Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawa.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawa.. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2022

Wyprawa.

12. Doznała szoku.


Była zaskoczona, wręcz doznała szoku, nie spodziewając się tak gwałtownego ataku. Wiedziała, że musi się przygotować na kolejną porcję białego budyniu.


Był szczuplejszy od pozostałych, ale za to lepiej zbudowany. Jego muskulatura nie budziła żadnych zastrzeżeń, a sylwetka przywodziła na myśl kulturystę wagi średniej. Odchylił tors do tyłu i poruszał miarowo biodrami. Po każdym jego posunięciu rozlegało się głośne klepnięcie jego podbrzusza w jej krocze. Robił to bez wysiłku, zupełnie tak, jakby wykonywał w niezbyt forsujące ćwiczenie. Ona tymczasem jęczała. Wydawała z siebie odgłosy bólu i przerażenia. Ta noc zdawała się nie mieć końca.

Drugi z nich, stojąc z boku, zajmował się jej piersiami. Ściskał i ugniatał niezbyt delikatnie. Jej cipka oraz okolice oblepiona była białą śmietaną. Wciąż, jakby wbrew własnej woli, była bardzo podniecona. Nie mogła nad tym zapanować.

W pewnym momencie ku jej zaskoczeniu dostała orgazmu. Nie było to nic wielkiego, krótki przejmujący dreszcz, skurcz, jednak, chociaż na krótką chwilę, przynoszący ulgę.

Poczuła się lepiej. Posunięcia oprycha zdały się łagodniejsze, nie tak bolesne, nawet przyjemne. Gdyby zamknęła oczy, mogłaby sobie wyobrazić, że kocha się z jakimś przystojnym mężczyzną.

W kilka sekund później przyszła kolejna fala. Jej cipka zaczęła kurczyć się bardzo mocno i pulsować. Westchnęła głęboko, z przyjęciem. Odchyliła głowę do tyłu, czując, że za chwilę odpłynie. Głębokie wrażenie przejmującego gorąca opanowało do jej ciało, było dużo mocniejsze niż poprzednio. Pozwoliła sobie na ten luksus. Jeszcze raz głęboko westchnęła i popłynęła wraz z prądem. Wiedziała, że jeszcze chwila, a nie będzie umieć czuć nienawiści do tych ludzi.

Jego kutas był wielki, długi gruby, a jej cipka kurczyła się tak mocno, obejmowała go ciasnym pierścieniem. Mogła tylko dyszeć, jęczeć, poddając się temu wszystkiemu.

Upadła na zimny blat i cicho wzdychała. Sama już trzymała uda szeroko, nie walczyła, tylko pozwalała mu robić wszystko, co tylko zechce. Drugi wciąż trzymał ją za piersi i mocno miętosił.

Po chwili uniosła głowę, jakby czując, że stanie się coś szczególnego. Facet wykonał kilka szybkich gwałtownych ruchów, po czym strzelił w jej wnętrze olbrzymią porcją gorącego nasienia. Ciśnienie było tak duże, że wypchnęło jego kutasa na jej brzuch, a sperma rozlała się wzdłuż jej ciała.

-O tak, to było wspaniałe! - wyrzuciła z siebie na wpół przytomna.

Gdyby znajdowała się w innej sytuacji, nigdy podobnych słów by nie powiedziała. Natomiast teraz działo się z nią coś dziwnego. Zamienili się rolami. Teraz ten, który zabawiał się jej piersiami, wlazł między jej uda i wepchnął swojego tarana w jej ciasną norkę. Od razu przeszedł do rzeczy. Jako że był na granicy orgazmu, ruchał ją tak, jakby nigdy wcześniej nie widział żadnej kobiety.

Była zaskoczona, wręcz doznała szoku, nie spodziewając się tak gwałtownego ataku. Wiedziała, że musi się przygotować na kolejną porcję białego budyniu. Teraz jednak ona sama doświadczała bardzo wielkiej rozkoszy. Jej drobne ciało przesuwało się po zimnym blacie do przodu i do tyłu, pozostawiając po sobie mokry ślad potu. Westchnęła jeszcze raz bardzo głęboko, a później jej udziałem szarpnął potężny dreszcz.




17 lutego 2022

Wyprawa.

11. Ruchał już od kilku minut.


Była odchylona do tyłu, wsparta na ramionach. Kolejny dryblas stał między jej udami i trzymając ją za łydki, zmuszał, by rozchyliła je jeszcze bardziej. Ruchał już od kilku minut.


Każdy ruch sprawiał ból, każde jego uderzenie bioder było, jak uderzenie w skałę, jak podciągnięcie się jeszcze o kilka centymetrów wyżej. Szczyt był tuż za krawędzią, musiała tylko wytrwać. Dziwiła się, że jeszcze do tej pory nie straciła przytomności. Walczyła o każdą chwilę. Przed jej oczami wirowały kolorowe kółka, słyszała jednostajny, monotonny szum. Miała wrażenie, że podnosi niewyobrażalnie wielki ciężar. Gdyby choć na chwilę odpuściła, odpłynęłaby w niebyt, nie mając szansy kontrolować tego, co z nią robili. Miała jednak świadomość, że to już koniec, że nie da rady dłużej walczyć, że przy życiu, przy świadomości trzyma ją już tylko resztka sił.

To był rzeczywiście już koniec. W pewnym momencie przestała odczuwać cokolwiek. Kiedy się ocknęła, znajdowała się na kolanach, a oni stali obok niej. Ilu ich było? Trzech może, czterech? Nie potrafiła tego określić. Stali trzepali sobie gruchy. Wszyscy byli już gotowi po wytrysku.

W pewnym momencie jeden z nich chwycił ją za głowę i rozwarł jej usta bardzo szeroko. Jego palce sprawiały jej ból. Pozostali zmusili ją, by chwyciła ich wielkie pulsujące fujary i zaczęła wykonywać posuwiste ruchy. Nie wiedziała, jak to się stało, że wszystkie fiuty skierowane były wprost na jej twarz. Czy to ona sama tak je ustaliła?

Nagle wszyscy, niemal w jednym momencie oddali strzał. Białe pociski trafiły w jej oczy, usta, nos, policzki, szyję i biust. Nie miała najmniejszych szans ich uniknąć. W jednej sekundzie jej skóra pokryła się grubą warstwą lepkiej wydzieliny. Nic już nie widziała, nic nie słyszała przestała odczuwać cokolwiek poza rozkoszą. Powietrze było tak przesycone ich zapachem, zapachem męskości, że ledwie chwytała oddech. Była kwintesencją grzechu.

