Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spotkanie po latach.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spotkanie po latach.. Pokaż wszystkie posty

19 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

5. Moje serce zabiło mocniej.


Moje serce zabiło mocniej, ale tym razem, nie z podniecenia. Chciałem lepiej poznać tę małą zadziorną dziewczynkę, która nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Pochyliłem się i pocałowałem ją czule.


Finał był równie wspaniały jak cała reszta. Błyskawicznie położyła się na podłodze. Nie musiałem jej nic podpowiadać. Reakcja była natychmiastowa i trafna. Przykląkłem nad jej ciałem, trzymając chuja w jednej ręce. To już była ta chwila. Nie musiałem nawet go trzepać. Nie było takiej potrzeby. Ściągnąłem skórę i prawie tracąc przytomność, trysnąłem na jej wielkie balony. To był niesamowity widok i niesamowite uczucie. Biała gęsta sperma spadała na brązowe talerzyki brodawek. Jak lawa spływała z tych wulkanów we wszystkich kierunkach. Wkrótce cała ich powierzchnia pokryta była lśniącym, lepkim nasieniem. Ona też była zadowolona. Patrzyła, jak opróżniam swoje zbiorniki i uśmiechała się  ciepło i serdecznie 

-No, teraz jestem usatysfakcjonowana, Andrzeju, - powiedziała cicho.

Spojrzałem na nią zaskoczony.

-Skąd znasz moje imię?  - spytałem, uważnie się jej przyglądając.

-Och, przepraszam. Powinnam od razu ci powiedzieć, ale kiedy tu się zjawiłeś…

-Co?

Patrzyła na mnie, a ja zaczynałem się zastanawiać.  Czyżbym gdzieś już ją widział? Nie, niemożliwe. A jednak jej twarz wydawała mi się jakaś znajoma. 

-Nie pamiętasz? Naprawdę mnie nie pamiętasz? 

Dopiero teraz mnie olśniło. 

-Kryśka? Ta Kryska?

Pokiwała głową. Jak mogłem jej nie pamiętać?!

-Krysia! Tyle lat… 

Uśmiechnęła się szelmowsko. 

-Kryśka, łajzo ty jedna! - zrugałem ją.

Spuściła niepewnie oczy. Wyglądała jeszcze ponętniej niż przed chwilą. 

-Przepraszam, - powiedziała. 

-Przepraszam?! No nie. Tylko tyle?!

-Jeszcze raz bardzo cię przepraszam. Kiedy cię zobaczyłam, nie mogłam się opanować. Byłeś taki smarkaty, a teraz tak ładnie wyrosłeś. No i jesteś taki gorący. Prawdziwy ogier z ciebie.

Miałem ochotę zerknąć ją jeszcze ze dwa razy. Specjalnie prowadziła tę grę, a ja myślałem, że nam tak niesamowitego farta. Chociaż z drugiej strony po części to i tak prawda. 

-Wyrosłem, mówisz? - odezwałem się do chwili.

Wciągnąłem głęboko powietrze. Uśmiechała się niewinne. Rzeczywiście, Minęło już tyle lat. Tamte obrazy rzeczywiście mogły się już zamazać w mojej pamięci. 

-Pamiętasz? Pamiętasz to jeszcze, Krysiu?

-Pewnie. Jak mogłabym zapomnieć.

Rozmarzyłem się. 

-Byliśmy jeszcze dziećmi… Która to mogła być klasa? Druga, trzecia?

-Czwarta Andrzejku.

-Aha, rzeczywiście czwarta. Siedziałaś w ławce przede mną.

-Ciągałem cię za warkocze, pamiętasz?

-No jasne. Któregoś dnia przypaliłam ci tak mocno, że z nosa krew ci poleciała.

-No tak. Miałem nauczkę, ale nic mi się nie stało. Wychodzi na to, że nadal jesteś taka niezależna i żywiołowa. 

Patrzyła na mnie tak, jakby nie mogła się mną nacieszyć. 

Co teraz? -  spytałem, - To twój dar? 

Pokiwała głową.

