Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teresa.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teresa.. Pokaż wszystkie posty

4 kwietnia 2022

Teresa.

45. Dobrze ci z Tereską, co? 


-Widzisz, jaka jestem ciasna? Jak ci tam? Jak ci Marku? Dochodzisz? Dobrze ci? Chcesz mnie? Chcesz jeszcze? Dobrze ci z Tereską, co? Niezła laska ze mnie, co?


Widziałem, jak chwyta mojego napęczniałego fiuta, ściska go delikatnie, a później ściąga z niego skórę wykonując ruch do dołu. To była normalna czynność mająca przygotować mocje narzędzie do stosunku, a ja o mało nie postradałem zmysłów. Zdążyłem  jeszcze zarejestrować, że delikatnie pomasowała swoją cipkę, a później rozchylając jej płatki, włożyła łeb mojego zaganiacza w sam środek. 

Nabrałem powietrza w płuca przygotowując się na to co miało nastąpić. Kiedy zaczęła obniżać swoją pozycję, oblało mnie gorąco. Mój kutas nurkował w gorącej lepkiej mazi. Było ciasno obłędnie przyjemnie, ale nie umarłem od tego, nie spuściłem się też tak, jak na początku mi się zdawało. To był cud. Czekałem na więcej czekałem na jej kolejny krok. 

Siedziała na mnie nadziana na mojego kutasa jak na rożen. Była lekko pochylona do przodu i patrzyła mi w twarz. Jej oczy były błędne delikatnie zasnute mgłą, ale mimo to widać było, że dokładnie wie, czego chce. Delikatnie zagryzła dolną wargę, uniosła się i opadła. Przez całe moje ciało przebiegł przejmujący gorący dreszcz. W uszach mi szumiało, a przed oczami zaczynały wirować kolorowe kołeczka. 

Kiedy się unosiła, patrzyłem między nasze nogi tam, gdzie nasze organy płciowe łączyły się w jedno. Jej cipka była soczysta pulchna i sprężysta. Ciasno obejmowała mojego penisa. Zarośnięta kędzierzawym ciemnym dość rzadkim zarostem, przyprawiała mnie o kolejne zawroty głowy. 

-Chcę, żeby było ci jak najlepiej. Rozluźnij się. Nie spinaj się. O tak. Nie ma potrzeby. Dłużej wytrzymasz i będzie fajnie. Zobaczysz, - przemawiała do mnie jak do małego dziecka. 

Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Po prostu wirowałem w obłokach. Patrzyłem na jej kołyszące się cycki i nie mogłem uwierzyć, że to ona siedzi na mnie, że to jej twarz widzę przed sobą, że to jej cipeczka tak ciasno obejmuje mojego spragnionego kutasa. 

Uśmiechnęła się słodko i jeszcze raz się odezwała:

-Przecież widzę, że chcesz się we mnie spuścić. Nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze. Spokojnie, razem przez to przejdziemy. Nie myśl za mocno o tym co się tutaj dzieje. Po prostu bierz to co ci daję, dobrze? 

-Och dobrze, dobrze, ale już nie wytrzymam. Nie mogę. Zaraz wystrzelę, - dyszałem ciężko.  

-No co ty, nie wystrzelisz. To byłby zbyt proste. Tak nie można. Musisz wytrzymać jeszcze trochę. Rozumiesz? Musisz wytrzymać, - powtarzała.

-Och, och Boże jak mi dobrze! Boooożeee!!! 

Spojrzała na mnie zaskoczona. Chociaż czy naprawdę powinna być zaskoczona. Przecież doskonale wiedziała, co się stanie. 

-Och nie! Jeszcze nie teraz! Nie teraz. Myśl o czymś innym. Po prostu zacznij myśleć o czymś innym. 

-Boże nie wytrzymam ani sekundy dłużej! Już!!!

Pokręciła głową. Nie chciała, aby to stało się już teraz, a mimo to obydwoje do tego dążyliśmy. Od samego początku.  

-Och nie! Nie. Spokojnie. Duży chłopczyk. Taki duży chłopczyk z ciebie, - mówiła tak, jakby miało to coś pomóc. 

W tym właśnie momencie wszedłem w jej cipkę bardzo głęboko i to był koniec. Pociemniało mi w oczach. Każdy ruch, najmniejszy gest sprawiał, że konałem w rozkoszy, odlatywałem w kosmos. Nie było mnie tutaj. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, a ona patrzyła na mnie z takim wyrozumieniem, z taką  czułością, a jednocześnie z niepokojem. Nie wiedziałem co dalej robić, jak się powstrzymać od wytrysku, jak się powstrzymać od grawitacji słońca od czegoś, co przyciąga tak mocno z taką wielką siłą. 

-Widzisz, jaka jestem ciasna? Jak ci tam? Jak ci Marku? Dochodzisz? Dobrze ci? Chcesz mnie? Chcesz jeszcze? Dobrze ci z Tereską, co? Niezła laska ze mnie, co?

-Och tak! Tak. Zajebiście. Och ach Boże już nie mogę! - jęczałem. 

-Och tak, tak, wiem, że chcesz mnie jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Popatrz na moje cycki. Patrz na nie. Podobają ci się? Och, jaki ty jesteś słodki. Tak, tak wchodź we mnie głęboko. Bardzo dobrze. 

-Och jak mi dobrze. Och chcę jeszcze! Oooooooohhhhh!!!



KONIEC




3 kwietnia 2022

Teresa.

44. Odebrało mi zdrowy rozsądek.


W każdym bądź razie dla mnie to był kosmos. Dałem się wciągnąć w coś, co odebrało mi zdrowy rozsądek. Zresztą kto wie, czy w takich chwilach zdrowy rozsądek na coś się przydaje. Czy należy go w ogóle używać? Czy też trzeba go schować w najciemniejszy kąt świadomości? 


-Lubisz na jeźdźca? - spytała w pewnym momencie. 

Patrzyłem na nią z szeroko otwartymi oczami i ustami. Jedyne co zdołałem z siebie wydusić, to coś w rodzaju „hyk”, a w mojej głowie powstało jedno wielkie pytanie. Chyba tego nie zrozumiała. Zresztą ja sam nie bardzo wiedziałem, o co mi chodzi. 

-Coś się stało? - spytała jeszcze, patrząc na mnie, a raczej mi się uważnie przyglądając. 

Jeszcze żadna dziewczyna nie odezwała się do mnie w ten sposób. Nie powiedziała tego tak wprost. Nie byłem przygotowany na takie pytanie. Mimo to w jej oczach nie dostrzegłem ani krzty ironii, pogardy czy czegokolwiek, co miałoby cokolwiek z tym wspólnego. To było dla niej tak naturalne jak oddychanie. Nie wiem. Przynajmniej wtedy mi się tak zdawało. 

-Chcesz na jeźdźca? - spytała jeszcze raz, biorąc namiar na to, że mogłem być w szoku, - Jeśli nie chcesz, to możemy kochać się w innej pozycji. 

-He co? Ach, nie. Może być tak, jak mówisz. 

Wszystko wskazywało na to, że seks był dla niej czymś zupełnie naturalnym, pozbawionym pruderii wstydu czy złych skojarzeń. Taka była wtedy  i taka jest teraz. 

-Co? 

-Nooo… 

-Czyli na jeźdźca, tak? - powtórzyła, chcąc się upewnić. 

-Ach tak, tak, - dukałem. 

Było mi za siebie wstyd. Zupełnie nie wiem, jak ja wtedy sobie z tym wszystkim poradziłem. Nie miałem jakoś specjalnie dużo doświadczenia w tych sprawach, ale nie byłem też całkiem zielony. Co to, to nie. Teoretycznie powinienem wiedzieć jak się zachować. No niestety działałem jak kompletny dyletant. Może to był rzeczywiście szok. To wszystko mogło trwać kilka minut. Morze trzy, może cztery, na pewno nie dłużej. Tylko że mnie się wydawało, iż ciągnęło się przynajmniej godzinę. 

Wzięła mnie za rękę. Właśnie tak, za rękę jak przedszkolaka i postawiła na skraju łóżka. Tyłem do materaca. Tak normalnie. A później lekko popchnęła. Patrzyła na mnie. Nie wiem, czy uważnie. Nawet trudno było mi ocenić czy ona sama jest jakoś szczególnie podniecona. Czy robi to dlatego, że sama tego chce, czy też może po to, żeby mi sprawić niespodziankę? 

W każdym bądź razie dla mnie to był kosmos. Dałem się wciągnąć w coś, co odebrało mi zdrowy rozsądek. Zresztą kto wie, czy w takich chwilach zdrowy rozsądek na coś się przydaje. Czy należy go w ogóle używać? Czy też trzeba go schować w najciemniejszy kąt świadomości? 

W następnym momencie leżałem już na tym łóżku z nogami opuszczonymi na podłogę. Nie wiem, dlaczego tak wyszło. Usadowiła się na krawędzi posłania, przestępując moje podniecone ciało tak, że znalazłem się pomiędzy jej udami. 

Lekko uniosłem głowę, aby móc widzieć, co robi z moją fujarą. Cały czas sterczała. Stała przepisowo, była gruba i sztywna jak nigdy wcześniej. Czekałem w ogromnym napięciu na to co stanie się za chwilę. Wiedziałem, że zaraz wkroczę do raju. Zdaje się, że dla mnie było to dużo większe przeżycie niż dla niej. O tak, na pewno. 

Uśmiechnęła się i powiedziała: 

-Rozluźnij się, - powiedziała.  

Widocznie spostrzegła, że bardzo się stresuję. Nie wiem, może bała się, że za wcześnie skończę, że nie stanę na wysokości zadania. Nie mam pojęcia. Patrzyłem na jej pełne kształtów ciało i wiem, że jej słowa w jakiś sposób do mnie dotarły. Coś mi powiedziało, że to nic takiego, że nie mam się czym przejmować, że powinienem chwytać chwilę i iść za głosem serca, a raczej kutasa. No cóż, na jedno wychodzi. Po prostu poczułem się trochę lepiej. Przynajmniej przez chwilę. 




2 kwietnia 2022

Teresa.

43. Ślady tamtej trzynastolatki. 


Wciąż było mi trudno uwierzyć, że tak bardzo się zmieniła. Nie tylko wydoroślała, ale prawdziwie się przepoczwarzyła. Patrząc na nią, starałem się dostrzec ślady tamtej trzynastolatki. 


Szła przede mną, trzymając mnie za fiuta jak za dyszel wózka i ciągnęła za sobą. To było wręcz idiotyczne, ale tak właśnie było dobrze. Nic nie trzeba było zmieniać. Plan był rewelacyjny. Czułem się jak przedszkolak, ale cholera, chciałem tego. Tak bardzo chciałem. Ta sytuacja sprawiała, że znów byłem nieprzytomny z rozkoszy. 

Doprowadziła mnie do tego swojego szerokiego łóżka i jednym ruchem ściągnęła narzutę. Czyżby się mnie spodziewała? Wszystko było już gotowe, tak jakby na mnie czekało. Pościel była świeża i pachnąca. Zastawiałem się czy tu w ogóle tu spała. Nie miałem czasu jednak zastawiać się nad tym głębiej. Odwróciła się w moją stronę, spojrzała mi w twarz i wskazując na górną część garderoby, powiedziała:

-Ściągnij to. 

Drżałem. Starałem się uśmiechać, ale byłem tak napalony, że zdawałem sobie sprawę, iż musiał wyjść z tego jakiś dziwny grymas. Trzeba było coś zrobić. 

“No tak, mam się rozebrać” - myślałem i podniecałem się coraz bardziej. Spuściłem wzrok i zrozumiałem, że niewiele tego już z tego zostało. Od pasa w dół nie miałem na sobie nic. Wystarczyło zdjąć sweter i koszulę. 

“Za chwilę zacznie się seks, prawdziwy seks z Tereską”, - kołatało się w mojej głowie. Miałem ją przed oczami. Tamtą, z tamtych wakacji, taką młodziutką, świeżą, delikatną i moją. Mimo to teraz była to już dojrzała, pełna kształtów, kobieta, kobieta, która sama tego chciała i nic już nie było zakazanym owocem. Mimo to czułem się jakoś nieswojo i dziwnie, tak jakbym wiąż coś kradł. Pomimo wciąż narastającego podniecenia, podniecenia, które całkowicie mną owładnęło, w jakiś sposób czułem się skrępowany. Napięcie rosło. A może właśnie o to chodziło? Żeby tak się czuć. Przecież chyba całe to skrępowanie było częścią tej gry, prawda? Gdyby nie ono wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Uświadomiłem to sobie dopiero po czasie. Czułem, jak serce wali mi w piersi, ale nie zastawiałem się. Szybkim ruchem pozbyłem się ubrania i stałem już przed nią kompletnie nagi. Za wszelką cenę próbowałem uspokoić oddech. W klatce piersiowej galopowało stado koni. Nad tym też nie miałem żadnej kontroli. 

-Nie mamy czasu. Mały w każdej chwili może się obudzić, - usłyszałem i po chwili zobaczyłem, jak się rozbiera. 

Ściągała z siebie po kolei swoją garderobę. Stałem jak zamurowany kiedy w szybkim tempie odsłaniała kolejne partie swojego zgrabnego, ponętnego ciała. Nie mogłem uwierzyć, jak bardzo się zmieniła. Wydoroślała przez te wszystkie lata. Zmieniła się na lepsze. Ani śladu tej smarkuli z krostami zamiast cycków. Jej piersi były bez zarzutu. Były duże. Nie dało się tego ukryć. Swobodnie huśtały się przed nią, a ona zdawała się w ogóle tego nie wstydzić. Urzekły, a wręcz zahipnotyzowały mnie jej brodawki i sutki. Były ogromne, ciemne, prawie brązowe. Zdawały się do mnie mrugać porozumiewawczo. To ona, w całej okazałości. 

Wciąż było mi trudno uwierzyć, że tak bardzo się zmieniła. Nie tylko wydoroślała, ale prawdziwie się przepoczwarzyła. Patrząc na nią, starałem się dostrzec ślady tamtej trzynastolatki. Nie mam pojęcia, dlaczego to robiłem. Czy tak bardzo wtedy mnie zafascynowała? Powiem szczerze, że nigdzie nie mogłem tych śladów się dopatrzeć. Choć bardzo się starałem. To była dorosła, piękna, wręcz urzekająca dziewczyna. Przypominała mi trochę cygankę albo kogoś z okolic Indii. Te szerokie biodra. Nawet bardzo szerokie. Wcześniej nie było tego aż tak widać, ale teraz dostrzegałem ich niezwykłą krągłość i obfitość. Zdawały się kipieć seksem. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i brać ile się tylko chce. Ja miałem to brać. Teraz. Wciąż nie mogłem w to uwierzyć. 




1 kwietnia 2022

Teresa.

42. Oczywiście to była sypialnia. 


Od razu pomyślałem, że to sypialnia. Oczywiście to była sypialnia. Okno było zasłonięte ciężką kotarą. Z korytarza sączyło się blade światło, ale i tak bez trudu mogłem dostrzec wygodne dwuosobowe łóżko. 


W tym właśnie momencie odlatywałem w kosmos. Nie wiem, jak to się stało, ale miałem świadomość, że nawet kropelka nie spadła na łóżko. To było takie dziwne. Nie mam pojęcia, dalszego w tej chwili nad tym się zastanawiałem. Tak odczytałem jej intencje. Zdaje się, że o to jej chodziło. Chyba nie chciała niczego pobrudzić.

Kiedy jeszcze nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem i co się właściwe stało, ona spokojnie zapytała: 

 -No i jak ci się podobało? 

W odpowiedzi stęknąłem tylko, nie bardzo widząc, o co chodzi. Zaraz później kiedy tylko lekko doszedłem do siebie, pomyślałem, że ją zjem. W całości albo w kawałkach. Wszystko jedno. To pytanie zdawało się być jak iskra w zapalniku bomby. 

“Och mała, mała, no co miało mi się nie podobać?! Że wypompowałem wszystko, co w sobie miałem, cały ten zapas, to ciśnienie i że może nie starczyć na nic więcej, że może nie starczyć na kolejny numerek, na który już teraz mam tak wielką ochotę?! To mam ci powiedzieć? Że chcę cię wyruchać jeszcze raz i jeszcze raz, chociaż nie wiem, jak tego dokonam? A może to, że było mi tak cholernie dobrze?” - pomyślałem. 

Nie wiem. W każdym bądź razie nim zdążyłem się zorientować, w czym rzecz, już wycierała papierowym ręcznikiem moje podbrzusze. Kolejny element układanki, która doprowadzała mnie do obłędu. Ostrożnie i pieczołowicie zbierała to co ze mnie wyszło, aby teraz znalazło się gdzieś w kiblu. Nie zastanawiałem się nad tym. Jeszcze nie doszedłem do siebie, jak usłyszałem jej przyciszony głos: 

-Chodźmy do mojego pokoju. 

Tylko tyle. Jedno krótkie zdanie. Nic więcej. Nie było jak w filmach. O nie. Co tu dużo mówić, było inaczej, było niesamowicie. Nie żałowałem, niczego. To było i tak o wiele więcej, mocniej i ciekawiej niż mogłem się kiedykolwiek spodziewać. To było zaproszenie i obietnica w jednym. Przedsmak był na tej sofie w salonie. Reszta miała odbyć się w lepszych warunkach, ale czy mi tym zależało? Mogłem ją przelecieć nawet na podłodze, a i tak byłoby super. Zresztą w tamtej chwili nie wiedziałem, gdzie mnie zaprowadzi. Nie miałem pojęcia. Wydaje mi się, że w takich chwilach nikt go nie ma. 

Poszedłem za nią jak wierny sługa, jak baranek. Och, ale jakie to było słodkie! Na dodatek zrobiła to w tak niesamowicie uroczy rozbrajający sposób, że rozsadzało mi mózg od środka. Chciałem przypomnieć, że cały czas byłem bez spodni, a mój kutas mimo wytrysku sterczał jak głupi i wcale nie miał zamiaru opaść. Nim zdążyłem się zorientować, w czym rzecz poczułem na nim jej drobną mocną rączkę. Chwyciła go w połowie i pociągnęła mnie za sobą jak pieska na smyczy. Znów odlatywałem w kosmos, chociaż zupełnie nic się nie działo. No tak, co jak piszę? Nic się nie działo, dobre sobie. Nic albo i wszystko. 

