Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instrument.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instrument.. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2022

Instrument.

6. Zalewałem jej usta i policzki. 


Patrzyła mi w oczy, a ja zalewałem jej usta i policzki. Biały, gęsty budyń powoli spływał na jej szyję i piersi.


Łóżko uginało się pod naszym ciężarem, a mój drągal wchodził i wychodził, wchodził i wychodził… Byłem pewny, że długo tego nie wytrzymam.

Położyłem się na materacu, a ona dosiadła mnie tyłem. Tak sprawnie nadziała się na moją pytę, jakby robiła to codziennie. Jednym szybkim pchnięciem opadła do dołu. 

-Uuuuuuaaach, ach, ach!!! - wyrzucałem z siebie.  

Czułem, że wypełniam ją po brzegi, że jej elastyczna cipka opina mojego chuja, niczym guma. Rozkosz napływała ze wszystkich stron i nie mogłem już jej odpędzić. To musiało stać się teraz. 

-Och tak, tak, och ruchaj mnie, och proszę! Nie przerywaj! Och, och… - pojękiwała.

Odchyliła się do tyłu, opierając dłońmi na mojej klatce piersiowej. Z drugiej strony swój ciężar wspierała na stopach. Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała… chwyciłem ją za pośladki i pomagałem jej w tych ruchach. Było cudownie. Góra, dół, góra dół… Jeszcze trochę, jeszcze chwila… 

-Uch, ach, uch, ach… - stękałem.

-Och, och, tak, tak, jeszcze, mocniej, och…  - wyrzucała z siebie.  

-Uch, chodź mała, chodź do mnie! - krzyknąłem w ostatnim momencie, a ona bezbłędnie to zrozumiała. 

Błyskawicznie odwróciła się przodem do mojej twarzy i, jeszcze raz, nadziała się na moją lancę. Jej cipka kurczyła się w niebiańskich spazmach, a ja trzymałem ją za pośladki i dociskałem do swojego podbrzusza. Zamknąłem oczy i ciężko dyszałem, czekając na wspaniały orgazm. 

-Ach, aaaach, aaaaaaaach!!! - krzyczała coraz głośniej. 

Góra, dół, góra, dół…

Coś mlaskało. Powietrze przenikał słodki, upajający zapach. Podpierała się na moich ramionach, unosiła się i opadała, unosiła się i opadała…

-Och jeszcze trochę, jeszcze trochę! - słyszałem jej podniecony głos.

-Och mała tak, tak, jak mi dobrze! - odpowiadałem.

W pewnym momencie oboje wiedzieliśmy, że to już koniec. Błyskawicznie wstałem, a ona, tak jak przystało na prawdziwą kurtyzanę, uklękła u moich stóp. Chwyciła sinego z podniecenia fiuta, ścisnęła u podstawy i włożyła sam czubek do swoich ust. Wymarzony moment. Oczywiście spompowałem się tak obficie, że zalałem ją całą. Sperma nie tryskała, tylko płynęła łagodnym strumieniem, bo ona mocno trzymała mojego zaganiacza. Robiła to celowo. Nie chciała przeoczyć żadnej kropelki. Patrzyła mi w oczy, a ja zalewałem jej usta i policzki. Biały, gęsty budyń powoli spływał na jej szyję i piersi. Nie puszczała, do samego końca trzymała w tej samej pozycji. Spokojnie czekała, aż pozbędę się wszystkiego, co, przez tak długi okres czasu, domagało się ujścia. 

-No mała, teraz to porządnie zagrałaś flecie, - stęknąłem zadowolony.

Kiedy wrócili jej rodzice, byłem zupełnie gdzie indziej. Dostałem tylko maila z podziękowaniami za dobrze wykonane zlecenie, a na moim koncie pojawiła się okrągła suma. O wiele więcej niż zażyczyłem sobie przed realizacją zamówienia. Jednak najważniejsze było to, że dostałem propozycję stałej konserwacji systemów alarmowych na ich posesji. Oczywiście przyjąłem. Umówiłem się nawet na kolejną wizytę i miałem nadzieję, że znowu nie będzie ich w domu. 