-Od jakiegoś czasu. 

-Gdzie mieszkasz? 

Uśmiechnęła się.

-Tu, na górze. 

W tym momencie dotarło do mnie, że chcę podtrzymywać tę znajomość. Wystraszyłem się nawet, że na tym jednym razie może się skończyć. 

-Wiesz co, -  odezwała się po chwili, tak jakby odczytała moje myśli, -  w zasadzie nic się nie stanie jak zrobię dwie godziny przerwy. I tak nie ma klientów. Zapraszam cię do siebie na kawę,  może coś mocniejszego… Pogadamy o starych dobrych czasach. Co ty na to? 

Moje serce zabiło mocniej, ale tym razem, nie z podniecenia. Chciałem lepiej poznać tę małą zadziorną dziewczynkę, która nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Pochyliłem się i pocałowałem ją czule.

-Jak najbardziej. Będzie mi bardzo miło, - powiedziałem z uśmiechem. 


KONIEC




18 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

4. Wpakowałem się w jej ciasną pizdeczkę. 


Jedną nogą stanęła na moim stołku, a drugą zarzuciła na drewniany blat. Odwróciła tylko głowę, by zobaczyć, co zrobię. Ugiąłem nogi w kolanach i wpakowałem się w jej ciasną pizdeczkę. 


-Och kowboju, kowboju, posuwaj mnie! O tak! Tak dobrze! Wspaniale!

Była słodka, jak miód, gorąca, jak wulkan. Robiłem swoje i drżałem. Pieprzyłem zajebistą, rozgrzaną do czerwoności laskę. To był niesamowity fart. Tak mi się przynajmniej zdawało. Nawet nie wiedziałam skąd, tak naprawdę, się tutaj wzięła, ale w tej chwili, niewiele mnie to obchodziło. Czy to był przypadek, że trafiłem właśnie do tego baru w tym momencie? Przecież babki same nie pchają się na sterczącego kutasa. A ona chciała się grzmocić i to porządnie. Ale co tam jeśli trafi się wilgotna szparka, to trzeba się w nią pchać. Zastawiać będziemy się później. 

Opadła na plecy i zaczęła bawić się swoimi wielkimi piersiami. Jej czarne, bujne włosy rozsypały się po kontuarze, noga ciągle spoczywała na moim obojczyku. Przycisnąłem twarz do jej łydki i patrzyłem na baloniaste, wspaniałe cycki. Jedną dłonią pieściłem jej brzuch, a drugą podtrzymywałem kolano. Raz, dwa, raz, dwa… - poruszałem biodrami. Byłem tak podniecony, że uczucie zbliżającego orgazmu pojawiło się niemal natychmiast. 

-Och, och, och… - postękiwała cicho.  

Mojego chuja obejmowała ciasnym, sprężystym uściskiem. Robiło się mi coraz przyjemniej, coraz bardziej słodko i gorąco. Nie dało się tego zatrzymać. 

-Krystyno, jesteś niesamowita! Uwielbiam twoją pizdę! - jęczałem na całe gardło.

To brzmiało jak banał, ale tak się czułem. Przymknęła powieki.

-Pieprz mnie, och pieprz mnie! - pojękiwała coraz głośniej. 

Wyszedłem z niej, kopnąłem stołek, przesuwając go od strony jej głowy, wlazłem na niego i dałem jej mojego, rozgrzanego chuja.

-Liż. Mała, liż!  Weź go do buzi. Och tak! - trzęsłem się jak galareta. 

Od razu chwyciła go w garść i mocno zacisnęła swoją piąstkę. Zakręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że za chwilę zemdleję. 

-Uuuuaaaach! - jęknąłem z rozkoszy.

Jeszcze raz złapałem ją za cycki i zacząłem pieścić. Wysunęła język i śmiało zabrała się do obrabiania mojej podnieconej fujary. Patrzyłem na jej wielkie, ciemne brodawki, na uchylone usta, zmrużone powieki i drżałem. Orgazm zbliżał się wielkim krokami. 

