na wszystkie strony. Oplatała go ramionami w gorącej ekstazie. 

Nagle uklękła na własnych kolanach i sama zaczęła, jak szalona wiercić swoim zgrabnym tyłeczkiem. Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała. Robiła to głębiej i dokładniej. Jego fujara wnikała w nią, jak żuraw w studnię. 

I raz i raz i raz… 

-Aaaaaach, aaaaaach, aaaaaaach!!! - wyrzucała z siebie coraz głośniejsze jęki.  Jego jaja wyglądały jak napęczniały balon. Dyszał coraz ciężej. Obejmował ją i przyciskał do siebie. 


KONIEC



24 lipca 2021

Zabawka.

9. To tak bolało.


Już nie jęczała tylko chrypiała. To tak bolało. Zasłoniła się wyrwała się mu. Zmusiła go, by z niej wyszedł. Zezłościł się. Raptownie złapał ją za ręce i mocno pociągnął do siebie. 


Zacisnęła zęby. Chwycił ją za pośladki i uniósł do góry. Jebał, nie przestawał. W jej głosie było rzeczywiste cierpienie i rozpacz. Przez otwarte okno, wprost na jej plecy wpadały promienie porannego słońca. 

Wdzierał się tak głęboko, że ledwie mogła to wytrzymać. Położyła głowę na bocznym oparciu i głośno jęczała. 

W końcu zostawił ją. Dyszała. Nie wiedziała jak długo pozwoli jej odpocząć. 

-Wykończę cię… - mówił spokojnie.

Chwycił ją za kostki i odwrócił na plecy. Poddała się bez oporów. Czekała co zrobi dalej. Ciężko oddychała. 

Rozkładał jej uda, kuliła się. Zrozumiała, że teraz miało być w ten sposób. Wciskała dłonie, broniła cipki, nie chciała. Bardziej bolało. Mimo wszystko wepchał się bez problemów. Stękała. Wdarł się głęboko. Głośniej jęknęła. 

-Pokaż mi swoje cycki, ty mała suko! - warknął twardo.

-Weź je, - syknęła poddańczo. 

-O tak, pokaż je, - powtórzył.

Mimo wszystko zasłaniała się. Pokonał opór i robił swoje. Ściskał jej balony w dwóch dłoniach, jak ciasto. 

-No, no, no… - zachęcał podnieconym głosem. 

Rozsuwał jej uda i wchodził między nie. Kuliła się, przekręcała na bok. Poprawiał jej pozycję, jakby była lalką. Bawił się jej cyckami, dotykał guziczków, wciskał do środka. 

-Ty mała suko! - mamrotał.

-Ooooch, oooooch!!! - jęczała.

-No i co?! - mówił cicho, ale z triumfem. 

Rozgniatał kciukami brodawki, jęczała. Mruczał coś do siebie. 

-Tak, o, jeszcze to… - mówił ściągając jej bluzeczkę. 

Zaplotła ramiona na piersiach, jakby chciała stworzyć barierę. Odchylił jej ręce, pozbawił stanika i wtedy się poddała. 

Posłusznie opuściła ramiona czekając na dalszą część. 

-Nooo, są takie wielkie, - skrzeczał.

Układał jej cycki, jak chciał. Znowu zasłoniła się dłońmi. Brutalnie chwycił ją za nadgarstki i ciągnął do dołu. Jęknęła głośno. Chwycił obydwie jej malutkie dłonie i ścisnął w swojej garści. Bolało. Nie chciała, by tak robił, ale była jego, brał co swoje.

Trzymał ją za nadgarstki i ruchał. Jęczała z przejęciem. Posuwał mocno, brutalnie, jakby gwałcił. Krzywiła się, bo bardzo bolało. Nie przestawał. Pchał się. 

Już nie jęczała tylko chrypiała. To tak bolało. Zasłoniła się wyrwała się mu. Zmusiła go, by z niej wyszedł. Zezłościł się. Raptownie złapał ją za ręce i mocno pociągnął do siebie. 

Uniósł jej uda do góry i wszedł. Ponownie zaczął ruchać. Tym razem w ogóle nie zważał na jej odczucia. Robił to szybko, gwałtownie, jakby rąbał kłodę drzewa. To zaczynało być koszmarem. Siedział, leżała na jego kolanach a jego kutas spoczywał między jej złączonymi udami.  

