Szukaj na tym blogu

2025-09-30

Korepetycje

7. Kocham się z nastolatką.


Mój kutas był bardzo gruby i sięgał mi prawie do pępka. Patrząc na niego, mogłem nabrać przekonania, że nigdy nie wciśnie się w jej ciasną pizdeczkę, lecz ona miała na ten temat inne zdanie

– A teraz się do reszty rozbiorę, żeby ci pokazać jak naprawdę wyglądam, – powiedziała, z gracją rozpinając guzik swoich spodenek. 

Niecierpliwie czekałem na ten moment. Chwyciłem swojego ptaka w dłoń i, patrząc na nią, zacząłem się nim niespiesznie bawić. Alicja, rozbierając się, śledziła moje ruchy. 

Podniosła się i, stojąc do mnie tyłem jak modelka, odwróciła głowę. Pozbywała się spodenek w sposób niezwykle seksowny. Na kanapie leżał potężny facet z wielkim fiutem w dłoni, a ona się tym nie przejmowała. Rozbieranie się dla niej było procesem całkiem naturalnym. Było jak doskonale wyuczony rytuał.

Kiedy zobaczyłem jej całkowicie nagą sylwetkę, moim ciałem znów szarpnął niesamowicie silny skurcz rozkoszy. Boże, ona rzeczywiście wyglądała jak lalka. Malutkie cycuszki, delikatna postać i gładka cipeczka wzbudzały we mnie gigantyczne pożądanie i pragnienie dominacji. Chwyciłem kutasa za głowicę i uniosłem do pionu, starając się oszacować, jak szybko uda mu się sforsować wejście do jej jaskini miłości. Czułem, że nie będzie to łatwe. 

Kiedy, potrząsając nogami, pozbywała się dolnej części garderoby, ja już nie mogłem się doczekać ponownego, bezpośredniego kontaktu z nią. Chciałem ją posiąść całkowicie i bez reszty. Chciałem wedrzeć się w jej wnętrze gwałtownie i do samego końca. Chciałem, by jęczała i wyła z rozkoszy. Ona była moja i mój kutas już o tym wiedział. Napięcie seksualne szybko rosło i musiałem bardzo się starać, aby nie eksplodować, aby nie rzucić się na nią jak dziki troglodyta. 

A później, tak po prostu, usiadła obok mnie. Cały drżałem – ona była jak zabawka, stworzona tylko po to, aby się z nią kochać. 

– O tak, tak jest dużo lepiej, – stwierdziłem, chcąc zachęcić ją do większego zaangażowania. 

Ta młoda dziewczyna emanowała ciepłem, pachniała świeżością i seksem. Jeszcze jej pośladki na dobre nie zetknęły się z materacem kanapy, a jej dłoń już wędrowała w stronę mojego przyrodzenia. Pokaźnych rozmiarów penis, trzymamy w moich dłoniach, był na wyciągnięcie ręki. Mogła go mieć w każdej chwili.

Dosiadła mnie tyłem – szybko i bez skrupułów. Po prostu mnie wzięła. Wzięła mnie, jak rzecz, a ja byłem najszczęśliwszym facetem na ziemi. To było niesamowite, mimo, że była bardzo ciasna, wszedłem w nią jak w masło. Jej cipka rozeszła się na wszystkie strony pod naporem mojego twardego oręża. Wjechałem w nią po same jaja.

Wykorzystała sytuację i od razu rozpoczęła gwałtowny atak na moją męskość. Miała niezłą kondycję, podskakiwała na mnie jak piłka plażowa. Jęcząc i wzdychając, brała to co, jej zdaniem, się jej należało. Była bardzo mokra. Z jej krocza wydobywały się charakterystyczne mlaśnięcia. 

– Offf uuuuufff oooo, –  stękała angażując się w każdy ruch. 

– Och, – wydobyło się z mojego gardła. 

Było niebiańsko dobrze. Obydwoje byliśmy zaskoczeni przebiegiem i gwałtownością tego seksu, wachlarzem różnorodnych doznań. Bzykanie z Alicją było jak odkrywanie nieznanych lądów. 

– Uff, – wyrzuciła z siebie jeszcze raz.

Jej cipka była ciasna, gorąca i wilgotna – taka, jaka powinna być cipka młodej dziewczyny. Świadomość, że kocham się z nastolatką i moją uczennicą doprowadzała mnie do utraty zmysłów. Leżałem na tej sofie z lekko rozsuniętymi udami, a ona, nadziana na mojego fiuta rytmicznie podskakiwała. 

– Oooohhhh uuuuufff oooo, – wzdychała, czując się w tej pozycji bardzo komfortowo.






2025-09-29

Korepetycje

6. Była prawdziwą profesjonalistką.


Poruszała dłonią do góry i do dołu, aby sprawdzić, jak szybko pozbywam się naturalnego oporu i jak szybko jestem w stanie oddać każdy centymetr swojego ciała w jej wyłączne posiadanie. Tak, miała mnie w całości i, mi można powiedzieć, że byłem z tego nieziemsko zadowolony.

Po chwili, z głośnym mlaśnięciem, wypuściła mój, twardy jak skała, oręż i zwróciwszy się w moją stronę westchnęła: 

– I jak, podoba ci się?

