73. Zamknij oczy
Kinga milczała. Poczuła nagle, jak ciepło rozlewa się po podbrzuszu – gwałtownie, bez uprzedzenia, jak łyk gorącego wina wlane prosto do krwi. Zacisnęła uda odruchowo, mięśnie napięły się, legginsy wślizgnęły się głębiej w szparę, materiał przywarł do nabrzmiałych warg sromowych, drażniąc łechtaczkę przy każdym najmniejszym ruchu. Sutki stwardniały pod luźną bluzą tak mocno, że bawełna ocierała się o nie boleśnie przy każdym oddechu, wysyłając ostre iskry w dół brzucha. Oddychała płytko, starała się zachować twarz – policzki pokrył delikatny rumieniec, źrenice rozszerzyły się lekko, ale wciąż trzymała głos w ryzach.
– I co… potem? – zapytała ciszej, głosem, który zdradzał lekkie drżenie, jakby gardło nagle zrobiło się za ciasne.
Jacek spojrzał na nią uważniej, kącik ust uniósł się ledwie zauważalnie.
– Ocknęła się po jakichś dwóch minutach. Dezorientowana. Trochę przestraszona. Trochę zawstydzona. I… bardzo chciała, żeby zrobił to jeszcze raz. Patrzyła na niego tak, jakby był jedyną realną rzeczą na świecie. A on… on tylko się uśmiechnął. Tym samym leniwym, złotawym uśmiechem. I wyszedł z pokoju, jakby to było nic.
Kinga odchyliła się do tyłu, oparła głowę o sofę, patrząc w sufit. Oddychała głębiej, próbując uspokoić pulsowanie między udami, ale to tylko pogarszało sprawę – cipka zaciskała się rytmicznie na pustce, wilgoć przesiąkała przez bawełnę majtek, ciepło rozlewało się falami po całym podbrzuszu, sutki bolały od tarcia o materiał, skóra na całym ciele pokryła się drobną, palącą gęsią skórką.
– Jak on to robił? Dokładnie. Gdzie kładł palce? Jak mocno? Jak długo trzymał?
Jacek zaczął opowiadać – spokojnie, szczegółowo, głosem niskim i miarowym, jakby recytował protokół, a jednocześnie malował obraz, który wdzierał się pod skórę. Opisał, jak Alex obejmował kark kciukiem i wskazującym – dokładnie w tym miejscu, gdzie tętnica pulsuje najmocniej, jakby kontrolował jej oddech swoim własnym. Jak wbijał palce w biodra – nie brutalnie, ale stanowczo, tak że materiał legginsów wbijał się w skórę, zostawiał czerwone linie, które potem ciemniały. Jak synchronizował ruchy z jej oddechem – powolny, bardzo powolny rytm, przeciągający każdą sekundę, aż czas przestawał istnieć. Jak zapach gęstniał z każdą minutą – ciepła skóra, wilgotna ziemia po deszczu, miodowo-paląca słodycz, metaliczny posmak – aż wypełniał całe pomieszczenie, aż człowiek czuł mrowienie w sutkach, w podbrzuszu, w opuszkach palców, jakby feromony wnikały pod skórę i budziły wszystko, co uśpione.
Kinga słuchała. Na początku z zawodowym zacięciem – oczy skupione, usta zaciśnięte, notatki mentalne. Potem coraz mniej zawodowo. Oddech stał się płytki i szybki, piersi unosiły się i opadały pod bluzą, sutki ocierały się o materiał przy każdym wdechu, wysyłając palące impulsy w dół. Cipka pulsowała boleśnie, wilgoć przesiąkała majtki na wylot, ciepła i lepka, materiał wślizgnął się głębiej w szparę, drażniąc łechtaczkę przy każdym najmniejszym poruszeniu bioder. Skóra na karku zapiekła, jakby naprawdę czuła tam jego palce – kciuk i wskazujący, kontrolujące oddech, zmuszające do poddania.
Przerwała mu w pół zdania.
– Dobra… wystarczy.
Jacek uniósł brew, uśmiechnął się lekko – drapieżnie, powoli.
– Co jest?
Kinga odchrząknęła, głos wciąż drżący, choć starała się go opanować.
– Nic. Po prostu… to brzmi jak jakaś pieprzona hipnoza albo czarna magia.
Przechyliła się do przodu, łokcie oparła na kolanach, nogi rozchyliła szerzej, nieświadomie – legginsy napięły się na kroku, ciemna plama wilgoci była już widoczna, zapach jej podniecenia – słodki, słony, zwierzęcy – zaczął unosić się w powietrzu, mieszając się z wonią kawy i cedru.
Jacek patrzył na nią bez mrugania.
– Chcesz, żebym opowiedział jeszcze raz? Tym razem… tak, jakby to ty była na jej miejscu?
Kinga zamknęła oczy na moment. Cipka zacisnęła się gwałtownie, wilgoć spłynęła po wewnętrznej stronie ud, sutki bolały od napięcia, skóra pokryła się palącą falą gorąca.
– Mów – wyszeptała, głosem, który już nie był służbowy. – I nie pomijaj niczego. Chcę poczuć to wszystko… tak, jakby to się działo ze mną.
Jacek pochylił się bliżej. Powietrze między nimi zgęstniało nagle – wilgotne, ciężkie, pachnące jej pożądaniem i jego spokojną pewnością.
– Zamknij oczy – powiedział cicho. – Wyobraź sobie, że siedzę za tobą. Moja dłoń na twoim karku. Kciuk i wskazujący. Dokładnie tu, gdzie pulsujesz najmocniej. Czujesz, jak kontroluję twój oddech moim własnym? Jak palce na biodrach wbijają się w skórę przez legginsy, materiał wbija się w ciało, zostawia ślady? Jak zapach gęstnieje… mój zapach… piżmo, skóra, słodycz, metal… wypełnia ci płuca, aż czujesz mrowienie w sutkach, w cipce, w całym ciele?
Kinga zamknęła oczy. Oddychała szybko, płytko. Sutki sterczały twardo pod bluzą, cipka pulsowała rytmicznie, wilgoć spływała strumieniami, legginsy były już zupełnie przemoczone. Ciało drżało drobnymi falami, skóra zapiekła, jakby naprawdę czuła te palce – na karku, na biodrach, kontrolujące, dominujące, budzące.
– Dalej… – szepnęła, głosem drżącym z pożądania. – Powiedz mi, co się dzieje potem… kiedy już nie mogę wytrzymać…
Jacek uśmiechnął się – leniwie, złotawie.
I zaczął mówić.
A pokój wypełnił się nagle gęstym, wilgotnym napięciem – jakby powietrze samo zaczęło pulsować w rytm jej cipki, która już nie chciała czekać.
I wiedziała, że tej nocy nie wystarczy jej już sama opowieść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz