Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin da radę.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin da radę.. Pokaż wszystkie posty

22 września 2018

Marcin da radę.

10. Gra z nią.

Dyszała tak, jakby wydawała z siebie ostatnie tchnienie, a w końcu umilkła całkowicie. Jej oddech zastygł gdzieś w jej gardle, a ja wciąż się wsuwałem: powoli, ostrożnie, aż do samego końca.
Kiedy wiedziałem, że uda mi się tego dokonać, wykonałem ostatnie, zdecydowane pchnięcie. Wlazłem w nią bezpardonowo, brutalnie, po same jaja. Zdołałem spostrzec, jak z tego wysiłku, z tego napięcia, płatki jej różyczki wyszły na wierzch, jak spuchły i połyskiwały nektarem.
Pierwszy kryzys miałem już za sobą, ale to było tylko chwilowe, krótkotrwałe i mizerne odprężenie. Wysunąłem się z jej cudownej dupeczki, by zaraz później znów wsadzić go do środka. Rozgniatałem jej płatki przy każdym pchnięciu swoimi jajami. Uczucie wszechogarniającej słodyczy, odebrało mi wolę normalnego postrzegania świata.
Za którymś razem poczułem, że znów pompuję. Szybując gdzieś w chmurach, lałem w nią strumienie swojego nasienia. Wykonałem jeszcze parę ruchów i, w pewnym momencie, nieopatrznie wysunąłem się z jej słodkiej dupeczki. W sumie, nie wiem, jak to się stało, ale chyba, wypchnęła mnie skurczami swoich mięśni. Jak porządny tłok, mój fiut wyciągnął za sobą gęstą maź z jej anusika.
Powietrze, od razu przesączyło się specyficznym zapachem. Czułem się tak bardzo skurwiony, czułem, że sprowadziłem żonę najlepszego kolegi na manowce. Chociaż, muszę przyznać, że były to bardzo, ale to bardzo, przyjemne “manowce”. No i co tu dużo ukrywać, byłem niesamowicie szczęśliwy i zadowolony, że tak się stało.
Tak naprawdę, to był już ostatni moment, aby zakończyć tą zabawę. Ledwie zdążyliśmy się ogarnąć, obetrzeć i założyć na siebie jakieś ciuchy, a już stanął w drzwiach i jej ślubny.
Nawet, nie bardzo wiedzieliśmy, jak się zachować. Dosłownie, jeszcze drżeliśmy z podniecenia. Oczy pewnie nam błyszczały, jak nie wiem co. Trzeba było być, naprawdę, ślepym, albo… bardzo zakochanym, aby tego, dość oczywistego szczegółu, nie dostrzec.
On jednak nic nie zobaczył.
-No, czego mnie nie obudziliście?! Kurczę, przespałabym cały dzień, - odezwał się, jakby z pretensją w głosie.
Przyznam szczerze, że już zaczynałem się bać. Obawiałem się, że może coś, jednak, zauważył, jakiś drobiazg, a teraz gra na czas. Może się czegoś domyślał, ale nie. Nie było żadnych, dalszych konsekwencji. Tym bardziej że Karolina zachowała się, jak prawdziwa, wierna żona.
Podeszła niego, chwyciła go za szyję i  zatopiła swoje usta w jego wargach.
-Nic się nie dzieje, kochanie, naprawdę.  Marcin sprawdzał tylko wannę. Mówiłem ci dwa dni temu o tym, przeciekała.
Machnął tylko lekceważąco ręką.
-A no tak, wanna, kurcze zupełnie zapomniałem. - odezwał się z uśmiechem na ustach.
Po chwili zastanowienia zwrócił się do mnie:
-Marcin, no jak, da się to naprawić?
Przełknąłem ślinę. Owszem znałem się na hydraulice, ale nie miałem pojęcia, że coś u nich przecieka. Powiem szczerze, nie widziałem nawet tej wanny. Mieszkali tu od niedawna, a piwnicy byłem po raz pierwszy.
-Tak oczywiście, zobaczymy. Myślę, że to ogarnę.
Karolina odwróciła się w moją stronę, jednak w taki sposób, by Zdzisław nie widział jej twarzy. Spojrzała mi w oczy i, kokieteryjnie zagryzając materiał swojej bluzeczki, dodała:
-Tak, tak… Marcin, da radę. On zna się na robocie, jak nikt inny.
Gra z nią była taka słodka, a jednocześnie tak bardzo niebezpieczna, że po plecach biegały mi zimne i gorące dreszcze. Poczułem się jeszcze bardziej rozwalony na kawałki. Wiedziałem, że nie był to ostatni raz, że teraz będę, raczej, regularnie naprawiał coś u nich w domu.