KONIEC





9 kwietnia 2022

Instrument.

5. Zaniosłem ją do sypialni.


W końcu nie wytrzymałem, chwyciłem ją w pasie i zaniosłem do sypialni.


Wyparła się wygodnie, rozrzucając na boki połówki białej marynareczki. Gapiłem się na jej nieduże, ładne piersi, na płaski brzuch, gładko wygoloną cipeczkę, cudownie zgrabne uda i byłem przekonany, że za chwilę się spuszczę. Już nawet przysunąłem się, by sperma mogła spaść wprost na jej ciało. Trzymała stopy na palcach, raz rozsuwając, raz łącząc kolana.  Nagle odwróciła się do mnie przodem i wyciągnęła w moją stronę nogi. Chwyciła za krawędź stołka i odchyliła się do tyłu. 

-No i jak, podobam się panu? - spytała zaczepnie.

-Och, och, - wzdychałem, - jesteś piękna.

Stałem i patrzyłem, raz na nią, raz na pulsującego kutasa, trzymanego przeze mnie w garści. 

-Chce mnie pan jeszcze raz zerżnąć?

-Och tak, chcę, - odpowiedziałem bez zastanowienia. 

Na jej opalonym ciele widoczne były jaśniejsze plamy w dwóch miejscach: na piersiach i w okolicach, gdzie powinny znajdować się majteczki. Jej malutka, ciasna norka była starannie wydepilowana. Chociaż mogło być też tak, że zarost się jeszcze na niej nie pojawił. Ta laska mogła być po prostu na to za młoda. Jej szparka, pomimo że nie było tam włosów, była prawie niewidoczna. Była zaledwie wąskim cięciem, na niewielkim wzgórku między ściśniętymi udami. Dziewicą jednak nie była. Co to, to nie. Na pewno nie byłem jej pierwszym kochankiem, więc moje wyrzuty sumienia były nieco mniejsze. 

-No to wal pan tego… konia… dalej, no! - prowokowała.

Doskonale wiedziałem, czym to się skończy. 

-Ooooooch! - westchnąłem, patrząc na nią. 

Pragnąłem, by mój kutas jak najszybciej znalazł się między jej zgrabnymi nóżkami. Poruszałem ręką, a mi się przyglądała. 

Wreszcie znaleźliśmy się na miejscu. Duże, małżeńskie łóżko jej rodziców przykryte było ogromną, aksamitnie miękką, różową kołdrą. Wszedłem z nią na górę i położyłem na samym środku. Od razu rozsunęła szeroko uda, a ja ukląkłem między nimi. Przysuwałem się i przysuwałem, dopóki mój kutas nie trafił w sam środek jej ciasnej szparki.  

-Oooooooch!!! - jęknęła, zaciskając uda na moim torsie. 

Podczołgałem się jeszcze bliżej i, pochylając do przodu, wszedłem w nią jeszcze głębiej.  

Była doskonale ciasna, gorąca jak wulkan i idealnie wilgotna. Posuwanie tej młodej dziewczyny było prawdziwą rozkoszą. 

-Uuuuuuaaaach… ale mi dobrze! - powiedziała, wzdychając głęboko, - Ależ pan dobrze rucha.

Nie pozostawałem dłużny.   

-Co za cudowna cipeczka! - jęknąłem w odpowiedzi.

Pochylałem się i prostowałem, pochylałem i prostowałem… Wiedziałem, że jeszcze chwila a osiągnę niebiotyczny orgazm. 

-Oooo… taaaak… chcę cię… chcę cię tam… och głębiej! - jęczała półprzytomnie.

I raz, i dwa,  i raz, i dwa… - ćwiczyłem skłony, penetrując jej wnętrze. 

Obserwowałem, jak jej mała norka coraz bardziej się kurczy, jak coraz intensywniej pulsuje. Ona także była bliska osiągnięcia szczytu. 

-Och mała, jesteś niesamowita! - stękałem, powoli tracąc zmysły.

-Och, och, och… -  wzdychała co chwilę. 