Jak się po chwili zorientowałem, od miejsca przeznaczenia dzieliło nas tylko kilka kroków. Kilka zaledwie a wydawało się, że to cala wieczność. Otworzyła drzwi i znaleźliśmy się w bardzo przytulnym pomieszczeniu. 

Od razu pomyślałem, że to sypialnia. Oczywiście to była sypialnia. Okno było zasłonięte ciężką kotarą. Z korytarza sączyło się blade światło, ale i tak bez trudu mogłem dostrzec wygodne dwuosobowe łóżko. W pierwszej chwili nie zdawałem sobie sprawy z tego faktu. Dopiero po jakiejś minucie dotarło do mnie, że tu musiał być kiedyś ktoś jeszcze. 

Dedukowałem, że to musiał być facet. Takiego łóżka nie kupuje się dla jednej osoby. Niepotrzebna strata miejsca. No jasne, przecież ten sympatyczny chłopaczek znikąd się nie wziął. Musiała mieć partnera, może nawet męża. Tyle mi uciekło. O większości rzeczy nie miałem pojęcia. 




31 marca 2022

Teresa.

41. W końcu wystrzeliłem.


W końcu wystrzeliłem. To było do przewidzenia. Można powiedzieć, że wszystko przebiegało zgodnie z planem. Zgodnie z jej planem. Nie mogło być inaczej. Reakcje mojego organizmu były aż nadto czytelne. Nie było trudno domyśleć się, że to już finał. Wiłem się i skręcałem z rozkoszy. Stękałem i jęczałem przy tym niemiłosiernie. Wyglądało to tak, jakbym za chwilę miał wydać z siebie ostatnie tchnienie. 


Jak gdyby nigdy nic robiła swoje. Do góry i do dołu, do góry i do dołu… spokojnie bez pośpiechu, ale z wyczuciem i uwagą. Trudno było w to uwierzyć. Waliła mi konia, a ja coraz bardziej zjeżdżałem z łóżka. Wrażenie było bardzo intensywne. Nie panowałem nad tym, co się działo. Nad niczym nie panowałem. Oparcie za moimi plecami było coraz wyżej i wyżej. 

W końcu leżałem płasko, z nogami daleko wyciągniętymi przed siebie. Przyznam, że mogło wyglądać to dość dziwnie, ale mało mnie to obchodziło. W momwncie kiedy przesuwałem się do przodu, mój brzuch lekko się odsłonił, a ona, kiedy tylko to zauważyła, chwyciła ubranie i pociągnęła pod samą brodę. Czułem się jak dzieciak, a raczej jak pacjent u bardzo sympatycznej pani doktor. W ten sposób mój tors prawie w całości był na wierzchu, do jej całkowitej i wyłącznej dyspozycji. 

-Och Teresko, Teresko, - wyrwało się z mojego gardła, a ona jakby jeszcze bardziej ośmielona włączyła do zabawy drugą dłoń. 

Najpierw delikatnie, jakby się trochę wstydząc, dotknęła brzucha w okolicach pępka. Później przejechała opuszkami palców wzdłuż od krocza w stronę brody i odwrotnie. Co ważne, przez cały ten czas to ona była całkowicie ubrana. Ja w tej chwili świeciłem gołą dupą i jajami. Ta świadomość mnie onieśmielało, a jednocześnie tak niesamowicie podniecała. Miała mnie w całości, tak jak chciała. Ona mogła w każdej chili wstać i wyjść na dwór, a ja nie. Oczywiście gdyby tylko tego chciała. Dobrze, że nie chciała. 

To było takie dziwne i niesamowite. Trudno to wyjaśnić. Wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Tereska najnormalniej w świecie waliła mi konia. Robiła to. Robiła to po raz drugi. Pierwszy raz wtedy nad rzeką, kiedy byliśmy jeszcze dzieciakami. To było jak sen. Drugi raz teraz. Tyle że teraz byłem dorosły i doskonale zdawałem sobie sprawę z tego co się dzieje. Byłem tego świadomy. Może nawet bardziej niż byłem w stanie przypuszczać. Pozwalałem jej na to. Pozwalałem na to niejako obcej dziewczynie, kobiecie, którą tak słabo znałem, ale która tak niesamowicie mnie fascynowała. Nie mogłem uwierzyć, że teraz tak bardzo się zmieniła. Wszystko w jej osobie tak bardzo mi się podobało. 

Czułem się trochę jak złodziej. Byłem w jej domu, w jej prywatnym mieszkaniu, chociaż tak naprawdę niewiele o mnie wiedziała. Leżałem na jej super miękkim i wygodnym łóżku, a ona, ona trzymała mojego kutasa w swoich drobnych rączkach. Nie wstydziłem się tego, nie żałowałem i co najważniejsze wcale się o to nie prosiłem. To stało się samo niejako bez udziału mojej woli. Czy mógł być to tylko czysty zbieg okoliczności? Wyglądało wręcz jakiś podstęp, prowokacja. Jednak nią nie było. Tak mi się przynajmniej zdawało. 

W końcu wystrzeliłem. To było do przewidzenia. Można powiedzieć, że wszystko przebiegało zgodnie z planem. Zgodnie z jej planem. Nie mogło być inaczej. Reakcje mojego organizmu były aż nadto czytelne. Nie było trudno domyśleć się, że to już finał. Wiłem się i skręcałem z rozkoszy. Stękałem i jęczałem przy tym niemiłosiernie. Wyglądało to tak, jakbym za chwilę miał wydać z siebie ostatnie tchnienie. 

Jakoś specjalnie się tym nie przejmowała. No chyba dobrze. W tym kluczowym momencie tylko nieco mocniej zacisnęła swoje palce. Drugą dłoń położyła od góry, zakrywając łeb mojego penisa. Tak więc kiedy się spiąłem i strzeliłem, moje nasienie, zamiast poszybować wysoko i opryskać wszystko dookoła, miałem cichą nadzieję, że tak się stanie, zatrzymało się na jej ręce i spadło na moje podbrzusze. W sumie i tak niewiele z tego zarejestrowałem. 




30 marca 2022

Teresa.

40. Nie stanę na wysokości zadania.


Westchnąłem głośno, a ona dojechała do samego końca, naciągnęła skórę i zatrzymała się na krótki moment. Czułem silne pulsowanie w skroniach i nie mogłem złapać tchu. Strasznie się bałem, że nie stanę na wysokości zadania, że nie wytrzymam ani sekundy dłużej. Chociaż tak naprawdę miałem świadomość, że jeszcze nic się nie stało. 


Myślami znów wróciłem do tamtych chwil sprzed lat. No tak wtedy była nastolatką w zasadzie dziewczynką, bardziej niż kobietą, a to, co było, mogło być zwykłym przypadkiem, zbiegiem okoliczności, ale teraz? Teraz Było zupełnie inaczej. Tak mi się przynajmniej wydawało. Na jej buzi dostrzegłem lekki uśmiech, niewielkie uniesienie kącików ust. Nie była wystraszona, zawstydzona, czy skrępowana. Patrzyła w moje oczy ze skupieniem spokojem tak, jakby doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co za chwilę się stanie. 

-Przestać? - wyszeptała, a moje serce zabiło jeszcze żywiej.

Bałem się, że rzeczywiście może to zrobić. Bałem się, że właśnie w tej chwili wszystko może się skończyć, że powie, że to jakaś pomyłka, przeprosi, a ja pójdę i tak to zostawię. No bo jak to możliwe, że to wszystko, co się dzieje, jest prawdą? 

Pokręciłem głową. Chyba zbyt szybko przesadnie, bo uśmiechnęła się jeszcze szerzej i jeszcze serdeczniej. Po chwili jak gdyby nigdy nic wróciła do przerwanego zadania. Zacisnęła swoje drobne palce i wykonała pierwszy ruch do góry. Pociągnęła za sobą napletek, który zakrył głowicę. 

Bardzo mocno zakręciło mi się w głowie. Byłem święcie przekonany, że za chwilę stracę przytomność. W jakiś sposób udało mi się jednak wytrzymać. W myślach odezwałem się do siebie: „chłopie aleś ty głupi, przecież to tylko seks, zwykły seks. To przecież nic takiego”. Jednak na niewiele to się zdało. Wrażenie, że stanąłem u bram raju I za moment zobaczę wszystkie cuda świata. 

Szybciej niż zdążyłem się zorientować, nastąpił kolejny ruch. Tym razem w przeciwnym kierunku. Obserwowałem, jak lśniący łeb mojego kutasa, na powrót, ukazuje się niczym wypolerowana lampa. 

Westchnąłem głośno, a ona dojechała do samego końca, naciągnęła skórę i zatrzymała się na krótki moment. Czułem silne pulsowanie w skroniach i nie mogłem złapać tchu. Strasznie się bałem, że nie stanę na wysokości zadania, że nie wytrzymam ani sekundy dłużej. Chociaż tak naprawdę miałem świadomość, że jeszcze nic się nie stało. 

Zastanawiałem się, czy dzieje się tak w każdym przypadku kiedy człowiek jest po prostu pijany swoim szczęściem? Czy nie powinno być tak, że to wszystko jest zupełnie normalne niezależnie od tego jak potoczą się konkretne szczegóły tej mojej przygody? Czy nie powinno być tak, że powinieneś się cieszyć tym wszystkim jak najdłużej tak mocno jak tylko się da?

Kolejne ruchy nastąpiły tak samo szybko jak poprzednie. Mimo to czas jakby się zatrzymał. Świat przestał istnieć, jakby nic poza tym pokojem i tą chwilą nigdy nie istniało. Nic kompletnie się nie liczyło. Nie zastanawiałem się nad tym, ile tego było. Dziesięć, piętnaście może dwadzieścia. Straciłem rachubę, choć bardzo chciałem ją zatrzymać. Chciałem ją zatrzymać na wypadek gdybym strzelił przedwcześnie. Nic takiego się jednak nie stało. Jakimś cudem udało mi się wytrzymać. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Nie ważne. Wytrzymałem, ale byłem jak galareta. 

Poruszała dłonią do dołu i do góry lekko zaciskając palce. Doskonale czułem, jak każda nierówność przeciska się pod nimi, przejeżdża, uginając się i byłem przekonany, że za chwilę zwariuję. Jej uścisk był elastyczny, dostosowywał się do grubości i stopnia mojego podniecenia mojego kutasa. Nie mam pojęcia, jak to robiła, ale doskonale wyczuwała napięcie moich mięśni. Muszę przyznać, że to rewelacyjnie wpływało na moją kondycję. 




29 marca 2022

Teresa.

39. Czekał nie wiadomo na co.


Tak naprawdę dopiero teraz zaczynałem zdawać sobie z tego sprawę. Mój kutas sterczał jak słup telegraficzny pionowo do góry. Właściwie nie do końca pionowo tylko lekko ukośnie, ale to chyba nie miało większego znaczenia. Ważne, że był siny z podniecenia, opleciony siatką fioletowych żył. Sterczał i czekał. Czekał nie wiadomo na co. Chociaż, cholera, wiadomo, oczywiście wiadomo. 


Po chwili zaczęła szamotać się z moimi dżinsami. Próbowała ściągnąć je z mojego tyłka, ale nie bardzo jej to wychodziło. Widziałem, że zabiera się do tego w nieodpowiedni sposób. Postanowiłem jakoś pomóc. Podniosłem lekko pośladki i się udało. Nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. To było jak jakiś film. 

Dolna część mojej garderoby była już w okolicy ud a ona nie przerywając kontynuowała zadanie. Teraz zabierała się do ściągania slipów. Tym razem elastyczny materiał bez problemów uniósł się w jej palcach do góry a mój penis, taki gruby, sztywny i napęczniały podniósł się wraz zim jakby był napompowany. 

