Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misja.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misja.. Pokaż wszystkie posty

28 października 2022

Misja.

65. Mokre odgłosy posuwania.


Mokre odgłosy posuwania w cipkę, w dupkę i w usta mieszały się z przejmującymi westchnieniami jękami i stęknięciami, wydawanymi przez nią samą. 


W jej cipce wiły się i skręcały grube, niczym nadgarstki, dwa węże podobne do dżdżownic. Z mokrymi odgłosami, przy akompaniamencie jęków i westchnień, walczyły o lepszą pozycję. 

Zakończone głowicami, podobnymi do żołędzi penisów, tańczyły, owijając się o siebie, przesuwając raz do przodu, raz do tyłu. Docierały do samego końca, uderzały i cofały się. Zamieniały się miejscami. Co chwilę skręcały się, ocierając o ścianki pochwy.

Dziewczyna wyrzucała z siebie mocniejsze i głośniejsze westchnienia. Żerowały bez ustanku, jakby chcąc pozbawić ją życia. Wydawały przy tym głośne, mokre mlaskania. Tańczyły płynie w obydwie strony.

Młoda laseczka jęczała z przejęciem, jakby nie mogąc już znieść nadmiaru doznań i wrażeń. Grube, zwinne kutasy, co chwilę zamieniały się miejscami, docierając do samej macicy. Ich zadaniem było doprowadzić ją do jak najgłębszego orgazmu. Wyglądały jak bezokie potwory. Na szczycie każdego z nich znajdowała się szparka o kształcie poziomego cięcia, rozszerzającego się co chwilę. Zdawało się, jakby za ułamek sekundy miało z nich wypłynąć nasienie.

-Iiiiiuuuummm!!! -  miauczała niczym kot młoda dziewczyna.

Kiedy jeden pchał się do przodu, drugi się wycofywał. Ona z trudem łapała powietrze. Mogła tylko czekać na ostateczny koniec tej rozgrywki. Zwijały się, skręcały, nie pozwalały jej odpocząć.

Wzdychała, prawie płakała. Była grzmocona przez dwa potężne fiuty, które żyły swoim własnym życiem. Zwijały się i skręcały, niczym węże w bezustannym, ciągłym ruchu. Jej cipka kurczyła się i pulsowała, drżała. Była już coraz bliżej tego ostatniego momentu. Walczyła z własną rozkoszą, której nie była w stanie udźwignąć.

W półmroku ładowni otaczały ją dziesiątki, różnej grubości, penisów, odnóg, korzeni, gałęzi. Wiły się i skręcały. Jedne penetrowały wszystkie jej dziurki, inne dotykały ciała we wszystkich możliwych miejscach. Pieściły, drażniły, bawiły się z nią, jak tylko chciały, a ona drżała, szarpała się w spazmach rozkoszy, mogąc się tylko temu poddać. 

Cienkie gałązki oplotły się wokół jej grubych, sztywnych, brązowych, sterczących sutków, zacisnęły się i szarpały nimi na wszystkie strony. Przestała już głośno jęczeć. Tylko dyszała, akceptując wszystko to, co się z nią działo. Chciała tego doświadczyć i była gotowa. Jej ciało, z sekundy na sekundę, stawało się jednym, wielkim orgazmem, nad którym nie miała już żadnej kontroli. 

Była przerażona, podniecona, zadowolona. Uczucia mieszały się w niej, nie pozwalając skupić się na jednej, konkretnej myśli. Była jednym, wielkim aktem seksualnym. Jej ciało nie należało już do niej, należało do obcego, ale nie do człowieka. Należało do całkowicie obcej rasy. Teraz oddawała mu się z ochotą, z największą przyjemnością, nie wiedząc, kim czy może czym, tak naprawdę, jest to, co wzięło jej ciało w posiadanie.

Mokre odgłosy posuwania w cipkę, w dupkę i w usta mieszały się z przejmującymi westchnieniami jękami i stęknięciami, wydawanymi przez nią samą. 

W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że z jej ust, wypełnionych grubym zaganiaczem, wydobywa się coś w rodzaju śmiechu, ironicznego śmiechu. 

Stękała. Teraz już było widać, że nie broni się, że przygotowuje się na ten kulminacyjny moment. Łykała ślinę, a może już jego nasienie. Po chwili znów zaczęła głośniej jęczeć, ponieważ gałęzie wzmocniły swoją pracę. Kilka minut później zaczęła już pokrzykiwać. Na pozór nic się specjalnego nie działo, lecz ona krzyczała. Przeżywała jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, jedyny w jej życiu taki orgazm. 

Na sam koniec można było już usłyszeć tylko odgłosy czystego zadowolenia.




27 października 2022

Misja.

64. Na granicy orgazmu.


Akt seksualny trwał w najlepsze. Utrzymywana tak była, niczym w hibernacji, zawieszona między życiem a śmiercią na granicy orgazmu, który, jednak nie następował. Sekundy zdawały się być godzinami, a ona zdawała się umierać za każdym pchnięciem, za każdym posunięciem.


-Ehm, ehm, ut, ut, iiiiiaaaaaa… - mruczała, jak kotka.

Góra-dół, góra-dół, góra-dół... płynne, łagodne, a jednocześnie mocne i zdecydowane ruchy. Wydawało się, jakby w tym akcie była zupełnie odczłowieczona, jakby była przedmiotem, lalką, zdolną tylko do kopulacji, stworzoną tylko w tym celu. Wyrzucała z siebie mokre odgłosy, świadczące o tym, że walczy o każdy oddech. 

Nic się nie zmieniło. Góra-dół, góra-dół, góra-dół 

-Łyyyyaaaaaauuuu!!! 

Góra-dół, góra-dół, góra-dół... 

-Hką, ehe, khą! 

Mokre, zgrabne, pełne kształtów, piękne, ale umęczone ciało. Jeszcze, jeszcze, dalej, dalej bez końca, to samo. Pełne, płynne wahadłowe ruchy: góra-dół, góra-dół, góra-dół…  Wszechobecne, fioletowo-czerwone i niebieskie penisy, węże, grube ramiona, odnogi.  

Straciła poczucie rzeczywistości, poczucie człowieczeństwa, poczucie tego, kim jest. 

-Khe-ę-eę!!!

Góra-dół, góra-dół, góra-dół... 

Walczyła z własnym ciałem, z narastającym podnieceniem.

-Khę, ump, ump, ummm! 

Jakby tonęła we własnej ślinie. 

Góra-dół, góra-dół, góra-dół…

Wciąż to samo, bez końca.

-Hhhhhe, hhhaaaa! - westchnęła głęboko jakby z przerażeniem.

Góra-dół, góra-dół, góra-dół, góra-dół... płynne ruchy, bez przerwy, ciągle, tak samo.

-Eeee-ou-ou!!!

Doświadczała głębokiej rozkoszy i okazywała to wydawanych przez siebie odgłosach. Wydawało się jej, że jest brana przez kilkunastu mężczyzn naraz. Wokół niej kłębiła się niezliczona ilość kutasów, głowic, penisów.

-Khe-umm… ehe… ehe… mmmm… mmmm…  - wzdychała, jakby bardziej zadowolona.

 Opływała potem, połyskiwała, lśniła.

-Khhhhhyyyy, uop, uop!!! - wyrzuciła z siebie głębsze i bardziej przyjmujące odgłosy. 

Wydawało się, że słychać dźwięk wydawanego przez nią moczu. Sikała.

-Heeeoooohoooo!!!  

Góra-dół, góra-dół…

Każdy centymetr jej skóry eksplodował nadmiarem bodźców i wrażeń. Jej oczy, przykryte cienką warstwą mokrych włosów, były duże, niczym monety, lśniły błękitem i wpatrywały się w pustą przestrzeń gdzieś ponad nią. Wyglądało to tak, jakby konała. Ona tymczasem przeżywała kosmiczną, trudną do opisania rozkosz.

-Khhhhh-ou!!! - westchnęła nagle głęboko, jakby coś za bardzo w nią się wdarło, jakby za bardzo zabolało.

Góra-dół, góra-dół…

Jej spocone ciało było całą planetą, a zbliżający się orgazm tornadem, wybuchem wulkanu, który zdawał się rozsadzać jej drobne ciało od wewnątrz.

-Um, khe, khe!!! - wyrzuciła z siebie płaczliwy odgłos. 

Między jej nogami w jej cipce siedziało już trzy zaganiacze. Trudne do wyobrażenia, ale jednak tak było. Dwa były grubości potężnych, ponadwymiarowych penisów, a trzeci, bardziej czerwony, grubości ołówka, zajmował się jej łechtaczką. Jej cipka niczym kształtna łezka, otoczona wianuszkiem czarnych, gęstych włosów, w tej chwili, mokrych i zmierzwionych opinała te dwa grube kutasy. Zdawało się, jakby za chwilę, miała pęknąć. 

-Khe, khe, he, he, heeeiiiii!!!

Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu…

Dziewczyna była już na granicy orgazmu. Grube fujary nie miały nad nią litości. Nie dawały jej najmniejszych szans, odpoczynku, wytchnienia. Wiły się i skręcały w esy-floresy,  wchodziły, wychodziły, poruszały się we wszystkie możliwe strony. 

-Hyyy, hyyyy!!! - jęczała, chwytając powietrze, w krótkich przerwach między kolejnymi pchnięciami.

Jej mała cipeczka była jak rozjechany kot na drodze. Wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły, skręcały się, wiły, drażniły.

Akt seksualny trwał w najlepsze. Utrzymywana tak była, niczym w hibernacji, zawieszona między życiem a śmiercią na granicy orgazmu, który, jednak nie następował. Sekundy zdawały się być godzinami, a ona zdawała się umierać za każdym pchnięciem, za każdym posunięciem.

-Khm, khmmm, ummmm!!!



Akt seksualny trwał w najlepsze. Utrzymywana tak była, niczym w hibernacji, zawieszona między życiem a śmiercią na granicy orgazmu, który, jednak nie następował. Sekundy zdawały się być godzinami, a ona zdawała się umierać za każdym pchnięciem, za każdym posunięciem.


-Ehm, ehm, ut, ut, iiiiiaaaaaa… - mruczała, jak kotka.

Góra-dół, góra-dół, góra-dół... płynne, łagodne, a jednocześnie mocne i zdecydowane ruchy. Wydawało się, jakby w tym akcie była zupełnie odczłowieczona, jakby była przedmiotem, lalką, zdolną tylko do kopulacji, stworzoną tylko w tym celu. Wyrzucała z siebie mokre odgłosy, świadczące o tym, że walczy o każdy oddech. 

Nic się nie zmieniło. Góra-dół, góra-dół, góra-dół 

-Łyyyyaaaaaauuuu!!! 

Góra-dół, góra-dół, góra-dół... 

-Hką, ehe, khą! 