Jadnak to nie był koniec. Nasienie lało się strugami, miała wrażenie, jakby weszła pod rynnę. Biała ciecz spływała po jej włosach, spadała na ramiona, płynęła po plecach, po brzuchu i bokach. Szaleństwo zdawało się nie mieć końca, a zasoby ich budyniu niewyczerpane.

Kiedy ostatnie porcje białej substancji spadły na jej ciało, rozpaczliwie próbowała zaczerpnąć powietrza. Jej usta, nos, oczy, uszy zaklejone były tą wydzieliną. Chcąc oddychać, musiała przełknąć to, co znajdowało się w jej gardle. Westchnęła głęboko i nagle nastąpiła cisza.

Nie widziała już nic. Zapadła w we wszechogarniającą, obezwładniającą próżnię, ciemność. Słyszała tylko dobiegające zewsząd głuche odgłosy, jak walenie z blachę. Nie miała pojęcia, czy wciąż znajduje się w tym samym miejscu, czy może przynieśli ją gdzieś indziej.

Po chwili zrozumiała, że głuche odgłosy są w istocie ciężkimi krokami, kogoś poruszającego się po metalowej podłodze. Po kilku sekundach rozległ się odgłos przesuwanych, blaszanych drzwi. Czyżby je zamknęli?

Jeśli tak, oznaczałoby to, że dali jej spokój. To wróżyło szanse na, chociaż odrobinę nadziei, na to, że jej przyjaciele będą mieli czas, by przyjść z pomocą. Nie miała pojęcia, ile czasu upłynęło. Nie wiedziała, nawet kiedy to wszystko zaczęło się na nowo. Siedziała na stole z szeroko rozstawionymi nogami. Była odchylona do tyłu, wsparta na ramionach. Kolejny dryblas stał między jej udami i trzymając ją za łydki, zmuszał, by rozchyliła je jeszcze bardziej. Ruchał już od kilku minut.




16 lutego 2022

Wyprawa.


10. Wytrysk jego nasienia.


W chwili, kiedy jej pizdeczka szarpnęła się w wyobrażenie silnym skurczu, nastąpił ponowny wytrysk jego nasienia.


Czas znów zdawał się płynąć własnym rytmem, a właściwie ciągnąć w ślimaczym tempie. Nie była w stanie określić, czy upłynęła minuta, czy może godzina. Rosjanin zdawał się być nieziemsko wytrzymały, jakby w ogóle się nie męczył. To wszystko doprowadzało ją do szaleństwa. Wiedziała, że kiedy w końcu wyjdzie z tego lasu, nie będzie już tą samą Sarą, tą uśmiechniętą, zadowoloną z życia dziewczyną. Coś w niej pękło, puściły jakiejś bariery. Była przekonana, że po powrocie do domu będzie szukała podobnych wrażeń. O ile wróci.

-Yh, aaa, aaaa, yh… - wyrzucała z siebie. 

Chciała jeszcze. Ściskał ją za piersi, ugniatał je drażniąc za każdym razem sutki. Narastające gorąco zalewało dolną część jej ciała. Czuła zbliżający się kolejny orgazm. Mężczyzna robił swoje, nie zwracając na nią uwagi, a ona co chwilę wydzierała się na całe gardło.

Tej nocy cały świat w jej oczach zmienił swoje oblicze. Stara perspektywa patrzenia na rzeczywistość zawaliła się, dając miejsce na nowe spojrzenie, na nowe obrazy tego co ją otacza. Zaczynała rozumieć swoje potrzeby, zaczynała rozumieć to, kim jest naprawdę w głębi duszy, w głębi swojego jestestwa. Raz odkryta tajemnica zmieniła wszystko. Była jak zwierzę, zachowywała się jak zwierzę, odczłowieczona, pozbawiona skrupułów, jakiejkolwiek pruderii.

Opadła twarzą na zimną, brudną i wilgotną podłogę. Było jej wszystko jedno, to miejsce wydawało jej się odpowiednie, do tego co robiła. Kontakt z zimnym podłożem, w pewien sposób, przynosił ulgę. Jej biodra pozostały na tym samym poziomie, ale stopy straciły kontakt z ziemią. Trzymał ją za nogi i unosił do góry. Jedna z jego dłoni zaciskała się na niej tuż powyżej kolana, a druga podtrzymywała jej ciężar za kostkę.

Stanął w rozkroku i lekkim przysiadzie. Jego nogi przeplatały się z jej udami, a fiut wchodził w jej cipkę pionowo od góry. Ruchy były rzadkie, jednak bardzo gwałtowne. Poruszał się w niej szybko, zdecydowanie, do samego końca. Zachowywał się tak, jakby chciał ją przebić ją na wylot. Dźwigał swoim mieczem jak Kuba Rozpruwacz, wielokrotnie, z zacięciem, rozkoszując się jej cierpieniem i bólem.

Po chwili odwrócił ją w drugą stronę. Leżała teraz w identycznej jak poprzednio pozycji, z tą jednak różnicą, że mogła patrzeć mu w twarz. Jej plecy opierały się o podłogę. Myślała, że będzie miała okazję zobaczyć w nich choć trochę litości. Niestety, zmęczenie i pot sprawiały, że jej źrenice zaszły mgłą.

Po każdym jego pchnięciu rozlegało się jej głębokie westchnienie. Czuła jak jego jądra rozgniatają się na jej pośladkach. Odwrócił się w drugą stronę. Teraz zamiast twarzy widziała jego tyłek. Rozchylił jej uda bardzo szeroko. Leżała rozkrzyżowana, niczym rozjechana żaba, a on walił w nią jak w kukłę.

W chwili, kiedy jej pizdeczka szarpnęła się w wyobrażenie silnym skurczu, nastąpił ponowny wytrysk jego nasienia. Natychmiast z jej gardła wydobył się przeraźliwy okrzyk. Lała się w nią kaskada nasienia, a on nawet na sekundę nie przerwał pracy swoimi biodrami. Gorący budyń rozsadzał jej podbrzusze i palił. Było bosko, nieziemsko, wszystko to doprowadzało ją na skraj wyczerpującej rozkoszy. To była walka z czasem, walka z własnym ciałem, walka z własną słabością. Każda sekunda oznaczała utrzymanie świadomości, każdy ruch oznaczał, że koniec jest coraz bliżej. Czuła się jak alpinistka zdobywająca Mont Everest.




15 lutego 2022

Wyprawa.