Wciąż trzymał jej ręce. Robił to, by zadać jej ból, by się nie broniła. 

Podskakiwała. Stękała machinalnie wyrzucając z siebie powietrze. 

-Moja zabawko, ty mała dziwko, nie stawiaj się więcej, - mówił cicho. 

Rozkrzyżował jej ramiona, by uwydatnić wielkie cycki. Spadła z jego kolan, naparł na pośladki.  Jeszcze raz w nią wszedł i zaczął szybko posuwać. Próbował ją całować, szarpała się. Lizał cycki, stękała w spazmach. Zagryzał sutki: raz jeden, raz drugi. 

-A-ach-ooo! - stękała.

Z głośnym mlaskaniem całował jej ramiona i plecy. Stękała i wiła się. 

Lizał jej piersi, sapał. Przytrzymał jej głowę, odgarnął włosy i wtopił się w usta. 

Całował dławiąc jej westchnienia. Odpowiadała z uczuciem, jakby wcale nie była na niego zła. Bolało a była wdzięczna. Jęczała w jego usta, ale robiła to poddańczo, bez oporu. 



23 lipca 2021

Zabawka.

8. Pierdolił, jak dziki zwierz. 


Pierdolił, jak dziki zwierz, walił tyłkiem raz po raz. Zaciskała zęby, ciężko dyszała, jęczała. 


Złączyła uda a on klapnął twarzą w jej cycki. Popiskiwała cichutko. Powinna wzbudzać litość u każdego innego faceta, ale nie u niego. On brał co uważał za słuszne i niczym się nie przejmował.  Skuliła się, mlaskał jej sutki. Głośne odgłosy wypełniały pomieszczenie. Przygniatał ją a ona się wiła. Z zamkniętymi oczami tańczyła w jego objęciach. Był jak drapieżnik przyciskający ją do podłoża, nie dawał najmniejszych szans. Leżała skulona a on próbował w nią jeszcze raz wejść. Stękała. Dyszał. Po kilku minutach weszli na łóżko. Uklękła, wypięła tyłek i opadła przodem. Przysunął się od tyłu i po chwili był gotowy do ataku. Stękała cichutko. 

Przymierzał się. Chwiał się w prawo i w lewo celował. Sapał.  W końcu trzymając ją za biodra wlazł. Stęknęła głośno. 

Wyszedł i wszedł. Dyszała. Rozbierał ją. 

Grzecznie poprawiła pozycję a on jeszcze raz wszedł cicho. Po chwili rozpoczął intensywną pracę biodrami. Trzymał ją za cycki i ruchał głęboko. 

Raz, dwa, raz, dwa… stała się jakby nieco bardziej rozluźniona. 

Wersalka, stukając, przesuwała się po podłodze. 

Walił, penetrował ją miarowo. Jego kutas, jak długi wąż wchodził  w jej wnętrze. Brał ją mocno, daleko, dogłębnie. Mogła tylko jęczeć. Półprzytomnie spojrzała na niego, była gotowa do finału, ale nie on. 

Chap, chlap, chap… walił szybko. 

Jęczała. Przyspieszał coraz bardziej. Opadła na jeden bok. Nie było mu wygodnie, więc próbował ją odwrócić. Przez chwilę tarmosił jej piersi. Bez przerwy głośno jęczała. 

W kurtce rozległy się szybkie odgłosy miarowego jebania. Jęczała i wzdychała coraz głośniej. 

-Muszę ci to zrobić, przecież wiesz! - mamrotał. 

Chlap, chlap, chlap, chlap…

-Och Saro! - sapał. 

Chlap, chlap, chlap, chlap…

-Yyyyyyhhhha-oooooo! - krzyczała na całe gardło. 

Pierdolił, jak dziki zwierz, walił tyłkiem raz po raz. Zaciskała zęby, ciężko dyszała, jęczała. 

Zwolnił. W końcu uspokoiła oddech, patrzyła w swoje krocze. Ściągnęła ręce na piersi. Czekała.  Stopniowo przyspieszał. Znowu wzdychała. Zadarł jej spódnicę, by odsłonić tyłek. 