Mokre, zgrabne, pełne kształtów, piękne, ale umęczone ciało. Jeszcze, jeszcze, dalej, dalej bez końca, to samo. Pełne, płynne wahadłowe ruchy: góra-dół, góra-dół, góra-dół…  Wszechobecne, fioletowo-czerwone i niebieskie penisy, węże, grube ramiona, odnogi.  

Straciła poczucie rzeczywistości, poczucie człowieczeństwa, poczucie tego, kim jest. 

-Khe-ę-eę!!!

Góra-dół, góra-dół, góra-dół... 

Walczyła z własnym ciałem, z narastającym podnieceniem.

-Khę, ump, ump, ummm! 

Jakby tonęła we własnej ślinie. 

Góra-dół, góra-dół, góra-dół…

Wciąż to samo, bez końca.

-Hhhhhe, hhhaaaa! - westchnęła głęboko jakby z przerażeniem.

Góra-dół, góra-dół, góra-dół, góra-dół... płynne ruchy, bez przerwy, ciągle, tak samo.

-Eeee-ou-ou!!!

Doświadczała głębokiej rozkoszy i okazywała to wydawanych przez siebie odgłosach. Wydawało się jej, że jest brana przez kilkunastu mężczyzn naraz. Wokół niej kłębiła się niezliczona ilość kutasów, głowic, penisów.

-Khe-umm… ehe… ehe… mmmm… mmmm…  - wzdychała, jakby bardziej zadowolona.

 Opływała potem, połyskiwała, lśniła.

-Khhhhhyyyy, uop, uop!!! - wyrzuciła z siebie głębsze i bardziej przyjmujące odgłosy. 

Wydawało się, że słychać dźwięk wydawanego przez nią moczu. Sikała.

-Heeeoooohoooo!!!  

Góra-dół, góra-dół…

Każdy centymetr jej skóry eksplodował nadmiarem bodźców i wrażeń. Jej oczy, przykryte cienką warstwą mokrych włosów, były duże, niczym monety, lśniły błękitem i wpatrywały się w pustą przestrzeń gdzieś ponad nią. Wyglądało to tak, jakby konała. Ona tymczasem przeżywała kosmiczną, trudną do opisania rozkosz.

-Khhhhh-ou!!! - westchnęła nagle głęboko, jakby coś za bardzo w nią się wdarło, jakby za bardzo zabolało.

Góra-dół, góra-dół…

Jej spocone ciało było całą planetą, a zbliżający się orgazm tornadem, wybuchem wulkanu, który zdawał się rozsadzać jej drobne ciało od wewnątrz.

-Um, khe, khe!!! - wyrzuciła z siebie płaczliwy odgłos. 

Między jej nogami w jej cipce siedziało już trzy zaganiacze. Trudne do wyobrażenia, ale jednak tak było. Dwa były grubości potężnych, ponadwymiarowych penisów, a trzeci, bardziej czerwony, grubości ołówka, zajmował się jej łechtaczką. Jej cipka niczym kształtna łezka, otoczona wianuszkiem czarnych, gęstych włosów, w tej chwili, mokrych i zmierzwionych opinała te dwa grube kutasy. Zdawało się, jakby za chwilę, miała pęknąć. 

-Khe, khe, he, he, heeeiiiii!!!

Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu…

Dziewczyna była już na granicy orgazmu. Grube fujary nie miały nad nią litości. Nie dawały jej najmniejszych szans, odpoczynku, wytchnienia. Wiły się i skręcały w esy-floresy,  wchodziły, wychodziły, poruszały się we wszystkie możliwe strony. 

-Hyyy, hyyyy!!! - jęczała, chwytając powietrze, w krótkich przerwach między kolejnymi pchnięciami.

Jej mała cipeczka była jak rozjechany kot na drodze. Wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły, skręcały się, wiły, drażniły.

Akt seksualny trwał w najlepsze. Utrzymywana tak była, niczym w hibernacji, zawieszona między życiem a śmiercią na granicy orgazmu, który, jednak nie następował. Sekundy zdawały się być godzinami, a ona zdawała się umierać za każdym pchnięciem, za każdym posunięciem.

-Khm, khmmm, ummmm!!!




26 października 2022

Misja.

63. Dotykając jej pępka


Na jej brzuchu wił się grupy, fioletowo-czerwony wąż, dotykając jej pępka.


Tymczasem na jednym z najniższych pokładów okrętu Lora była brana na wszystkie możliwe sposoby. Wisiała, opleciona nad podłogą, a jej buzia, cipka i dupeczka były okupowane przez fioletowo-różowe, bądź czerwone, grubsze i cieńsze odnogi. 

Wyglądała niczym męczennica. Naga. Na jej ciele znajdowały się strzępki ubrania: porwana bielizna, rajstopy i kawałki stanika. Była spocona. Jej zgrabne, piękne ciało lśniło od potu. Jej wielkie, sterczące, napęczniałe piersi, robiły wrażenie, jakby za chwilę miały pęknąć. 

Wisiała tak nad podłogą, a w jej ustach siedziały dwie pokaźnych rozmiarów gałęzie. Jedna przypominała ramię i zajmowała główną część jej słodkiej buzi, a druga, jakby na dokładkę, grubości kciuka, siedziała w kąciku jej ust i zdawała się pomagać tej grubszej, starając się rozewrzeć jej szczęki jak najszerzej. 

Lora patrzyła przed siebie nieobecnymi oczyma. Zdawało się, jakby była w letargu, jakby jej źrenice zaszły już mgłą. 

-Oooo-hooo, - westchnęła cicho. 

W tej chwili jej usta zablokowane były grubym penisem. Jej ciało poruszało się na boki, jakby było wypełnione robakami. Drżała na skutek poruszających się w niej różnych części obcej istoty. Jej nogi były szeroko rozwarte i każda wężowata fujara bez przeszkód wdzierała się w jej cipeczkę w dowolnej chwili, nie napotykając na swojej drodze żadnego oporu. 

Dziewczyna trzymała za gałąź, pchającą się w jej usta. Chciała zatrzymać ją w tej pozycji. Nie chciała dopuścić do tego, by przekroczyła granicę jej przełyku. 

Nagle coś rzuciło jej ciałem. Pchnięcia od dołu, spomiędzy jej nóg były gwałtowne silne. Na jej brzuchu w okolicy pępka znajdował się wijący się wąż, który pieścił te wrażliwe okolice, doprowadzając jej zmysły niemal do szaleństwa.

Ruchanie trwało w najlepsze. Nie wiadomo było, kiedy to wszystko się zakończy. Huśtała się w rytmie góra dół, góra dół, to znów do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu. 

Każda z gałęzi okupująca jej oddzielną dziurkę poruszała się w sobie tylko znanym tempie, ale wszystkie razem tworzyły jakiś dziwny taniec.

-Kheee-oooo… khe, khe, khe… - wyrzucała siebie słodkie odgłosy.

Wszystkie fiuty balansowały w niej, nie pozwalając skupić się jej na tym, co właściwie się z nią dzieje.

-Ghe-koum, - odezwała się, krztusząc własną śliną.

Wysunęła język, nie mogąc złapać tchu.

-Iiiiiihhhhoooo!!! - protestowała.

Nic to jednak nie zmieniło. 

-Ghghg… -stęknęła.

Penis pchał się coraz głębiej w jej usta. Dusiła się własną śliną. Jej źrenice zrobiły  się większe, były coraz bardziej nieobecne. 

Raz, raz, raz, raz… - poruszały się grube kutasy w jej cipeczce, przesuwając jej ciało w jedną i w drugą stronę. 

-Ehe, ehe, ehe… - stękała słodko.

Na jej brzuchu wił się grupy, fioletowo-czerwony wąż, dotykając jej pępka.

-Ehhee, ehhee, eee, eee…- wyrzucała z siebie.

I raz, i raz, i raz… kolejne, rytmiczne pchnięcia. 

Wszystko to mieszało się ze sobą: mokre odgłosy szarpiących się w niej penisów i jej słodkie jęki i westchnienia. Wszystko to razem tworzyło dziwną, słodką, podniecają muzykę.




25 października 2022

Misja.

62. Wreszcie była sobą.


Wreszcie była sobą, wreszcie mogła odkryć swoją dziką naturę, poczuć, kim naprawdę jest. Teraz jej ruchy stały się jeszcze bardziej zachłanne, pożądliwe. Teraz wyglądało to tak, jakby to ona nad nim górowała, jakby to ona go zniewala, jakby to ona chciała wyssać z niego wszystkie soki. 


-Eeeeee… och! - wyrzuciła z siebie. 

Długie, fioletowe ramiona oplecione wokół jej ramion, uniosły ją delikatnie do pionu. Nie wiedziała, co się dzieje. Dłońmi chciała zasłonić swoją twarz. W następnej chwili spojrzała w sufit i zesztywniała z otwartymi ustami. 

Coś zawzięcie poruszało się w jej cipeczce. Coś chlupało i bulgotało. Jej bułeczka napęczniała i wypiętrzyła się niczym wulkan.

-Khe… hky… - wyrzuciła z siebie, kiedy ciągnął ją do przodu. 

Jego gruby, długi kutas mocno wdzierał się w jej trzewia, niemal rozrywając jej ciasną, młodą jaskinię miłości. Długie wężowate ramiona unosiły i opuszczały jej ciało, starając się zmusić je do frykcyjnych, posuwistych ruchów. Usiłowały nakłonić jej biodra do przejęcia rytmu kopulacji. 

 Każdy ruch na jego fujarze, sprawiał, że odpływała w niebyt wszechświata. Stękała, szarpiąc się na granicy utraty świadomości. Odnóża oplecione wokół jej ud, szarpały jej biodrami w prawo i w lewo sprawiając, że gruba gałąź w jej wnętrzu poruszała się we wszystkie strony. 

W końcu już nie było wiadomo, czy to ona sama huśta swoimi biodrami, czy też jej ciało, bezwolnie, poddaje się jego płynnym gestom. Jej zgrabny tyłek, z głośnym chlupaniem tańczył na jego grubej fujarze, wykonywał kółeczka raz w prawo raz w lewo. Za każdym ruchem zdawał się wdzierać coraz dalej, coraz głębiej, a w jej głowie wybuchały kolejne eksplozje rozkoszy.

Uniósł ją i opuścił: płynnie i łagodnie.

-Ah-akha… - stęknęła krótko, nadziewając się ponownie do samego końca.

To już nie była walka, na jaką mogła liczyć na samym początku, to była czysta kopulacja. Bez dwóch zdań uprawiali seks. W tym momencie trudno było doszukać się już jej jakiegokolwiek oporu. W tym, co się działo, nic takiego nie było. 

-Eeeeeheee… - uniosła się do góry.

Chociaż może to on ją uniósł. Jego fujara wysunęła z jej cipki do połowy, a elastyczne wargi opinały ją mocnym, sprężystym uściskiem. Była zgrabna i piękna niczym Amazonka, rozbudza zmysły swoimi kształtami jak Afrodyta wynurzająca się z morskiej piany.

-Mmmmmmhy… - wyrzuciła z siebie ni to jęk, ni westchnienie.

Wykonała kolejny, tym razem dużo głębszy ruch do tyłu i do przodu, unosząc przy tym swoje biodra tak, że jego gruby fiut poruszał się w niej jak podczas klasycznego, pełnego stosunku na jeźdźca. 

Jeszcze jeden identyczny ruch... do tyłu i do przodu. Wykonywała swoimi biodrami elipsy. Poruszała się na jego kutasie, niczym doskonała kurtyzana. 

Jęcząc i stękając, jeszcze raz, wykonała identyczne kółeczko: do przodu i do tyłu, a jednocześnie do góry i do dołu. 

Zdawało się, że doskonale wie, co robi. Jakby była do tego ćwiczona od dzieciństwa, jakby to było jej naturalną zdolnością.

-Mmmmmuuuuh, łyh, łyh, łyh... - jęczała i postękiwała co chwilę.

W tym momencie widać już było, że on jej do niczego nie zmusza. Swobodnie siedziała na jego biodrach. Za każdym posunięciem jej pośladki opadały do końca w naturalnym, pełnym, płynnym ruchu. Były szerokie, jędrne i gładkie. Siedziała na jego skórzanym kombinezonie niczym w siodle i poruszała się tak, jakby jechała kłusem.

Nie ulegało wątpliwości, że chciała tego, pragnęła całą sobą, nie umiała inaczej się zachować, nie chciała. Przy akompaniamencie słodkich dźwięków, które z siebie wyrzucała, poruszała się coraz szybciej i coraz bardziej energicznie. Jechała na nim z coraz większym zapamiętaniem, pogrążając się w coraz większej ekstazie. 

Wreszcie była sobą, wreszcie mogła odkryć swoją dziką naturę, poczuć, kim naprawdę jest. Teraz jej ruchy stały się jeszcze bardziej zachłanne, pożądliwe. Teraz wyglądało to tak, jakby to ona nad nim górowała, jakby to ona go zniewala, jakby to ona chciała wyssać z niego wszystkie soki. 




24 października 2022

Misja.

61. W jej ciasnej norce.


Szarpnął mocno do dołu jej ciałem. Rozległo się głośne klepnięcie. Jej biodra, a wraz z nimi całe jej ciało pojechało do dołu, a wielka pała w całości znalazła się w jej ciasnej norce. 


Jego gruby fiut znajdował się tuż obok jej ciasnej szparki. Napastnik patrzył na nią od dołu, obserwując jej zgrabne ciało. Widział jej, szeroko rozwarte, gładkie uda. Widział pośrodku wspaniałą cipeczkę, płaski brzuch i wielkie, jędrne piersi. Widział też między nimi jej twarz pełną napięcia i wysiłku. 

Stękając, szarpała się, walczyła, nie dawała za wygraną, nie chciała się poddać. Wyginała swoje ciało na prawo i lewo, a jego fujara była coraz bliżej, coraz bliżej jej niewinnej pizdeczki. 

Czuła ją, czuła jak muska płatki jej różyczki. Wiedziała, że za chwilę wedrze się do środka. Nie chciała, nie chciała do tego dopuścić. Kręciła swoim tyłeczkiem, próbując uniknąć ostatecznego ciosu, lecz on precyzyjnie kierował się w sam środek. 

Ich walka trwała. On próbował ją posiąść, ona chciała tego uniknąć. Jej szamotanie się pobudzało i podniecało go jeszcze bardziej. Przez chwilę zdawało się jej, że zdoła uniknąć wtargnięcia tego grubego tarana w jej ciasne wnętrze. Cofnęła swoje biodra, a on został nieco z przodu. 

-Niiiiieeeeeee!!! - wyrwał się krzyk z jej gardła, kiedy widziała, że przegrywa.

Wielka fujara, niczym dyszel, sterczała tuż przed jej kroczem.

-Proszę, nieeeee… nie rób tego… 

Trzymał ją mocno. Grube, fioletowe, wężowate ramiona mocno zaciskały się na jej udach. Nie miała żadnych szans. Jej ostatnie ruchy były coraz bardziej ograniczone. Trzymał ją coraz mocniej i coraz precyzyjniej kierował się w jej krocze. 

W końcu, jednym, pewnym ruchem dotarł do celu. Jego głowica zatrzymała się w najczulszym, w najbardziej miękkim i delikatnym miejscu. Wilgotne płatki rozjechały się na boki, nie stawiając żadnego oporu. 

Prawie w niej był. Siedział w niej samym czubkiem, samą końcówką. 

Wystraszona, westchnęła głęboko i w ostatnim odruchu, szarpnęła biodrami do tyłu, lecz na niewiele się to zdało. Przywiódł ją z powrotem nad cel i wszedł w nią jeszcze raz. Tym razem głębiej. Wjechał w nią z głośnym, mokrym mlaśnięciem. Był w niej. Siedział w niej ten wielki potwór. 

-Nie, nie, o nie, nie… - łkała w spazmach bólu, wykonując gwałtowne ruchy na prawo i lewo. 

Jeszcze raz mu uciekła. Wyszedł z niej, ale na bardzo krótko. Z powrotem się wepchał, ale jego pozycja była niepewna, zagrożona. 

-Eeeee… eeeee… nie, nieeee!!! - krzyknęła, kiedy już wiedziała, że przegrała tę bitwę, kiedy już wiedziała, że nie starczy jej sił, że jest od niej silniejszy, kiedy wiedziała, że i tak w nią wejdzie. 