9. Na granicy wyczerpania.


Mimo że jej pizdeczka już przyzwyczaiła się do rozmiaru ogromnego fallusa, który przenikał ją na wylot, niezmienne, wciąż intensywne posuwanie sprawiało, że była na granicy wyczerpania.


Ciemne konary drzew majaczyły na bladym, niebieskim firmamencie. Panowała dziwna, nienaturalna cisza. Rozwiązali ją. Nie miała pojęcia w której chwili. Nie dali jednak spokoju.

Kompletnie naga, zlana potem stała w rozkroku na środku tego samego pomieszczenia a kolejny oprych podszedł do niej, chwycił, ją za nadgarstki, wykręcił jej ręce do tyłu i zmusił, by pochyliła się do przodu. Wypięła w jego stronę swój zgrabny tyłeczek.

Wszedł w nią od razu, bez przygotowania. Jej cipka jeszcze nie wyschła, nasienie spływało po jej udach, a już kolejny fiut penetrował jej zakamarki. Miała wrażenie, że ten jest jeszcze bardziej brutalny od poprzedniego. Posuwał ją na ugiętych kolanach, ukośnie do góry, podrzucając jej biodra. Jej piersi kołysały się do przodu i do tyłu.

-Aaaaaaaah, uuuuuuuuh!!! - krzyczała.

Klap, klap, klap, klap, klap…- rozbrzmiewały mokre odgłosy.

Prześladowca nie odzywał się. Trzymał ją za ręce i posuwał mocno od tyłu. Gdyby chciała, mogłaby tej chwili się wyrwać i spróbować ucieczki. Nie zrobiła tego jednak. Nie chciała. Czuła się jak dzika suka, jebana gdzieś w przydrożnym rowie. Chciała, by jego wielki fiut wypełniał jej cipkę w całości, wciąż chciała mieć go głęboko w sobie, odczuwać rozkosz bólu i cierpienia.

-Iiiiiiiaaaaaah, yyyuuuuuh…

Jego chwyt był mocny, sprawiał dodatkowy ból. Ostatnim wysiłkiem Woli próbowała odwrócić głowę, by choć przez chwilę zobaczyć jego twarz. Jednak było to niemożliwe, nie udawało się jej odchylić na tyle, by znalazł się w polu widzenia.

Jeszcze bardziej naciągnął jej ramiona. Czuła jak trzeszczą jej stawy. Nie zwalniał, był bezwzględny, stanowczy, agresywny. Z jej oczu samoczynnie popłynęły łzy. Z gardła co chwilę wydobywał się okrzyk cierpienia i rozkoszy. W Pewnym momencie nie wytrzymała i złączyła uda. Myślała, że za chwilę upadnie, miała wrażenie, że już dłużej nie będzie mogła wstać o własnych siłach. Jej norka znowu szalała, zaczynała żyć własnym życiem.

Facet nagle przyspieszył. Uderzał dwukrotnie szybciej. Bardziej bolało. Wiedziała, że musi to przetrwać. Miała świadomość, że większy ból wiąże się z większą rozkoszą. Odgłosy jego ruchania przywodziły na myśl ubijanie masła. Wirowało jej w głowie. Nie była w stanie krzyczeć. Z jej gardła wydobywały się chrapliwe stęknięcia.

Upadła na kolana. Podparła się na dłoniach. Nie była w stanie dłużej wytrzymać w poprzedniej pozycji. Zmęczenie było zbyt wielkie. Po całonocnym ruchaniu jej organizm odmawiają posłuszeństwa. Zsunęła uda, a on stając za nią z szerokim rozkroku, ugiął kolana, i tak w przysiadzie pochylony nad plecami wpakował się cipkę.

Po chwili chwycił ją za piersi, mocno ścisnął i zaczął poruszać biodrami. Mogła teraz nieco odpocząć. Miała wrażenie, a właściwie była pewna, że to on wykonuje większą pracę, i że to on w tej pozycji będzie bardziej się męczył. Mogła bardziej skupić się na swoich doznaniach. Chciała tę sytuację wykorzystać dla siebie.

Rzeczywiście mniej bolało, odczuwała więcej przyjemności. Uścisk za cycki także dodatkowo ją stymulował. Nie mogła mu jednak o tym powiedzieć. Zresztą nie wiadomo, czy chciałby jej słuchać. Dyszała, stękała, napinała się i rozluźniała. Mimo wszystko nie mogła liczyć na jego delikatność i wyczucie. Był wysportowany, doskonale umięśniony, jego kondycja nie budziła najmniejszych zastrzeżeń. Mógł w ten sposób ruchać ją bardzo długo, a ona mimo wszystko wciąż stała.

Mimo że jej pizdeczka już przyzwyczaiła się do rozmiaru ogromnego fallusa, który przenikał ją na wylot, niezmienne, wciąż intensywne posuwanie sprawiało, że była na granicy wyczerpania.




14 lutego 2022

Wyprawa.

8. Wypełniła jej wnętrze.


Nagle, zupełnie niespodziewanie, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia poczuła, że tryska w nią dużą porcją gorącego, gęstego nasienia. Sperma szybko wypełniła jej wnętrze.


Nagle stał się bardziej gwałtowny. Chwycił dłonią za jej długie czarne włosy i pociągnął mocno w swoją stronę. Jego uderzenia stały się jeszcze szybsze i jeszcze mocniejsze. Poczuła ból większy niż dotychczas.

-Uuuuuuuuuaaaaaaaaaa!!! - wydarła się na całe gardło.

Spojrzała w górę, jej oczy były zamglone, szkliste, jak po narkotykach.

Raz, raz, raz, raz... - zachowywał się jak ruszający pod górę pociąg.

Masakrował jej pizdeczkę. Miała wrażenie, że przeszywa ją na wylot, czuła się jak średniowieczna ofiara, skazaniec nadziewany na pal. Jego kutas wchodził i wychodził, wchodził i wychodził, przeszywał jej trzewia. Czuła, że jej cipka już dłużej nie wytrzyma takiej nawałnicy. Była obolała, spuchnięta, buchała gorącem.

-Aaaaaaaaa, aaa!!! - jeszcze raz wyrzuciła ze swojej krtani.

Wargi muszelki ciasno opinały się na jego dyszlu. Jej norka zachowywała się jak szalona, szarpała się w spazmach rozkoszy.

-Yh, aaaaaaaaaaaa!!!

To było czyste szaleństwo. Nagle przyspieszył tak bardzo, że poczuła, iż za chwilę zejdzie z tego świata. Odgłosy ich kopulacji przypominały tętent galopującego konia. Wykrzywiła usta w grymasie bólu, jej oczy zwęziły się do cienkich szczelin. Przestała reagować na jakiekolwiek bodźce z zewnątrz.