Teraz ruchał powoli. Wchodził i wychodził, wchodził i wychodził… wzdychała, cicho. 

Szamotał się z jej ubraniem, próbując je zostawić w połowie pleców. Jakimś cudem wciąż wracało. Powoli wchodził i wychodził. Docierał głębiej niż poprzednio. Stękała z przejęciem. Kuliła się zwijała. Penetrował. Powoli wyszedł i szybko dźgnął. Jęknęła. Znowu przyspieszał. Rozpoczęła głośniejszy koncert. Jego laga wdzierała się w nią jak nóż w masło. Pchał się i cofał, pchał się i cofał… szeroko otwierała usta, wzdychała, głośno jęczała. 

I raz i dwa i raz i dwa… 

-A nie mówiłem, dobrze ci?! - posapywał.

-Nie, nie… oooooch! - błagała. 

Ruchał.

-Och Saro!

-Nie!

-Trzeba, po prostu ci to zrobię.

Próbowała na niego patrzeć. Wchodził i wychodził. Sapał. Skuliła się i jęczała. Wciąż robił swoje. Głęboko wdzierał się w jej wnętrze, rozpychał jej ciasną cipeczkę. 

I raz i raz i raz… jego chuj stał się jeszcze grubszy. 

-Yyyyy-hy, yyyyy-hy… ooooooch! - dyszała.

Jebał, jebał, jebał… nie zważał na nic. Była półprzytomna, ledwie żyła. Stękała, prężyła się. Z jednej strony chciała, by już skończył, ale z drugiej… nie chciała nawet myśleć. 

Jebał, jebał, jebał… dyszała. Chciała wybuchnąć. Zamknęła oczy i poddawała się temu, co się z nią działo. 

Docierał jeszcze głębiej. Coraz bardziej bolało, jęczała coraz głośniej. Chlap, chlap, chlap, chlap… 



22 lipca 2021

Zabawka.

7. Sposobił się do wejścia od tyłu. 


Sposobił się do wejścia od tyłu. Bezceremonialnie uniósł jej dupę do góry i, przy akompaniamencie jęków, pchał się między pośladki. Padła twarzą na oparcie. 


Ciężko oddychała. Była, jak małe zwierzątko schwytane w klatkę. Całkowicie bezbronna, podatna na wszelkie ataki, wystraszona i zestresowana. On zdawał się tego nie widzieć, jakby wykonywał jakiś zabieg, który ma pewne efekty uboczne. 

Raz, raz, raz, raz… ruszał swoim obleśnym tyłkiem.

Zakryła usta dłońmi i popiskiwała cichutko. Przekręcała się coraz bardziej na jeden bok. Coraz mocniej się na nią pchał. Przygniatał ją w mało przyjemny sposób. Popiskiwała. 

Walił jeszcze mocniej, jeszcze ostrzej. Kuliła się. Stękała. Trzymał ją za brzuch, dyszał. 

Teraz łomotał bez opamiętania. Wydawała z siebie odgłosy rozpaczy. 

Raz, raz, raz, raz… łóżko skrzypiało.

Wyginała się we wszystkie strony. Dyszała. Ostatkiem sił próbowała go odepchnąć, ale nie dawała już rady. Pokonał ją. Mogła tylko się poddać. 

Zdzierał z niej ubranie. Fukał. Jego biodra poruszały się coraz szybciej. Spojrzała na niego. Nie zwalniał walił. 

Nagle zmniejszył tempo. Zaczerpnęła tchu. Próbowała się go pozbyć. Mimo to wciąż był na niej, przygniatał ją. Pchał się, pchał się coraz zuchwalej. Syczał jej do ucha. Bezradnie wzdychała.  Znów wtopił się w jej usta. Jej jęki uwięzły w jego wargach. Całowali się. 

Zamknęła oczy i pogrążyła się w pocałunku. Nie unikała, brała. Jęczała przez zęby, ale wciąż topiła w nim swój język. Oddawała za darmo wszystko, co miała. 

Po chwili przerwali, dyszała w jego gardło. Niespodziewanie, ponownie się zwarli, jęknęła. Chwycił ustami jej język. Jęczała, całowała go tak samo bez pamięci. 