Cóż miałem odpowiedzieć? Byłem w raju. Było mi tak dobrze, że rozpływam się jak czekolada nas słońcu.  

– Och tak, tak, – jęknąłem z przejęciem.

Ta dziewczyna, mimo przeciętnego wyglądu, była naprawdę wyjątkowa. Potrafiła wyczuć moje potrzeby w nieziemski sposób. Aż trudno w to uwierzyć ale mógłbym się z nią bzykać bez przerwy.

– Jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką, – rzuciłem zaczepnie, a po chwili dodałem, – Widzę, że ty też to lubisz.

Nie zastanawiała się nad odpowiedzią.

– Tak, czasami lubię poczuć w buzi dużego kutasa, – rzucała zupełnie bez skrępowania.

Rozkładała mnie na łopatki. Nawet w tym momencie nie zaprzestała zabawy z moim ptakiem. Ściskając go mocno w połowie długości, wykonywała wzdłużne, posuwisto-zwrotne ruchy, windując moje podniecenie na sam szczyt. 

– Wiesz co, – odezwała się do mnie, – mogę robić to tak długo, aż spuścisz mi się na rączki.

Spojrzałem na nią zadowolony, ale też nieco zaskoczony.

– U, o cho, cho… naprawdę? Powiem tak – nie mam nic przeciwko temu. 

Zaraz później znów wzięła go do buzi. Była w tym tak naturalna, jakby urodziła się z kutasem w ustach. Nie wiedziałem w niej skrępowania, tak naturalnego u dziewczyn w jej wieku. Mój penis był ogromny, a w porównaniu z jej gabarytami wydawał się być jeszcze większy. Miałem wrażenie że lubi jego bliskość, zapach i smak. 

Kiedy pilnowanie, z głośnym cmoknięciem, go wypuściła, dalej jej lekkiego klapsa mówiąc: 

– Jak na swój wiek, doskonałe wiesz jak to robić.

– Tak, wiem, – odpowiedziała z dużą pewnością siebie i zaczęła kręcić dłonią tak, jakby odkręcała śrubę. 

Po chwili mój zaganiacz ponownie był w jej ustach. 

– Hmmm uhhh, – westchnęła.

– Ty stara rozwiązała suko, – stęknąłem, mając wrażenie, że zaraz się spuszczę, – podoba ci się mój kutas. Lubisz takie wielkie chuje, co? 

– Hmmm… no lubię, – westchnęła patrząc na wielką głowicę i poruszając dłonią na korzeniu. 

Ta dziewczyna była prawdziwą profesjonalistką. Nie spieszyła się, nie zależało jej na tym, aby jak najszybciej doprowadzić do wytrysku. Widać było, że ma satysfakcję z samego obcowania z wielkim kutasem. Doskonale wyczuwała napięcie moich mięśni. Śledziła drżenie ciała i stopniowo dawkowała pieszczoty. Moje ciało było całkowicie pod jej kontrolą. To ona miała zdecydować, kiedy nastąpi finał. Siedziałem goły na tej skórzanej sofie, a ona z wielkim wyczuciem waliła mi konia. 

W pewnym momencie doszła do wniosku, że pora przejść do kolejnego etapu tej niegrzecznej zabawy. 

– No dobrze, – mruknęła, prostując się, a ja zrozumiałem, że zamierza ściągnąć spodenki. 

Zobaczenie jej cipki było dla mnie kolejnym niezwykle intensywnym doświadczeniem. Zastanawiałem się, jak może ona wyglądać jej kwiatuszek. Poza tym, nie mogłem sobie wyobrazić, jak taki wielki penis, jak mój, może się w niej zmieścić. Zastanawiałem się, jak może wyglądać z nią seks. 

Patrzenie na nią sprawiało, że, błyskawicznie się podniecałem. Filigranowa, z lekko wpiętym brzuszkiem, malutkimi, ale sterczącymi cycuszkami i milionem piegów na buzi wyglądała raczej jak pluszowa zabawka, a nie jak prawdziwa dziewczyna. Kusiła samą swoją obecnością. Chciałem jej pokazać swoją wyższość i panowanie nad nią, ale to było jak marzenie ściętej głowy. Ona nigdy nie dała by się zamknąć w sztywne ramy. 





2025-09-28

Korepetycje

5. Wiedziała, na co się decyduje


– I co, nadal chcesz mnie uczyć, – odezwała się z lekką nutą triumfu.

Wiedziałem, że tę potyczkę przegrałem już dużo wcześniej. Teraz pasowało by tylko wyjść z tego z twarzą. 

– No wiesz, – zacząłem, lekko zbity stropu, – teraz to już naprawdę nie wiem.

– Hihihi… ale nauczyciel… –  roześmiała się tryumfalnie i zaczęła ściągać bluzkę. Zupełnie naturalnie, przez głowę. 

Zacząłem sobie uświadamiać, że cała ta sytuacja, nie jest zupełnie przypadkowa.

–  Nie boisz się, że wróci mama? – zacząłem zaczepnie, jednocześnie chcąc wybadać sytuację. 

– Mama wyjechała do cioci i wróci dopiero jutro rano, – rzuciła tak, jakby chciała powiedzieć “mam cię doktorku”. 