-Aaaah, ah…

Wpadła w trans. Zachowywała się jak marionetka, jak kukiełka poruszana przez kogoś za sznurki.

Klap, klap, klap, klap, klap, klap… - walił w nią bezlitośnie.

-Yyyyyyyyh…

Rozkosz zmieszana z bólem, przyjemność odrazą.

-Yyyyyyyh, aaaaaaah!!!

Cierpiała, ale chciała, chciała jeszcze.

Klap, klap, klap, klap, klap, klap…

Kolejne krzyki rozdzierały powietrze, mieszały się z odgłosami padającego deszczu i grzmotów. Miała wrażenie, że trafiła na dno samych piekieł.

Po chwili nie miała już sił, by krzyczeć. Jęczała i wzdychała coraz ciszej. Szaleństwo zdawało się nie mieć końca. Być może, gdyby wiedziała, kiedy to wszystko się skończy, byłoby jej lżej. Jednak w tej chwili nawet na to pytanie nie znała odpowiedzi.

Stękała i napinała się, jakby za chwilę miała urodzić. Jego penis poruszał się w niej niczym taran. Był jak potwór chcący wysadzić niej całe życie. Nie przypuszczała, że kiedykolwiek w bólu będzie doświadczała tak wielkiej rozkoszy.

Kompletnie naga, w dusznym burzowym powietrzu, oblana potem, gwałcona przez rosyjskiego bandytę, czuła się kompletnie oderwana od rzeczywistości. Zrobiłaby wszystko, żeby już skończył, jednak z drugiej strony pragnęła, by trwało to jeszcze i jeszcze bez końca. Jej pizdeczka wystawiona była w jego stronę, nie broniła jej żadna zapora, mógł zrobić z nią, co tylko chciał, a ona niczemu nie mogła zapobiec.

W tej chwili gdyby nawet nie była związana, nigdzie by nie uciekła. Zachowałaby się tak samo jak niewolnica. Jej krzyki i odgłosy rozkoszy oraz bólu mieszały się z głośnymi klapnięciami jego bioder o jej pośladki.

Nagle, zupełnie niespodziewanie, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia poczuła, że tryska w nią dużą porcją gorącego, gęstego nasienia. Sperma szybko wypełniła jej wnętrze.

Ciśnienie było tak duże, a doświadczenie tak intensywne, że w jednej chwili zaczęła drzeć, jakby była chora na malarię. Jej źrenice uciekły pod powieki.

W kilka sekund później spuściła bezsilnie głowę, jakby nie była w stanie już drugi raz jej podnieść. Była kompletnie bez sił.




13 lutego 2022

Wyprawa.

7. Ciche przyzwolenie.


Po chwili już tylko cicho stękała. Zdawało się, że w tych jej odgłosach słychać ciche przyzwolenie na to, co robi. Jego fiut był niesłychanie gruby, długi, wchodził w nią bardzo głęboko, niemal rozrywał jej wnętrze, a ona tylko szerzej rozstawiała uda, czekając na kolejne pchnięcie, czekając na kolejne uderzenie jego bioder w swoje pośladki.


Próbowała się wyprostować i odwrócić głowę. Czuła, że coś zbliża się do jej pośladków. Napastnik był inny, niż ci, co poprzednio, nowy, bardziej kompletnie ubrany. Słyszała, że szamocze się z własnym rozporkiem, nie mogąc go rozpiąć.

W końcu poczuła jego szorstkie dłonie na swoich biodrach. Zapiął je na niej, jak się zapina uprząż na koniu, pewnie, ciasno i zdecydowanie.

- O Boże, - westchnęła, czując, że za chwilę w nią wejdzie.

Odwróciła lekko głowę i nasłuchiwała.

-Och nie, nie, - mówiła bardziej do siebie niż do niego.

Wiedziała jednak, że niewiele może w tej chwili zdziałać. Dyszała, czując, jak wielki łeb twardego kutasa przyciska się do jej podnieconej cipki. Mężczyzna nie spieszył się, jego fiut powoli wdzierał się w jej wnętrze. Kiedy już jego wielka głowica siedziała w środku, chwycił ją oburącz za biodra i mocno przytrzymał.

Jeszcze sekunda i nagle poczuła mocne pchnięcie.

-Łaaa!!! - krzyknęła.

Lecz kiedy dobił do końca, poczuła przeraźliwy, wszechogarniający prąd obezwładniający jej trzewia. Jej ciało zastygło w nagłym gigantycznym spazmie bólu i rozkoszy. Skręciła plecy w pałąk, naprężyła całe ciało. Jej oczy skierowane były w niebo. Gdyby mogła wzrokiem przeszyć ciemność, widziałaby chmury. Wstrzymała oddech, zastygła w takiej pozycji jak woskowa figura.

Z jej gardła wydobył się donośny szloch, płacz. Wyła, błagając, by go wyjął. Jego kutas był gigantycznych rozmiarów. Rozsadzał ją do środka. 

Tymczasem napastnik ani trochę nie zwracał uwagi na to, co działo się z jej ciałem, na to, co odczuwała. Z miejsca podjął rytmiczną, miarową pracę, bezlitośnie masakrując jej delikatne wnętrze.

Na początku jego ruchy były dość wolne, ale z każdą sekundą stawały się szybsze i szybsze. W końcu walił z nią jak oszalały, a ona starała się tylko przeżyć, przetrwać.

Raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, - łomotał bez opamiętania. Wsparta łokciami na metalowej konstrukcji z plecami wygiętymi w łuk i pośladkami wypiętymi w jego stronę, stękała przy każdym uderzeniu. Robił swoje, trzymając ją za biodra. Każde kolejne pchnięcie było mocniejsze od poprzedniego, każde kolejne sprawiało jej coraz większy ból, każde kolejne przyprawiało ją o coraz większy zawrót głowy. Nie wiedziała, ile w tym jest przemocy, a ile rozkoszy. Nie wiedziała już, co jest czym.

-Uuuuuuuuch, aaaaaach!!! - jęczała coraz głośniej.

Wyginała plecy łuk, unosiła i co chwilę opuszczała głowę. Próbowała wstrzymywać oddech, krzyczała na całe gardło.

Łup, łup, łup, - rozchodziły się miarowe uderzenia.

Była mokra od potu, wielkie piersi kołysały się przy każdym pchnięciu. Trzymał ją mocno za biodra, jej pośladki były wypięte z jego stronę a uda szeroko rozsunięte. Wchodził w nią do samego końca. Był wyższy od niej, mocno zbudowany. Unosił ją na swoim korzeniu do góry. Ledwie dosięgała palcami stóp do podłogi. Jej ciało szarpało się intensywnych skurczach, z jej gardła wydobywał się błagalny szloch, drżała. Czuła, że jej kolana robią się miękkie.

-Och, och, och! - wyrzucała z siebie.

Czuła się jak ostatnia niewolnica, sponiewierana, poniżona, wykorzystana. Nie miała pojęcia, ile to wszystko będzie jeszcze trwało.

Mimo wszystko jakąś częścią siebie chciała tego, pragnęła, by nie przerywał, by robił swoje. To wszystko, co się działo, ta nietypowa sytuacja, ten brak możliwości oporu, obrony, decydowania o sobie, to wszystko sprawiało, że odczuwała dziwne, coraz bardziej intensywne podniecenie. Podniecenie to ogarniało każdą komórkę jej ciała, odczuwała je jako mrowienie w stopach, kłucie na plecach, łaskotanie między udami.

Po chwili już tylko cicho stękała. Zdawało się, że w tych jej odgłosach słychać ciche przyzwolenie na to, co robi. Jego fiut był niesłychanie gruby, długi, wchodził w nią bardzo głęboko, niemal rozrywał jej wnętrze, a ona tylko szerzej rozstawiała uda, czekając na kolejne pchnięcie, czekając na kolejne uderzenie jego bioder w swoje pośladki.




12 lutego 2022

Wyprawa.

6. Czekając na kolejny atak.


Była naga. Stała przywiązana do blaszanych elementów, jej nogi były szeroko rozsunięte. Noc była gorąca, duszna, parna. Szalejąca burza nie przynosiła ulgi. Po jej rozgrzanym ciele spływały strugi potu. Jej długie, czarne włosy przykleiły się do pleców. Czuła, że ktoś jest tuż za nią. Jęczała, wzdychała, drżała, czekając na kolejny atak.


Nie przerywał. Jego palce były zwinne, silne, precyzyjne, przyprawiały ją o zawrót głowy. Miała wrażenie, że za chwilę postrada zmysły. Leżała na jego spoconym torsie, czuła pod plecami jego klatkę piersiową, jego brzuch, jego penisa. Jego dłoń robiła z jej cipką, co chciała.

Z jej gardła wydobył się jeszcze jeden donośny, przeciągły krzyk. Chciała mu wykrzyczeć, by nie przerywał, by robił to dalej. Jeszcze kilka razy stęknęła, naprężyła się, a w końcu krzyknęła na całe gardło:

-Uuuuuuuaaaaaaaa!!!

Wygięła swoje ciało w plecach, opuszczając głowę do dołu, tuż za jego ramieniem. Nie przerywał, tarmosił jej wisienkę bez ceregieli. W końcu jej podbrzuszem szarpnął gigantyczny skurcz, a z jej cipki wytrysnęły obfite soki, zalewając jej cały brzuch. Z jej gardła wydobyło się niezrozumiałe charczenie. Obfita fontanna soków tryskała pionowo do góry, a ona już tylko stękała i dyszała, wydając siebie ostatnie odgłosy.

Zaciągnęła się powietrzem, jakby miała już nigdy go nie wypuścić. Trzęsła się i szarpała jak agonii. Zdawało się, że jest jej bardzo zimno. Jakby nagle wrzucono ją do zbiornika z lodowatą wodą. Jej ciało przejęło kontrolę nad jej umysłem, reagowało wbrew jej woli, trzęsło się i szarpało na wszystkie możliwe sposoby. Jakby nie było jej, jakby było jej zupełnie obce. Zachowywała się jak zombie. Jej oczy były szkliste, zimne, jakby pozbawione życia. Wciągała nieprzytomnie powietrze, aby po dłuższej chwili wypuścić je z sykiem. 

Na krótką chwilę rozluźniła się, a później w ułamku sekundy, jej ciałem ponownie szarpnął nieludzki skurcz. Jej źrenice uciekły do góry pod powieki, usta otworzyły się nienaturalnie szeroko.

W tej samej chwili na jej twarz spadł obfity strumień białego nasienia. Nie miała pojęcia, do kogo należy. Zdążyła tylko zamknąć oczy. Była kompletnie zniewolona, upodlona, poniżona, sponiewierana, a mimo to czuła niewyobrażalną, trudną do opisania rozkosz. Czuła się tak, jakby przepływał przez nią prąd o napięciu tysiąca woltów. Wiedziała, że po tym wszystkim długo nie będzie mogła dojść do siebie. Szarpnęła się tylko spazmatycznym skurczu i odpłynęła w niebyt.

W pewnym momencie rozległ się donośny odgłos blaszanych przesuwanych bram. Przestrzeń wypełniła się bladym zielonym światłem. Jego źródło znajdowało się gdzieś wysoko, nie potrafiła jednak określić dokładnego miejsca.

Zaraz później rozległ się donośny grzmot. Jego echo zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Bała się, była sama w ciemnym pomieszczeniu. Próbowała się rozejrzeć, ale niczego nie mogła dostrzec. Ktoś się zbliżał. Słyszała wyraźnie kroki. Trzęsła się ze strachu.

Tymczasem jej oprawca zbliżał się z noktowizorem na oczach. On widział wszystko, ona nic. On był myśliwym, ona zwierzyną. Mógł zrobić z nią, co tylko chciał. Tak jak działo się to do tej pory. Tym razem wszystko miało odbyć się w kompletnych ciemnościach. To było jeszcze bardziej przerażające.

Była naga. Stała przywiązana do blaszanych elementów, jej nogi były szeroko rozsunięte. Noc była gorąca, duszna, parna. Szalejąca burza nie przynosiła ulgi. Po jej rozgrzanym ciele spływały strugi potu. Jej długie, czarne włosy przykleiły się do pleców. Czuła, że ktoś jest tuż za nią. Jęczała, wzdychała, drżała, czekając na kolejny atak.

W końcu poczuła silne uderzenie w plecy.

-Stój, nie ruszaj się! - warknął.

Próbowała się wyprostować i odwrócić głowę. Czuła, że coś zbliża się do jej pośladków. Napastnik był inny, niż ci, co poprzednio, nowy, bardziej kompletnie ubrany. Słyszała, że szamocze się z własnym rozporkiem, nie mogąc go rozpiąć.




11 lutego 2022

Wyprawa.