W końcu skuliła się. Wyszedł z niej, ściskał jej cycki. Wyglądało na to, że dziewczyna jeszcze próbuje się  bronić. Klęczał za jej plecami, układał, jak lalkę w dogodnej dla siebie pozycji. Ściskał jej ramiona, prostował, to znów zginał. Piszczała, jęczała. 

Sposobił się do wejścia od tyłu. Bezceremonialnie uniósł jej dupę do góry i, przy akompaniamencie jęków, pchał się między pośladki. Padła twarzą na oparcie. Trzymał ją za ramiona i ciągnął. Jej zadek był już dostatecznie wysoko. Mógł atakować. Stękała. 

Po liku sekundach jego kutas już siedział gdzie trzeba. Pchnął. Jęczała półprzytomnie. Leżała twarzą na wezgłowiu. Trzymał ją za ręce i ruchał. Ciągle jęczała. 

Raz, raz, raz, raz… poruszał biodrami. Wchodził głęboko. Ściskała uda. Była idealnie ciasna. Posuwał ją z wielką błogością na twarzy. Jego twarda głowica rozwierała jej podwoje. 

I raz, i raz, i raz… uderzał. Stękała, jęczała, płakała. 

-Ych, yyyych, o, ooch!!! - wyrzucała z siebie. 

Kiedy stała już na podłodze, jej kolana były ugięte tak, by dopasować wysokość. Twarz spoczywała na oparciu sofy. Jego fiut był długi, gruby zwieńczony potężną głowicą. Poruszał się w niej niczym tłok. Wzdychała coraz głośniej. 

Trzymał ją za biodra, pieprzył. Padła z braku sił, tarzała się. Nie zwalniał. 

Chwyciła za własne podudzie i zastygła w napięciu. Starała się przetrwać atak.  Chlap, chlap, chlap… uderzały jego biodra. 

Bezustannie jęczała. Szarpała się, by spojrzeć do tyłu. Walił mocno, szybko. Chwyciła go za rękę, ale nie odpychała, tylko jeszcze mocniej przyciskała do swojego pośladka. 

Nagle zwolnił, sapał. Wciąż jęczała. Odwróciła się i spojrzała mu w oczy była w nich dzikość. Opadał, pochylał się. 



21 lipca 2021

Zabawka.

6. Całował jak stary obleś.


Zamilkła. Całował jak stary obleś. Nie odwracała twarzy odpowiadała pocałunkiem. Chciała czuć się jak szmata, zniewolona i zepsuta.


Przymierzył się, przejechał kutasem po całej szparce przyłożył, gdzie trzeba i wepchnął. Jęknęła głośno. Siedział w niej trzymając fiuta w garści. Po chwili wszedł głębiej. W odpowiedzi westchnęła mocno. Cofnął się i wypadł. Czyżby nieopatrznie? Istotnie. Potwierdził błąd głębokim westchnieniem. 

Leżała na boku - wyprężona, z szeroko otwartymi ustami. Sapnął dwa razy i wepchał się ponownie. Popiskiwała cicho, ni to z bólu, ni z rozkoszy. Zaraz później wygięła się jeszcze bardziej. Wlazł do końca i już wychodził. Piszczała raz po raz. Sapał jak stary cap. 

Już po chwili zamarła, ucichła. Wyprężona drżała. 

Przybierał się do niej coraz poważniej. Nie budziło wątpliwości, że chce ją wykorzystać do końca. Nie zważał na nic. Sapał. Właził na nią, choć była w nieodpowiedniej pozycji. Za wszelką cenę chciał dopiąć swego. Poruszał biodrami.

Była niesamowicie podniecona. Głęboko dyszała. Trzymał ją za uniesioną nogę i posuwał równo i miarowo.

-Spokojnie, - odezwał się drżącym głosem. 

Jęczała. Trudno było jej wydusić z siebie cokolwiek. 

-Ja tylko cię rucham, - powtarzał, jakby chciał ją uspokoić, ale jakie to miało znaczenie. 