-O tak, doskonale! - westchnąłem.

Muskała samą końcówkę czubkiem języka, bardzo delikatnie, z ogromnym wyczuciem. Miałem wrażenie, że po moim fiucie spaceruje motyl. Była niesamowita, pachniała podnieceniem. Wciąż miała na sobie tę niebieską suknię, ale jej cipka i cycki były na wierzchu. Ubranie nie zasłaniało już niczego. 

-Wyruchaj mnie porządnie, chłopie! - powiedziała, odwracając się w moją stronę swoją, niesamowitą cipką.

Chwyciłem ją za nogę, uniosłem do góry i znowu w nią wszedłem. Rozkosz była na wciągnięcie ręki. 

-O tak, dobrze, tak porządnie kowboju. 

-O tak. Tak. Chcesz jeszcze? - wyrzucałem z siebie, sycząc. 

Poruszałem biodrami, a ona ciężko oddychała. 

-Och, och! Od tyłu poproszę! - jęknęła. 

Jedną nogą stanęła na moim stołku, a drugą zarzuciła na drewniany blat. Odwróciła tylko głowę, by zobaczyć, co zrobię. Ugiąłem nogi w kolanach i wpakowałem się w jej ciasną pizdeczkę. 

-Oooooooach! - jęknęła, trzęsąc się i wiercąc dupcią na wszystkie strony. 

-Och dziewczyno! Och, ach za chwilę trysnę! - stęknąłem. 

-Uch, uch, tak, tak dobrze! Ooooo!!! Tak! Właśnie tak! - wyrzucała z siebie jak opętana. 

I raz, i dwa, i raz, i dwa… poruszałem biodrami. Jej wielkie cycki kołysały się do tyłu i do przodu, do tyłu i do przodu…

-Teraz, szybko! - jęknąłem.




17 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

3. Jesteś we mnie.


-Och, kowboju, jesteś we mnie! Och, wypełniasz mnie! Och, tak mi dobrze, tak cudownie! - jęczała półprzytomnie. 


Przyssałem się do jej cycka i zacząłem ciągnąć go, jak opętany. Jakby to była jedyna rzecz, jakiej do tej pory pragnąłem. 

-Ach kowboju, jak ty dobrze to robisz. O tak, tak ciągnij go, ciągnij, proszę… och!

Szarpnęła dół mojej koszulki i z zaczęła zdzierać ją z mojego ciała. Kolanami dotykała mojego, nagiego brzucha. Była gorąca, drżała. Ssałem jej pierś, powoli tracąc poczucie rzeczywistości. 

-Mmmmmm, mmmmm… - mruczałem jak kot. 

Każdy kolejny krok był coraz bardziej gorący i podniecający. Chciałem rżnąć się jak dzikie zwierzę. 

-No to co, teraz to zrobimy, och?! - westchnęła.

Nie było, na co czekać. Mój kutas był już gotowy i potrzebował porządnego ruchanka. Usiadła ze stopami na barze a ja, szybko ściągnąłem z jej tyłka białe, koronkowe majteczki. Szeroko rozsunęła kolana, bez skrępowania pokazując mi wygoloną, ciasną cipeczkę. 

-Bez nich zdecydowanie będzie ci wygodniej, prawda? - szepnąłem.

-Och tak, zdejmij mi je, - wyrzuciła z siebie.

Jej skośnie ścięta sukienka zadarta była już na sam brzuch. Powoli uwalniałem jej figi: najpierw z jednej, później z drugiej nogi. 

-Za chwilę zajmę się resztą, - uśmiechnąłem się.

Obydwie jej duże piersi były już na górze. 

-Moja pizdeczka wysyła rozpaczliwe S.O.S., natychmiast potrzebuje pomocy w postaci twardego, grubego chuja, - powiedziała, a ja doskonale wiedziałem co mam robić.

-Już, już, spokojnie, - mruczałem, szamocząc się z jej, drobno utkanymi, cieniutkimi figami. 

Byłem rozebrany do połowy, moje opalone ciało buchało gorącem i podnieceniem. Musiała to czuć. 