-Och, - westchnąłem mimo woli a ona się delikatnie uśmiechnęła. Miałem wrażenie, że na jej policzkach dostrzegłem rumieńce, chociaż to było mało prawdopodobne. Było przecież ciemno.

  Nie wiem co się ze mną stało. Zachowywałem się jak dzieciak, jak tamten piętnastolatek. “No dobrze, już po wszystkim”, - pomyślałem, - “Jestem dorosły. Mogę odpuścić. Nie muszę się już niczym przejmować”. 

Jednak to nie było wszytko. To był dopiero początek, wierzchołek góry lodowej. Właśnie do tego do samego końca chciałem się przyznać. Jak wariat siedziałem tak na tej wersalce. Bez slipów. Tak bez slipów i wszystko wydawało się takie normalne. Na samym początku nie wydawało się to takie oczywiste. Miałem na sobie tylko górną część  garderoby, żeby nie było - w komplecie, ale dół… Tam już nic nie było. Mój tyłek spoczywał na miękkim obiciu kanapy. Obcej kanapy. Nie mojej. I powiem szczerze jakoś dziwnie się z tym czułem. Dziwne, ale bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Siedziałem jak uczniak ze złączonymi udami, ciasno złączonymi. W środku ściskałem napęczniałe jaja, co jeszcze bardziej mnie podniecało. Co ja mówię, podniecało niebotycznie, obłędnie. 

Tak naprawdę dopiero teraz zaczynałem zdawać sobie z tego sprawę. Mój kutas sterczał jak słup telegraficzny pionowo do góry. Właściwie nie do końca pionowo tylko lekko ukośnie, ale to chyba nie miało większego znaczenia. Ważne, że był siny z podniecenia, opleciony siatką fioletowych żył. Sterczał i czekał. Czekał nie wiadomo na co. Chociaż, cholera, wiadomo, oczywiście wiadomo. 

Nie rozumiem, dlaczego nie chciałem wszystkiego nazywać po imieniu? Miałem wrażenie, że  za chwilę się spuszczę, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmowałem. Muszę się przyznać, że nawet chciałem, żeby to się stało. Czułem się taki zepsuty i zboczony a wszystko, co się działo zaczynało doprowadzać mnie do obłędu. 

Jak już napisałem to był dopiero początek. Zabawa zaczęła się dopiero wtedy kiedy jej dłoń wylądowała na moim grubym drążku. Nawet nie wiedziałem jak to określić. Było po prostu bosko. Zaczynałem stopniowo odlatywać w kosmos, chociaż jeszcze nic nie było widać. Nic takiego co mogłoby wskazywać, że jestem tak bardzo podniecony. Mówiłem sobie, że przecież powinienem jakoś to wytrzymać. Przecież to chyba, do jasnej cholery, gra wstępna, ale tak naprawdę miałem wrażenie, że zaraz będzie po wszystkim. 

Obserwowałem jak na początku jej otwarta dłoń stopniowo zaczyna się zamykać. Patrzyłem jak palce i jeden po drugim się zaciskają. To trudno wyrazić się słowami. Czułem każdy z osobna od najmniejszego do kciuka. Na początku uścisk był bardzo delikatny wręcz subtelny, ale z każdą upływające sekundą stawał się coraz bardziej wyraźny mocny i przejmujący. Nie miałem pojęcia co robić, wstrzymać oddech uspokoić serce czy dać mu galopować samopas. Tak naprawdę byłem gdzieś pośrodku w zawieszeniu. Bardzo się męczyłem. To przypominało obłęd. Nie mogłem zatrzymać moich myśli na niczym konkretnym. Musiałem użyć niesamowitej energii, by przestać patrzeć na mojego kutasa i jej dłoń zaciśniętą tuż pod żołędzią, by spojrzeć na jej śliczną buzię, na te czarne, duże, przenikliwe oczy. Odwzajemniała moje spojrzenie, ale jej wzrok Nie wyrażał niczego konkretnego. 




28 marca 2022

Teresa.

38. Mój penis zesztywniał.


Poczułem, że chwyta za zamek błyskawiczny moich spodni i powoli ciągnie do dołu. Połówki rozporka rozjechały się na boki jakby pod presją jakiejś niewidzialnej siły, ale ja wiedziałem, że to mój penis zesztywniał i teraz pręży się pod materiałem domagając się natychmiastowego wyjścia. Moje serce waliło jak oszalałe. 


W pokoju było ciemno i cicho. Mrok rozświetlała jedynie mała lampka, która dawała tyle światła, żeby się nie przewrócić. Mały już dawno spał. Siedzieliśmy na kanapie przed telewizorem, ale żadne z nas nie miało zamiaru oglądać programu. Nawet nie bardzo wiem, o czym mówili. Przed nami na ławie stała niedopita butelka wina i dwa puste kieliszki. W piciu alkoholu byłem kiepski. W głowie mi lekko szumiało i miałem wrażenie, że za chwilę zrobię coś niestosownego. 

-Może już pójdę, - odezwałem się cicho, - późno  już. Nie powinienem zajmować ci tyle czasu. Masz własne życie.   

Chwyciła mnie za rękę i zmusiła, abym usiadł z powrotem. Oboje patrzyliśmy w ekran, choć i tak nic na nim nie widzieliśmy.  

-Zostań, - powiedziała, - nie chcę, żebyś szedł. 

Nie chciałem jej zostawiać. Nie po tym jak ją spotkałem po tylu latach, ale z drugiej strony to działo się zbyt szybko. Tak naprawdę była dla mnie teraz obcą osobą. Poza tymi kilkoma krótkimi historyjkami, które mi opowiedziała nic o niej nie wiedziałem. 

-Nie wiem, czy powinienem wkraczać ot tak w twoje życie, - powiedziałem.  

-Już w kroczyłeś, - przerwała mi i odwraca się w moją stronę. 

Spojrzałem w jej oczy. Widziałem w nich blask i wiedziałem, że na tym się nie skończy. 

-Pamiętasz? - spytała. 

Do tej pory nie wracaliśmy do tamtych wakacji. Mimo to miałem wrażenie, że te wspomnienia tlą się w nas niczym zarzewie poważnego pożaru i tylko czekają na odpowiedni podmuch świeżego powietrza, by wybuchnąć z nową siłą i ogarnąć cale nasze jestestwo.  