Kładł się na niej coraz mocniej. Nogę opierała już na piersiach. Jej jęki stawały się coraz głośniejsze. Cipeczka była  całkowicie bezbronna, wystawiona na jego bezprawne działanie jego wielkiego kutasa. Poczynał sobie coraz dosadniej. Wchodził i wychodził, wchodził i wychodził… powoli, głęboko. Jego fiut z trudem przedzierał się przez ciasne zakamarki. Jęczała, popłakiwała. Wiła się z rozkoszy. Jej twarz krzywiła się w grymasie bólu i przyjemności.

Po jakimś czasie chwycił ją za piersi. Cisnęła go łydką w obojczyk. Stękała. Pochylił się, by wepchać swój język w delikatne usteczka. 

Zamilkła. Całował jak stary obleś. Nie odwracała twarzy odpowiadała pocałunkiem. Chciała czuć się jak szmata, zniewolona i zepsuta.

 Pchał się z jęzorem w jej młode usteczka. Bez ceregieli chlastał nim po wszystkich zakamarkach. Oślinił jej brodę i nos. Był jak zbok spotkany w ciemnym zakamarku miasta. Nagle skrzywiła się, głośno jęknęła i w końcu wybuchła płaczem. Grubym kutasem wpakował się szczególnie mocno trafiając na jakieś czułe miejsce. Cofnął i wlazł. Dyszała ciężko, z płaczem. 

-No, no, no… - uspokajał.

Patrzył w jej błyszczące oczy i pchał się jeszcze raz. 

Cofnął i wlazł: wolno, głęboko. Była bardzo ciasna. Po chwili zajął się jej piersiami. Odchylił staniczek i zabrał się za masowanie sutków. Trzymał z boków, uciskał z góry. Nie spieszył się, celowo, taktycznie drażnił. Wiedział jak to robić. Jej oddech raptownie przyspieszył. Zacisnęła powieki chcąc zapanować nad nadmiarem doznań. Zwijała się, jak piskorz, rzucała głową raz w górę raz w dół. Coraz głośniej pojękiwała. Nie przerywał. To on był panem jej rozkoszy. W swojej prostackiej zaborczości doprowadził ją na szczyt ekstazy. 

Poruszał biodrami pchając się w nią. Piszczała, pieścił celowo i precyzyjnie. Przerwał zabawę palcami, przyspieszył penetrację kutasem. Dyszał. 

Pracował w niej coraz szybciej, coraz gwałtowniej. Krzywiła się w autentycznym płaczu. Ruchał głęboko, docierał na sam koniec jej jamki. Postękiwała. 

Raz, dwa, raz, dwa…

Łóżko cicho skrzypiało. Zacisnęła zęby i zamilkła. Leżał na niej całym ciężarem. Sapał. 

Wygięła się i zaczęła piszczeć. Trzymał jej udo i ruchał. 

Wreszcie zwolnił. Dyszała jak po długim biegu. Właził na nią stękał. 

-I jak ci tam, Saro? Czujesz mnie głęboko? - stękał jej do ucha. 

Z jej oczu płynęły łzy. Kuliła się ściągając ramiona na piersi. 

-Mam cię, co? - szeptał. 



20 lipca 2021

Zabawka.

5. Nie broniła do siebie dostępu.


Jeszcze raz, niepewnie, włożyła dłoń między swoje nogi. Teraz jednak nie broniła do siebie dostępu, teraz masowała swoją cipkę. Ściskała uda, pocierała jedno o drugie. 


Stał. Nie ruszał się a ona nie pomagała sobie rękoma. Łykała i wypluwała łykała i wypluwała… w końcu zaczął ciężko dyszeć. 

-Saro… 

-Uch… - odpowiedziała.

-Dziecko moje…

-Umh… - mruknęła jakby to był dla niej największy komplement.

Pochłaniała i wypuszczała, pochłaniała i wypuszczała… Zamknęła oczy. Pracowała jeszcze wytrwalej, wciągała go coraz głębiej, najpierw do połowy później do końca. 

-Jesteś niesamowita. Och jak mi dobrze! - dyszał. 

Poruszała ciałem do przodu i do tyłu, kręciła głową na boki. Stał i dyszał. W końcu chwycił ją za tył głowy i przyciągnął do siebie. Wjechał w nią bardzo głęboko, do samego gardła. Była zaskoczona. Nie zakrztusiła się. 