W końcu nie wytrzymałem, chwyciłem ją w pasie i zaniosłem do sypialni. Po drodze zdążyła zapleść nogi na moich biodrach. Była przyczepiona do mnie jak kleszcz. 




8 kwietnia 2022

Instrument.

4. Z chujem w ręku.


Stałem z chujem w ręku i gapiłem się na nią, jak wół na malowane wrota. 


Położyłem dłonie na jej plecach i, jeszcze raz, nachalnie zacząłem się w nią wpychać. Była, młoda, ciasna, gorąca, ale z pewnością, nie robiła tego po raz pierwszy. Jej doświadczenie dorównywało mojemu, a nawet było większe. 

-Aaaaaaach… jak mi dobrze!!! - jęknęła przeciągle, gdy dobiłem do samego końca.

Ta zabawa dopiero się zaczynała. Wyszedłem i znów się pchałem. Tym razem szybciej i jeszcze gwałtowniej. Nie zamierzałem niczego przegapić. Zdawałem sobie sprawę z ryzyka, ale jak to mówią: jak już spadać to z wysokiego konia. Trudno było mi zapanować nad swoimi emocjami. 

-O matko, Joasiu, ale masz ciasną cipkę! - wyrzuciłem głośno, ledwie trzymając moje podniecenie w ryzach.

Brnęliśmy w to na całego i do samego końca. Mój fiut zrobił się śliski od jej, aromatycznego nektaru, w podbrzuszu czułem rwące pulsowanie, ale nie przerywałem. Posuwałem ją dalej. 

-Ach, ach, ach… - wzdychała za każdym uderzeniem.

Plask, plask, plask… - strzelałem biodrami o jej pośladki.

Uklękła na stołku, jeszcze mocniej się wypinając. Brałem ją od tyłu, jak starą kurwę, a ona była tego świadoma i nie protestowała. 

-Uf, uf, uf… - sapałem, bo myślałem, ze zaraz stracę przytomność.  Zaciskała dłonie na krawędzi fortepianu, a ja waliłem ją bez opamiętania.

-Już, już! - jęknęła, podnosząc się niespodziewanie. 

Znowu się wystraszyłem.

-Co się stało, zrobiłem coś źle? - spytałem zaskoczony.

Myślałem, że zwariuję, byłem na skraju wytrysku. Mój fiut domagał się zakończenia zadania, a ona stała naprzeciw mnie, bez spódniczki, bez majteczek, ale w przepisowych pantofelkach i podkolanówkach i z delikatnym uśmiechem przyglądała się, jak ciężko oddycham. 

-Baw się, - powiedziała jak gdyby nigdy nic.

-Co? - spytałem, nic nie rozumiejąc. 

-Chcę, żebyś się bawił, patrząc na mnie.

Ja stary koń, nic nie pojmowałem. 

-No coś ty?! Jak?

Uśmiechała się słodko. 

-Nie udawaj, że nie wiesz. Chwyć za swojego kutasa.

Jej słowa nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Ująłem w garść mojego drąga i jęknąłem. W oczach mi pociemniało, a serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Była lepsza, niż mogłem sobie wyobrażać. 

-Bardzo dobrze. Tylko się nie spuść, - uśmiechnęła się serdecznie.

Rozsiadła się wygodnie na stołku, oparła plecami o fortepian i, jak gdyby nigdy nic, zaczęła przeglądać partytury. Stałem z chujem w ręku i gapiłem się na nią, jak wół na malowane wrota. “Kurwa, co ona wymysliła”, - kołatało się w mojej głowie, ale bałem się zapytać. 

-Yyyyy… Joasiu… ale… och, och… 

Czułem się jak skończony dureń, jednak moje podniecenie wystrzeliło do samego nieba. Jakaż ona była piękna! Wszystko, co robiła, tak bardzo mnie kręciło. 

-Hej, no co jest! - zawołała, a mnie ścięło. 

Byłem coraz bardziej speszony, ale nie mój kutas nawet na trochę nie opadł. Zdrajca jeden! 

-Yyyy… noooo… - dukałem, jakbym nagle stracił głos.

