Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urlop w dziczy.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urlop w dziczy.. Pokaż wszystkie posty

17 września 2023

Urlop w dziczy.

4. Była wilgotna i gorąca. 


W odpowiedzi złożyłem na jej szyi czuły pocałunek. Nadal padało, chociaż mniej intensywnie.

-Schowajmy się, - powiedziałem, - bo w końcu się przeziębimy.

Skinęła głową, chwyciła moją dłoń i poprowadziła pod daszek. Wyjęliśmy z bagaży duże, miękkie ręczniki i wycieraliśmy się nawzajem. Nasze ciała były trochę zziębnięte, ale bardzo rozbudzone. Przy każdym ruchu okazywaliśmy sobie dużo czułości. Powoli robiło się nam coraz cieplej.

Kiedy byliśmy już całkowicie susi, baz ubrania wsunęliśmy się w miękkie posłanie. Przywarliśmy do siebie w ciasnym uścisku. Słyszeliśmy nawzajem bicie swoich serc. Po chwili zaczęliśmy się całować. Najpierw były to delikatne muśnięcia warg, a później coraz bardziej namiętne. Bardzo szybko zrobiło się nam gorąco. Po jakimś czasie ponownie zapragnęliśmy miłosnych igraszek. Ułożyliśmy się więc w pozycji sześćdziesiąt dziewięć.

Jej cipka znalazła się tuż przy moich ustach, pachniała. Była wilgotna i gorąca. Mój sterczący kutas swoim czubkiem dotykał jej twarzy. Było mi ciepło i wygodnie. Bez pośpiechu palcami rozwarłem płatki jej różyczki. Zacząłem lizać wnętrze muszelki. Zadrżała, ale po chwili rozluźniła się i szerzej rozchyliła uda, pozwalając mi na pieszczoty.

Po chwili poczułem jej usta na moim bananie. W jej ustach było gorąco, mokro i bardzo przyjemnie. Ssała, delikatnie pieszcząc językiem żołądź. Po paru minutach przerwała, by zacząć lizać moje jaja. Po plecach przebiegł mi delikatny dreszcz.

Chwyciłem ustami jej falbankę i zacząłem obracać jak najsłodszy cukierek. Odruchowo przysunęła się bliżej, nie czekałem dłużej, zabrałem się za jej łechtaczkę. Poczułem, jak jej cipka mimowolnie kurczy się i rozluźnia. Usłyszałem cichy, stłumiony jęk.

Po chwili zabrałem się za lizanie okolic jej szparki oraz wewnętrznej strony ud. Było to bardzo przyjemne, pieściłem moją samiczkę, a jednocześnie sam byłem pieszczony. Wszystko odbywało się spokojnie i może właśnie dlatego było takie podniecające.

Moja kobieta była bardzo dokładna, z najwyższą pieczołowitością zajmowała się moim drążkiem. Był gruby i twardy, a mimo to ssała go jak smoczek. Kiedy indziej znowu łykała po same jaja, by po paru sekundach zwolnić uścisk i lizać samą żołądź. W końcu zacisnęła dłoń i przejechała do samej podstawy. Skórka mało nie pękła. Jęknąłem, mój fiut zrobił się fioletowy. W tym momencie zaczęła się nim bawić i obracać na wszystkie strony, zupełnie tak, jak owoc wyjęty z nektaru. Miałem wrażenie, że moje ciało unosi się nad posłaniem.

W tym momencie trysnąłem prosto w jej gardło. Łykała wszystko, co poleciało.

-Aaaaaaach!!! - jęknąłem.

Zaczęła cicho chichotać. Ponownie wziąłem do ust jej łechtaczkę. Ssałem zdecydowanie, ale niezbyt mocno. Stopniowo zbliżała się do orgazmu. Jej cipka gwałtownie zaciskała się, po czym powoli się rozluźniała. W końcu stężała, jak po ukąszeniu węża i tak została.