Odsuwała się a on ciągnął, odsuwała się a on ciągnął… Poruszał jej głową. Jęczała a on dyszał.

-Och Saro! - wyrzucił z siebie. 

Wypuściła fiuta. Chcąc ponownie się w nią wepchać przejechał całą długością w poprzek jej ust. Lizała z boku rozprowadzając grubą warstwę śliny. 

-Jesteś moją małą laleczką, znalazłem cię.

Uniosła wzrok i spojrzała mu w twarz. Przytrzymał chuja w ręku i pocierał głowicą o jej usta. 

-Wiedziałem, że jesteś dobra, masz to w genach słoneczko. 

Pojękiwała. Bardzo wprawnie obrabiała mu kutasa. Nie wiedziała, jak ale to robiła. Wysuwała język a on ocierał się o niego. Dyszała, pojękiwała. 

-Bierz go dziecino, - westchnął szykując się do ponownego wjazdu.

Odsunęła się jednak. Nie mogła złapać tchu.  

-A teraz… wiesz… co zrobimy? 

Dyszała nerwowo odgarniając grzywkę. 

-Będziesz bardzo zadowolona, - powiedział.

Jego głos brzmiał tajemniczo, magicznie. Pół siedziała, pól leżała z wielkimi cyckami na wierzchu i powziętą na biodra spódnicą. 

-Saro wiem, że zawsze na to czekałaś… 

Jeszcze raz, niepewnie, włożyła dłoń między swoje nogi. Teraz jednak nie broniła do siebie dostępu, teraz masowała swoją cipkę. Ściskała uda, pocierała jedno o drugie. 

-Chcę, byś była szczęśliwa, - ciągnął przyciszonym głosem.

Jedną stopę postawiła na sofie, drugą na podłodze w ten sposób robiąc dostęp do swojej pipeczki. Po chwili wsunęła w nią dwa palce. 

-Przecież ty wiesz i ja też wiem…

Rozgarniała płatki swojej różyczki na boki. Patrzyła mu w twarz i pieściła muszelkę.

- …że fantazje tobą władają… - urwał, jakby miał zamiar jeszcze coś powiedzieć. 

Powoli zbliżał się do niej. Przykucał, coraz bardziej uginając kolana. Trzymał w dłoni fiuta i kierował go w sam środek jej gorącej jamki. Jego gruba sztywna fujara była jeszcze bliżej. Dziewczyna jeszcze przez sekundę patrzyła na niego proszącym wzrokiem, jednak nie ściągnęła kolan. Ciężko oddychała w oczekiwaniu na spotkanie pokaźnego tarana. 

Nagle wstrzymała oddech i zastygła w bezruchu. Trafił na miejsce. 

-Aaaaaa! - jęknęła.

-Ooooch! - westchnął. 

Kolejna sekunda, posunął się o pół centymetra. 

-Hm-a-a! - wyrzuciła z siebie kolejne jęki. 

Stękał i posuwał się do przodu. W napięciu odchyliła głowę do tyłu. Czekała, aż wejdzie do końca. 

Dyszała coraz ciężej. Jej cipka była ciasna a on pchał się powoli. Wchodził nieco pod kątem, trochę niezdarnie. Tak jednak chciała. Tak było jej dobrze.

Nagle wyszedł. Westchnęła z zawodem i lękiem. Bała się, że już nie skończy. Dźgnął w bułeczkę obok szparki, ale nie trafił. Westchnęła jeszcze raz, jeszcze głębiej. Drżała, chciała go w sobie, czekała. 



19 lipca 2021

Zabawka.

4. Powoli rozsuwał jej uda.


Powoli rozsuwał jej uda. Wciąż starała się zakrywać swoją malutką pizdeczkę. Skutek był bardzo mizerny. Bez przerwy posuwał się do przodu. 


Powoli rozkładał jej nogi a ona czekała. Z jej oczu płynęły łzy. Znów wcisnęła dłonie w swoje krocze. Tym razem obydwie, jena na drugiej, jakby w ten sposób obrona miała być bardziej skuteczna. 

-Saro, no… - zawiesił głos, czekając na odpowiedź. 