Uniosła głowę i, jakby w przelocie, spojrzała na mnie.

-No walisz tego konia, czy nie?! - powiedziała uniesionym tonem. 

“Ja pierdolę, to się nie dzieje naprawdę!” - myślałem. Stałem nieco z boku, patrzyłem i trzepałem sobie gruchę. To była prawdziwa rozkosz. Czułem się dziwnie, ale i, nieziemsko, dobrze. 

-Mmmm… - mruknęła zadowolona.

Wyprostowała się, zdjęła żakiecik tylko po to, by pozbyć się spod spodu bluzeczki i z powrotem go założyć. Nie wiem, po co to zrobiła, ale wyglądała cudownie, niebiańsko i porywająco. Biła od niej słodycz i młodzieńczy erotyzm. Coraz mocniej zaciskałem dłoń i coraz szybciej nią poruszałem. Patrzyła w nuty, ale co chwilę, ukradkiem zerkała w moją stronę.

-Och Joasiu, Joasiu… - pojękiwałem.




7 kwietnia 2022

Instrument.

3. Nich mnie pan, porządnie, wyrucha.


 Najpierw, nich mnie pan, porządnie, wyrucha. Później pozwolę się spuścić panu w moje usta. 


Trzymała się stołka, żeby nie spaść, a ja coraz głębiej, wpychałem swoje te swoje wstrętne paluchy. Nie zważałem na nic. Chodziło mi tylko o jedno: maksymalne wywindowanie podniecenia zarówno u niej jak i u mnie. 

-Och, och… oooooooch! - wzdychała głosem pełnym pożądania. 

Wiedziałem, że jest już gotowa, że zrobi wszytko, co tylko zechcę. Wstałem i ostrożnie podniosłem ją z tego stołka. Nie sprawiło mi to najmniejszego problemu. Była bardzo lekka, poddawała się mim ruchom bez oporu. Jak szmacianą lalkę posadziłem na podłodze. Zrozumiałem, że jest moja, całkowicie moja. Tylko czy na pewno? 

Opadła na podwinięte kolana a jej uda rozjechały  się na boki, jakby rzeczywiście była nic nieczującą zabawką. Chciała, żebym wziął ją jak rzecz. Trzęsłem się z podniecenia. Rozpiąłem pasek i ściągnąłem spodnie razem ze slipami. Zatrzymały się gdzieś poniżej pośladków. No i stało się, tuż przed jej ustami sterczała gruba, sztywna pała. Intensywny zapach rozszedł się po pokoju. 

-No mała, pokaż, jak się gra na flecie. No pokaż, ty mała zepsuta dziwko! - syknąłem. 

To było to. To była zabawa, której obydwoje chcieliśmy. Nie potrzeba było zbyt dużo słów. Ona - młoda szmata, ja - zepsuty cap. Wszystko w temacie. Nie czekając na odpowiedź, wjechałem żołędzią w te jej, lekko uchylone, usteczka. Nie była przygotowana na takie rozmiary. 

-Ykh! - stęknęła z przejęcia, łapiąc ostatni, porządny haust powietrza. 

Byłem w swoim żywiole. Oparłszy dłonie o fortepian, próbowałem wcisnąć się jak najgłębiej. Chciałem ją zepsuć, sprzeniewierzyć do końca. 

-Ych, ych, ych… - stękała.

Nie unikała tego, aczkolwiek ledwie dawała sobie radę. Razem z moimi, mocnymi pchnięciami przesuwała się po gładkiej, marmurowej posadzce. I raz, i raz, i raz… 

-Uuuuuuch, uuuuuch, uuuuuuch… - dyszałem, czując, jak jej buzia zamyka się coraz mocniej.

“Jeszcze trochę a obgryzie mi tego kutasa”, - pomyślałem. 

Miejsce się skończyło. W końcu jej głowa spoczęła na klawiszach, wydając z nich kakofoniczny odgłos. Nie mogłem wedrzeć się dalej, blokowała mnie swoimi zębami, ale nie rezygnowałem. Coraz bardziej przechylała się do tyłu, zapierając się na dłoniach.