– Ah tak… no i co teraz będzie?

– Hihihi, nie wiem. Ty mi powiedz.

Prowadziła mnie w swoje sidła jak po sznurku. Nie byłem w stanie się jej oprzeć. Była bardziej inteligentna, niż mi się zdawało. Była bystra a przy tym niezwykle kokieteryjna. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, potrafiła sprawić, że działałem jak na sterydach. Pomimo, iż widzieliśmy się po raz pierwszy, nie było między nami żadnej bariery. Nie było wstydu, niepewności, czy jakichkolwiek zahamowań. Czułem się przy niej po prostu dobrze i, co ważniejsze, ona przy mnie tak samo. Z drugiej strony, zdawałem sobie sprawę, że, pomimo tej niezwykłej, erotycznej gry, w końcu i tak będziemy musieli się zająć tymi korepetycjami, że nie uda się nam uniknąć ciężkiej, pedagogicznej pracy. Ale na razie czekał nas seks – gorący seks. Bzykanko miało być tylko, miłym, bo miłym, ale jednak tylko przerywnikiem. 

No cóż, to, że zaczynaliśmy właśnie od tego,  oznaczało, że dalszą część dnia będziemy musieli poświęcić na jeszcze bardziej intensywną naukę. Mimo wszystko byłem profesjonalistą i nie mogłem sobie pozwolić, aby moja uczennica kolejny raz oblała maturę.

– Wiesz, że później i, tak, będziemy musieli zabrać się za naukę, – rzuciłem w jej stronę chcąc się upewnić, że zdaje sobie z tego sprawę. 

Wiem, – odpowiedziała ze śmiechem, – ale przyznasz, że po porządnym ruchanku lepiej się pracuje. 

No cóż, miała rację. Od dłuższego czasu byłem napięty jak struna, a zmuszanie się do wysiłku umysłowego było prawdziwą katorgą.  

– Masz ładne piersi, – pochwaliłem, a ona znów się roześmiała. 

Jej śmiech był bardzo przyjemny i zaraźliwy. Uspokajała mnie, niosła z sobą erotyczne szaleństwo, którego tak bardzo pragnąłem. Każdy jej ruch był naturalny niewymuszony i spontaniczny, a ja potrzebowałem młodzieńczości, radosnej, beztroskiej zabawy. Zdjęła z siebie bluzkę, zwinęła w kłębek i rzuciła w kąt tak, jakby była już jej niepotrzebna. 

– Teraz twoja kolej, – powiedziała, wyciągając dłonie w stronę moich luźnych, sportowych spodenek.

Wiedziałem, o co chodzi. Bez ociągania wstałem, a ona dodała szybko, abym się nie rozmyślił: 

– Muszę to z ciebie ściągnąć.

Efekt był taki, że następnej chwili, kompletnie nagi, siedziałem, a właściwie prawie leżałem, na tej czarnej, skórzanej sofie. Ona tymczasem usadowiła się na moich biodrach i, z niezwykłą wprawą, zabrała się za mojego, już dawno postawionego do pionu, zaganiacza. Chwyciła go prawą dłonią u podstawy i bez najmniejszego skrępowania wsunęła jego głowicę do swoich ust. Myślałem, że zwariuję. Wrażenie było trudne do opisania.

Ta drobna dziewczyna wiedziała, na co się decyduje. Nawet przez chwilę nie próżnowała. Przymknęła powieki, a jej policzki zapadły się, tworząc duże podciśnienie. Jej drobne palce ledwie obejmowały gruby korzeń, a usta z niezwykłą zaciętością robiły mi loda. 

– Jezu, dziewczyno, zwariuję przez ciebie, – jęknąłem z rozkoszy.




2025-09-27

Korepetycje

4. Dziewczyna z inicjatywą


Zaraz później sama chwyciła za drugie ramiączko i zsunęła ze swojego drobnego ciała. W tym momencie wiedziałem jedno – to musiało skończyć się gorącym seksem. Krew we mnie wrzała. Patrzyłem na nią jak zahipnotyzowany. Fujara w moich spodniach już stała na baczność. Nie mogłem się już wycofać. Boże, ta dziewczyna podniecała mnie niebotycznie! Nie potrafiłem powiedzieć dlaczego tak się działo. Prawdopodobnie chodziło o ten nieproporcjonalny, przerysowany wygląd. 

Jej piersi były małe, ale nie płaskie. Były dobrze wykształcone, z wyraźnie ciemniejszymi brodawkami i sztywnymi sterczącymi sutkami. W niektórych miejscach były wyraźnie pomarszczone, co nadawało jej autentyczności. To nie była dziewczyna z okładki Playboya. Nie była idealna. Była za to fragmentem otaczającej mnie rzeczywistości, a przez to bardziej wyrazista i dostępna.

Patrzyłem na nią i znów doznałem tego dziwnego, nieokreślonego wrażenia. Wciąż nie mogłem uwierzyć jak niewielkich jest rozmiarów. Była drobna jak skrzat. Jej ciało było delikatne i kruche, w swoim braku proporcjonalności wydawało się przeczyć wszelkim kanonom piękna i w naoczny sposób pokazywać, że może mieć ono bardzo różny charakter i wymiar. 