-Co? - odpowiedziałem tak jakbym z niczego nie zdawał sobie sprawy.

-No wiesz, tamto… nad rzeką. 

Patrzyłem przed siebie tak jakbym chciał sobie to wszystko przypomnieć, chociaż i tak widziałem wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. 

-Tak pamiętam, - rzuciłem.  

Czułem jej przyspieszony oddech. Wiedziałem, że jest pod wpływem alkoholu i trudno było przewidzieć co może się stać, ale nic nie chciałem teraz nic zmieniać. Było cudownie. Chciałem, aby to się stało. 

-No i… ? - spytała po chwili. 

-Hmm? 

-Zrobimy to jeszcze raz? 

Cisza. Nie potrafiłem wydusić z siebie ani słowa, ale po chwili jakby wbrew sobie delikatnie pokiwałem głową. Ruch był ledwie zauważalny, ale ona i tak dobrze go odczytała. No i się zaczęło. Samo. Nawet nie musiałem nic robić. Ona sama a właściwie jej ręka powędrowała w okolice mojego rozporka. Wstrzymałem oddech. Bałem się nawet spojrzeć w tamtą stronę, chociaż wiedziałem, że to śmieszne. Byłem przecież dorosłym facetem z pewnymi doświadczeniami, a jednak czułem się jak szczeniak. Poczułem, że chwyta za zamek błyskawiczny moich spodni i powoli ciągnie do dołu. Połówki rozporka rozjechały się na boki jakby pod presją jakiejś niewidzialnej siły, ale ja wiedziałem, że to mój penis zesztywniał i teraz pręży się pod materiałem domagając się natychmiastowego wyjścia. Moje serce waliło jak oszalałe. “Boże co się ze mną dzieje, co się ze mną dzieje?” - myślałem.

To było tak dawno temu, było jak sen, jak bajka, w którą po jakimś czasie sam zaczynałem wątpić. Przecież to niemożliwe. Ta sama dziewczyna, kobieta w zasadzie, robiła dokładnie to, co wtedy. “To nie może być prawda. Co ona robi?! Rozsuwa mój rozporek, sama. Och nie…”, - myślałem. 




27 marca 2022

Teresa.

37. Poznaj mojego mężczyznę.


-Cześć mamo. Zrobiłem sobie jajecznicę a teraz odrabiam lekcje. Będę mógł sobie obejrzeć kryminał na dwójce? - powiedział idąc w jej ramiona. 

Z wysiłkiem wzięła go na ręce i uniosła do góry. 

-Oczywiście Marcinku, - zwróciła się do niego, a po chwili rzuciła w moją stronę, - Poznaj mojego mężczyznę i moją jedyną miłość.


-Co z ojcem? - spytałem niepewnie.

Przez dłuższą chwilę nie odzywała się, po czym się odezwała:

-Nie żyje. 

Znowu mnie zatkało. Nie wiedziałem co powiedzieć. Tym razem z całkiem innego powodu. 

-Przepraszam, nie powinienem był pytać. Tak bardzo mi przykro. Musiało być wam bardzo ciężko. Jak sobie radziliście?

Nie takiej reakcji się spodziewałem. Nie wydawała się być bardzo przygnębiona. 

-Och, nie przepraszaj. Nic się nie stało. To było dawno temu, - odpowiedziała.

-Na co zmarł? Jeśli można wiedzieć, oczywiście. 

Jeszcze raz spojrzała na mnie.

-Zapił się.

-Jezu! - wyrwało mi się.

-Młodszy brat znalazł go w kałuży pod domem. Lekarze stwierdzili marskość wątroby. 

-Przepraszam, - powiedziałem jeszcze raz zupełnie automatycznie, - Nie chciał się leczyć, prawda?

Pokręciła głową. 

-Uważał, że lekarze to szarlatani i oszuści. Siłą nie można było go zaciągnąć. Poza tym do samego końca nie było żadnych objawów. Wiesz jak ktoś ciągle jest na bani… 

-A jak mama? Jak ona sobie radzi? - dopytywałem. 

-Jakoś, - stwierdziła, - Ma cukrzycę, ale pod kontrolą. 

-Aha… - mruknąłem rezygnując z dalszych pytań. Jak na dziś miałem dosyć. To było zbyt przygnębiające. 

-Gdzie idziesz? - spytałem odruchowo. 

-No wiesz, późno już trochę jest. Wracam do domu… - zawiesiła głos, by po dłuższej chwili dodać, - do mojego mężczyzny. 

Moja podświadomość zrozumiała to szybciej niż zdążyłem ogarnąć świadomą częścią mojego umysłu. Znów poczułem się głupio. Nagle między nami powstał gruby mur. Za szybko wepchnąłem się w jej życie. Nie trzeba było. Co ja sobie właściwie wyobrażałem? 

-Może już sobie pójdę? - powiedziałem patrząc pod nogi i nie wiedząc co ze sobą zrobić, - Nie chcę przeszkadzać. Naprawdę. 

Roześmiała się w głos. Bardzo ciepło i serdecznie. 

-No co ty. Żartujesz?! Daj spokój, absolutnie nie będziesz przeszkadzał. 

Byłem jeszcze bardziej zdziwiony. 

-No ale jak to? 

-Głuptas z ciebie. No chodź, - pociągnęła mnie za sobą, - To niedaleko. Chcę ci go przedstawić. 

To nie wyglądało dobrze. W co ja się pakowałem. Miała kogoś, a ja miałem być tym trzecim? Nie, tak nie będzie. Nie dam się wciągnąć w taki układ. Mimo to nie zrobiłem kompletnie cni. Nie byłem w stanie. Moje ciało zdecydowało za mnie. Bałem się nawet zapytać co to za facet u niej mieszka. 

No i stało się. Już po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod drzwiami jej bloku. Otworzyła własnym kodem i poprowadziła mnie za sobą. Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro. Włożyła klucz do zamka i otworzyła. Kiedy usłyszałem jakiś odgłos dobiegający z sąsiedniego pomieszczenia zaniepokoiłem się. 

-Masz włamanie?! - powiedziałem. 