Po chwili tak też się stało. Jego gruba głowica znów znalazła się w jej ciasnym, wilgotnym, gorącym wnętrzu. Ona poruszała swoimi biodrami, szarpiąc się na prawo i lewo, a on poruszał się w niej niczym przegub. Mimo wszystko nie wyskakiwał, tkwił jak ość w ciele. 

Łkała: krótko, płaczliwie, rzewnie. Jeszcze ostatkiem sił próbowała się unieść. Udało się jej doprowadzić do tego, że jego głowica znów znalazła się na zewnątrz. 

Nie wyszła jednak całkowicie, tylko siedziała między rozchylonymi płatkami. 

W ostatniej chwili zdążyła wykonać kilka szybkich, krótkich, urywanych oddechów. Szarpnął mocno do dołu jej ciałem. Rozległo się głośne klepnięcie. Jej biodra, a wraz z nimi całe jej ciało pojechało do dołu, a wielka pała w całości znalazła się w jej ciasnej norce. Siedziała na nim. Siedziała na nim swoimi pośladkami. Tymi delikatnymi, dziewczęcymi pośladkami. Siedziała na jego kombinezonie naga i wystraszona. 

Nagle, krzyknęła przeraźliwie. 

Kiedy cała jej uwaga skierowana była w dół w jej krocze między uda, coś zaatakowało górę jej ciała. W pierwszym momencie nawet nie wiedziała, co to było. 

Odsunęła się wystraszona. 

Wielka, długa liana zakończona przyssawką, wtopiła się w jej ciało, tuż nad prawą piersią. Ona w pierwszej chwili nawet tego nie spostrzegła. Jej powieki były mocno zaciśnięte, jakby z bólu, usta szeroko rozwarte w krzyku rozpaczy i przerażenia. 

Była śliczna. Wyglądała jak mała niewinna dziewczynka uwikłana w wężowate ramiona swojego kochanka, kochanka, który stał się potworem, pół człowieka, pół obcego. 

Wyglądała niczym lalka z tymi swoimi różowymi włosami. Jej piersi pod wpływem jego wydzielin napęczniały jeszcze bardziej. Miała wrażenie, że za chwilę pękną. Każdy dotyk w ich okolice przyprawiał o zawrót głowy, dlatego teraz prawie straciła przytomność.




23 października 2022

Misja.,

60. Wyrok zapadł.


Wyrok zapadł, a ona musiała się mu poddać. Była śliczna, delikatna, niewinna. On miał to piękno za chwilę skonsumować. Miał ją wykorzystać na wszystkie możliwe sposoby, a ona nie mogła na to nic poradzić. W żaden sposób nie była w stanie się przeciwstawić. Niezależnie od tego, jakie działania by podjęła, on i tak zrobiłby swoje. 


Nagle jak wyrwana z procy poszybowała w górę i wywinęła koziołka pod samym sufitem. Wylądowała tuż nad podłogą, zawieszona na jego długich, fioletowych ramionach. 

-Iiiiiiaaaahahaha!!! - wydarła się na całe gardło. 

Była wystraszona. Trzymał ją za ręce, tuż pod pachami. 

W momencie, kiedy szybowała niczym orzeł, usłyszała jak jej ubranie, zdzierane z głośnym trzaskiem, ucieka z jej ciała. 

Po chwili była kompletnie nada. Jej ciało było zgrabne, proporcjonalnie zbudowane. Cera, bez śladu jakiejkolwiek skazy, gładka i piękna lśniła od potu. Jej cycki, uwolnione, szybujące w powietrzu wraz z jej ciałem, przybrały piękny kształt łez. 

Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na swojego prześladowcę, tak, jakby chciała zobaczyć w nim, chociaż odrobinę, człowieczeństwa. 

W następnej sekundzie uniósł ją i zmusił, by stanęła na własnych nogach. 

-Ykh, - stęknęła niezadowolona, lecz poddała się jego zabiegom. 

Miała na sobie jedynie getry. Gdyby nie one, byłaby kompletnie naga. Jej napęczniała cipka, dokładnie wygolona, była czerwona i opuchnięta, gotowa na przyjęcie jego grubego zaganiacza. 

Szarpnęła się nagle, jakby wystraszona, jakby chciała uciec, uwolnić się. 

-Niiiieeee!!! - krzyknęła, kręcąc głową, jakby to coś miało pomóc. - Proszę, nie chcę! 

Pochyliła czoło do przodu i patrzyła w podłogę. Prężyła przy tym swoje ręce, zaciskała piąstki, jakby chciała zerwać krępujące sznury. 

-No co, co chcesz ze mną zrobić?! Oh! - westchnęła wystraszonym głosem. 

On, tymczasem, zaczął ją unosić ją do góry. 

Podniosła ramiona. Wyglądało to tak, jakby chciała odfrunąć. On przesunął ją do przodu. Od spodu sterczał już jego kutas. Trafił dokładnie między jej uda. W pewnym momencie czubkiem dotknął jej skóry. 

Westchnęła wystraszona. Wiedziała, że wkrótce zostanie na niego nadziana. Tak też się stało. 

Powoli, bez pośpiechu obniżał jej pozycję, a ona, podkurczając uda, jakby nie chciała na niego usiąść. Na nic to jednak się zdało. Na nic zdawały się jej wysiłki. 