KONIEC

21 września 2018

Marcin da radę.

9. Tracę zmysły.

Podniosła się, ale zrobiła to w taki sposób w taki sposób, że wciąż w niej byłem. Tkwiłem w niej, swoim twardym harpunem. Przebijałem jej trzewia, a ona nie chciała się go pozbyć. Stanęła przodem do ściany. Oparła się o nią łokciami i szeroko rozsunęła uda.
Rżnęliśmy się na stojaka, balansując na granicy wybuchowego orgazmu i, w tym momencie, usłyszałem jej zmęczony głos:
-Wyruchaj mnie…  
W pierwszej chwili, nie zrozumiałem. Myślałem, że coś jej się pomyliło. Przecież ją ruchałem. Jednak ona powtórzyła:
-Wyruchaj mnie w dupę.
W mojej głowie zapaliła się latarnia.
-Słucham?!
-Wyruchaj mnie w dupę!
-Boże!
-Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Wsadź mi swojego chuja w dupę. Chcę go w swojej dupie, rozumiesz?!
-Ale…
-Kurwa, wyruchaj mnie w dupę! - powtórzyła dobitniej.
Teraz dopiero do mnie to dotarło. Zajarzyłem, jakie zadanie przede mną jeszcze stoi. Wyglądało na to, że nie będzie chciała na ten temat dyskutować.
Znów uklękła. Normalnie, padła na kolana. Pochyliła się do przodu, podparła na łokciach i wypięła w moją stronę swój krągły, miękki tyłeczek.
Jezu kochany, zachowywałem się jak jakiś zbok. I to, na jej wyraźne życzenie. No cóż, trzeba było zabrać się porządnie do roboty.
Najpierw wsadziłem dwa palce w jej cipkę. Zamieszałem porządnie, raz i drugi. Nabrałem tego, co się tam znajdowało, to znaczy, jej nektaru połączonego z moją spermą. Następnie, wprowadziłem to jej analny otworek, starannie przygotowując go do ataku przez mojego, nieproporcjonalnie grubego już, fiuta.
Ten sam zestaw czynności powtórzyłem jeszcze dwukrotnie. Jej dupeczka była tak niesamowicie podniecająca, wyglądała tak słodko, jak lukrowane ciastko. Nigdy bym nie przypuszczał siebie o takie predyspozycje. Gigantyczne podniecenie rozsadzało mnie od środka. Ledwie byłem w stanie to wytrzymać. Drżałem cały, bardzo chciałem tam się wedrzeć swoim zaganiaczem.
-O, tak, tak! Tak dobrze! Tak, jeszcze trochę. O, tak, tak… a teraz teraz mi go wsadź, -  westchnęła donośnie.
No tak, to oczywiste. Ona wiedziała, co robi. Dokładnie znała to uczucie. Lubiła to. Traktowała to, niemal, jak sport, jak gimnastykę.
Opadła twarzą na posadzkę. Nie zwracała uwagi na to, że to jest brudna. Chwyciła dłońmi za pośladki, rozwarła je na boki, a moim oczom ukazała się druga dziurka.
Była chyba, jeszcze wspanialsza, niż ta pierwsza. Umazana w moim nasieniu, zmieszanym z jej sokami, była wyraźnie zaznaczona.
O tak, to był porządny otwór. Jej dupcia nie była szerokości ołówka, o nie. To trzeba było przyznać. Rozepchana porządna rura, hmm… najwyraźniej przez grubego fiuta. Narzędzie jej męża zrobiło sobie porządny otworek. Teraz jej dziurka aż prosiła się, by wepchnąć w nią dorodnego penisa.
Boże, ludzie, cóż to było za uczucie! Już samo wejście było, jak lądowanie na Księżycu. Miałem nadzieję, tak mi się z początku wydawało, że jej norka jest szersza, że jest nieco luźniejsza. Niestety, myliłem się. Była przerażające ciasna. Z ogromnym trudem się w nią wpychałem. Myślałem, że za chwilę odlecę w kosmos.
Już za pierwszym centymetrem tego, bardzo powolnego ruchu, wiedziałem, że to nie będzie bułka z masłem. Jedną dłoń dłoń oparłem na jej karku, przyciskając jeszcze bardziej do podłogi, a drugą trzymałem za biodro. Bardzo ostrożnie pchałem się w tą jej zajebistą dupkę.
Centymetr, po centymetrze parłem do przodu. Czułem, jak drży, jak trzęsie się całe jej ciało. Ja także dygotałem, szarpałem się w konwulsjach rozkoszy. Wiedziałem, że nie będę w stanie wykonać kolejnego pchnięcia, ale chyba nie to było najważniejsze. Wciskałem się do samego końca, czując, że tracę zmysły.