-Taki dziki, napalony samiec w moim barze nie trafia się zbyt często, - powiedziała bardziej do siebie, niż do mnie, - nie wypuszczę cię stąd, dopóki nie zerżniesz mnie tak, że nie będę mogła chodzić. 

-Och, że co? - stęknąłem, jakbym potrzebował dalszych wyjaśnień. Nie odpowiedziała. 

Kiedy pozbyłem się już jej majtek, opadłem twarzą w jej krocze, wprost w rozgrzaną, wilgotną, ciasną szparkę. To było słodsze od plastra miodu. 

-Ooooooch kowboju, jesteś taki gorący! - jęknęła, - Twój język doprowadza mnie do obłędu. 

Ja także byłem zadowolony. Płatki jej róży były drobniutkie, delikatne, mokre i gorące, wprost stworzone do częstego i dokładnego lizania. 

-Dziewczyno, ale jesteś rozpalona, - westchnąłem i rozchyliłem jej cipkę palcami 

-Yyyyyyych, tak, właśnie tak! Liż mnie! - syczała, jak żmija.  

Grzywką ocierałem się o jej ogromne cycki, czułem jej rozpalony, słodki zapach i byłem coraz bardziej podniecony. Wszystko we mnie drżało, gotowało się jak woda w garnku. 

-Masz zajebistą pipkę, panienko. Nigdy wcześniej takiej nie widziałem. Nigdy takiej nie lizałem. 

Opadła do tyłu opierając się na łokciach. Pozbyłem się spodni i slipów za jednym zamachem. Nie były mi teraz potrzebne. Nie przejmowałam się, ze ktoś może wejść. W ogóle o tym nie myślałem. Mój kutas wyskoczył, jakby miał w sobie jakąś sprężynę. Wlazłem na niski stołek, uniosłem jej nogę pionowo do góry i położyłem na swoim ramieniu. Przyciągnąłem jej ciało na krawędź baru i jednym pewnym pchnięciem, wszedłem w jej ciasną szparkę. To był kosmos. 

-Och, kowboju, jesteś we mnie! Och, wypełniasz mnie! Och, tak mi dobrze, tak cudownie! - jęczała półprzytomnie. 

Zacząłem poruszać biodrami. Mój kutas płynnie pracował w jej norce. Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem… przenikało mnie gorąco i słodycz. Byłem w niebie. 




16 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

2. Liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. 


-Posłuchaj kowboju, - zaczęła zdecydowanym głosem, - liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. Mam nadzieję, że staniesz na wysokości zadania. 


-Wiesz, jaki jestem napalony? - szepnąłem jej do ucha. 

Nie patrzyła na mnie. Jej spojrzenie utkwione było w drugim końcu sali i wyrażało zdecydowanie. Chociaż mogło mi się tylko tak wydawać, ale to nie było takie istotne. Najważniejsze, że ja nie widziałem już odwrotu. 

-Mam nadzieję, że bardzo, - powiedziała spokojnie. 

Posuwałem się stopniowo do przodu. Krok po kroku byłem coraz dalej. Bawiłem się jaj piersiami. Przez cienki materiał czułem ich kształt i wielkość. Rozsunęła szerzej nogi, jeszcze bardziej wciskając się na mnie. 

-Och kowboju, - westchnęła, - ty rzeczywiście jesteś podniecony. 

Chwyciłem ją mocno i zmusiłem, by odwróciła się do mnie tyłem. Wsunąłem dłonie pod materiał i ująłem jej gołe cycki. Chciałem tylko jednego. Czułem, jak moje serce mocno wali. 

-Jeszcze możesz się wycofać, - szepnąłem jej do ucha, choć tak naprawę miałem nadzieję, że tego nie zrobi. Wszystko było na właściwych torach, a ja nie chciałem niczego stracić. 

-Och, zabijako ty jeden, - jęknęła z przejęciem.  

Odebrałem to jako przyzwolenie. 

-Jak masz na imię? - spytałem.

-Krystyna, - westchnęła.