Zawisła nad jego fiutem na wysokości kilkunastu centymetrów. Sterczał, niczym średniowieczny, zaostrzony pal, na który za chwilę miała zostać nabita. Jej cipeczka stanowiła jeszcze wąską, zamkniętą szparkę. Wiadomo było, że gruby, sztywny kutas bez trudu poradzi sobie z tą drobną niedogodnością. 

-Ja nie… ja nie chcę… oh nie!!! - krzyczała, próbując nie dopuścić do tej sytuacji. 

Grube fioletowe liny, zawijając się na jej udach, bez problemu je rozwarły do żądanej szerokości. Na jej twarzy malował się wysiłek i lęk. Jej cipeczka stała teraz już przed nim otworem. 

-Nieeee… eeeeee… nieeeeeee!!! - krzyczała, szarpiąc się, zawieszona na jego długich odnóżach. 

Nic to jednak nie dawało. Wyrok zapadł, a ona musiała się mu poddać. Była śliczna, delikatna, niewinna. On miał to piękno za chwilę skonsumować. Miał ją wykorzystać na wszystkie możliwe sposoby, a ona nie mogła na to nic poradzić. W żaden sposób nie była w stanie się przeciwstawić. Niezależnie od tego, jakie działania by podjęła, on i tak zrobiłby swoje. 

Po chwili, z wielkim wysiłkiem, jeszcze raz próbowała zacisnąć swoje uda. Był to taki protest przeciwko temu, do czego ją zmuszał. 

Niecałą sekundę później rozwarł je jeszcze gwałtowniej, z jeszcze większą premedytacją. Nie dawał jej żadnych szans. 

Rozchylił je jeszcze szerzej. Teraz stanowimy już kąt stu osiemdziesięciu stopni. Przy tym układzie jej cipeczka musiała się rozewrzeć, dając mu możliwość wjazdu do środka. 

Dziewczyna naprężyła się, mając nadzieję, że uda jej się wyrwać. Jeszcze raz się szarpnęła. Wyglądała jak owad, zawieszony w pajęczej nici, chcący się uwolnić, walczący o życie każdym ruchem, każdym gestem. Niestety, to tylko opóźniało to, co i tak za chwilę miało nastąpić. 

Napastnik próbował ustawić ją tak, by, bez przeszkód, nadziała się na jego kutasa.




22 października 2022

Misja.

59. Porcja gęstego nasienia.


W końcu wydostał się spomiędzy jej cycków, zatrzymał swojego fiuta tuż nad nimi, a z jego głowicy wystrzelił biały pocisk i, prawie prostą trajektorią, poszybował w kierunku jej twarzy. Biała porcja gęstego nasienia wylądowała na jej nosie i policzkach tuż pod oczami. 


Można było odnieść wrażenie, że to już nie potrwa zbyt długo. Jednak on wciąż nie dochodził, a ona, niezmiennie, przyjmowała na siebie jego uderzenia. Rozbrzmiewały głośne klaśnięcia. Walił swoim podbrzuszem w jej cycki. 

Na jej śliczną twarzyczkę wstępowały coraz intensywniejsze rumieńce. Widać było, że cała płonie. Jej ciemne oczy zwęziły się do wąskich szparek. 

W tym momencie niespodziewanie przyspieszył. W pierwszej chwili było to dosyć nieznaczne, jednak wyraźnie zauważalne. Jej niesamowite cycki zwiększyły tempo swoich ruchów. Jego uderzenia były coraz bardziej intensywne. W końcu była to już tylko jedna, monotonna seria. Wszystko odbywało się coraz szybciej. Po pewnym czasie nie dało się odróżnić jednego pchnięcia od drugiego. 

Dziewczyna zdawała się przeżywać wszystko na swój sposób. Zamknęła oczy, otworzyła buzię. Skupiała się już tylko na przyjmowaniu jego ciosów. 

Raz, raz, raz, klap, klap, klap…  masakrował jej usta. 

Była śliczna. Wyglądała jak mała rusałka. Była niczym małe, niewinne zwierzątko. 

W końcu wydostał się spomiędzy jej cycków, zatrzymał swojego fiuta tuż nad nimi, a z jego głowicy wystrzelił biały pocisk i, prawie prostą trajektorią, poszybował w kierunku jej twarzy. Biała porcja gęstego nasienia wylądowała na jej nosie i policzkach tuż pod oczami. 

Opuściła powieki, uchyliła usta i czekała na więcej. 

Po sekundzie wyskoczyła następna porcja. Niewielka kropelka, niczym deser. Mimo wszystko to nie był jeszcze koniec. 

Zacisnęła usta, powieki... oczekiwała. Na jej twarzy malowało się zacięcie. 

Cofnął się. Nie było ciągu dalszego. 

Westchnęła tak, jakby nie wierzyła, że to już koniec. Czekała. Jej piersi były wypięte mocno do przodu, napompowane niczym balony. 

Po chwili znów wyskoczył biały pocisk. Był jak seria z karabinu. Trzy razy pod rząd. Wszystkie wylądowały na tych wielkich, wspaniałych w cyckach, które tak dumnie przed chwilą go przyjmowały. Biała, gęsta sperma przylgnęła do jej skóry, jak klej i tak przez chwilę pozostała. 

Dziewczyna wciąż miała zamknięte oczy. Oczekiwała. Czuła, że to jeszcze nie koniec. Westchnęła, bo znów nastąpiła dłuższa przerwa. 

Samiec, jakby nieco się odsunął. Ona czekała związana, naga, bezbronna, całkowicie oddana w jego władanie. 