Przymknęła powieki, jakby chciała powiedzieć: “możesz na mnie patrzeć ile ci się podoba”. Choć nie była pięknością w klasycznym tego słowa znaczeniu, moje podniecenie wystrzeliło w kosmos, a kutas w luźnych, sportowych spodenkach zaczął szarpać się w gwałtownych skurczach i domagać natychmiastowego i dogłębnego zaspokojenia. Gorący seks, choć tego nie planowałem, musiał być jednym z punktów tego popołudnia. I w ogóle nie przejmowałem się tym, że w każdej chwili może pojawić się jej matka.

– Chcesz zobaczyć więcej? – odezwała się tak, jakby to, co się działo, było zwykłą, codzienną rutyną. 

Po chwili, nie czekając na moją odpowiedź, zaczęła ściągać bluzkę coraz niżej. Zrozumiałem, że dla niej ta zabawa była elementem codzienności takim, jak śniadanie. Robiła robiła to w sposób naturalny i była przy tym niezwykle urocza. Zrozumiałem też, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozwolić jej działać i nie ograniczać jej ruchów. Zamieniając się w uważnego obserwatora, zdałem sobie sprawę z faktu, że to dziewczyna z inicjatywą i, jeśli się jej tylko pozwoli, będzie w stanie pokazać cały wachlarz swoich niezwykłych możliwości.

– Tak, jestem bardzo ciekaw, – powiedziałem, przeciągając słowa. 

W następnej chwili jej bluzeczka była tylko wspomnieniem. Zwinięta w wąski rulon na krawędzi dżinsowych spodenek, odsłaniała cały jej tors. Głęboko wciągnąłem powietrze i patrzyłem na nią z coraz większą uwagą. Czułem mieszaninę bardzo dziwnych, chwilami sprzecznych ze sobą, uczuć. Mimo to były one niesłychanie przyjemne, budowały coraz większe napięcie między nami. 

Kolejny raz muszę to napisać. Alicja nie była pięknością, nie miała płaskiego, wysportowanego brzucha. Jej sylwetka nie była wyrzeźbiona przez siłownię czy fitness. Mimo drobnej, wręcz kruchej budowy ciała, jej brzuszek był nieco wypukły i odstający, tak jakby miała w nosie trzymanie odpowiedniej formy. Mogłem nawet dopatrzeć się na nim niewielkich rozstępów. To było dziwne. 

Takie właśnie szczegóły tworzyły sprzeczne wrażenia. W w mojej głowie rodziło się pytanie: czy ona ma nadmiar, czy raczej niedobór kalorii. Miałem coraz większą pokusę, aby to wszystko dokładnie sprawdzić, zbadać organoleptycznie każdy centymetr jej nieproporcjonalnie zbudowanego ciała. Chciałem jej dotykać w każdym miejscu. Chciałem zbliżyć się do niej, poczuć jej zapach i smak. Chciałem ją mieć tylko dla siebie. Stopniowo traciłem dla niej głowę. 



2025-09-26

Korepetycje

3. Gra w niezbyt poprawnego belfra


Moje ramię wciąż spoczywało na wezgłowiu kanapy, a z każdym wypowiedzianym słowem odległość między nami zdawała się maleć. Ogarnął mnie specyficzny komfort – ten rodzaj swobody, gdy kobieta po drugiej stronie rozmowy jest na tyle intrygująca, by przyciągać uwagę, ale nie onieśmiela swoją urodą. Alicja budziła we mnie nieoczywistą pokusę, by – choć na chwilę – zbliżyć się do granic, których jako nauczyciel nie powinienem przekraczać.

– Wiesz – zaczęła poważnie, odwracając się w moją stronę – mam pomysł, żeby zorganizować ten dzień trochę inaczej.

Skrzywiłem się lekko, jakby chcąc powiedzieć: „Rzeczywiście? Ciekawy pomysł chodzi ci po głowie?”.

– Zacznijmy od tego, moja droga – odparłem uprzejmie, ale stanowczo – że twoja mama zapłaciła za korepetycje z góry, a ja muszę się z tego wywiązać.

Jej spojrzenie mówiło wszystko: „Och, cwaniaku, rozgryzłeś mnie, ale to jeszcze nie koniec”. W tym krótkim momencie byliśmy jak zapaśnicy przed walką, mierząc się wzrokiem i oceniając swoje możliwości.

– Mówisz, że jesteś nauczycielem i chcesz wcisnąć mi do głowy materiał, którego nie ogarnęłam przez całe liceum, w zaledwie dwa tygodnie? Brzmi całkiem rozsądnie – rzuciła z lekką ironią w głosie.

Zignorowałem jej ton, pokiwałem głową i odparłem spokojnie:

– Mam nadzieję, że się uda. Wierzę, że jesteś bardziej inteligentna, niż ci się wydaje.

Patrzyła na mnie i uśmiechała się prowokacyjnie. 

– Widzę, że jesteś w dobrej kondycji i wierzę w to, że nam się uda, – ciągnąłem spokojnie. 

– Co ty nie powiesz, odpowiedziała prawie unosząc się nad siedzeniem.