Trzymał jej kolana szeroko rozwarte. Zakrywała cipeczkę dwiema rękami jednak jakoś tak, słabo. Pomiędzy jej dłońmi była szczelina, poprzez którą widać było słodziutką szparkę. Wdarł się twarzą pomiędzy jej nadgarstki i dotarł językiem w sam środek jej gorącego kwiatuszka.

-Ach, ach, ach! - wzdychała ciężko.

Trzymał jej uda i lizał. W powietrzu unosił się intensywny zapach młodej kobiety. 

-Uch! - wyrwało się z jej gardła.

Lizał, lizał a ona wzdychała.

-Ooooch Saro! Masz taką słodką cipkę, szkoda, by się zmarnowała. 

Patrzyła na niego z prośbą w oczach. Nie zwracał na to uwagi. Jej pipeczka była już w jego posiadaniu. Westchnęła i znowu, dość skutecznie, ją zakryła. 

-Nie rób tego, - westchnął. 

-Czego? - spytała cicho. 

-Przecież wiesz.

-Nie wiem.

Pokręcił głową. 

-Muszę cię wyruchać.

-Nie, nie…  

-Nie stawiaj oporu. Po to tu jesteś. 

-Proszę. Proszę cię… Och!

-Nie broń się. Jesteś moją zabawką. 

-Ale… - próbowała coś powiedzieć. 

Przerwał jej ciągnął swój monolog. 

-Słodką zabawką… 

-Ale ja nie chcę… Och nie. 

W jego oczach był żar.  

-Jesteś moją zabawką. Moją. Rozumiesz?

Dyszała. Wciąż trzymała dłonie na swojej cipce. 

-Zabierz rączki, no proszę. 

Drżała coraz mocniej. 

-Nie, nie… 

Powoli rozsuwał jej uda. Wciąż starała się zakrywać swoją malutką pizdeczkę. Skutek był bardzo mizerny. Bez przerwy posuwał się do przodu. 

Westchnął:

-Ależ ty jesteś oporna, mała suczko.

-Proszę cię. Ja nie chcę, - broniła się, ale czy naprawdę tak myślała?

Ostateczność zbliżała się wielkimi krokami. Dobrze o tym wiedziała. Wykrzywił twarz w dziwnym uśmiechu. 

-Przywitaj się z moim chujem, mała! - warknął.

Wstał i zaczął wyciągać kutasa. Wiedziała co robi. Nie chciała patrzeć. Mocno zacisnęła powieki. Wiedziała, że to głupie, ale nie potrafiła inaczej. 

-Nnieeeee!!! - wydarła się na całe gardło. 

-Taaaak, - dyszał w jej ucho. 

Jego spodnie powoli zjeżdżały do dołu. 

-No popatrz na niego, - szeptał w podnieceniu. 

Miał na sobie dość długie, luźne bokserki. Rozciągnął gumę i powoli zsuwał ze siwuch pośladków. Gruby kutas, jak rakieta próbował przebić się przez materiał. Koktajl przeróżnych uczuć mieszał się w jej głowie. Ciałem szarpały słodkie ostre skurcze. 

I nagle jego fiut znalazł na wolnym wybiegu: sztywny, gruby, gorący, całkowicie gotowy do akcji. Nie chciała, ale mimo wszystko otworzyła oczy i spojrzała. Patrzyła prosto na jego pokaźną lagę. To był niesamowity widok. 

-No… - stęknął. 

Zaczęła się podnosić. Jej delikatna buzia szybko zbliżała się do twardego dyszla. Dyszała ciężko, ale wciąż się zbliżała. Odgarnęła włosy, by nie zakrywały jej ust i, siedząc, pochylała się do przodu, była coraz bliżej.

W końcu chwyciła go ustami. Zrobiła to z dużą wprawą, doświadczeniem, którego teoretycznie nie miała. Nie wiedziała co się dzieje. Zachowywała się i czuła, jak stara kurwa, która z zapałem obciąga fiuta obcemu facetowi. To było wstrętne, a jednocześnie… Stał z nagim podbrzuszem a oba połykała i wypluwała jego kutasa. Wciągała i wypuszczała, wciągała i wypuszczała. 

-Uch! - stęknęła po jakimś czasie. 



Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...