70. Nie miała niczego poza wspomnieniem
Usiadła na łóżku naga, nogi lekko rozchylone, cipka wciąż nadwrażliwa, wilgotna na samo wspomnienie jego grubości wbijającej się w nią do samego dna. Wargi sromowe były nabrzmiałe, lekko rozchylone, lśniące resztkami ich soków i jego nasienia, które powoli wyciekało z niej gęstymi, ciepłymi kroplami, spływającymi po wewnętrznej stronie ud aż do pościeli.
Rozpakowała wibrator powoli, ceremonialnie – czarny, gruby, wielofunkcyjny, z wypustkami przypominającymi żyły, z rotacją, pulsacją, ogrzewaniem. Silikon lśnił matowo w popołudniowym świetle, ciężki w dłoni, niemal obsceniczny w swej obietnicy. Włożyła baterie drżącymi palcami, sutki twardniały od samego dotyku gumowanego materiału, od chłodnego metalu baterii, od myśli, że to właśnie tym będzie próbowała zagłuszyć tęsknotę za jego prawdziwym kutasem.
Włączyła go. Niski, głęboki warkot wypełnił pokój – gardłowy, basowy, wibrujący w kościach jak odległy grzmot, który wciąż wisiał w jej pamięci. Myślała o nim – o zielono-złotych oczach patrzących na nią bez mrugania, o zapachu piżma i skóry wyprawionej dymem, o tym, jak wchodził w nią powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając ją boleśnie i idealnie, aż krzyczała z rozkoszy.
Przysunęła wibrator do łechtaczki – delikatnie, okrężnie, czując, jak pulsacja przenika przez nabrzmiały guziczek wprost do rdzenia. Ciało zareagowało natychmiast: biodra drgnęły mimowolnie, westchnienie wyrwało się z gardła, cipka zacisnęła się na pustce, jakby chciała przyjąć coś żywego, ciepłego, pulsującego. Mrowienie rozlało się od łechtaczki w górę brzucha, do sutków, do karku – skóra pokryła się gęsią skórką, oddech przyspieszył.
Wsuwając go głębiej, czuła, jak rozciąga ją podobnie jak on – choć nie tak idealnie, nie tak boleśnie słodko. Grubość wypełniała ją, wypustki drażniły ścianki pochwy, ogrzewanie sprawiało, że silikon stawał się gorący jak żywa skóra. Poruszała nim rytmicznie – głęboko, szybko, potem wolno, leniwie, wyobrażając sobie jego ręce na biodrach, jego palce wbijające się w miękką tkankę, jego głos szepczący prosto do ucha: „Bierz mnie… jestem twoja… oddaj mi się cała…”.
Fala przyszła – mocna, rozlewająca się od środka na zewnątrz, cipka zacisnęła się wokół wibratora w spazmatycznych skurczach, wilgoć spłynęła po udach ciepłymi strużkami, piersi uniosły się wysoko, sutki drżały w powietrzu. Ciało wygięło się w łuk, krzyk wyrwał się z gardła – wysoki, bezradny – ale satysfakcja była niepełna, jakby ktoś dał jej tylko cień tego, co naprawdę pragnęła.
Brakowało ciepła jego skóry na jej skórze, ciężaru jego ciała przygniatającego ją do materaca, pulsu jego kutasa w chwili wytrysku, gorących strumieni spermy wypełniających ją po brzegi, oznaczających od wewnątrz. Brakowało jego zapachu – piżma, soli, zwierzęcej słodyczy – jego smaku na języku, jego głosu w uchu, niskiego, aksamitnego, rozkazującego.
Odłożyła wibrator – wciąż włączony, warkoczący cicho na pościeli jak uśpiony drapieżnik. Wzięła mniejszy, analny – czarny, z delikatnymi wypustkami i pulsacją. Wsunęła go powoli, czując lekkie, palące rozciąganie, jak zwieracz otwiera się niechętnie, a potem poddaje z westchnieniem. Pulsacja wewnątrz budziła nowe doznania – ostre, intymne, prawie zakazane. Poruszała się na nim, biodra falowały leniwie, wyobrażając sobie jego palce wchodzących tam głęboko, jego język liżący okolice, jego kutas napierający od tyłu, gotowy wypełnić ją całkowicie.
Druga fala nadeszła – krótsza, ostrzejsza, bardziej skupiona w dole brzucha, cipka zacisnęła się na pustce, wilgoć znów spłynęła po udach, ale znowu… niepełna. Brakowało jego ciężaru, jego ciepła, jego nasienia wlewającego się w nią jak lawa.
Leżała wyczerpana, dysząca, ciało drżące drobnymi dreszczami, sutki twarde, skóra lepka od potu i soków. Wibrator wciąż wibrował cicho w jej dłoni, ale ona już wiedziała: to nie wystarczy. Żaden gadżet, żadne wino, żadna masturbacja nie zastąpi jego dotyku, jego zapachu, jego spermy pulsującej w niej głęboko, wiążącej ją z nim na zawsze.
Spojrzała na telefon – pusty ekran, żadnych wiadomości, żadnego numeru, żadnego imienia. Nie miała niczego poza wspomnieniem i tęsknotą, która paliła w piersi jak otwarta rana.
Ale wiedziała jedno: musi go znaleźć. Musi znowu poczuć ten kutas w sobie – gruby, twardy, wypełniający ją do granic. Musi błagać o więcej, klęczeć przed nim, oddać się całkowicie.
Tęsknota w piersi rosła – słodka, bolesna, nie do ugaszenia. Czuła, jak w środku wciąż pulsuje jego nasienie, jak echo jego wytrysku, jak obietnica, że wróci.
To nie był koniec.
To był dopiero początek jej głodu – głodu tak głębokiego, że wiedziała: zrobi wszystko, żeby go zaspokoić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz