Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje koleżeńskie.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje koleżeńskie.. Pokaż wszystkie posty

10 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

87. Tej ostatniej nocy.

Nie przerywała dotykania gałązką swojej cipki i jej okolic. Ciągle, szeroko palcami rozwierała szparkę, wysuwając opuchniętą grubą antenkę daleko do góry. Nie miała zamiaru dawać jej najmniejszych forów. Musiała poparzyć sobie też palce, ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Znajdowała się w jakimś totalnym amoku.
Wciąż trzymałem ją w biodrach, unosząc nad posłaniem jej pośladki. Opierała się na stopach i na kolanach. Grzmociłem ją mocno i wytrwale, a ona za każdym razem, kiedy wychodził z jej cipki, dotykała mojego fiuta. Trudno mi było odróżnić wrażenie bólu od niesamowicie silnej rozkoszy. Chyba zlały się w jedno, kompletne doświadczenie.
Byłem przekonany, że jestem w stanie spuścić się po raz kolejny. Gdzieś z tyłu głowy czułem narastające mrowienie, które stopniowo rozchodziło się na plecy i wędrowało wzdłuż kręgosłupa. Znałem to. Wiedziałem, że kiedy dotrze do pośladków i podbrzusza, znów poszybuję do nieba.
Mimo bardzo intensywnego pieczenia na moim penisie i brzuchu, czułem się słodko, wręcz cukierkowo. Przez zaciśnięte zęby, uśmiechałem się szczerze do, mojej niesamowitej, kochanki. Chciałem pozostawać jej gorącej norce jak najdłużej.
Klap, klap, klap, klap, klap, klap…  rozchodziły się mokre odgłosy uderzeń mojego podbrzusza o jej pośladki. Jeszcze chwila, jeszcze kilka ruchów…
-Uuuuuuuaaaaaaaah!!! - krzyknąłem tak głośno, że aż się przestraszyłem.
Było po wszystkim, tylko, że ja nie potrafiłem już zapanować nad tym, co się działo. Zachowywałem się tak, jakby w moje ciało wstąpił demon.
Puściłem jej biodra. Opadła na mnie natychmiast. Przechyliła się do przodu i rozgniatania pokrzywę między naszymi podbrzuszami. Parzyło, piekło, bolało. Ania chwyciła mnie za szyję i przywarła do mnie ze wszystkich sił. Trzęsła się jak galareta. Ona także doznawała silnego orgazmu.
Skurcze mięśni szarpały moimi rękami i nogami tak mocno, że wykonywałem mimowolne, gwałtowne ruchy, jakby walcząc z niewidzialnym potworem, albo tańcząc dziwny rytm.
Nie mam pojęcia, czy trysnąłem spermą w jej wnętrze po raz kolejny. Zupełnie tego nie czułem. Tonąłem w coraz bardziej intensywnych doznaniach, szarpiących moimi członkami.
Po dość długim czasie, tak intensywnych doznań, kompletnie wyczerpany, opadłem bezwładnie na materac, nie mogąc wykonać żadnego ruchu. Nie chciałem jeszcze z niej wychodzić, ale przepracowany penis, szybko stracił sztywność i swoje rozmiary. Wiotczejąc, powoli wysunął się z jej pizdeczki i uwolnił potok gęstej, spienionej substancji.
Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że będę musiał się ubrać i wyjść do domu. Chciałem być z Anią jak najdłużej. W tej chwili wydawała mi się najwspanialszą, najpiękniejszą i najcudowniejszą kobietą na świecie. Była całym moim światem. Niestety, nie była moja. Należała już do kogoś innego i ktoś inny miał spędzić z nią kolejne noce. Trudno było mi pogodzić się z tą myślą.
Kiedy, o godzinie siódmej, zdawaliśmy zmianę, koledzy byli zaskoczeni naszym, dziwnym ich zdaniem, zachowaniem. Przyglądali się uważnie, zarówno mnie, jak jej, wietrząc jakiś podstęp, albo spisek przeciw nim.
Żegnaliśmy się daleko na mieście. Ania poprosiła mnie, żebym odwiózł ją na dworzec kolejowy. Stamtąd miała pociąg do swojej miejscowości.
Staliśmy pośród gęstniejącego, porannego tłumu, kilkanaście metrów od peronu. Patrzyliśmy sobie w oczy i trzymaliśmy się za ręce, jak para zakochanych w sobie osób. Nawet się nie uśmiechaliśmy. Czuliśmy, że to było nasze ostatnie spotkanie. Trudno było to wytłumaczyć, ale coś wisiało w powietrzu.
Ania nie pojawiła się więcej w pracy. Pocztą pantoflową dowiedziałem się, że jest w trakcie rozwodu. Straciłem z nią zupełnie kontakt. Nie wiedziałem gdzie była, co robiła, co się z nią działo, ale w mojej pamięci, na zawsze już pozostanie, taką, jaką ją widziałem tej ostatniej nocy.

Koniec.

Gra pokrzywy

9 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

86. Pomimo wytrysku.

Odrzuciła gdzieś pokrzywę, pochyliła się do przodu i podparła dłońmi na mojej klatce piersiowej. Poruszała się na mnie coraz wolniej. Po chwili zaczęła płynnie kołysać swoimi biodrami, wykonując kółeczka raz w lewo, raz w prawo.
-No i jak? Dobrze ci było, ogierze? - zapytała, starając się, patrzeć mi w oczy.
Próbowałem zapanować nad łomoczącym sercem, oraz następującymi po sobie falami bólu i rozkoszy. Jeszcze przez długą chwilę, nie byłem w stanie, normalnie funkcjonować.
-Och tak, tak dziewczyno! Boże, jesteś niesamowita! - odpowiedziałem, dysząc.
To było niepojęte, ale, pomimo wytrysku, pomimo już trzech orgazmów tej nocy, wcale nie miałem dość. Tak, jak wcześniej nie mogłem go postawić do pionu teraz, ból, swędzenie i pieczenie w okolicy pępka sprawiały, że mój kutas, w ogóle, nie chciał opaść i wciąż domagał się nowych doznań.
Przez malutkie szczeliny w aluminiowych żaluzjach wpadało światło poranka. Był to wyraźny sygnał, że już najwyższy czas, zakończyć zabawę, zrobić porządek i przygotować się do zakończenia służby. My jednak wcale nie mieliśmy na to ochoty.
Jej drobne, spocone ciało, wciąż było obok mnie. Jej cudowna cipka, ciasnym chwytem, obejmowała mojego żołnierza, przyprawiając o zawroty głowy. Już sama myśl, że mógłbym się teraz z nią rozstać, przyprawiała mnie o nieprzyjemne uczucie gniecenia w dołku.
Co tu dużo mówić. Nie chciałem się z nią rozstać, bo nie wiedziałem, czy ponowne spotkanie w będzie możliwe. Tak, to było szaleństwo. Szaleństwo wspólnych pragnień. Szaleństwo doświadczenia nowych rzeczy razem. Mieliśmy tylko tą noc. Mieliśmy siebie tylko na chwilę.
Wyprostowała się i znów sięgnęła po pokrzywę, nową i świeżą. Nie przerywając łagodnego kołysania swoimi biodrami, rozwarła szparkę tuż nad trzonem mojego fiuta. W ten sposób łechtaczka wydostała się na zewnątrz i ukazała całe swoje różowe, połyskujące oblicze.
Kiedy tak sterczała, jak wielka krosta w głębokim rowie, Ania drżącą, ale pewną siebie ręką, dotknęła jej czubkiem zielonej gałązki. Poparzyła ją dotkliwie. Jej reakcja była tak gwałtowna, że zaskoczyła, nawet, mnie samego. Właściwie, w tamtej chwili, nie potrafiłem stwierdzić, co dokładnie, się stało.
Nagle poczułem mocne uderzenie zaciskających się mięśni na moim bananie.
-Ykh! - wyrwało się z jej gardła.
Całym jej drobnym ciałem rzucił potężny skurcz. Wszystkie jej mięśnie drżały, a muszelka pulsowała, doprowadzając mnie, ponownie, na sam szczyt miłosnych uniesień.
Oczywiście, w pierwszym momencie, nie dotarło do mnie, że pobudzając swoją antenkę, tak dużą pokrzywą, nie była w stanie ominąć mojego, spragnionego już i bardzo gotowego drążka. Zważywszy na to, że jej pieszczoty tym agresywnym zielskiem, nie skończyły się tylko na jednym dotknięciu, mój poruszający się w niej kutas, w ciągu kilku zaledwie, sekund, był już tak poparzony, że kipiał przepływającą przez niego olbrzymią ilością krwi.
W tej jednej, krótkiej chwili, przestałem być sobą. Wyciągnąłem ramiona w jej stronę, chwyciłem za biodra i uniosłem cały jej ciężar. W tej samej sekundzie, zacząłem bardzo szybko uderzać swoim biodrami.
Co się ze mną stało? Miałem wrażenie, że coś przejęło nade mną kontrolę. Coś, czego nie potrafiłem wytłumaczyć? Przede wszystkim,  było to gigantyczne podniecenie. Trudne do wyobrażenia podniecenie, odbierające normalny sposób myślenia i postrzegania świata. Waliłem w nią jak szalony, jak dzikus na bezludnej wyspie, który nagle spotkał białą kobietę.
Nie potrafię powiedzieć, ile czasu to wszystko trwało. Kopulowałem jak samiec modliszki, pozbawiony głowy i myślenia. Nie byłem w stanie, nawet na chwilę, przerwać.

bóbr melanie

8 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

85. Dotykała mojego ciała.

Zanim wprawiła swoje ciało w rytmiczny falisty ruch, unosząc się i opadając, sięgnęła po kolejny kawałek pokrzywy. Był także duży, pełny, symetrycznie ustawionych, zielonych, soczystych, liści.
I tak, poczynając od samego wierzchołka, były bardzo malutkie, delikatne, subtelnie wyrzeźbione i gęsto ustawione obok siebie. Stopniowo przechodziły w coraz większe, rzadziej porastając kwadratową gałązkę. W końcu, na samym dole, miały wielkość ludzkiej dłoni. Ich kształt przypominał krople deszczu. Wszystkie miały ząbkowane krawędzie i wyglądały równie przerażająco.
Każdy z nich, niezależnie, czy to bardzo malutki, czy też duży, przy dokładnym, bliższym przyjrzeniu się, uwidaczniał po obydwu stronach, jerzyk bardzo delikatnych, a jednocześnie mocnych i sztywnych, białych włosków. Przywodziły na myśl igiełki.
Tak też, od wierzchniej strony było ich więcej, ale były drobniejsze i mniej parzące. Sllłabiej wbijały się w skórę. Te od dołu, natomiast, były nieco rzadsze, porastały przeważnie okolice nerwów liścia i wyglądały na dużo mocniejsze. Dlatego dotknięcie tą stroną było szczególnie bolesne.
Natomiast osobną sprawą były same łodygi, oraz ogonki liściowe. Tam igiełki były szczególnie mocne i długie, zawierały dużo soku, który wywoływał bąble na ciele swojej ofiary.
Trzymając długą łodygę przez torebkę foliową, dotknęła najpierw swojego, i tak już mocno poparzonego, brzucha. Jej ciało od razu szarpnęło się w gwałtownym skurczu, a cipka uwięziła mnie w gigantycznym uścisku. Widziałem, jak jej źrenice uciekają pod powieki, czułem na swoich biodrach, jak jej ciało drży. Było mi tak słodko i przyjemnie, że nie musiała robić już nic więcej, abym osiągnął, bardzo satysfakcjonujący, orgazm.
Wkrótce, nie patrząc na moją twarz, dotknęła mojego brzucha tą samą gałązką. Poczęstowała mnie solidnym poprzecznym pociągnięciem poprzez pępek.
-Ooooooo… Jezu!!! - wyrwało się z mojego gardła.
Podskoczyłem do góry. Wrażenie przeszywało całe moje jestestwo. Mój kutas wyprężył się do granic możliwości i o mało nie trysnął w nią ponownie. Mało brakowało a wypełnił bym ją gęstym nasieniem.
Dopiero teraz otworzyła oczy, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
-Dobrze ci, - westchnęła w moją stronę.
-Och tak, tak… nie masz pojęcia, jak mi dobrze.
-W takim razie, zaczynajmy, - powiedziała cicho i zaczęła swój taniec.
Unosiła się i opadała. Najpierw rytmicznie, ale bardzo powoli. Później coraz szybciej i szybciej. W końcu galopowania na mnie jak prawdziwa dzika amazonka.
Myślałem, że zwariuję. Połączenie tych dwóch, bardzo intensywnych doznań, wyrzucało moją świadomość na orbitę. To była bardzo wybuchowa mieszanina.
Czułem palący ból na brzuchu i czułem jej gorącą, słodką, poruszającą się szybko na moim chuju pizdeczkę. Błyskawicznie wchodziłem na wysokie obroty. Wielkimi krokami galopowałem na sam szczyt.
Byłem przekonany, że na tym już koniec, że więcej nie będzie mnie dotykać pokrzywą.Myliłem się. Chwilę później powtórzyła ten zabieg. Dotknęła: najpierw swojego, a później mojego pępka.
Nie dała mi spokoju do samego końca. Unosiła się i opadała na moim podbrzuszu. Jej cipka kurczyła się coraz bardziej, gwałtownie ściskała mojego fiuta. Miałem wrażenie, że jest w żelaznym uścisku. Przed moimi oczami wirowały już różnobarwne plamy. Słyszałem jednostajny szum w uszach. Czułem, jak porusza się na mnie niczym maszyna.
Dotykała mojego ciała tą cholerną rośliną, przyprawiając o koszmarny ból, a jednocześnie niebiańską, słodką rozkosz. W tym właśnie stanie, dotarłem do finału. Niby nie stało się nic szczególnego. Po prostu, w pewnym momencie, z mojego gardła, wyrwał się mimowolny, głośny krzyk. Był to krzyk rozkoszy bólu i cierpienia.
Strzeliłem w kilku seriach, wypełniając jej słodkie, gorące wnętrze moim budyniem, którego, jeszcze jakimś cudem, tak wiele pozostało w jądrach.
Och, cóż to była za rozkosz!

melanie bóbr

7 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

84. Nie płacz.

-No dobrze, sam mi to zrobiłeś, więc wiesz, jak powinieneś się zachować, - wycedziła przez zęby.
-Ale… Aniu! Proszę oh nie!
Uśmiechnęła się szczerze.
-Nie płacz. Bądź mężczyzną i zachowuj się jak należy. Leż spokojnie, rozluźnij się i nie rób scen. Zrobimy to szybko i sprawnie. Będzie bolało, ale, zobaczysz, polecisz do nieba.
Bez dwóch zdań, to było szaleństwo. Erotyczne szaleństwo. Od samego początku wariactwo, kurczę, taka jazda bez trzymanki. Powiem szczerze, bałem się. Naprawdę się bałem.
Inaczej sprawa się miała, kiedy robiłem to sam. Dokładnie wiedziałem, jakie doznania będę sobie serwował. Teraz nie miałem nad tym żadnej kontroli. Ta laska, mogła zrobić ze mną wszystko. Mogła przemielić mnie jak mięso w maszynce.
Naprawdę, miałem ochotę wstać i uciec. Spieprzać ile sił w nogach. Tylko gdzie? No i jak to będzie wyglądało. Sam tego przecież chciałem. Sam się prosiłem.
Armagedon nastąpił już po chwili. Pochyliła się i, pewną ręką, dotknęła mojego brzucha. Nie było ulgi. Nie dała mi czasu na zastanowienie się, czy przygotowanie w, jakikolwiek, sposób.
Po prostu dotknęła całym czubkiem parzącej gałązki w sam środek pępka, przy okazji dając do wiwatu także jego szerokim okolicom. To nie była zabawa. Uderzenie bólu było takie silne, że prawie straciłem przytomność.
Czy krzyczałem? Nie, nie krzyczałem. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. To było zbyt silne. Oddech zatrzymał mi się gdzieś w gardle. Spiąłem się jak struna i zastygłym tak w bezruchu. Jak bym chciał, w jakiś sposób, zaczarować tą roślinę.
Gałązka pokrzywy wciąż tam była. O nie. Nigdzie się nie wybierała. Dokładnie czułem dotyk tych małych listków na pępku i jego okolicach.
Przerażające, wyrywające z butów wrażenie. Czułem, jak te białe drobniutkie igiełki powoli wbijają się w moje ciało, wzbudzając fale gigantycznego bólu, pieczenia i swędzenia.
W tej chwili, nie potrzebowałem nic więcej. Już samo to, co się działo, było tak intensywne, że przypominało solidny, porządny orgazm.
Moja świadomość zmieniła się nie do poznania. Teraz już nie chciałem, by przerwała. Trudno w to uwierzyć, ale to było tak odlotowe, że pragnąłem tego jeszcze i jeszcze.
Byłem, jak narkoman na głodzie. Drżałem, uderzając piętami o materac. Nie potrafiłem panować nad swoimi reakcjami. Niebo i piekło toczyły walkę wewnątrz mojego ciała.
Nie wiem, ile to wszystko trwało, ale, w końcu, oderwała gałązkę od mojego brzucha. To była bardzo krótka chwila. Zrobiła to tylko po to, by zaraz później, wygiąć ją w łuk i dotknąć bokiem całą jej długością.
Myślałem że oszaleję.
-Jezu, Jezu!!! Aniu! O Boże!!! Tak, tak!!! O tak mi rób!!! - wydzierałem się ile sił w gardle.
Ta dziewczyna była słodka, boska, niesamowita. Już ją kochałem. W jednej chwili stała się ideałem kochanki.
Między nami działa się magia. Pod tym względem byliśmy bratnimi duszami. Łączyło nas coś niesamowicie ulotnego, a jednocześnie tak bardzo intensywnego, że trudno to sobie wyobrazić. Ten seks był, tak wybuchowy i porażający, że byłem pewien, iż nigdy wcześniej, czegoś takiego nie doświadczyłem.
Następne sekundy, także, były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nigdy bym nie przypuszczał, że tej nocy coś takiego może się przydarzyć, a jednak.
Podeszła do stolika i, zamiast wziąć kolejną pokrzywę, chwyciła za blat i przesunęła cały mebel w pobliże łóżka.
“O co chodzi?” - zapytałem sam siebie.
W tym momencie, jeszcze, nie bardzo, wiedziałem co się święci. Jednak, dość szybko, sytuacja stała się jasna. Przecież, mogłem się domyśleć.
Zamiast stać obok mnie i parzyć na mój brzuch, zrobiła coś zgoła innego. Wlazła na tapczan i dosiadła mnie okrakiem. Jezu! Umierałem ze szczęścia.
Rozsunęła szeroko kolana, chwyciła mojego fiuta w garść i nakierowała w sam środek swojej ciasnej, opuchniętej cipeczki. Chciałem, by ta cudowna chwila trwała wiecznie.
Po chwili, opadła na niego powoli z błogą miną zadowolonego dziecka. Doświadczyłam wszystkiego na raz, jakbym, w jednej chwili, chciał zobaczyć cały świat.
Bez przerwy czułem piekący, ostry ból w okolicy pępka. Czułem też, jak wchodzę w jej wnętrze: powoli, majestatycznie, przedzierając się przez ciasne, gorące, wilgotne podwoje i docieram do samego końca jej jaskini.
W końcu zgniotła moje jądra swoimi pośladkami, naciągając skórę na moim bananie, co przyprawiło mnie o kolejne, trudne do zniesienia, zawroty głowy.
Bóbr

6 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

83. Siły natury.

Poruszałem się w niej coraz wolniej, aż w końcu, zatrzymałem się całkowicie. Stopniowo wygaszałem olbrzymie podniecenie, które wcale nie chciało tak szybko spadać, jakbym sobie tego życzył. Jeszcze długo utrzymywało się na bardzo wysokim poziomie.
W końcu jednak, siły natury, wzięły górę nad podnieceniem i zmęczenie wygrało. Po jakimś czasie mój fiut zwiotczał i wysunął się z jej cipki.
Prawdę mówiąc, gdybym miał tylko takie możliwości, tej nocy wybzykał bym ją jeszcze na kilka różnych sposobów. Sam, jednak, nie zdawałem sobie sprawy, ile jeszcze w ciągu tego krótkiego czasu, może się zdarzyć i na co może być jeszcze nas stać.
Prawdopodobnie, przez lata skrywane pragnienia, wychodziły teraz z nas, jak instynkt z dzikich zwierząt. Pozbawione teraz jakiejkolwiek kontroli dokazywały na całego.
Chyba, w każdym człowieku jest coś takiego, że zachowuje się poprawnie i grzecznie, tylko do pewnego momentu. Gdy nadarzą się do tego odpowiednie warunki, bestia wychodzi z nas nocą, w zupełnie przypadkowej sytuacji.
-Połóż się, - warknęła do mnie.
Nie zastanawiałem się nad tym, co to znaczy. Nie myślałem nad sensem i celem tego polecenia. Po prostu je wykonałem.
Ona stała, a ja położyłem się na łóżku. Dopiero, kiedy leżałem tak na wznak, z nieco oklapniętym już fiutem, dotarło do mnie, że role się odwróciły.
Teraz to ja miałem być niewolnikiem, a ona moją panią. Miała mi zadawać najbardziej wymyślne tortury przy pomocy tej pokrzywy.
To było takie, nieco, kuriozalne. Spojrzałem na nią. Jej brzuch, piersi, uda i cipka, a w zasadzie, większość ciała, usiana była tysiącami mniejszych i większych bąbli.
Patrzyłem i nie mogłem pojąć, jak ona to znosi. Przecież wciąż musiało bardzo boleć.
No tak. W tej chwili zadrżałem, ponieważ uświadomiłem sobie, że za moment wszystko to dokładnie poczuję na własnej skórze.
-Och Aniu, Aniu, - westchnąłem głęboko.
-Co się stało? - spytała.
-Och Aniu, ty to… za chwilę… będziesz robić.... ze mną?
-Tak. Widzisz tu kogoś innego?
-No nie. Właśnie chodzi o to, że… nie.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha.
-Widzisz to? - powiedziała, wskazując na swój poparzony brzuch.
-Widzę, - odpowiedziałem grzecznie i pokornie.
Podeszła do mnie i zmarszczyła brwi.
-To ty żeś mi to zrobił, łobuzie, - powiedziała sucho, ale na jej twarzy wciąż był  ten sam szeroki uśmiech.
-No ja, ale…
-No, to teraz, odpłacę ci pięknym za nadobne, - powiedziała bardzo pewnym siebie głosem.
Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo ta zabawa działa na moje zmysły. Nim zdążyłem się zorientować, w czym rzecz, mój kutas znów sterczał jak rakieta. Byłem w szoku, widząc grubą, pokaźną lagę, sterczącą między moimi nogami.
Znałem to. Doskonale wiedziałem, jaki jest ból przy dotknięciu pępka pokrzywą. Wiedziałem też, jak olbrzymie jest podniecenie, które temu towarzyszy.
Powiem tak: mogą to zrozumieć tylko ci, którzy tego doświadczają i to lubią.
Byłem tak podniecony, że już teraz byłem w stanie strzelić spermą do góry. Ot tak, bez wchodzenia w jej cipkę, tylko patrząc na nią, patrząc jak przygotowuje narzędzie zbrodni.
Nie bawiła się w ceregiele.Od razu ucięła duży kawałek, nie usuwając z niego liści.
Kiedy szła w moją stronę już trzęsłem się jak galareta. Jeszcze nigdzie nie dotknęła, a mój fiut, już miał ochotę wypuścić pióropusz budyniu.
Cumshot Facial GIF - Sexy Blonde Babe dostaje finał na jej ładnej twarzy

5 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

82. Zawroty głowy.

Jej, pobudzone w ten sposób, delikatne ciało, dygotało coraz mocniej. Wrzało coraz intensywniej, niczym woda na dużym ogniu. Było takie odczłowieczone, nierealne, podobne do, obsypanego bąblami, kawałka mięsa. Jej nieprzytomny wzrok wlepiony był w sufit. Oddech stawał się ciężki i świszczący. Silny strumień powietrza wyrzucanego z ust, rozsyłał wokół drobniutkie kropelki śliny. Niczym syrena strażacka wydawała z siebie przeciągłe, głośne dźwięki.
Nie miałem najmniejszych wątpliwości. Wiedziałem, że to jest bardzo silny orgazm. Dokładnie widziałem, jak jej niesamowita cipeczka, puchnie w oczach.
Próbowałem zapanować nad własnym oddechem, ale było to coraz trudniejsze. Taki widok przyprawiał mnie o silne zawroty głowy. Byłem szczęśliwy, że mogę przy tym być, wiedzieć i uczestniczyć.
Jej pizdeczka przybierała coraz większe rozmiary i coraz bardziej nierzeczywiste kształty i kolory. Jeszcze chwila, a przegapiłabym ten najważniejszy moment.
Dziewczyna wlepiła we mnie swój słodki wampirzy wzrok.
-Andrzej, teraz! Weź mnie! Wejdź we mnie! - odezwała się zachrypniętym głosem.
Jednocześnie puściła moją dłoń.
W mojej głowie brzmiało już tylko jedno hasło: “ do ataku, żołnierzu!” Nie potrzeba mi było większej zachęty.
Teraz wszystko toczyło się już dużo szybciej. Byłem gotowy. Bez zastanowienia rzuciłem pokrzywę na podłogę, błyskawicznie wstałem i odezwałem się pewnym siebie głosem:
-Odwróć się.
Gestem dłoni i pokazałem, że ma się położyć w poprzek łóżka. Doskonale wiedziała, o co chodzi. Szybko zmieniła pozycję.
Moja reakcja była tak samo odruchowa i błyskawiczna. Chwyciłem ją za nogi i uniosłem je do góry. Teraz uklękłem, zakładając jej łydki na swoje ramiona. Miałem ją. Chciałem jak najszybciej rozładować swoje napięcie.
Chwyciłem ją za biodra i pociągnąłem na krawędź łóżka.
-To jest to. Doskonała pozycja, - mruknąłem do siebie.
Rozchyliłem jej uda jeszcze szerzej.
-Boże, jestem taki napalony! - westchnąłem po chwili.
Ledwie panując nad sobą, drżącą dłonią ująłem swojego kutasa i wszedłem w jej cipkę. Nie było żadnego zastanowienia. Zrobiłem to i jednym, płynnym posunięciem, omal nie tracąc przy tym przytomności.
Mimo, że była bardzo ciasna, bez najmniejszego problemu, wjechałem do samego końca i byłem szczęśliwy jak nastolatek.
Tak, posuwać taką pizdeczkę, to prawdziwy rarytas. Nie próżnowałem, od razu zacząłem poruszać swoimi pośladkami do przodu i do tyłu. Robiłem to najpierw powoli i spokojnie, ale później coraz szybciej i mocniej.
W końcu, kiedy już byłem całkowicie pewny finału, przeszedłem w intensywny galop. Miałem wrażenie, że jebię dziewicę orleańską. Jej opuchnięta pizdeczka obejmowała mojego spragnionego fiuta ciasnym, gorącym, wilgotnym i niesamowicie przyjemnym uściskiem. Od razu poszybowałem na sam szczyt.
-O, ja pierdolę! - wyrwało się z mojego gardła.
Właśnie wkraczałem do raju: nagi, bezbronny, całkowicie oddany tej jednej, krótkiej chwili. Robiło mi się coraz bardziej przyjemnie. Słodkie, upadające uczucie obejmowało, nie tylko moje ciało, ale też umysł i ducha.
Przymknąłem powieki i zobaczyłem kolorowe kółeczka, a uszach usłyszałem intensywny, jakby morski, szum. Zdawało mi się, że jestem stworzony tylko do tego.
Akcja trwała. Szybko pracowałem swoimi biodrami, starając się, nawet na chwilę, nie zmieniać tempa. Chciałem bardzo intensywnie czuć każdy ruch.
Nagle zrobiło się ciemno i cicho. Słyszałem tylko bicie własnego serca. Miałem wrażenie, że spadam jakąś czeluść bez dna.
W końcu, zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie wytrzymać już, ani chwili, dłużej. Było mi dobrze, zbyt dobrze, bosko, zbyt bosko, zbyt cudownie i upojnie.
-Oooooooh Aaaaaaaaniu!!! - wydarłem się na całe gardło.
Czułem tylko, jak moje ciało przejmuje nade mną całkowitą kontrolę. Nie byłem już w stanie nad niczym zapanować. Strzeliłem w jej wnętrze obfitą porcją gęstego nasienia.
Koniec. Po wszystkim. Powoli dochodziłem do siebie. Poruszałem biodrami nieco wolniej, ale wciąż ją ruchałem. Aż miałem żal do siebie, że nie trwało to jeszcze dłużej.
Spokojnie. Jeszcze chwila. Chciałem wycisnąć z tego owocu tyle soku, ile się tylko da. Ania była cudowna. Jej słodka jaskinia wcale nie rozluźniła swoich objęć. Wciąż trzymała mnie tak mocno, jakby już nigdy nie miała mnie stamtąd wypuścić.

Cumshot Gif

4 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

81. Trzęsienie ziemi.

Z jej gardła wydobył się krzyk, a po chwili płynnie przeszedł w, trudny do zniesienia, pisk.Całe jej ciało drżało coraz bardziej. To było jak, zbliżające się, trzęsienie ziemi, jakby za chwilę miała wybuchnąć.
W tej samej chwili wpadła w tak intensywny rezonans drgawek, że myślałem, że coś się jej stało. To było dziwne, ale jednocześnie, ciekawe. Wyglądało to tak, jakby była podłączona do wysokiego napięcia. Drżała, podskakując na materacu, jakby była pozbawiona świadomości.
Po kilku sekundowym zastanowieniu, zrobiłem to jeszcze raz. Dotknąłem drugiej pachwiny. Tym razem także, moje uszy rozdarła salwa, jeszcze głośniejszych, krzyków.
Nie wiedziałem, co się z nią dzieje. Gwałtownie chwyciła mnie za nadgarstek i mocno ścisnęła. Jej dłoń była chłodna i spocona, taka nienaturalna.
To było za dużo. Broniła do siebie dostępu. Trzymała mnie tak przez kilka sekund, nie pozwalając roślinie zbliżyć się do swojej skóry.
Nie trwało to jednak zbyt długo. Ona doskonale wiedziała, co robi. Zdawała sobie sprawę ze swojej odporności i z tego, czego pragnie. Była sobą. Bez najmniejszych skrupułów potrafiła sprawić sobie jak najbardziej intensywną rozkosz.
W następnym momencie, zdarzyło się coś, co zaskoczyło, nawet, mnie samego. Bardzo kurczowo trzymając moją dłoń, skierowała czubek pokrzywy w sam środek swojej różyczki.
Patrzyłem i nie mogłem pojąć, jak to jest możliwe? Jak ona może to wytrzymać? To przekraczało moje pojmowanie rzeczywistości.
Powoli i z pełną premedytacją, przesuwaliśmy się, dokładnie w miejsce, gdzie wystawały napełnione krwią, wilgotne wargi jej muszelki. Ten widok wciąż mam przed swoimi oczami.
Nasze splecione dłonie wspólnie zaatakowały to, bardzo wrażliwe, miejsce. Łup-łup, łup-łup, łup-łup… - waliło moje serce. Miałem wrażenie, jakbym oglądał jakiś, niesamowicie mocny, thriller.
Pierwsze muśnięcie było, jak przywitanie, bardzo ostrożne i delikatne. To było jak pocałunek w policzek. Mimo to, moja partnerka szarpnęła się w gwałtownym skurczu, tak gwałtownym, jak u dentysty na fotelu.
Nie wiem czy ze mną wszystko jest w porządku. Z lubością obserwowałem jej męczarnie. Mimo, że się o nią bałem, podniecało mnie wszystko: jej spocona twarz, drżące ciało i bąble wszędzie, gdzie tylko się da.
Kolejne dotknięcie było już nieco mocniejsze. To ona sama stopniowała intensywność bodźców. Najprawdopodobniej robiła to już nie po raz pierwszy.
Kolejny skurcz, także, był już dużo silniejszy i bardziej nerwowy. Czas jakby się zatrzymał, świat wokół nas jeszcze raz przestał istnieć. Wszystko, co było dalej, niż dwa metry, zupełnie, przestało się obliczyć.
Następne dotknięcie. Tym razem, zgnietliśmy zielsko na środku jej cipki: ostro, mocno, bez wyczucia. To było kompletne szaleństwo. Tylko spróbujcie sobie wyobrazić coś takiego.
Następne sekundy, ciągnęły się, jak guma do żucia i były, tak samo, intensywne. Trzymaliśmy roślinę długo, leniwie obracając raz w lewo, raz w prawo. Poparzenia pojawiały się od razu i były, dużo bardziej, dotkliwe.
Powoli docierał do mnie pewien oczywisty fakt. Moja koleżanka z pracy była zboczoną desperatką, erotomanką, ale taką z krwi i kości, ukrytą pod płaszczykiem skromnej mężatki.
No cóż… pewnie, czułbym się bardzo zgorszony, gdybym… no właśnie, gdybym nie miał podobnych zainteresowań.
Uścisk jej dłoni na moich nadgarstkach był tak mocny, że aż porobiły mi się siniaki. Gdybym przy tym nie był, pewnie bym nie uwierzył, że zrobiła to mała, drobna kobieta.

prawdziwy orgazm

3 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

80. Rób tak jak ci każę.

Uniosła się delikatnie na łokciach i pokazała mi, jak mam to uciąć. Wyjaśniła, że odcinek ma mierzyć przynajmniej pół metra. W tym przypadku, była to ponad połowa rośliny. Zaznaczyła, że mam nie usuwać ani jednego liścia.
    Wróciłem do stolika i dokładnie zastosowałem się do jej wskazówek. W końcu, zadowolony z siebie, podszedłem do leżanki.
-Które miejsce mam poparzyć? - spytałem.
Wytłumaczyłem, że pępek oraz jego okolice, a także cycki, zupełnie się do tego już nie nadają.
-To teraz zajmij się wewnętrzną stroną ud… pachwin i okolic mojej pizdeczki, - wyjaśniła bardzo rzeczowo i dokładnie.
-Samą brzoskwinkę też chcesz mieć potraktowaną w ten sposób? - zapytałem.
-Tak, - odpowiedziała.
Po chwili zadałem jeszcze raz to samo, co kilka minut wcześniej, pytanie:
-Jesteś absolutnie pewna tego, co mówisz? Nie będziesz później żałować? Mogę zbyt mocno cię poparzyć. Nie boisz się?
-Spoko. Wiem co robię. Biorę wszystko na swoją odpowiedzialność. Rób tak jak ci każę, - uspokoiła mnie.
Po tych słowach przeszliśmy do konkretów. Zgięła nogi w kolanach, postawiła stopy na materacu i szeroko rozsunęła uda. Zbliżyłem się do niej od strony pośladków i usiadłem na łóżku.
Trzymając w dłoni odciętą pokrzywę, spojrzałem jej w oczy i, jeszcze raz spytałem, czy na pewno tego chce. Pokiwała tylko głową i uśmiechnęła się znacząco.
Wykonałem pierwsze dotknięcie w, tym bardzo wrażliwym, miejscu. Było to jeszcze dość daleko od jej muszelki. Musnąłem delikatnie samym czubkiem pokrzywy.
Gdyby była to inna roślina, jakaś neutralna gałązka zerwana z drzewa wywołałaby jedynie delikatne swędzenie naskórka. Niestety to była pokrzywa.
Jej reakcją na to dotknięcie, był bezwiednie wyrzucony z gardła głośny, okrzyk oraz zaciśnięte mięśnie całego ciała. Podskoczyła do góry, jakbym pozbawił jej jakiejś części ciała. Dodatkowo zacisnęła uda, zmniejszając między nimi przerwę.
W ten sposób, jak w szczypcach, zamknęła w środku wierzchołek rośliny, parząc swoje delikatne ciało jeszcze bardziej.
Ten niespodziewany bodziec, wywołał kolejny, automatyczny okrzyk wyrzucony z jej gardła. Jednocześnie całe jej ciało, a najbardziej biodra, zostały wyrzucone gwałtownie do góry.
Dopiero po chwili rozsunęła szeroko kolana, abym mógł wyjąć stamtąd to zielsko. Darła się przy tym wniebogłosy, wyzywając mnie od najgorszych drani.
Słysząc to, byłem nieco zmieszany. Nie wiedziałem, czy to do mnie ma takie pretensje,czy też jest to spowodowane tym, że jest bardzo zadowolona?
W końcu jednak, przyznała się do tego, że ja nie mam z tym nic wspólnego. Po prostu, nie mogła znieść takiej ilości tortur, których sama sobie zażyczyła.
Już trochę bardziej spokojny, dotknąłem jeszcze raz. Teraz była to wewnętrzna strona drugiego uda. Tak, jak wcześniej, krzyczała na całe gardło, szarpała się we wszystkie strony, podskakiwała jak ryba wyjęta z wody.
W tym momencie, na krótką chwilę, przerwałem zabawę, aby dać jej trochę czasu, na przyswojenie i przetworzenie bodźców, które jej właśnie zaserwowałem.
Mimo wszystko, jej ciało podskakiwało do góry w bardzo szybkich, drobnych i gwałtownych skurczach. Wyglądało to tak, jakby ta agonia, nigdy nie miała się skończyć.
Z jej gardła wydobywał się zestaw niezrozumiałych dźwięków. Wreszcie, kiedy pierwsze wrażenie nieco minęło, dziewczyna,próbując uspokoić swój oddech, odezwała się z wielkim trudem:
-Zacznij dotykać bliżej cipki.
Chcąc spełnić życzenie, przesunąłem się bardziej w kierunku jej krocza. Kiedy dotknąłem lewej strony uda, tuż obok pulchnej bułeczki, gwałtownie przesunęła kolana do środka. Jednak nauczona doświadczeniem nie połączyła ich całkowicie.
Natomiast, z jej gardła, natychmiast, wydobył się krzyk, który płynnie przeszedł w, trudny do zniesienia, pisk.

Orgazm

Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...