W tym właśnie momencie niewidzialna granica, która dzieliła nauczyciela od uczennicy, została właśnie przekroczona. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. To po prostu się stało. Ostrożnie wyciągnąłem dłoń i, dwoma palcami, chwyciłem za cienkie ramiączko ceglastej bluzeczki, którą miała na sobie. Następnie, zupełnie bez pośpiechu zsunąłem je z obojczyka. Robiło się coraz goręcej. Gra w niezbyt poprawnego belfra i niegrzeczną uczennicę przybrała całkiem nowy wymiar. No cóż, można powiedzieć, że mnie rozegrała. Teraz to ona była nauczycielką, a ja uczniem, który poznaje i odkrywa nowe obszary kobiecego erotyzmu i powabu. 

Zsuwając ramiączko z jej ramienia, nie spodziewałem się takiego zachowania. Byłem przekonany, że nieco się wystraszy, odsunie i zablokuje dostęp do siebie. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego spojrzała na mnie w sposób niezwykle wyzywający. Jej młode oczy mówiły: “w taki sposób to rozgrywasz, hmm… no dobrze, ale co zrobisz dalej? No czekam. Popatrz, zupełnie się ciebie nie boję”. To zdecydowało o wszystkim.

Prowokacja poskutkowała. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie umiałam się powstrzymać. Wykonałem kolejny ruch, a w zasadzie posunąłem się jeszcze dalej i odkryłem jej pierś. Okazało się, że nie miała na sobie stanika. Zaskoczony? No cóż. Teoretycznie wiedziałem o tym od samego początku. Jej sutki przebijały przecież przez cienką dzianinę bluzki, w taki sposób, że nie dało się tego nie zauważyć. Mimo to moim ciałem szarpnęło jeszcze większe podniecenie.

Ta laska była niezwykła. Moje zachowanie przyjęła z pełnym zdecydowaniem. Nie protestowała, nie broniła się, a nawet się nie złościła. Śledząc moje ruchy, zacisnęła swoje palce tuż obok moich. Nie wiedziałem, czy chce mnie powstrzymać, czy może raczej zachęcić do bardziej bezpośredniej zabawy. Ale to nie był jeszcze koniec.



2025-09-25

Korepetycje

2. Zadziorny urwis


Szybko przekonałem się, że Alicja jest nie tylko bardzo inteligentna, ale też wygadana i bezpośrednia. Bez chwili wahania wyciągnęła do mnie rękę – jako pierwsza – i od razu przeszła na „ty”. Jako nauczyciel mogłem poczuć się nieco zaskoczony; w końcu dzieliła nas spora różnica wieku. Jednak zważywszy na wakacyjną atmosferę i jej naturalny urok, przystałem na tę swobodną formę komunikacji. Patrzyła mi prosto w oczy, a na jej piegowatej twarzy rozkwitał ciepły, szczery uśmiech. Emanowała naturalnością, jakby zawsze i wszędzie pozostawała sobą, niezależnie od okoliczności.

Jak wspomniałem wcześniej, był to ciepły, choć nie upalny dzień. Oboje byliśmy lekko ubrani, ale Alicja jeszcze lżej. Miała na sobie coś, co trudno jednoznacznie nazwać – może bluzkę na wąskich ramiączkach, cienkich jak tasiemki. Nic nadzwyczajnego, a jednak przyciągało uwagę. Jej ramiona, odkryte i delikatne, wydawały się tak kruche, że brakowało mi słów, by je opisać. Przez chwilę miałem irracjonalną myśl, by ich dotknąć, jakby chcąc sprawdzić, czy nie pękną pod najlżejszym naciskiem. Nie zdziwiło mnie, że i one były usiane piegami, przynajmniej na zewnętrznej stronie. Mój wzrok powędrował od jej szyi aż po dłonie, jakby próbując odnaleźć w układzie tych kropek i plamek ukryte wzory czy znaczenia. Bluzka, wykonana z miękkiej dzianiny, delikatnie opinała jej drobną sylwetkę, podkreślając jej nietypową, niemal eteryczną postać. Ceglasty kolor materiału harmonizował z letnią aurą, dodając jej wyglądu ciepła i lekkości.

Alicja miała na sobie krótkie spodenki jeansowe, które tak samo jak bluzka, były idealnie dopasowane do jej drobnego ciała. Założyła nogę na nogę, dłonie oparła na kolanach i zwróciwszy twarz w moją stronę, z serdecznym uśmiechem na ustach, patrzyła wprost w moje oczy. Obydwoje siedzieliśmy na niewielkiej, dwuosobowej, czarnej skórzanej sofie. Zwróceni w swoją stronę, siedzieliśmy jakby bokiem. 

Ubrany byłem tradycyjnie, jak typowy belfer na wakacjach: koszula w niebieskie pasy z krótkim rękawem i luźne, sportowe spodenki. Nic nadzwyczajnego, a jednak tego dnia nawet ten prosty strój wydawał się mieć znaczenie. Na nosie miałem zwykłe, druciane okulary, a w ręku plik kartek z notatkami i kilka podręczników, które odłożyłem na pobliską komodę. Siedząc bokiem do Alicji, oparłem ramię o wezgłowie kanapy i tłumaczyłem jej zaległy materiał. Ona, marszcząc swój mały nosek, spoglądała na mnie z zadziornym wyrazem twarzy, jakby chciała powiedzieć, że potrafi to rozegrać lepiej. I, jak się wkrótce okazało, rzeczywiście rozegrała.