Mocno docisnąłem ją do baru. 

-Krysia… ładnie… Wiesz co Krysiu? - zacząłem. 

Wyprostowała się, ocierając plecami o moją klatkę piersiową. Jej cycki były boskie, niepowtarzalne, wielkie, miękkie, a jednocześnie sprężyste. Obydwoje byliśmy już gotowi. Jedną ręką odpychała się od lady, a drugą ściskała moje udo. Napierałem swoim penisem na jej pośladki, drżałem. Zanosiło się na dobry seks. 

-Co, kowboju? - spytała zalotnie.

-Jestem nagrzany, jak dziki ogier. Mam zamiar cię zerżnąć jak starą kurwę. Co ty na to?

Podejrzewałem, że nieco zbije ją to z tropu, ale nic takiego się nie stało. 

-To dobrze. To bardzo dobrze, - odpowiedziała, a ja zrozumiałem, że jest jeszcze bardziej podniecona niż ja. 

Prowokowałem dalej:

-Mogę być niebezpieczny.

Uśmiechnęła się gorąco. 

-To też dobrze. Lubię to.

Musiała czuć mojego, grubego, twardego fiuta między swoimi pośladkami. Prawie w tej samej chwili jednym ruchem dłoni rozpięła pasek moich spodni.

-Wiesz, czego chcesz, dziewczyno, - skwitowałem z zadowoleniem. 

Ująłem ją w talii, uniosłem i posadziłem na ladzie. Szybko rozsunąłem materiał jej sukienki na boki i wyłuskałem dwa duże balony. Wieńczyły je ogromne, ciemne brodawki i sterczące sztywne sutki. 

-Oooooooch! - jęknąłem z podniecenia, kiedy je zobaczyłem. 

No i stało się. Przekroczyliśmy barierę, zza której nie było już powrotu. Zresztą zdaje się, że o samego początku nikt nigdzie nie chciał wracać. Chociaż teraz stało się to znacznie trudniejsze. Od teraz bowiem moim zachowaniem kierował już tylko instynkt. Zdrowy rozsądek został wyrzucony gdzieś na zewnątrz. 

-Posłuchaj kowboju, - zaczęła zdecydowanym głosem, - liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. Mam nadzieję, że staniesz na wysokości zadania. 

Przeszedłem do realizacji zadania. Wszystko, co robiłem, lubiłem wykonywać dobrze. Chwyciłem jej cycki z dwóch stron i zagarnąłem do środka. Zbliżyłem się, wysunąłem swój duży, szorstki język i zacząłem nim pocierać ze wszystkich stron jej napęczniałe antenki. 

-O tak, wyliż je… dokładnie… przystojniaku, - mówiła, a jej głos był już bardzo miękki i gorący. 

Zamknąłem oczy, by móc się lepiej skupić na swoim zajęciu, jakie mi powierzyła. Czułem zapach jej aksamitnej, miękkiej skóry.

-Ooooch, ooooch… - dyszałem. 

Majtała w powietrzu nogami, coraz bardziej zaciskając swoje kolana na moich bokach. Czułem, że dół jej sukienki podjeżdża coraz wyżej, by w końcu zatrzymać się w okolicach majteczek. 

-Jesteś moja samico, jesteś moja, nie pozwolę ci już uciec, - szeptałem.




15 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

1. Trzymam cię za cycki. 


-Trzymam cię za cycki. Nie znam cię. Wiesz, co to oznacza? - zadałem prawie że retoryczne pytanie. 


Dzień był upalny, duszny a ja czułem, że przydarzy się coś niezwykłego. Takie mrowienie pod skórą, które zwiastuje nadciągającą burzę. Niby chciałem się czegoś napić, ale czy na pewno. Jakaś mieścina położona na końcu świata i samotna, podrzędna knajpa. Wszystko jak z filmów Hitchcocka. 

Weszła za bar i położyła mi rękę na ramieniu. 

-No, przystojniaku, zabawimy się? - odezwała się kokieteryjnie.