Nic się nie działo. Wzdychała cicho, jakby wystraszona. Wbrew pozorom była bardzo podniecona. Unosiła swoje zgrabne piersi do góry, prężyła je dumnie w oczekiwaniu na dalszy bieg wydarzeń. 

Nie miała pojęcia, co za chwilę się stanie. Mimo to była pewna, że każda czynność, której on dokona, będzie niesłychanie podniecająca i gorąca. 

Mijały sekundy. Ona znów westchnęła i przymknęła powieki. Sperma z cycków stopniowo spływała do dołu. 

Czas płynął. Znowu westchnęła i znów czekała, jakby była pewna, że za chwilę nastąpi kolejna odsłona tej niesamowitej gry. 

Nic się jednak nie działo. 

Jej westchnienia były coraz cichsze, coraz słabsze. Bez trudu można było poznać, że powoli się uspokaja. Patrzyła przed siebie poprzez szparki zmrużonych powiek. 

Nasienie z jej cycków powoli spływało do dołu. Było gęste, kleiło się do jej skóry. 

Mijały kolejne sekundy. Dziewczyna westchnęła. Głęboko nabrała powietrza w płuca i czekała. 

Nic się nie działo. Kolejny oddech: nie spokojny, ale już nienerwowy. Zaczynała się odprężać. 

Czas płynął. Kolejny oddech. Wyglądało na to, że tym razem coś się zdarzy. Tak, jak się na to zanosiło, zdarzyło się.




21 października 2022

Misja.

58.  Fiut co chwilę uderzał w jej usta.


Jej cycki huśtały się do góry i do dołu,  do góry i do dołu, na przemian…  niczym wielkie worki wypełnione wodą. Fiut co chwilę uderzał w jej usta. Próbowała go nimi chwycić. Cmokała za każdym razem. 


Tym razem otworzyła nieco oczy i spojrzała na niego. Źrenice były szkliste, załzawione, śledziły każdy jego ruch.

-Ou-ooo… - odezwała się, kiedy wyjeżdżał. 

I tym razem jego fiut znowu chował się między cyckami. Znów pozorny ruch bez emocji: do przodu i do tyłu. 

-Au-a-ha… 

Przez pewien okres czasu można było odnieść wrażenie, że jej ciało zaczyna się kurczyć. Wyglądało to tak, jakby zwijała się do środka, niczym ślimak, jakby chciała schować się we własnej skorupie. 

Bez przerwy patrzyła na własne piersi. 

Za którymś razem, kiedy wjechał i mocno uderzył, nie cofnął się, tylko tak już pozostał. Rozgniótł jej cycki niczym nabiał. Miało się wrażenie, że za chwilę po prostu pękną i rozleją się. 

Mocno przywarł do jej delikatnych usteczek, a ona nie odwróciła głowy, tylko tak zastygła. Trwali tak razem w bezruchu przez długą chwilę. Miała zamknięte oczy i zdawało się, że pogrążona jest w transie. 

W tym momencie fioletowe macki, które podtrzymywały jej piersi z jednej i z drugiej strony, zaczęły nimi rzucać do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu. Tym sposobem przesuwały się po jego fiucie, sprawiając mu jeszcze więcej rozkoszy. Jego głowica uderzała co chwilę, co sekundę w jej usta. Ona tylko wzdychała, stękała, coraz bardziej słodko i namiętnie. 

Tak to trwało. Jej cycki huśtały się do dołu i do góry, do dołu do góry… Chlapały i uderzały głośno, mokro. 

Wydawałoby się, że te fioletowe liny nie trzymają jej zbyt mocno, jednak było to tylko złudzenie. Jej ciało było zawieszone jakiś metr nad podłożem. Była podtrzymywana grubymi, wężowatymi ramionami. Jej ręce opadały do dołu bezwładnie, były związane fioletowymi linami. Każda z nich stanowiła część z jego nowych odnóży. 

Klęczała tak, pochylona mocno do tyłu opleciona i związana. Zdawało się, że nie ma żadnych szans. 

-Uuu-aaa… - wyrzuciła z siebie. 

Ściskał ją coraz bardziej, zdawał się unosić do góry. 

-A-kha… - westchnęła głęboko. 

Poruszał jej cyckami na przemian: jednym górę, drugim w dół. Poruszał też swoimi biodrami, bez przerwy uderzając swoim fiutem w jej usta. 

Jedna z lian, wijąc się,  podpierała jej głowę. Jej koniec zwieńczony był identycznym łbem, jak kutas, który siedział między jej cyckami. 

-Ła-ha-kha… - stękała. 

Walił w jej balony. Była jak rusałka, jak nimfa wodna, sponiewierana, zniewolona przez obcego. 

Walił coraz szybciej. Coraz gwałtowniej poruszał jej cyckami. Coraz szybciej poruszały się jego biodra. Nie miej, tym razem, coraz dłużej pozostawał na krawędzi jej ust. 

-Um… kha-a… um… aha… um… - wydobywało się z jej gardła. 

Jego ruchy były coraz krótsze i coraz rzadsze. Coraz dłużej pozostawał w ustach. Ona sama zdawała się go zatrzymywać, jakby nie miała ochoty się z nim rozstać.

-U-a-a... - wyrzucała z siebie za każdym razem. 

Jej cycki huśtały się do góry i do dołu,  do góry i do dołu, na przemian…  niczym wielkie worki wypełnione wodą. Fiut co chwilę uderzał w jej usta. Próbowała go nimi chwycić. Cmokała za każdym razem. 

-U-kha, u-kha, u-kha… - rozlegało się jej ciche stękanie. 




Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...