– Zaczynajmy od razu – powiedziałem, chcąc zachęcić ją do współpracy. – We wrześniu masz poprawkę matury. Materiału jest sporo, ale przygotowałem go tak, że powinnaś go opanować bez problemu.

– Naprawdę? – odparła z nutą wyzwania w głosie, jakby rzucała mi rękawicę.

Czułem, że coś jest nie tak. Z tej drobnej, filigranowej nastolatki emanowała iskra, nieokiełznana energia, której nie sposób było przeoczyć. Choć nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę, miałem wrażenie, że kryje w sobie wulkan, gotowy w każdej chwili eksplodować.

– Jestem tu, by przekazać ci wiedzę w taki sposób, żebyś we wrześniu zdała maturę – powiedziałem, starając się brzmieć pewnie.

Przewróciła oczami, a ja nie byłem pewien, czy zgadza się z moimi słowami, czy może za chwilę zacznie zachowywać się jak zadziorny urwis. Z drugiej strony, czując w pewnym sensie przewagę jako jej nauczyciel, dostrzegałem w niej coraz więcej uroku.




2025-09-24

Korepetycje

1. Pozostaje ci nauka


Była druga połowa wakacji, wczesne popołudnie. Ten dzień zapowiadał się wyjątkowo, nie tylko ze względu na sprzyjającą pogodę, ale i na przeczucie, że czeka mnie coś niezwykłego. Jeszcze o niczym nie wiedziałem, ale w powietrzu unosiło się subtelne napięcie, jakby los szykował dla mnie niespodziankę. Czułem dreszcz ekscytacji, zwiastujący nową, nieznaną przygodę.

Pogoda była idealna – ciepło, ale bez uciążliwego upału. Lekki zefirek przyjemnie muskał skórę, a w powietrzu dało się wyczuć delikatną bryzę, jakby deszcz czaił się gdzieś w oddali, choć niebo pozostawało bezchmurne. Z dobrym nastawieniem ruszyłem do domu Zalewskich. Byłem pewien, że spędzę tam owocne trzy godziny, uczciwie zarabiając na korepetycjach. Od kilku lat przygotowywałem maturzystów z języka polskiego, a tym razem miałem pracować z Alicją – znałem tylko jej imię.

Zaskoczyła mnie jej drobna sylwetka. W swojej karierze nauczyciela miałem do czynienia z wieloma nastolatkami o różnej budowie ciała, ale ona była inna. Trudno mi było określić, co budziło we mnie tak sprzeczne uczucia – można by to nazwać dysonansem poznawczym. Była niska, lecz nie to przyciągało uwagę. Gdy próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest ładna, czy raczej nie, nie potrafiłem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Nie była pięknością w klasycznym tego słowa znaczeniu – ani, jak sądzę, w żadnym innym.

Jej sylwetka była niezwykle szczupła, ale określenie to nie oddawało w pełni jej wyglądu. „Szczupła” sugeruje harmonijną, proporcjonalną budowę, a w jej przypadku tej harmonii brakowało. Może bardziej pasowałoby powiedzieć, że była intrygująca, niemal enigmatyczna. W pierwszej chwili poczułem konsternację, jakby stanęła przede mną istota z innego świata. Jej odkryte przedramiona i nogi wydawały się niemal kruche, przywodząc na myśl sylwetkę anorektyczki. Gdybym miał jej coś poradzić, zasugerowałbym chyba bardziej pożywne posiłki. A jednak, mimo drobnego wzrostu i ascetycznej budowy, jej sylwetka miała w sobie coś zaskakująco proporcjonalnego – szczególnie w okolicach bioder, które, trzeba to przyznać, były kształtne i przyciągały wzrok.

Przyjrzałem się jej jeszcze raz, z większą uwagą. Wrażenie było osobliwe. W tej nietypowej, niemal przerysowanej sylwetce kryła się swoista symetria, jakby starannie zaplanowana. Przypominało mi to abstrakcyjną grafikę, w której chaos linii, kół i kwadratów skrywa niewidoczną na pierwszy rzut oka harmonię.

Opisując Alicję, nie mogę pominąć jej twarzy, bo bez niej obraz byłby niekompletny. Jej buzia była równie niezwykła, co drobne, niemal kruche ciało – jedno bez drugiego nie mogło istnieć. Powiem wprost: Alicja była piegowata. Nie chodziło jednak o kilka uroczych kropek wokół nosa, które dodają dziewczęcego wdzięku. Nie, to był zupełnie inny poziom. Jej twarz i szyja, od czoła po dekolt, były usiane pomarańczowo-brązowymi plamkami. Nie powinienem tego oceniać – w końcu nikt nie wybiera swojego wyglądu – ale w pierwszej chwili pomyślałem o dalmatyńczyku w nietypowej, brązowej odsłonie, tyle że w miniaturze. Piegów było tak wiele, że nawet przymknięte powieki miały ten sam nakrapiany wzór.