Moja kochanka drżała na całym ciele. Delikatnie gładziłem jej muszelkę, dopóki się nie uspokoiła. Po kilku minutach zasnąłem. Przez sen czułem jej zapach, moja głowa spoczywała na jej udach.

Obudził mnie śpiew ptaków, dochodził zewsząd i był przepiękny. Podniosłem się i rozsunąłem namiot. Owiało mnie chłodne powietrze.

-Która godzina? - spytała.

-Wpół do czwartej, - odpowiedziałem.

Wyszedłem i od razu moje ciało pokryło się gęsią skórką. Okryłem się więc kocem. Po chwili poczułem, jak moja żona opiera się o moje plecy. Znad przeciwległego krańca lasu wyłaniała się bladoróżowa tarcza słoneczna. Jego promienie rozświetlały, snującą się nad polaną, mgłę. Świat wyglądał jak wyjęty z bajki. Obserwowaliśmy to wszystko z zapartym tchem, czując się, jak pierwsi ludzie w raju.


 

KONIEC.



16 września 2023

Urlop w dziczy.

3. Zapragnąłem ją posiąść jeszcze raz.


Znowu usłyszałem jęk. Czułem, jak jej cipka zaczyna pulsować. Moje ruchy stały się szybsze i jeszcze bardziej gwałtowne. Po chwili posuwałem ją jak dzikus, który przynajmniej rok nie widział kobiety. Od uderzeń stolik przesuwał się po mokrym piasku.

Moje jaja odbijały się od jej pośladków, stękała i jęczała. Jej odgłosy rozkoszy były coraz głośniejsze. Moje ciało było tak bardzo rozgrzane, że widziałem, jak paruje.

Orgazm był niespodziewany i tak gwałtowny, że prawie zwalił mnie z nóg. Pompowałem w jej norkę moje nasienie niczym wóz strażacki, zdawało się nie mieć to końca.

Jeszcze przez chwilę pozostałem w niej, obserwując, jak stróżka spermy wypływa ze środka, spada na ziemię i miesza się z deszczówką. W końcu, gdy poczułem, że moja pała wiotczeje, uwolniłem ją z ciasnego uścisku waginy.

Elżbieta uniosła się na łokciach i zainteresowaniem spojrzała na moje przyrodzenie. Niestety, smętnie wisiało. Widocznie nie była zachwycona z takiego widoku, bo pospiesznie zeskoczyła ze stolika i uklękła przede mną. Parokrotnie pogładziła go końcami palców, a później wzięła w usta. 

Uścisk był bardzo mocny i sprężysty, a jednocześnie niesłychanie delikatny i podniecający. Momentalnie zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco, zawirowało mi w głowie. Moje dłonie powędrowały w jej mokre włosy, a ona ssała i lizała z niesamowitym zaangażowaniem. Nie zwracała uwagi na moje jęki i westchnienia. Nie przerywała, dopóki mój żołnierz nie przyjął pozycji zasadniczej. 

Przez chwilę pozwoliła stać mu samodzielnie, ale nie był jeszcze dostatecznie silny. Widać nie satysfakcjonował jej taki efekt, bo ponownie się za niego zabrała. Zrobiła to z takim skutkiem, iż myślałem, że oczy wyjdą mi z orbit. Zdarła z niego skórę i mocno ściągnęła do dołu. Zacisnęła swoją buzię i zaczęła wykonywać posuwiste ruchy. Po chwili mój fiut zrobił się fioletowy i zaczął pulsować. Zapragnąłem ją posiąść jeszcze raz, natychmiast. Chyba i jej o to chodziło. Odwróciła się tyłem i oparła o blat.

-Oooooch! - głośno westchnąłem, kiedy zobaczyłem, jak wypina swoją pupę.