Nie wiedziałem, o co jej chodziło, ale nie mogłem odmówić tak pięknej dziewczynie. Miała czarne, bujne włosy, brązowe oczy i niewielki pieprzyk w lewym kąciku ust. Ten pieprzyk, przez krótką chwilę, wydał mi się jakiś znajomy.

-Jasne, jeśli kobieta prosi, - odpowiedziałem ciepło.

Miała na sobie długą, ukośnie ściętą sukienkę w kolorze błękitnego nieba. Przód jej kreacji stanowiło duże rozcięcie w kształcie, stopniowo zwężającego się,  dekoltu, sięgającego pępka, połączone jedynie wąziutkimi paseczkami.

-To dobrze, lubię zdecydowanych mężczyzn.

Jej suknia nie miała też pleców. Piersi zakryte były trójkątnymi płatami materiału. Były duże, opadające lekko do dołu i, z pewnością, nie było na nich biustonosza. Wystawały zarówno z prawej, jak i z lewej, strony. Ta sukienka miała na celu uwodzenie takich, jak ja, napalonych, niewyżytych, młodych facetów.

-Pierwszy raz tutaj cię widzę. Przyjezdna? 

Przechyliła się do tyłu i oparła drugą ręką o kontuar. Moja lewa dłoń podtrzymywała jej plecy, a prawa już wędrowała do miejsca pomiędzy jej cyckami.

-Tak. Przyjezdna. Chociaż kiedyś, tutaj mieszkałam, - wyjaśniała tajemniczo.

Kciukiem, delikatnie muskałem niebieski pasek materiału, a pozostałymi palcami dotykałem jej wąskiej tali. Jako że było gorąco, obydwoje byliśmy już bez butów. Patrzyła na moją dłoń, która, za moment, miała wedrzeć się pod jej ubranie i uśmiechała się. 

-Czy ty wiesz, co za chwilę się stanie? - spytałem, patrząc jej w oczy. 

-Wiem i wcale mi to nie przeszkadza, - odpowiedziała spokojnie.  

Od pierwszej sekundy, kiedy ją ujrzałem, bardzo mnie podniecała, chciałem wziąć ją w ramiona. Już wyobrażałem sobie, co kryje pod spodem ten niebieski materiał. Opadła plecami na wysoki kontuar i przechyliła się do tyłu. Ująłem ją za piersi i zacząłem uciskać. Jej oddech momentalnie przyspieszył. Patrzyła na moje dłonie gotowa pozwolić mi na wszystko. 

-Niebezpiecznie jest zaczepiać nieznajomych facetów. Nie boisz się?

Spojrzała na mnie uważnie.

-Nie. Uwielbiam ryzyko. To daje dreszczyk emocji, który bardzo mnie nakręca, - odezwała się z dużą pewnością siebie.  

-Trzymam cię za cycki. Nie znam cię. Wiesz, co to oznacza? - zadałem prawie że retoryczne pytanie. 

-Wiem. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę i liczę na to, że posuniesz się jeszcze dalej, kowboju. 

Była bardzo, ale to bardzo bezpośrednia i zanosiło się na ostrą zabawę. Rozpięła swoje palce na moich biodrach. Jej kolano powoli zaczęło wjeżdżać pomiędzy moje uda. “No zaczyna się”, - pomyślałem. Czułem, że penis w moich spodniach szybko nabiera odpowiednich rozmiarów. Pod swoimi dłońmi czułem jej miękkie gorące ciało i szybki nerwowy oddech. Chciałem ją przelecieć tu i teraz, bardzo gwałtownie. Wziąć ją - o tak, nie zważając na nic i niczym się nie przejmując. 

-Ty, rzeczywiście, się nie boisz, - rzuciłem prowokacyjnie. - Jesteś taka miękka…

Jej wzrok wyrażał wyczekiwanie. 

-Nie przerywaj, mów dalej. 

Odwróciła się bokiem a ja, stopniowo, zaczynałem się na nią wdzierać, zmuszając, by położyła się na ladzie. Miałem jej uda między swoimi nogami, kolanem wciskała się w moje krocze. 




Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...