-Co? - spytała nie wiedząc, o co mi chodzi. 

Spojrzała mnie, a po chwili się uśmiechnęła. 

-Ach to. Nie przejmuj się. Żadne włamanie. To właśnie mój mężczyzna. 

Odruchowo cofnąłem się o krok a ona pociągnęła mnie za rękaw. 

-Daj spokój Marek. Chyba nie masz zamiaru uciekać. 

Przełknąłem ślinę udając, że nie zrobiło na mnie to żadnego wrażenia. 

-No co ty, - uśmiechnąłem się nerwowo.  

Kiedy byliśmy jeszcze w wejściu, z pokoju obok wyszedł siedmioletni, może ośmioletni ładny chłopczyk. 

-Cześć mamo. Zrobiłem sobie jajecznicę a teraz odrabiam lekcje. Będę mógł sobie obejrzeć kryminał na dwójce? - powiedział idąc w jej ramiona. 

Z wysiłkiem wzięła go na ręce i uniosła do góry. 

-Oczywiście Marcinku, - zwróciła się do niego, a po chwili rzuciła w moją stronę, - Poznaj mojego mężczyznę i moją jedyną miłość.

Uśmiechała się serdecznie a ze mnie zeszło całe powietrze. Poczułem się jak kompletny głupek. “Co ja sobie myślałem? Boże, ta dziewczyna przyprawi mnie o zawał serca!” Znów ją miałem i to jeszcze mocniej niż przedtem. 




26 marca 2022

Teresa.

36. Jestem organiściną.


-Jestem organiściną, - powiedziała po chwili namysłu. 

Przez moment zastawiałem się co to znaczy. Pojęcie znajome tylko gdzie ja je słyszałem? Nagle dotarło do mnie.  

-Co??? No nie. Nie mów. 

Myślałem, że się przesłyszałem. 


-Fajnie, - uśmiechnęła się jeszcze serdeczniej, - powiodło ci się. Moje gratulacje. 

Wciąż nie mogłem uwierzyć, że ją widzę. To było jak cud.

-A u ciebie? Jak tobie się powodzi, Teresko? - mój głos wydawał się miękki, bardzo miękki. 

Patrzyłem na nią jak zahipnotyzowany. Niemal rozbierałem ją wzrokiem. 

-E tam, nic ciekawego, - skwitowała. 

To był dzień niesamowitych zdarzeń. Nie wiem jak to się stało, ale dość szybko sobie poradziłem z własną niepewnością. Pierwsze paraliżujące wrażenie zaczynało mijać po kilku minutach. Jego miejsce zajęła naturalna swoboda. Trochę taka jak ta przed laty. 

-No nie gadaj. Nie wierzę, że nie masz jakiejś fajnej roboty, - wyrzuciłem szczerząc zęby.  

-No nie. Pracę mam. Chociaż co to za praca, - powiedziała tak, jakby chciała to ukryć. Czyli było nas dwoje. Niby coś osiągnęliśmy, ale to nie był szczyty naszych marzeń. 

Nie dałem się zbić z tropu. Nie teraz. 

-No co ty. Co robisz? Gadaj. 

-Jestem organiściną, - powiedziała po chwili namysłu. 

Przez moment zastawiałem się co to znaczy. Pojęcie znajome tylko gdzie ja je słyszałem? Nagle dotarło do mnie.  

-Co??? No nie. Nie mów. 

Myślałem, że się przesłyszałem. 

-Czym? - spytałem jeszcze dla pewności. 

-Organiściną, - powtórzyła. 

-Eee… to znaczy, że… 

-No tak. Gram na organach w kościele.

Szczęka mi opadła. 

-Żartujesz. 

Pokręciła głową. 

-No nie.

-To znaczy, grasz podczas mszy w kościele.

Skinęła. Znów mnie zatkało. Trudno było mi uwierzyć w to co usłyszałem. Teresa organistą. Właściwie jeszcze nie wiedziałem jak to wymawiać. Organista, organiścina. Wszystko było takie dziwne. I to właśnie ona. Trudno było mi sobie to wyobrazić. Szczególnie że przypominałem sobie to zdarzenie sprzed lat, kiedy byliśmy nad rzeką. 

Zwaliła mi konia a ja przez te wszystkie lata miałem ją gdzieś z tyłu głowy. Wydawała się być taka wyuzdana. Wyuzdana i jednocześnie niewinna. Jakoś trudno było mi połączyć te dwie rzeczy naraz. Wydawało mi się, że na takie posady przyjmują osoby wręcz nieskazitelne pod względem moralnym. Zresztą to było tak dawno temu. Co ja mogłem wiedzieć. Jak mogłem kogokolwiek osądzać? Może to tylko ja czułem się inny po tym zdarzeniu?   

-Więc jesteś w kościele raz w tygodniu, - rzuciłem w jej stronę.

-Nawet częściej, - poprawiła.  

Przez dłuższy czas szliśmy ulicą przed siebie. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, gdzie idziemy. 

-Ale… jak to? Jak dostałaś właśnie taką pracę? Wydaje mi się, że trzeba skończyć studia.  

-No niekoniecznie, ale to ułatwia sprawę. Ja skończyłam, - odezwała się. 

Szeroko otworzyłem oczy. 

-Hm… - mruknąłem cicho.

Ta dziewczyna zadziwiała mnie coraz bardziej. Jak udało się jej dostać na studia i na dodatek je skończyć? Przecież wtedy wydawała się taka głupiutka i tak bardzo naiwna. Miała duże problemy z nauką. W momencie kiedy mnie udało się skończyć technikum ona zaliczyła uniwerek. Trudno było mi pojąć, że mogła tak daleko dojść. Budziła się we mnie fascynacja nie tylko jej ciałem. 

Kiedy tak patrzyłem na nią nic niewiedzącymi oczyma pierwsza przerwała ciszę:

-Wcześnie wyrwałam się z domu. Zaczęłam pracować i zarabiać na siebie. Te studia to było moje marzenie. Musiałam je zrealizować. Wiesz, czasami trzeba uparcie dążyć do tego czego się chce. 

Nie znałem jej od tej strony. Nie wiedziałem, że ma takie marzenia. 




Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...