-No ładnie. Ładnie grasz, suko, - chrapałem.

Byłem na skraju wytrzymałości. Miałem wrażenie, że za chwilę pękną mi jaja. Dawno, porządnie nie ruchałem, więc był w nich olbrzymi zapas nasienia i musiałem gdzieś go opróżnić. Najlepiej w jej buzię.  

-Mh, mh, mh… - wyrzucała z siebie, a ja nie przerywałem.

Chwyciłem za jej bluzkę i, pociągając w dwie strony, rozpiąłem do końca, uwalniając małe, jędrne piersi. 

-No i co, podoba ci się mój flet? Podoba ci się? - szczeknąłem.

Stałem w szerokim rozkroku i próbowałem przebić się przez zaporę jej ząbków. Nie dała rady. 

-Już starczy! - jęknęła, wypluwając mojego penisa. 

Myślałem, że się wystraszyła, że w tym momencie skończymy i już nigdy więcej do tego nie wrócimy. Jednak nic z tych rzeczy się nie stało. Odwróciła się tyłem i pewnym siebie głosem powiedziała:

-Tak nie chcę. Najpierw, nich mnie pan, porządnie, wyrucha. Później pozwolę się spuścić panu w moje usta. 

-No, zgoda, nie ma sprawy, - stęknąłem, szczerząc kły.

Zamknęła klapę klawiatury i, pochyliwszy się, opadła na krawędzi szlachetnego, wypolerowanego instrumentu wypinając w moją stronę swoją zgrabną dupę. Zgrabnym ruchem ściągnąłem jej białe majteczki i z lubością wjechałem w gorącą ciasną pizdę.

Chiiiiiilup! - usłyszałem głośne mlaśnięcie.

Ja pierdolę! To było to. Była mokra, jak należy i ciasna tak, że w oczach mi ciemniało. Prawdziwy odlot. 

-Uuuuuoooooch kuuuurwaaa ty mała pizdo! - jęknąłem z przejęciem. 

-No, dalej, co tak słabo!? - domagała się więcej.




6 kwietnia 2022

Instrument.

2. Molestowanie uczennicy. 


Robiła wszystko, aby ta jednoznacznie ukierunkowana gra wyglądała na molestowanie niewinnej, porządnej uczennicy. 


Z szybko bijącym sercem spojrzałem na dół. Nie mogłem uwierzyć, wciąż tam była. Grała tak jak wcześniej, ale tym razem była już poprawnie ubrana. “Cholera, chyba mam jakieś pieprzone zwidy”, - pomyślałem. Ciężko było mi zrozumieć to co się stało. Chyba usłyszała moje kroki. Przez chwilę zastanawiałem się co mam teraz zrobić. W końcu podszedłem i usiadłem obok tuż niej na podobnym taborecie. 

-Och, przestraszył mnie pan, - westchnęła, ale wiedziałem, że tak nie było. 

Patrzyła na mnie jakoś tak dziwnie, ni to z przekorą, ni podejrzliwie. Trudno było ocenić jej prawdziwe zamiary. Jej biała bluzeczka znajdująca się pod mundurkiem była rozpięta i lekko rozchylona. Budziło się we mnie dzikie zwierzę. Była zdobyczą, której nie mogłem wypuścić ze swoich łap. 

-Ładnie grasz, Joasiu, - powiedziałem, kładąc rękę na jej delikatnej dłoni.

Ku mojemu zaskoczeniu, a jednocześnie zadowoleniu nie wyrywała się, tylko pozwalała mi się dotykać. 

-Ćwiczę, - powiedziała jakby machinalnie.

Czułem, że cała drży. Uśmiechnąłem się ciepło.

-Masz talent.

-Skąd pan wie? Przecież się pan na tym nie zna. 

-Ale mam słuch, - odpowiedziałem bez zająknięcia.

-Ale przecież nie jest pan muzykiem, prawda?

-Tak, ale czy jedno przeczy drugiemu?

Patrzyła mi w oczy. W tej chwili zrozumiałem, że nie była zwierzyną łowną. Ona była drapieżnikiem i też była na polowaniu.  