5. Odpłynęła.


Kiedy bandyta trafił w ten wrażliwy punkt, jej ciałem szarpnął niewyobrażalny skurcz. Nagle przed jej oczami zrobiło się kompletnie ciemno, jej i świadomość poleciała w kosmos. Zdążyła jeszcze tylko krzyknąć na całe gardło i odpłynęła.


Leżała na plecach z lekko przechyloną głową. Górował nad nią swoim cielskiem niczym dorodny buhaj.

Klap, klap, klap, klap, klap, klap, klap… rozbrzmiewały głośno mokre odgłosy jego uderzeń.

W tym samym czasie drugi z nich ułożył się wzdłuż jej ciała za jej plecami i, przekręcając ją w drugą stronę, sprawił, że leżała w tej chwili już na nim.

Miał łysinę i bródkę przyciętą na dostojnego jegomościa z dawnych czasów. Na jego nosie spoczywały okrągłe staromodne okulary. Chwycił ją w talii i mocno przyciskał do siebie. Szarpała się, próbując uwolnić nadgarstki. Jego fiut, jak jadowity wąż już wpychał się między jej pośladki.

Tymczasem, ten stojący nad nią, wciąż walił, nie przerywając ani na chwilę. Był niestrudzony jak maszyna. Nie reagował na jej jęki i westchnienia, nie zastanawiał się, co w tej chwili mogło się z nią dziać. Wyglądało na to, że w ogóle nic go nie obchodziło, nic poza kopulacją, poza zaspokojeniem swojej żądzy.

Jedną dłonią podparł się w biodrach, a drugą trzymał ją za głowę i walił, walił jak bezlitosny dziki zwierz. Myślała, że to, co się dzieje, nigdy nie będzie miało końca. Cały świat dla niej się zatrzymał.

Stopniowo opanowała oddychanie przez nos. Po pewnym czasie przestało to być już dla niej problemem. Nie dusiła się nie brakowało jej powietrza, pełnymi płucami wdychała zapach jego spoconego ciała.

Wykonał jeszcze kilka szybkich gwałtownych ruchów i, wchodząc do samego końca w jej gardło, zatrzymał się. Zesztywniał, napiął wszystkie mięśnie i trysnął. Czuła jak ogromna ilość nasienia zalewa jej gardło.

Topiła się. Była jeszcze bardziej przerażona niż wcześniej. Nigdy czegoś podobnego nie robiła. Nie łykała nasienia w taki sposób, nie w takiej ilości. Nie wiedziała, jak sobie poradzić. Niezbyt dobrze jej to wychodziło.

Gwałtownie z niej wyszedł i jeszcze szybciej wepchał się do środka. To było metodyczne, błyskawiczne pchnięcie. Cios zadany niczym mieczem samuraja, jak harakiri sam środek jej gardła. Stęknęła tylko donośnie i zamarła.

Mijały długie, straszne sekundy. Gęste, gorące męskie nasienie wypełniało w całości jej usta. W końcu jego fiut wyskoczył z niej wypchany samym ciśnieniem spermy.

-Uuuuuuuuuuch! - jęknęła, nabierając głęboko powietrza.

Spocona, krańcowo zmęczona, z twarzą zalaną nasieniem, opadła do dołu, ocierając się o jego wielkiego, twardego kutasa. Myślała, że to nigdy się nie skończy.

Próbowała uspokoić rozszalałe serce, próbowała uspokoić swój oddech. Była pół przytomna. Chciała zasnąć, ułożyć skroń na czymś, na czymkolwiek, nie ważne, że to było jego krocze, nie ważne, że to były jego jądra. Chciała po prostu ułożyć swoją głowę i trochę odpocząć.

Niestety nie był to jeszcze koniec jej męczarni.

Drugi osobnik, ten, który znajdował się pod nią, stopniowo przejmował inicjatywę. Mogła tylko się domyślać kolejnych zabiegów tych dwóch oprawców. Wielka łapa, która na chwilę opuściła jej krocze, znów bezceremonialnie wdzierała się w to czułe miejsce. Jeden ze środkowych paluchów wepchał się w sam środek jej szparki i, zgięty wpół, zahaczył o łechtaczkę. Pozostałe miętosiły i ściskały jej bułeczkę na wszystkie możliwe sposoby. Nie chciała tego, ale była mokra, podniecona, nie potrafiła zapanować nad swoim ciałem.

Kiedy bandyta trafił w ten wrażliwy punkt, jej ciałem szarpnął niewyobrażalny skurcz. Nagle przed jej oczami zrobiło się kompletnie ciemno, jej i świadomość poleciała w kosmos. Zdążyła jeszcze tylko krzyknąć na całe gardło i odpłynęła.

Trzęsła się jak galareta, szamotała, szarpała na wszystkie strony, jęcząc i wzdychając, a jego paluch poruszał się w jej cipce we wszystkie strony. Myślała, że zwariuje. Doznawała trudnego do opisania orgazmu.

-Uuuuuuuaaaaaaauuuuuuu!!! - wydarła się na całe gardło.




10 lutego 2022

Wyprawa.

4. Palce na cipce.


W którymś momencie poczuła jakieś palce na swojej cipce. Wielka dłoń dostała się do jej krocza i bezceremonialnie rozwarła płatki róży. W jednej sekundzie poczuła niewyobrażalne podniecenie, zawirowało jej w głowie, poczuła, że odpływa, że odlatuje w kosmos.


W pewnym momencie rzeczywiście zwolnił, jednak tylko na tyle, by mogła zaczerpnąć haust powietrza. Później znów przyspieszył, znów był bezlitosny. Może jeszcze bardziej niż przedtem. Takie miała wrażenie. Zdawało się jej, że jego biodra poruszają się w zawrotnym, szybszym niż wcześniej, tempie. Protestowała głośnymi, stłumionymi odgłosami. On jednak nie zwracał na to uwagi. Za każdym uderzeniem jej twarz odbijała się od jego podbrzusza. Czuła na swoich w policzkach jego twarde, jak sitowie, owłosienie. Jego sękaty penis rozdzierał szeroko jej usta, odbijał się od jej gardła.

Raz raz raz raz.... chlap chlap chlap chlap....