Jej cipka była taka soczysta i przekrwiona. Bez namysłu wszedłem w nią, ale tym razem byłem wytrwalszy. Pracowałem rytmicznie, zdecydowanie, ale dosyć spokojnie. Z rozmysłem rozkładałem siły. Myślałem tylko o niej, bez pośpiechu doprowadzałem ją do tego właściwego momentu. Obserwowałem jej reakcje, słuchałem, jak wzdycha, przyglądałem się jej rozkołysanym plecom. Jej cipka, z minuty na minutę robiła się coraz ciaśniejsza, aż w końcu zaczęła kurczyć się tak szybko i mocno zaciskać na moim członku jakby dostała padaczki.

Moja samica klapnęła cyckami na stolik, dłońmi mocno chwyciła za jego krawędzie i pojękując, poruszała swoimi biodrami w przeciwną stronę. W odpowiedzi nieznacznie przyspieszyłem tempa, moje posunięcia stały się głębsze i bardziej rytmiczne.

W końcu Elżbieta zaczęła drżeć na całym ciele i wiercić kuperkiem na wszystkie strony. Jej cipka szczelnie obejmowała moją pałę, co chwilę kurcząc się jak imadło. W pewnym momencie usłyszałem cudowny krzyk i westchnienia rozkoszy.

-Aaaaaaaaaaaaa!!!! Ach, ach, och!!!

Czułem, jak dochodzi, jak odpływa w ekstazie. To było przyjemniejsze niż nie jeden mój własny orgazm. W tej chwili mogłem już sobie pozwolić zakończyć zabawę.

Poprawiłem pozycję, na bardziej dla mnie dogodną. Powoli wykonałem kilka ruchów, ogarnęło mnie przyjemne ciepło. W tej chwili moja żona zrobiła coś, czego się nie spodziewałem. Mocnym uchwytem złapała moje jaja i pociągnęła do dołu. Dłużej nie wytrzymałem, mocno trysnąłem w tę jej gorącą jaskinię. Było cudownie.

Później pochyliłem się nad nią, ująłem za ramiona i pomogłem wstać. Mocno przytuliła się do mnie. Czułem, jak drży.

-Było rewelacyjnie, - szepnęła mi do ucha.



15 września 2023

Urlop w dziczy.

2. Deszcz był bardzo ciepły.


Zaczęła biegać jak małe dziecko w tę i z powrotem, skakać po kałużach, tańczyć, a mnie ze zdziwienia opadła szczęka. Nigdy bym jej o takie szaleństwo nie podejrzewał. Kiedy zaskoczenie minęło, pojawiło się inne uczucie. Byłem oczarowany i olśniony, zarówno jej spontanicznością, jak i niezwykłością tej sytuacji.

Jej ciało lśniło, mokre włosy oblepiały twarz, a obfite piersi kołysały się na wszystkie strony.

-Chodź do mnie! - zawołała.

Pokręciłem tylko głową, pomyślałem, że jeszcze nie zwariowałem. Chociaż, z drugiej strony, obserwowanie jej samej bardzo mnie podniecało.

-No chodź, nie daj się prosić, - stała przede mną, cała opływała wodą i patrzyła mi w oczy. W jej spojrzeniu były iskierki przekory, a także ogromne pożądanie.

Stróżki wody płynęły po jej twarzy, prześlizgując się przez nos i wargi. Jej oddech był szybki, a piersi drżały w rytm łomoczącego serca.

-Nie, nie chcę, - opierałem się.

Chociaż polana była kompletnie pusta, jakoś tak głupio było mi, ot tak, rozebrać się i wyskoczyć wprost pod kaskady deszczu. Nie mogłem się przełamać.

Ela nie czekała długo. Niespodziewanie chwyciła mnie za ręce i mocno przyciągnęła do siebie. Tracąc równowagę, wyskoczyłem spod bezpiecznego schronienia wprost w strugi ulewnego deszczu. Monumentalnie wszystko, co miałem na sobie, zrobiło się kompletnie mokre. W pierwszej chwili byłem na nią zły, ale później ogarnął mnie radosny, rozbrajający śmiech.