Do tego wszystkiego miała proste, jakby niedbale utrzymane włosy w trudnym do określenia kolorze, spięte zwykłą gumką w skromny kucyk. W tamtej chwili, choć nie jestem z tego dumny, przemknęła mi myśl: „No cóż, dziewczyno, pozostaje ci nauka, bo na wygląd nie masz co liczyć”. Jednak już po kilku minutach rozmowy, po paru wymienionych zdaniach, moja perspektywa zaczęła się zmieniać. Nie była to nagła przemiana z jednego bieguna na drugi, lecz raczej odkrycie innej, subtelniejszej strony. Nagle dostrzegłem piękno – nie tylko w jej twarzy, ale i w całej sylwetce – które wcześniej umykało mojemu spojrzeniu.








2025-09-23

Gorące dłonie Zosi

6. Wulkaniczna erupcja


Unosiłem biodra, wbijając się w nią z siłą, która wstrząsnęła łóżkiem, a każde uderzenie było akcentowane ostrym, wilgotnym uderzeniem skóry o skórę. Jej wewnętrzne mięśnie zaczęły drgać i zaciskać się wokół mnie chaotycznie, w szalonym, rytmicznym pulsie, który mówił mi, że jest na krawędzi.

– Ja… ja… – jęknęła, a jej ciało zaczęło się napinać nade mną.

– Patrz na mnie! – rozkazałem, a mój głos był szorstki, bo sam ledwo panowałem nad sobą. – Patrz na mnie, kiedy dochodzisz!.

Jej szkliste oczy z trudem skupiały się na moich. Połączenie było palące. Widziałem dokładnie moment, w którym osiągnęła orgazm. Jej źrenice rozszerzyły się, usta ułożyły się w bezgłośne „O”, a jej ciałem wstrząsnął gwałtowny, przeszywający dreszcz. Z jej gardła wyrwał się wysoki, przenikliwy krzyk, gdy jej cipka zacisnęła się na mnie niczym pięść, dojąc mnie, wysysając ze mnie orgazm z nieustępliwym, wykwintnym naciskiem.

To było za dużo. Widok jej całkowitego rozpadu, w połączeniu z intensywnym doznaniem fizycznym, zburzył moją kruchą kontrolę. Z gardłowym jękiem ugrzęzłem w niej tak głęboko, jak tylko mogłem i spuściłem się. Moje uwolnienie było niczym wulkaniczna erupcja, fala za falą gorąca wlewała się w nią, moje ciało wyginało się w łuk, gdy całkowicie opróżniałem zasoby mojej energii. 

Padliśmy razem, splątani, spoceni, zdyszani. Przez długą chwilę jedynym dźwiękiem w pokoju był nasz nierówny, synchroniczny oddech. Powietrze było gęste od piżmowego, intymnego zapachu seksu.

Powoli uniosła się na łokciach i spojrzała na mnie z góry. Jej rude włosy przykleiły się do wilgotnych skroni, szminka była rozmazana, a bladoniebieskie oczy były łagodne i nasycone. Na jej ustach pojawił się powolny, głęboko zadowolony uśmiech.

Przeniosła ciężar ciała, a ja wyślizgnąłem się z niej z cichym, mokrym odgłosem. Wyrwało jej się ciche, drżące westchnienie. Spojrzała w dół, między nasze ciała, a potem z powrotem na moją twarz, a jej uśmiech stał się figlarny.

– Oj, zbereźniku, – wyszeptała żartobliwie. – Patrz, co narobiłeś. Narobiłeś w środku bałaganu.



Koniec


2025-09-22

Gorące dłonie Zosi

5. Wilgotny dźwięk naszego zbliżenia


– Chcesz tego? – wyszeptała, a jej głos drżał, jakby był rozkazujący, choć teraz przesiąknięty jej własną, surową potrzebą.

– Tak, szepnąłem, zaciskając zęby, całe moje ciało było ściśnięte. – Zosiu, proszę…

Powolnym, rozważnym ruchem bioder opadła na mnie, biorąc mnie w siebie jednym idealnie powolnym, niemożliwie ciasnym ruchem. W tej chwili zobaczyłem gwiazdy. Jej głowa odchyliła się do tyłu, a z jej gardła wyrwał się długi, gardłowy jęk, gdy objęła mnie w całości, akceptując każdy centymetr. Była taka gorąca, tak niemożliwie mokra i ciasna wokół mojego podnieconego fallusa. Czułem się jak w niebie.

Trwała tak przez długą chwilę, wsłuchując się w uderzenia swojego serca. Zastygliśmy, oboje w całkowitym bezruchu, rozkoszując się uczuciem całkowitego połączenia. Potem zaczęła się poruszać.

Ujeżdżała mnie powolnym, rozważnym rytmem, który sam w sobie był wykwintną torturą. Każde uniesienie jej bioder było ulotnym momentem chłodnego powietrza muskającego moją mokrą, wrażliwą głowę, kuszącym uczuciem rozłąki, które sprawiało, że kolejny zjazd wydawał się jak pierwszy raz. Jej ciasne, śliskie ciepło było jak imadło czystych doznań, a ja byłem całkowicie, absolutnie zdany na jego łaskę.

“Boże, jaka ona jest ciasna”, – pomyślałem, moje dłonie powędrowały do jej wąskiej talii, kciuki wbiły się w delikatne zagłębienia kości biodrowych. Czułem delikatne drżenie w jej udach, subtelne zaciskanie się jej wewnętrznych mięśni wokół mojego członka przy każdym powolnym, płynnym pchnięciu.