Miała wrażenie, że za chwilę przestanie oddychać. Wstręt i odraza mieszały się, z coraz większym podnieceniem. Z jednej strony chciała, by to już się skończyło, z drugiej odczuwała niebywałą przyjemność z tego, że jest całkowicie bezbronna, bezradna, z tego, że nie może w tej chwili niczemu zapobiec, że nie może się bronić. Sama nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, że tak naprawdę zawsze o tym marzyła, o tym, by jakiś dziki zwierz dopadł ją gdzieś pośrodku lasu i zgwałcił na wszystkie możliwe sposoby. Chciała się poczuć jak suka, jak prawdziwa kurwa, bez czci i honoru. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, nie potrafiła wytłumaczyć tego, co działo się z jej ciałem. W tej chwili nie pragnęła niczego innego, jak tylko poczuć tego wielkiego fiuta swojej ciasnej i spragniony cipce. Była zła na siebie, była zła za swoje myśli, była zła za swoje pragnienia, za to, czego tak naprawdę chciała. Mimo wszystko nie potrafiła tego wytłumaczyć, to było silniejsze od niej.

Uderzenia stały się nieco wolniejsze, ale za to od bardziej rytmiczne i mocne. Bardziej bolało, było bardziej nieprzyjemne, a jednocześnie dużo więcej podniecało.

Raz, raz, raz, raz, raz… yh, yh, yh…

Co chwilę szeroko otwierała oczy, by za moment na powrót je zamknąć. Jakby jednocześnie chciała być świadoma wszystkiego, co się z nią dzieje, a z drugiej strony jakby chciała uciec, być gdzieś obok.

W końcu położył dłonie na czubku jej głowy i chwycił za włosy.

-Chwileczkę, poczekaj, - powiedziała tak, jakby miała nadzieję, że zmieni zdanie.

Wielki łeb jego penisa był już prawie jej ustach. Górną wargą dotykała dziurki na jego szczycie. Łobuz bezceremonialnie ciągnął jej głowę w swoją stronę.

W końcu zabrakło jej sił. Osunęła się na jeden bok, a później opadła nieco na plecy. On jednak wciąż trzymał jej głowę na wysokości swojego fiuta i szybko poruszał biodrami. Nie dawał jej ani sekundy wytchnienia. Szarpała związanymi nadgarstkami, próbując choć trochę poluzować węzły. Była bez szans. Drobna, szczupła, delikatna, nie mogła się równać z dobrze zbudowanym, wysportowanym złoczyńcą.

W którymś momencie poczuła jakieś palce swojej cipce. Wielka dłoń dostała się do jej krocza i bezceremonialnie rozwarła płatki róży. W jednej sekundzie poczuła niewyobrażalne podniecenie, zawirowało jej w głowie, poczuła, że odpływa, że odlatuje w kosmos.

Facet obok niej upadł na kolana. Chciał lepiej penetrować jej gardło. Nawet na chwilę nie przerwał akcji, nie zwolnił.

Klap, klap, klap, klap, klap… - rozlegało się miarowe uderzanie w jej policzki.

Po minucie było jeszcze szybsze. Zacisnęła mocno powieki, tracąc kontakt z rzeczywistością. Czuła się, jak kukła jak przedmiot. Walił w jej gardło, jak w deskę, bez opamiętania. Jego dłonie tak mocno trzymały jej głowę, że trudno jej było to znieść. Jego ruchy stały się tak szybkie, że przestała już się nawet odróżniać.




9 lutego 2022

Wyprawa.

3. Gdyby tylko mogła zaczerpnąć tchu.


W tym poniżeniu, odczłowieczeniu było coś bardzo podniecającego. Nie mogła w to uwierzyć, ale jej sutki zaczęły twardnieć, a w kroczu poczuła wilgoć między udami. Gdyby tylko chciał nieco zwolnić. Gdyby tylko chciał na chwilę przestać, gdyby tylko mogła zaczerpnąć tchu…


Wielki, czerwony kutas z odciągniętym napletkiem kołysał się kilka milimetrów od jej uchylonych ust. Przymknęła powieki, jakby była w transie, jakby nic ją nie obchodziło. Uniosła lekko głowę i uchyliła wargi, dając przyzwolenie do dalszych zboczonych poczynań.

Zaraz później wysunęła język i dotknęła czubkiem lśniącej głowicy. Dyszała  przy tym ciężko. Zdawało się, że jeszcze nie może podjąć tej ostatecznej decyzji. Jednak nie miała najmniejszych szans. Pistolet przystawiony do skroni nie dawał jej wyboru. Czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Każda sekunda wydawała się wiecznością.

Jego fiut znajdował się tuż przed jej twarzą jak na talerzu. Chciała żyć. Językiem dotykała dolnej część żołędzi. Ciężko dyszała. Nikt nie wypowiedział ani jednego słowa. Zapach penisa drażnił jej nozdrza. Słychać było tylko jej ciężki oddech.

Doskonale wiedziała, w jakiej znajduje się sytuacji. Bandyta patrzył na jej piękną twarz i podniecał się coraz bardziej. W końcu zdenerwowany brakiem jej zdecydowania wyciągnął dłoń, w której trzymał pistolet i rękojeścią dotknął jej potylicy.

Dyszała ciężko. Nie miała pojęcia, co za chwilę się stanie. Bała się, że kolejny raz zostanie uderzona. Napastnik gapił się na jej piersi.

Po chwili stało się coś przerażającego, coś, czego nie spodziewała się w najczarniejszych koszmarach. Szarpnął tak mocno, że jego fujara znalazła się bezpośrednio gardle. Jej usta dotarły do jego jąder i zarostu na podbrzuszu. Szarpnięcie było tak silne, że jej twarz rozgniotła się w jego kroczu, niczym przejrzały słodki owoc.

W ostatniej chwili z jej gardła wydobył się stłumiony okrzyk. Nie zdążyła nabrać powietrza w płuca. Bandyta nie zwalniał uścisku. Dusiła się, szarpała w spazmach, pełna przerażenia.

Po chwili jeszcze raz spróbowała zaalarmować napastnika, że próbuje walczyć o życie. Nie słuchał jej jednak. Kilka sekund później, trzymając ją oburącz za tył głowy, zaczął rytmicznie poruszać biodrami. W powietrzu rozbrzmiewało mokre chlapanie jej śliny i ciężkie westchnienia.

W pewnym momencie, jednym, zdecydowanym szarpnięciem zerwał jej stanik. Klęczała w samych majtkach ze związanymi rękami pomiędzy jego szeroko rozstawionymi nogami. Na ugiętych kolanach poruszał tyłkiem, pakując kutasa w jej krtań. Nie był delikatny. Zachowywał się jak dzikie, wygłodniałe zwierzę.

Przerażona, kompletnie zaskoczona, co chwilę otwierała szeroko oczy, jakby nie dowierzając temu, co właśnie się działo. Facet nie traktował jej jak kobiety, nie traktował jej jak człowieka, robił swoje, ani trochę nie zwracając uwagi na jej reakcje.