Deszcz był bardzo ciepły. Po całym dniu jazdy w upale jego krople delikatnie chłodziły moje ciało. Trudno było w to uwierzyć, ale pomimo mokrego ubrania, które przykleiło się do mojej skóry, wrażenie było bardzo przyjemne.

-No, zrzuć z siebie te ciuchy! - zawołała uradowana.

Rozejrzałem się dookoła i uśmiechnąłem się do siebie. Kiedy byłem już kompletnie nagi, wiatr przyjemnie owiał moją skórę. Wyciągnąłem ręce do góry. Duże, jak groch, krople deszczu, odbijały się od moich pleców i ramion. Uderzały w głowę i pośladki. Woda strumieniem spływała po moim penisie, a moje stopy znajdowały się w kałuży.

Po chwili zacząłem ją gonić. Śmiała się jak dziecko i uciekała, co sił w nogach. To było niezapomniane przeżycie. Biegaliśmy tak po tej łące, jak para rozbitków na bezludnej wyspie, jak dzikie zwierzęta, cieszące się urokami natury, cieszące się wolnością.

Pędziłem jak szalony, w strugach wody migał mi jej obfity tyłeczek. Wiedziałem, co za chwilę z nią zrobię. Mój penis, obijając się o uda, szybko pęczniał i nabierał sztywności. Oddaliliśmy się od samochodu o dobrych kilkaset metrów.

W końcu dopadłem ją. Popchnięta moim ciężarem upadła na ziemię. Przewróciłem się na nią. Oddychała szybko, jej źrenice były rozszerzone. Zaczęliśmy się namiętnie całować. To był długi, pełen pożądania pocałunek.

Po chwili wstała i ponownie zaczęła uciekać. Biegła w stronę namiotu, co chwilę oglądała się za siebie, jakby chcąc się upewnić, czy aby na pewno, wciąż ją gonię. Zatrzymała się dopiero przy plastikowym stoliku, którego nie zdążyliśmy sprzątnąć. Odczekała jeszcze chwilę, po czym położyła się na białym, mokrym blacie. Zachęcająco rozłożyła nogi, prowokując mnie.

Szedłem powoli, uważnie się jej przyglądając. Moje podniecenie rosło z każdym krokiem, penis był już gruby i sztywny. Spoczywała na plecach, jej piersi swobodnie rozlały się po ciele. Woda obfitymi strumieniami płynęła po jej opalonej skórze. Jej stajnia miłości była szeroko rozwarta, zapraszała w swoje progi mojego rumaka.

Podszedłem, chwyciłem za uda, i bez gry wstępnej, jednym, mocnym pchnięciem wszedłem w nią. Była taka ciasna, że myślałem, iż za chwilę się spuszczę.

Jęknęła krótko jakby z bólu. Zamarłem, na chwilę, w bezruchu, po czym powoli wyszedłem, by jeszcze raz uderzyć z całej siły.



14 września 2023

Urlop w dziczy.

1. Idealne miejsce na dziki wypad.


Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić nietypowo. Razem z żoną ustaliłem, że pójdziemy na tak zwany żywioł. 

-Nie wynajmujemy drogich hoteli, nie pchamy się tam, gdzie wszyscy... - snuła wątek, który miał się stać naszą myślą przewodnią.

-Bieszczady! - rzuciłem.

-Głusza, las, jakiś strumień... - ciągnęła.

Tak też się stało. Sporo wysiłku kosztowało nas znalezienie takiego miejsca, ale się opłaciło. Spakowaliśmy niezbędne rzeczy do samochodu i ruszyliśmy w drogę.

Po przejechaniu kilkuset kilometrów byliśmy już nieźle zmęczeni. Przed autem w perspektywie zaczęły rosnąć wzniesienia. Zbliżaliśmy się do celu.

Dochodziło południe, z nieba lał się prawdziwy żar. Zjechaliśmy z głównej szosy w taką asfaltówkę, ale mało uczęszczaną. Po paru minutach wjechaliśmy w zupełnie zapomnianą, wiejską drogę. Już zaczynałem się obawiać, że pobłądziliśmy, ale żona zapewniała mnie, że jedziemy dokładnie według mapy.