20 września 2018

Marcin da radę.

8. Strzał w dziesiątkę.

Byłem szalony i tak bardzo nieodpowiedzialny. O tak, chciałem tego, pragnąłem, mimo ryzyka związanego z tym, że jej mąż może wkroczyć i zrobić porządek z tą dziką akcją.
Nie czekałem ani chwili dłużej. Chwyciłem ją w pół, zmusiłem, aby się pochyliła, a później przycisnąłem do podłogi. Następnie, dodatkowo ściskając mocno jej ciało, wymogłem, by przyjęła pozycję na czworakach.
Zastygła tak z tym tyłkiem wypiętym w moją stronę. Klęczała, podpierając się na łokciach. Głowę położyła na posadzce.
-Mam cię, kurwa, wreszcie cię mam, ty stara dupo! - dyszałem jak neandertalczyk wypuszczony z lasu.
Miałem jeszcze jedną szansę, mogłem zrobić, dokładnie to, co chciałem. Wszedłem w nią od tyłu. Wpakowałem się swoim kutasem bezpardonowo, szybko i do końca. Od razu zacząłem gwałtownie poruszać biodrami, nie dając jej ani chwili przerwy. Teraz już naprawdę, jęczała i stękała z rozkoszy. Jej cipka kurczyła się jeszcze mocniej niż przedtem. To była prawdziwa jazda bez trzymanki.
Łup, łup, łup, łup… - napierniczałem biodrami jak jakiś, dzikus, szaleniec, jak jakiś zombie. Ważne było tylko to, żeby się grzmocić. Zachowywałem się jak samiec modliszki, któremu partnerka odcięła głowę, aby lepiej kopulował. Ona była moją modliszką, moją samicą, moim seksualnym przeznaczeniem. Nie musiała mi nic odcinać i tak straciłem głowę na jej punkcie.
Uniosła się nieco do góry i wygięła plecy w pałąk. Próbowała odwrócić twarz w moją stronę, ale nie za bardzo jej to wychodziło. Zdążyłem tylko spostrzec jej ogromny wysiłek, to, jak przechodzi orgazm.
Jej oczy wyglądały jak szparki, usta natomiast były szeroko otwarte. Jednak nie wydobywał się z nich, najsłabszy bodaj, krzyk. O nie, nic takiego nie było. Aż tak porąbana to nie była. To było raczej stłumione wzdychanie i jakieś, niezrozumiałe, charczenie. Dźwięki, podobne do odgłosów krokodyla, coś jak bulgotanie.
Podtrzymywałem ją za biodra, a ona, chcąc mi pomóc, chwyciła się za pośladki i próbowała rozewrzeć je na boki. Poruszałem tyłkiem raz, za razem, nie wiedząc, czy uda mi się spuścić po raz drugi.
Po chwili, znów opadła do przodu. Podparła się dłońmi na podłodze. Dyszała, jakby działa jej się niesamowita krzywda.
-Oooooo, och, och, och… wydobywało się z jej gardła.
Była tak bardzo ciasna, tak bosko słodka, że chciałem to robić tak długo, jak tylko będę w stanie. Przejmujące uczucie wszechogarniającego gorąca, rozpalało moje wnętrze. Stopniowo kumulowało się z całą siłą na samym końcu mojego fiuta.
Wreszcie, chwyciłem ją za włosy i uniosłem do góry jej ciało.
-Eeeeeee ekh! - stęknęła.
Postawiłem ją prawie do pionu, zupełnie jak lalkę. Wciąż zapierdalałem kutasem, jak kawał dzikiego skurwiela. Jej cipka nie chciała mnie wpuścić, zagradzając drogę w spazmatycznych skurczach rozkoszy.
Delikatnie pochyleni do przodu i zwarci w gorącym uścisku dochodziliśmy po raz drugi do cudownego orgazmu. Ten, dość obskurny kąt, zamienił się salon boskiej rozkoszy, a każda minuta ciągnęła się w nieskończoność, sprawiając ferię niesamowitych wrażeń.
Tak naprawdę, to jeszcze nie był był koniec. Mimo bardzo ograniczonego czasu i nietypowego miejsca, nie zamierzała oddać pałeczki szarej codzienności. Przyznam szczerze, była niesamowita i cudowna. Miała worek pomysłów na każdą okoliczność. Działała szybko, spontanicznie i bez żadnego zastanowienia. Co najfajniejsze, za każdym razem, był to przysłowiowy, strzał w dziesiątkę.

19 września 2018

Marcin da radę.

7. Potężne ilości nasienia.

Opadła zdecydowanie, mocno, do samego końca. Odchyliła się do tyłu, zmusiła mnie, bym zgiął nogi w kolanach, a stopy oparł na podłodze. W ten sposób znalazła się między moimi udami. Teraz dopiero, mocno zaciskając mięśnie swojej cipeczki, wprawiła w ruch niesamowitą dupcię.
Od razu zawirowało mi w głowie. Zakręciło się tak mocno, że, przez moment, nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Nie dała mi się nudzić. Nie było czasu, na dodatkowe podchody. W tej sytuacji każda sekunda była cenna i trzeba było ją maksymalnie wykorzystać. Jak to mówią: jak już spadać z konia, to z wysokiego.
Raz-dwa, raz-dwa, góra-dół, góra-dół… szybko, zwinnie i bezbłędnie. Wywaliłem na wierzch oczy i język. W duchu prosiłem o to, by wytrzymać choć chwilę dłużej.
Już po kilkunastu porządnych pchnięciach, odwróciła się w drugą stronę. Była niesamowita, szalała jak pijany zając, nie dawała mi spokoju. Nawet przez moment nie pozwoliła mi zaczerpnąć normalnie powietrza.
Myślałem, że skonam. Pieprzyłem się z nią na tej podłodze jak szaleniec, jak dzieciak z gimnazjum, który robi to pierwszy raz, kurwa, ale chciałem tego bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Wpatrywałem się w jej sprężystą, mocno opinającą mojego chuja, pizdeczkę i drżałem, błyskawicznie dochodząc do orgazmu.
I znów ta szaleńcza galopada: góra-dół, góra-dół, góra-dół… Zupełnie tak, jak zeszłej nocy ze Zdzisławem. Z tym, że teraz nie musiałem nikogo podglądać. Sam stanowił bym pewnie niezły widok.
No i stało się. Wybuchłem spermą, jak bomba atomowa. Nie mogło być inaczej. Po prostu wiedziałem, że tak będzie. Za którymś razem, kiedy wszedłem w nią do samego, końca, poczułem, że łbem mojego fiuta dotykam jej macicy. W tym momencie, cała cipeczka zacisnęła się jak imadło. Nagle, wszechogarniające, słodkie jak cukierki, uczucie zawładnęło mną doszczętnie.
Naprężeniem się do granic możliwości i poczułem, że strzelam białymi pociskami w jej wnętrze. Pomijając to, że i ona także przeżywała orgazm, w ogóle się tym nie przejęła. To znaczy, nie zrobiło na niej żadnego wrażenia to, że spuściłem się w nią bez zabezpieczenia.
Pochyliła się plecami na moją klatkę piersiową i, zamiast poruszać się w górę i w dół, tak, jak do tej pory, jeszcze mocniej zapięła mięśnie swojej norki, a biodrami zaczęła wykonywać kółeczka. Myślałem, że dostanę zajoba. Poruszała się raz w jedną, raz drugą stronę, powoli, bez pośpiechu. Mój fiut ocierał się o ścianki jej cipeczki i przeciskał się przez kolejne warstwy mięśni,
Gdybym mógł, to wył bym z radości i z rozkoszy. Niestety, krzyk musiałem zdławić gdzieś w gardle. Nie mogłem pozwolić mu wydostać się na zewnątrz. Szybowałem, jak orzeł wysoko w chmurach. Przed moimi oczami wirowały kolorowe gwiazdki. Gdzieś, jakby z oddali słyszałem jej przyspieszony oddech. Czułem, że pośladkami rozgniata moje podbrzusze. Czułem, że z moich jaj wydobywają się potężne ilości nasienia.
Teraz po czasie wiem, że miała niesamowity orgazm. Jednak, wtedy trudno było mi wszystko tak dokładnie ocenić. Bardziej skupiony byłem na swoich własnych doznaniach.
Po kilku minutach, kiedy się odwróciła twarzą w moją stronę, spostrzegłem, że jej cipeczka nie zamknęła się do końca. Z jej wnętrza, dość obfitym strumieniem, wypływała sperma i kapała na podłogę.
Przyglądając się temu wszystkiemu, zamiast się rozluźnić i pozwolić mojemu kutasowi, opaść do końca, podnieciłem się tak bardzo, że w chwilę później znów byłem gotowy do akcji. Mój banan znów zrobił się sztywny, twardy, znów prosił o głęboką penetrację.

18 września 2018

Marcin da radę.

6. Pieprzenie drugiej połowy.

W tym momencie byłem przekonany, że spuszczę się prosto w tę jej ciepłą mokrą buzię. Pewnie, by się tak stało, ale w następnym momencie, znów mnie zaskoczyła.
Wiecie co zrobiła?
Ona, po prostu, wstała chwyciła mnie ramionami za szyję i mocno się przytuliła. Jej wargi wtopiły się w moje usta. Całowaliśmy się tak, stojąc naprzeciwko siebie. Była kompletnie naga, a ja stałem ze spodniami spuszczonymi do samego dołu. Mój kutas ocierał się jej o jej podbrzusze. Kilka metrów wyżej, niczego nie podejrzewając, spał jej mąż, a myśmy byli na skraju niesamowitego jebania.
Mój batyskaf domagał się głębokiego zanurzenia. Gdybym teraz wygiął go nieco do dołu, mógłbym wejść w jej ciasną cipeczkę. Mógłbym zacząć się pieprzyć jak stary erotoman, ale nie zrobiłem tego. Samo czekanie na finał, było zajebiste. Całowaliśmy się z języczkiem. Lizaliśmy się głęboko, namiętnie i długo.
Wreszcie chwyciłem ją za pośladki. Były duże sprężyste i gładkie. Masowałem je i ugniatałem z wielkim zaangażowaniem. Przycisnąłem mocno do siebie całą jej sylwetkę. Później moja ręka zatoczyła koło, zjechała do przodu i bezceremonialnie wdarła się w jej krocze. Moje palce zanurkowały w gorącej, wilgotnej cipeczce. To był dobry chwyt.
Dziewczyna, ledwie trzymając równowagę, przenosiła ciężar ze stopy na stopę, balansując jak na chybotliwej łódce. Jej spontaniczna reakcja, zachęciła mnie do bardziej nachalnego zachowania.
Zgiąłem palce w hak i zacząłem intensywniej penetrować jej i jaskinię, szukając punktu G. Zdaje się, że dość szybko go znalazłem, bo dziewczyna zaczęła jęczeć, wzdychać i dygotać na całym ciele. Jeździłem po jej szparce, rozprowadzając słodki i gęsty nektar po całej powierzchni.
Po kilku minutach tej zabawy, oderwała się ode mnie. Musiała to zrobić na siłę, bo nie chciałem jej puścić. Odsunęła się na pół metra. Jej oczy płonęły prawdziwym żarem, piekielnym ogniem. Patrzyła na mnie dziko, zawzięcie, namiętnie. Zdałem sobie sprawę z faktu, że musiałem bardzo, ale to bardzo, wyprowadzić ją z równowagi. Po chwili, wysunęła przed siebie rękę i palcem wskazującym pokazała na podłogę.
-Kładź się!
Spojrzałem na nią z zapytaniem w oczach.
-Na podłogę! Natychmiast! Teraz! - powiedziała tak stanowczo, że nawet do głowy by mi nie przyszło, by zrobić coś innego.
Była jak generał na wojnie wydający rozkazy. Dreszcz rozkoszy przeszył mnie na wylot. Patrzyłem na nią trząsłem się jak galareta. Później, jak dzieciak, dosłownie, jak niewolnik, powoli z łomoczącym sercem, opadłem na kolana. Następnie położyłem się na posadzce. Nie była myta, ale nie o to chodziło. Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mi też to, że była zimna.
Ryzyko było ogromne. Położyłem się przed nią, jak cielak, nie bacząc na to, że w każdej chwili mógł wyjść jej mąż. Gdyby tak się stało, nie byłoby żadnego wytłumaczenia, bo co bym mu powiedział? Że przypadkiem na nią wpadłem?
Czym innym jest podglądanie kogoś w nocą w sypialni, gdzie, tak naprawdę, do niczego nie dochodzi, a czym innym pieprzenie drugiej połowy i to we własnym domu. Gdyby dorwał mnie w tej sytuacji, pewnie byłbym już tylko mokrą plamą na ścianie.
Tymczasem działo się coś zupełnie przeciwnego. Wlazła na mnie szerokim okrakiem. Była niesamowita. W pierwszym momencie, dosiadła mnie przodem. Nie zastanawiała się nad niczym. Ona wiedziała czego chce. Pewnym i zdecydowanym ruchem chwyciła mojego banana, i, bez zastanowienia, skierowała w sam środek swojej boskiej jaskini.

17 września 2018

Marcin da radę.

5. Na końcu mojego prącia.

-Boże, dziewczyno, co ty wyprawiasz?! - jęknąłem półprzytomnie, - Chcę cię, rozumiesz chcę cię.
Później uniosła do góry ramiona i zdjęła z siebie tą delikatną koszulkę, która zakrywała jedynie górną część jej ciała. Teraz była już kompletnie naga. Po tym wszystkim uklękła przede mną. Sam nie wiem, jak to się stało. Po prostu, powoli opadła na kolana, uniosła do góry głowę i nie spuszczała ze mnie wzroku. Patrzyła mi w oczy.
Powoli, bez pośpiechu rozpięła pasek. Nie denerwowała się. Rozsunęła połówki spodni na boki, wsunęła swoje drobne palce za gumkę slipów i, zdecydowanym ruchem, pociągnęła do dołu.
Och, ledwie trzymałem się na nogach! Była taka śliczna, taka delikatna. Chciałem tego, tak bardzo tego chciałem. Chciałem to robić z właśnie nią, właśnie teraz. Mój kutas, kiedy tylko uwolnił się z uścisku bielizny, zaczął zachowywać się jak sprężyna. Wyskoczył niczym wariat i huśtał się do góry i do dołu, raz po raz uderzając w jej twarz. To było takie podniecające. Na dodatek, w żaden sposób, nie przeszkadzało jej to.
Wreszcie zatrzymał się w jednej pozycji. Och, pragnąłem jej dotyku. Sama przycisnęła go swoją brodą, tak normalnie, do dołu i przytrzymała przez dłuższy czas. Nie wiem ile to trwało, może kilkanaście sekund, może jedną minutę. Przez moje plecy przebiegł gorący dreszcz.
-Pokaż, co potrafisz, łobuzie, - powiedziała cicho, - Pokaż, jak rżniesz niegrzeczne dziewczynki. Pokaż, jak rżniesz je we wszystkie dziurki. Zrób mi dobrze, mój ty urwisie!
Drżałem coraz mocniej. Coraz trudniej było mi utrzymać się na nogach.
-Boże, Karolina! Och, ooooch… dobrze, jak chcesz, jak sobie życzysz. Chodź do mnie, dziecko, - wyrzuciłem z siebie pełnym napięcia i podniecenia głosem.
Bardzo chciałem ją spenetrować swoim twardym ogierem, wejść w jej pizdeczkę do samego końca i jebać do utraty sił. Jednak, na swoje pięć minut musiałem jeszcze trochę poczekać. W  tej chwili, to ona zajęła się mną. Zajęła się w sposób doskonały.
Moje slipy razem ze spodniami znajdowały się już poniżej pośladków. Czułem ich uścisk na swoich udach. Dziewczyna chwyciła mnie za sterczącego, sztywnego, wołającego o porządne ruchanie, fiuta, otworzyła szeroko usta, wysunęła język i położyła twardą, lśniącą głowicę na jego powierzchni. Leżał, jak na małym stoliczku.
Ciepły, słodki dreszcz szarpnął moim podbrzuszem.
-Oooooooh! - westchnąłem głośno, ledwie trzymając się na nogach.
Wciąż nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Sytuacja była nietypowa. W każdej chwili mógł pojawić się tutaj Zdzisław. Gdyby tak się stało, byłoby już naprawdę nieciekawie. Moje zęby, na pewno, nie byłyby na swoim miejscu.
Po chwili, zamknęła swoje usta, zaciskając je tuż za grubą żyłą, oplatającą łeb mojego fiuta. Zakręciło mi się w głowie. Myślałem, że się przewrócę. Cofnąłem się pół metra, a ona za mną. Oparłem się plecami o ścianę. Trzymała mnie za chuja. Nawet na moment nie puściła.
Trzymała go jedną ręką, poruszając skórą do góry i do dołu. Jej chwyt był sprężysty, elastyczny, ale mocny. Lizała wzdłuż całą jego powierzchnię swoim wilgotnym, szorstkim językiem, doprowadzając mnie na sam skraj niebiańskiej rozkoszy.
Widziałem, jak w dziurce na końcu mojego prącia pojawia się perlista kropelka. Wiedziałem, co to oznacza. Orgazm i porządny wytrysk był tuż, tuż.
Już w następnej chwili przeszła do ataku. Poprawiła pozycję, lepiej i chwyciła mnie za pytę i ujęła swoimi słodkimi usteczkami sam czubek.

16 września 2018

Marcin da radę.

4. Przesrane.

Nigdy bym nie przypuszczał, że sytuacja do intymnego zbliżenia nadarzy się tak szybko. Do głowy by mi nie przyszło, że stanie się jeszcze to jeszcze tego samego dnia. Karolina umiejętnie to rozegrała. Sprowokowała mnie, zanim Zdzisiek wstał z łóżka. Tak, to prawda, to ona to zainicjowała.
Doszło do tego w łazience, a właściwie w korytarzu prowadzącym do łazienki. Chociaż nie. Nie była to ich główna łazienka, tylko taka zapasowa. To było takie malutkie, gospodarcze pomieszczenie, połączone z pralnią w piwnicy. Idealnie nadawało się do czegoś takiego, ponieważ znajdowało się nieco na uboczu.
Karolina zawołała mnie na tyle cicho, aby jej mąż tego nie usłyszał, ale na tyle głośno, by ten miękki głos dotarł tylko do mnie. Akurat byłem na parterze, w kuchni. Kończyłem śniadanie. Usłyszałem jej słowa i, niczego specjalnego nie podejrzewając, zszedłem na dół. Myślałem, że potrzebuje jakiejś pomocy, jak to się mówi, męskiej ręki.
W tym miejscu uśmiecham się sam do siebie, bo ona, owszem, potrzebowała męskiej ręki, ale nie w takim znaczeniu, jakie wszyscy mają na myśli. Kiedy zszedłem, znów byłem w szoku. Czułem się jak ludzik z klocków lego, któremu ktoś nieopatrznie nadepnął na łeb. Byłem całkowicie i kompletnie rozwalony.
Cholera jasna, przecież jeszcze to olbrzymie podniecenie mnie nie opuściło. Byłem nafaszerowany testosteronem jak młody byczek. Jej obraz cały czas krążył gdzieś po mojej pamięci, nie dając mi spokoju. Jak miałem się czuć?! Dziewczyna stała w drzwiach półnaga.
Nie wiem dlaczego tak się ubrała, czy może, jak kto woli, rozebrała. Czort go wie, może chodziło coś innego, a to był tylko zwykły przypadek. Chociaż, powiedzmy sobie szczerze, to mało prawdopodobne.
Miała na sobie jedynie delikatną bluzeczkę. Tylko bluzeczkę, nic więcej. Pół biedy, gdyby ta bluzeczka była jeszcze swobodnie opuszczona do dołu. Pewnie zakrywała by jej cipkę, ale nie, ona jeszcze ją nieco uniosła do góry.
Boże, stała z gołą pizdeczką i czekała na mnie. Patrzyła i delikatnie się uśmiechała, a ja myślałem, że się na nią rzucę i zgwałcę jak starą kurwę. Jezu kochany, rzeczywiście miałem taką ochotę. Uwierzcie mi, trudno było mi się powstrzymać.
Kiedy byłem tuż obok, zacząłem dygotać na całym ciele. Ona tymczasem, delikatnie przechyliła głowę i uśmiechnęła się tak słodko, że myślałem, iż za chwilę ją zjem.
Przyglądała mi się jak bazyliszek. Przyglądała się słodko, kokieteryjnie i prowokująco. Uśmiechała się prawie samymi oczami.
-O ty, rozbójniku, rozrabiasz, paskudniku jeden - odezwała się półgłosem, nawiązując do wieczornego wydarzenia.
W ostatnim akcie desperacji, odsunąłem się trochę. Jej cipeczka pokryta była bardzo subtelnym zarostem, zakrywającym jedynie górną część wzgórka. Dolna połowa była delikatna i gładka jak u niemowlęcia.
Po chwili znów stanąłem tuż obok. Byłem bardzo blisko. Pochylała głowę, jak mały szczeniak, w taki, bardzo ciekawski i intrygujący, sposób. Czułem, się jak mleczna. Miałem wrażenie, że zaczynam się rozpuszczać w tym jej uśmiechu. Była jak laleczka z kolorowanki.
-Oj, rozbójniku, rozbójniku… szalejesz,  odezwała się jeszcze raz.
W tej chwili była tak bardzo mi bliska, taka moja. Miałem wrażenie, jakbym znał ją od lat, jakbym trzymał ją w ramionach jeszcze wczoraj. Emanowała serdecznością i empatią. Przede wszystkim chciałem ją objąć i pocałować. Dopiero później miałem zamiar wziąć ją w swoje objęcia. A jeszcze później, kochać się na wszystkie możliwe sposoby.
Mimo wszystko, wiedziałem, że sytuacja nie jest ku temu sprzyjająca. Byłem gościem w ich domu. Niestety. mimo, że taka piękna, prawie, doskonała i tak bardzo przeze mnie pożądana, była już zajęta. Na piętrze spał jej mąż. Gdyby, nieopatrznie pojawił się tutaj, gdyby nas nakrył, obydwoje mielibyśmy przesrane.

15 września 2018

Marcin da radę.

3. Jak Zdzisiek?

Później pochyliła się do przodu, podparła na poduszkach za głową swojego partnera, a ten chwycił ją pod pachami i tak zaczęli tańczyć: góra-dół, góra-dół… Patrzyłem na obfite pośladki, na kutasa zanurzającego się w niesamowicie podniecającej pizdeczce i myślałem, że zwariuję.
To nie był koniec. O nie. Później było coś jeszcze, coś co doprowadziło mnie na skraj szaleństwa. To był finał z deserem śmietankowym w ustach tej, rozwalającej zmysły, laski.
Kiedy już mieli kończyć, a Zdzichu był już na granicy wytrysku, Karolina uklękła przed nim, chwyciła za swoje wielkie cycki, uniosła twarz do góry i otworzyła szeroko buzię.
Zdzichu chwycił jedną dłonią za jej głowę i przytrzymał w miejscu, tak żeby mu się nie odsunęła. Drugą złapał za fiuta i trzepał zawzięcie aż do momentu, kiedy zaczął chlapać.
Tryskał tak dużą ilością białego, gęstego nasienia po całej jej twarzy, że, za cholerę, nie mógł trafić w te jej, rozdziawione, usteczka. Nie wiem, co kombinował, ale chyba to było jego pierwotnym zamiarem. Najprawdopodobniej podniecenie i cała atmosfera tego aktu sprawiała, że było mu trudno dokonać tego, karkołomnego w tej chwili, zadania. Chlapał po całej twarzy, po oczach, po nosie. No, ale część nasienia, w końcu, trafiła tam gdzie trzeba.
Widziałem wszystko dokładnie mogłem podziwiać jak biała sperma spływa strugami po jej policzkach i kapie na piersi, jak strzela grubymi pociskami pod dużym ciśnieniem i spada na jej buzię.
Wiecie, co stało się później. No, kurwa, właśnie o to chodzi, że nic. Jak sierota zabrałem się i poszedłem do siebie. Zapomniałem już nawet o tym piciu. Walnąłem się na łóżko jak długi, chwyciłem w garść swojego fiuta i zacząłem trzepać dopóki się nie spuściłem: raz, drugi i trzeci. W końcu nie miałem już sił, ale to, nie było to. No, co tu dużo ukrywać, widok tych dwojga kłębił się przed moimi oczami do samego rana, nie pozwalając zasnąć. Przewracałem się z boku na bok, męcząc się niemiłosiernie.
Następnego dnia wstałem wcześnie, wziąłem prysznic i usiadłem, jak ten debil na dworzu pod altanką. Gapiłem się na wróble biegające po trawniku. W pewnym momencie przyszła sama.
-Jak tam noc? - spytałem ni stąd, ni zowąd.
Sam się dziwiłem, czemu, kurwa, zadaję takie pytania. Trzymała w ręku kubek z kawą. Właściwie dwa. Musiała widzieć przez okno, że siedzę jak palant pod tym daszkiem. Postawiła jeden obok mnie bez pytania i usiadła na drugim krześle.
Długi moment nic nie mówiła, kompletnie nic. Delikatnie pochyliła się do przodu, położyła łokieć na stole, a do ust skierowała dłonie. Później pochyliła nieco głowę i patrzyła na mnie spod lekko opuszczonych brwi. Patrzyła. Boże jak ona patrzyła.
-Gorąco prawda? - zadałem jeszcze jedno retoryczne pytanie.
Kurwa, przecież wiadomo, że jest gorąco. Po co ja zadaję takie pytania? Chyba, jednak, kultura mi to nakazywała.
Miała na sobie cieniutką, niemal jak nocna koszula, sukienkę w kolorze bardzo delikatnego, rozmytego różu. Zawieszona była na jej obojczykach na czymś w rodzaju,  symbolicznych niemalże, pasków. Ta jej sukienka była taka zwiewna i delikatna, że gdyby światło było bardziej intensywne, pewnie bym mógł zobaczyć, co kryje się pod spodem. Tym bardziej, że, o ile mnie wzrok nie mylił, pod spodem nie miała kompletnie nic.
Kurwa, znów mój kutas zrobił się gruby jak kij bejsbolowy. No tak, przyjrzałem się dokładnie. Cholera jasna, dopiero teraz zobaczyłem te jej wielkie cycki z ciemnymi sutkami próbujące się przebić przez delikatny materiał.
Ja pierdolę! Kiedy zakładała nogę na nogę, dotarło do mnie, że nie ma na sobie majtek. Nie było tam nic, tylko ta cipeczka z delikatnym meszkiem. Byłem już rozwalony przez nią na łopatki. Dosłownie, nie byłem w stanie zrobić nic więcej, nic ponad to, by tylko myśleć o niej.
Nie wiem, czy miała to w zamiarze.
-Jak Zdzisiek? - zagadałem po raz kolejny.
W końcu się odezwała. Jednak miała głos i przemówiła.
-Wiesz, śpi... zmęczony jest po wczorajszym.
-Aha, rozumiem, - odpowiedziałem, nie do końca wiedząc, co sam mam na myśli.
Siedzieliśmy i piliśmy tą kawę w kompletnym milczeniu. Miałem wrażenie, że już teraz biorę ją w swoje objęcia i rżnę na wszystkie możliwe sposoby jak starą kurwę. No tak, ale teraz jeszcze nie było to możliwe. Jeszcze musiałem trochę poczekać.

Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...