-Pewnie nie, powiedziała, - Zagrać coś dla pana?

-Poproszę, - rzekłem, dociskając jej palce.  

Z instrumentu rozległ się zdublowany dźwięk. Wiedziałem, że zabawa właśnie się rozpoczęła. Cofnąłem dłoń, a ona zagrała… jeszcze piękniej niż poprzednio. Byłem zachwycony.

W końcu przestała.

-Podobało się panu? - spytała cicho z tym samym uśmiechem. 

-Och, bardzo, - westchnąłem, - Co jeszcze potrafisz, Joasiu?

Była szybka. Szybsza niż mogłem się spodziewać. Nie dała mi czasu na zastanowienie się i na obranie odpowiedniej strategii. Jej drobniutka rączka od razu powędrowała między moje spocone uda. Poczułem słodki nacisk na swoim nabrzmiałym, podnieconym kutasie. 

-Jak pan chce, mogę panu pokazać, - powiedziała grzecznie, a ja nie byłem w stanie zaprotestować. Rozsunąłem tylko szerzej nogi i czekałem na ciąg dalszy. Jej doświadczenie coraz bardziej mnie zaskakiwało. Poruszała paluszkami, uważnie badając kształt i wielkość mojego narzędzia. 

Co tu dużo ukrywać, podejrzewałem, że jest bez majtek. Czułem zapach jej spoconej, podnieconej pizdeczki. Musiałem pójść na całość. Dotknąłem kolanem jej uda, wyczułem, że jeszcze mocniej drży.

-Bardzo chętnie, Joasiu. Chciałbym, żebyś zagrała na innym instrumencie.

-Tak? Na jakim? - odpowiedziała z dobrze ukrywaną niewinnością. 

Wciągnąłem głęboko powietrze. 

-Hm, na przykład na flecie. Potrafisz?

Uchyliła usta w szerokim uśmiechu. 

-Uwielbiam grać na flecie, panie Krzysiu.

Jednak miała na sobie majteczki. Wiem to, bo w następnej sekundzie moja dłoń siedziała już pod jej mini spódniczką. Odwróciła się tyłem i oparła o moje biodro, a ja zachłannie grzebałem w jej majtkach, nurzając palce w jej ciasnej gorącej cipce. 

-Och, co pan robi?! - próbowała udawać zawstydzoną.

-Och, no co się tak dziwisz, ja też muszę wiedzieć, jaki masz instrument. Razem będziemy grać, prawda?

Podjęła wyzwanie. Szeroko rozstawiła swoje zgrabne uda. Jej granatowa, plisowana spódniczka podjechała wyżej, odsłaniając śnieżnobiały trójkąt fig. Mój organizm był już na najwyższych obrotach. Robiła wszystko, aby ta jednoznacznie ukierunkowana gra wyglądała na molestowanie niewinnej, porządnej uczennicy. Zresztą nie miałem gwarancji, że tak rzeczywiście nie jest. Właśnie dlatego to wszystko było tak niesamowicie podniecające. 

-Och, ale panie Krzysztofie, no co pan?! Przecież… 

Z moich ust płynęła ślina. 

-Cicho bądź mała suko! Nie przeszkadzaj! - warknąłem.  




5 kwietnia 2022

Instrument.

1. To było szalone.


To było szalone. Co ja sobie wyobrażałem. Przecież nie mogłem wykorzystać nieletniej córki swoich zleceniodawców. 


Jestem monterem urządzeń elektronicznych i specem od monitoringu. W ciągu roku odwiedzam wiele bogatych domów. Dbam o bezpieczeństwo i wygodę gospodarzy, zapewniając im najnowsze zdobycze techniki. W willi Witkiewiczów bywałem dość regularnie. To bardzo piękna, chociaż stara posiadłość. Pomimo to, właściciele byli bardzo nowocześni i życzyli sobie, by wszystkie nowinki techniczne jak najszybciej mieli do ich dyspozycji. 