-Skręć tu, - wskazała leśną, ledwie widoczną drogę.

Dostosowałem się do polecenia. Jechaliśmy już tak dobrych parę kilometrów, wszystkie zabudowania zostały daleko w tyle, odgłosy cywilizacji ucichły zupełnie. Do naszych uszu dobiegał jedynie cichy szum drzew i śpiew ptaków.

Pod rozłożystymi koronami drzew było nieco chłodniej, chociaż komfort jazdy był nieporównywalnie gorszy. Ledwo nadążałem z wymijaniem dołków i wystających korzeni drzew.

Po półgodzinie dotarliśmy na dużą polanę. Kiedy ją ujrzeliśmy, wiedzieliśmy, że to na pewno jest to nasze miejsce. Nasza podróż dobiegła końca. Polana była porośnięta wysoką trawą, tu i ówdzie kępami krzewów.

-To idealne miejsce na dziki wypad, - stwierdziłem, uśmiechając się do żony.

-Dziki, romantyczny i pewnie rozpustny, - dodała.

Z oddali dobiegały pomruki nadciągającej burzy. Zabraliśmy się więc pospiesznie za ustawianie namiotu. Był to duży, kwadratowy domek dopinany do samochodu. Jako że wybraliśmy jedną z najnowocześniejszych konstrukcji, rozkładało się go bez najmniejszego problemu.

-No widzisz, przeszła bokiem, - powiedziała Ela, widząc, że ciemne chmury oddalają się od nas.

-Niepotrzebnie się tak spieszyliśmy, - zauważyłem.

-No dobrze, to zrobimy coś do jedzenia. Jestem strasznie głodna.

Rozstawiłem plastikowy stolik i krzesła, a ona przygotowała gorącego kurczaka z turystycznego piekarnika. Po tylu kilometrach jazdy byliśmy tak głodni, że zjedliśmy po dużym kawałku.

Kiedy delektowaliśmy się cytrynową herbatą, zorientowaliśmy się, że nasza radość była przedwczesna. Nawałnica wracała szybciej, niż nam się zdawało i to ze zdwojoną siłą. Ledwie zdążyliśmy pozbierać naczynia, kiedy lunął obfity deszcz.

Staliśmy pod okapem namiotu i obserwowaliśmy, jak pada. Rzęsiste ściany wody przesłaniały przeciwległą ścianę lasu. Niebo zrobiło się czarne, wokół pociemniało. Co jakiś czas rozlegał się suchy trzask, a później ogłuszające echo. Ziemia pod naszymi stopami momentalnie zmieniła się w jedno, wielkie rozlewisko. Mieliśmy wrażenie, że za chwilę popłyniemy. Na szczęście samochód i reszta namiotu stała na niewielkim wybrzuszeniu terenu.

Na szczęście po paru minutach pioruny ucichły, ale ulewa jeszcze się wzmogła.

-Dawno nie widziałem tak ulewnego deszczu, - odezwałem się z niepokojem, patrząc, jak nasza polana szybko zamienia się w jedno wielkie jezioro.

Lało i lało, nie zanosiło się na to, że wkrótce przestanie. O dziwo temperatura powietrza wcale nie spadła, no może było trochę mniej duszno. Byliśmy trochę oszołomieni, ale przede wszystkim niesłychanie zafascynowani tym, co się działo z pogodą. To była dla nas zupełnie nowa sytuacja. Do tej pory nie byliśmy przyzwyczajeni do tak bliskiego kontaktu z naturą.

W pewnym momencie moja ślubna szybko zdjęła z siebie ubranie i wyskoczyła wprost w strugi wody. W ciągu paru sekund zrobiła się kompletnie mokra. Szeroko rozpostarła ramiona, twarz zwróciła w stronę nieba i, radośnie się śmiejąc, krzyczała na całe gardło:

-Boże jak cudownie!



Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...