Miała wrażenie, że jego wielka fujara przebije jej mózg i w końcu wyjdzie z tyłu czaszki. Chciała, żeby ten koszmar w końcu się skończył. Liczyła na to, że on się zmęczy, zrezygnuje, lub chociaż zwolni. Nic takiego jednak nie zaszło. Trzymał jej głowę z całych sił i mocno uderzał w jej gardło. To był koniec świata. Czuła coraz większy ból, dyskomfort. Czuła się poniżona, sponiewierana, jak ostatnia dziwka, jak szmata.

I nagle on jeszcze bardziej przyspieszył. Ruchy jego bioder stały się naprawdę bardzo szybkie. Łomotał jak robot, jak maszyna.

Raz, raz, raz, raz… chlap, chlap, chlap, chlap…

Miała wrażenie, że umiera. Przestała odróżniać pojedyncze uderzenia. Czuła, jak jej ciało faluje pod każdym uderzeniem. Czuła jak drżą jej piersi, biodra, pośladki. To było przerażające.

Mimo wszystko odczuwała coraz większe podniecenie. W tym poniżeniu, odczłowieczeniu było coś bardzo podniecającego. Nie mogła w to uwierzyć, ale jej sutki zaczęły twardnieć, a w kroczu poczuła wilgoć między udami. Gdyby tylko chciał nieco zwolnić. Gdyby tylko chciał na chwilę przestać, gdyby tylko mogła zaczerpnąć tchu…

Stękała, jęczała, w myślach błagała o odrobinę ulgi.




8 lutego 2022

Wyprawa.

2.  Pośrodku ciemnego lasu.


Swój wzrok utkwiła z wielkim, szpiczasto zakończonym łbie męskiego członka. Jej serce waliło jak oszalałe, w żaden sposób nie mogła opanować rozdygotanego oddechu. Gruby kutas był coraz bliżej. Mimowolnie uchyliła usta. Nie odwracała od niego wzroku. W tej pozycji, klęcząc na kolanach, pośrodku ciemnego lasu, pomiędzy dwoma bandytami wyglądała prześlicznie. Była bardzo podniecająca.


Znajdowali się w jakiejś starej szopie, opuszczonym budynku, czy ruderze. Ustawił ją przed grubym na pół metra drewnianym słupem, a po chwili, chwytając dłonią za ramię, przycisnął do niego. Opuściła głowę, nie chciała patrzeć w jego dzikie oczy. Był od niej wyższy, mocno zbudowany.

-Napominajesz maju sjestru, - warknął w jej stronę.

Nim zdążyła się zorientować, otrzymała potężny cios z boku głowy, ciężko stęknęła i upadła, wzniecając tuman kurzu.

- Zaraz ci pokażę ty stara kurwo, - szczeknął w jej stronę, wskazując ją palcem.

Nie miała czasu na zastanawianie się. W następnej chwili już unosił ją do góry i gdzieś za sobą ciągnął. Zdążyła tylko zorientować się, że było ich dwóch.

Jeden trzymał ją pod ramię z prawej strony, a drugi w lewej. Po chwili straciła przytomność. Taszczyli ją ze sobą, jak upolowane zwierzę.

Nadciągała burza. Obudził ją donośny grzmot, dobiegający gdzieś z bliska.

-Co się dzieje? Gdzie ja jestem? - wymamrotała.

Sekundę później gęstym, ciemnym lasem szarpnął kolejny, głośny odgłos uderzenia pioruna. Rozległ się szum ulewnego deszczu. Ponownie straciła przytomność.

Kiedy się ocknęła, znów była w jakimś budynku. Nad jej głową rozciągał się dach. Słyszała padający deszcz, ale było tu w miarę sucho.

-Pomocy! - krzyknęła.

Była w samej bieliźnie. Miała na sobie białe, skromne stringi, wiązane na biodrach cienką kokardką oraz, podobny w kroju, biustonosz, tylko w części zakrywający jej bujne, obfite piersi. Jej dłonie związane były kilkunastoma zwojami grubego szczura. Bała się.

-Johny, Johny gdzie jesteś! - próbowała wezwać przyjaciela. - Halo! Halo!!!

Jej oddech był szybki, nerwowy. Drżała, nie wiedziała, czy z zimna, czy ze strachu.

Tak samo, jak poprzednio, nie miała czasu na zbyt długie zastanawianie się, czy myślenie nad swoją sytuacją. Nagle poczuła mocne pchnięcie w swoje plecy. Jęknęła i odwróciła głowę, by spojrzeć oprawcy w twarz.

Sara była piękną dwudziestosześcioletnią kobietą, miała w pociągłą twarz, ładne usta, nos i nieco skośne oczy. Jej typ urody przywodzi na myśl młode Azjatki.

Czyjaś silna dłoń położona na ramię zmusiła ją, by pochyliła się do przodu. Doznała szoku, kiedy zorientowała się, że tuż przed nią stoi goły facet. Jego wielka, długa stercząca fujara kołysała się kilka centymetrów od jej twarzy. Czuła ciężki zapach męskiego przyrodzenia. Wiedziała, co za chwilę się stanie.

Jakby otrząsnęła się z letargu. Ze wszystkich sił chciała temu zapobiec, nie dopuścić do tej ostateczności. Wiedziała, że nie może do tego dojść, ale niewiele mogła w tej chwili zdziałać. Kątem oka spojrzała na wielkiego członka i, ku swojemu zaskoczeniu, oprócz strachu, poczuła dziwne podniecenie.

- Zaraz, zaraz... chwileczkę... poczekaj... - prosiła, mając nadzieję, na, chociaż chwilę przerwy.

-Dawaj! - ponaglał nagi mężczyzna.

Jego fiut pulsował z podniecenia. Nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, ale nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Nie chciała jednak wziąć go do ust. Kręciła głową.

Zmieniła decyzję dopiero po tym, jak usłyszała trzask zwalnianego zamka pistoletu, a po chwili poczuła lufę tuż przy swojej głowie. Wiedziała, że teraz już nie ma najmniejszego wyboru.

Swój wzrok utkwiła z wielkim, szpiczasto zakończonym łbie męskiego członka. Jej serce waliło jak oszalałe, w żaden sposób nie mogła opanować rozdygotanego oddechu. Gruby kutas był coraz bliżej. Mimowolnie uchyliła usta. Nie odwracała od niego wzroku. W tej pozycji, klęcząc na kolanach, pośrodku ciemnego lasu, pomiędzy dwoma bandytami wyglądała prześlicznie. Była bardzo podniecająca.

-Dobrze, dobrze... już dobrze, - szeptała przerażona.




Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...