Witkiewiczowie byli rodzicami siedemnastoletniej Joanny, która uczęszczała do szkoły muzycznej. Była to śliczna, dobrze wychowana dziewczyna. Codziennie kilka godzin poświęcała na grę na fortepianie. Zawsze, kiedy u nich bywałem, z salonu na pierwszym piętrze rozbrzmiewały przyjemne akordy. 

Tego dnia, przyjechałem naprawić system alarmowy. Andrzej Witkiewicz telefonicznie poinformował mnie, że razem żoną musiał pilnie wyjechać.

-Panie Krzysiu, wie pan, co ma pan robić?

-Tak, oczywiście, postaram się, by zajęło to jak najmniej czasu. Pewnie jak państwo przyjadą, mnie już nie będzie. 

-Posłucha pan, w domu będzie Joasia, ale proszę się nią nie przejmować. Cały wieczór będzie pewnie ćwiczyć, więc nie powinna przeszkadzać.

Kiedy wszedłem, od razu usłyszałem dobiegającą z góry muzykę. Wcale nie zamierzałem wchodzić, ale fragmenty grane przez ich córkę były tak piękne, że postanowiłem, po cichu zakraść się i chwileczkę posłuchać. Krok po kroku pokonałem kamienne, szerokie schody i stanąłem tuż za nieznacznie uchylonymi drzwiami. Nie patrzyłem, słuchałem. Ślicznie grała, aż dech zapierało. Kiedy na momencik przerwała postanowiłem pogratulować, wychyliłem się i stanąłem jak wryty. Była bez spódniczki i, co gorsza, bez majtek. Zatkało mnie. 

Siedziała przy czarnym, lśniącym fortepianie na, tak samo czarnym, lśniącym taborecie. Pochylała się nad klawiaturą i zwinne przebierała paluszkami. Góra jej stroju była w porządku: biały mundurek z dużą szkolną tarczą. Stopy też nie odbiegały od normy: białe podkolanówki i czarne pantofelki na niskim obcasie. Środek, jednak budził wiele kontrowersji dlatego, że nie było tam nic. 

Na blacie błyszczącego, czarnego stołka spoczywał nagi, niczym nieodziany tyłeczek. Muszę zaznaczyć, że bardzo ładny. Nie za duży, okrąglutki i jędrny. Gapiłem się, a kutas stanął mi, praktycznie, w ciągu kilkunastu sekund.   “Dlaczego nie założyła spódniczki i majteczek?” - myślałem. 

W tamtej chwili to pytanie kołatało się w mojej głowie i, w żaden sposób, nie mogłem znaleźć konkretnej odpowiedzi. Chociaż odpowiedź, wcale, nie była taka skomplikowana i bardzo zaskakująca. 

Wróciła ze szkoły, była zmęczona i postanowiła się wykąpać. Kiedy już częściowo się rozebrała, jakieś takty wpadły jej do głowy i postanowiła zagrać. Ot, cała filozofia. Tyle tylko, że w międzyczasie, to ja musiałem się napatoczyć. No cóż, wcale tego nie żałuję. Widok był nieprzeciętny. Młodziutka panienka siedząca przed fortepianem, bez spódniczki i majteczek. Warto było skraść ten obraz. 

Grała, muzyka płynęła, a ja stałem z wytrzeszczonymi oczami i otwartą gębą. 

“Ja też chciałbym być bez gaci, tak sobie połazić, hm… przy niej”, - pomyślałem sobie. 

Patrzyłem i podziwiałem, to rzeczywiście była śliczna dziewczynka. Miała cudowny, dziecięcy jeszcze, profil i kruczoczarne, spięte gumką włosy. Co kilka sekund rytmicznie naciskała pedały pod spodem. 

Dłużej nie mogłem znieść tak cudownego widoku i cicho zbiegłem po schodach. To było szalone. Co ja sobie wyobrażałem. Przecież nie mogłem wykorzystać nieletniej córki swoich zleceniodawców. Jednak, kiedy znalazłem się w holu, jak jakiś idiota zrobiłem kółko i z powrotem pobiegłem na górę. Straciłem kontrolę. To było silniejsze ode mnie. 




Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...