Głowę wciąż miała odchyloną do tyłu, a ogniste warkoczyki muskały jej krzyż. Jej małe, idealne piersi kołysały się w rytm, który nadawała, a ich ciemne, sztywne sutki wskazywały sufit. Delikatna warstewka potu zaczęła lśnić na jej bladej skórze, sprawiając, że lśniła w delikatnym świetle jej sanktuarium o fioletowych ścianach.

– Czujesz to? – mruknęła, jej głos był niski i ochrypły, zupełnie inny od dziewczęcego chichotu, który słyszałem wcześniej. To był głos kobiety pogrążonej we własnej rozkoszy. Otworzyła oczy, te bladoniebieskie, teraz ciemne od pożądania, i spojrzała na mnie. – Czujesz, jak głęboko jesteś?

– Tak, – wykrztusiłam, zdławionym głosem. 

Cały mój wszechświat zawęził się do punktu, w którym nasze ciała się połączyły. Wdech. Wydech. Gorąco. Zacisk. Rozluźnienie.

– Dobrze. 

Na jej ustach pojawił się powolny, łobuzerski uśmiech. Pochyliła się do przodu, opierając dłonie na mojej piersi, a jej ruchy stały się płytsze, szybsze. Zmiana kąta była elektryzująca. Teraz, z każdym pchnięciem w dół, nasada mojego penisa ocierała się gwałtownie o jej łechtaczkę, a głowica wbijała się głęboko w jej wnętrze, co sprawiało, że  traciła oddech.

Jej kontrolowany rytm zaczął się łamać. Powolne, zmysłowe ruchy stały się natarczywymi, żądnymi kopnięciami bioder. Wyrwał się z niej ostry, zdyszany jęk. Przygryzła dolną wargę, próbując zachować choć odrobinę kontroli, którą tak ceniła.

Nie mogłem już tak leżeć. Moje dłonie zsunęły się z jej talii, po gładkich, jędrnych krągłościach jej pośladków, mocno ją ściskając. Odpowiadałem na jej pchnięcie za pchnięciem, wbijając się w nią, gdy wpadła na mnie. Gładki, wilgotny dźwięk naszego zbliżenia wypełnił pokój, surową i pierwotną muzyką.

– Kurwa, – jęknęła, szeroko otwierając oczy, a jej opanowanie w końcu legło w gruzach. – Tak… tak po prostu… nie przestawaj…

Jej polecenia były teraz niczym błagania bez tchu. Zatracała się, a sam widok, to uczucie, było najsilniejszym afrodyzjakiem,  jakiego kiedykolwiek mogłem to świadczyć. To była prawdziwa Zosia, ta pod spodem: surowa, głodna i całkowicie zaangażowana.


2025-09-21

Gorące dłonie Zosi

4. Wilgotne wejście do jej jaskini miłości.


W końcu usiadła na piętach, jej brzuch i jej piersi wciąż lśniły od mojego nasienia. Wyglądała jak namaszczona bogini. Na jej ustach igrał ledwie zauważalny, łobuzerski uśmiech. 

– Wystarczająco pobrudzona dla ciebie? – wyszeptała ochrypłym głosem.

– Och tak, – udało mi się wykrztusić.

Jej oczy spotkały się z moimi, gdy wkładała do ust umazane w spermie palce. Ssała, czyszcząc do najdrobniejszej kropelki. Jej policzki zapadły się, a wzrok uważnie śledził każdy mój ruch. Ten widok był tak niesłychanie erotyczny, że trudno było mi się powstrzymać. Potem zrobiła to samo drugą ręką, a lubieżny, dźwięk ssania wypełnił cały pokój. Ta młoda napalona samiczka smakowała mnie z najwyższą przyjemnością, a surowa aprobata w wyrazie jej twarzy sprawiła, że moje biodra szarpnęły się mimowolnie w niekontrolowanym skurczu.

– Moja kolej, – oznajmiła tonem, który nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.

Jednym płynnym ruchem obróciła się na łóżku. Wciąż na kolanach, przerzuciła nogę przez moje biodra, siadając na mnie okrakiem, ale utrzymując ciężar ciała wysoko na udach. Jej ogolona, gładka cipka znajdowała się teraz tuż nad moimi ustami, ciemna, kusząca szparka lśniła jej własnym podnieceniem. Jej zapach, piżmowy i słodki, wypełnił moje zmysły do szaleństwa.

– Liż mnie, rozkazała, – a jej głos opadł do niskiego, spragnionego szeptu. – Zrób tam większy bałagan, niż ten, który właśnie zrobiłeś, spuszczając się na mnie. Chcę poczuć twój język naprawdę wszędzie. Nie opuść żadnego miejsca.

Nie czekała, aż się na to zgodzę. Opadła mi na twarz swoją gorącą muszelką, dłońmi chwytając zagłówek za mną dla równowagi. Z całą intensywnością zatraciłem się w niej. Otworzyłem usta, a mój świat zawęził się do dotyku i smaku jej słodkiej, gorącej kobiecości. Przycisnąłem język płasko do jej ciała, liżąc szeroką, mokrą ścieżkę od wejścia aż do wrażliwego pączka łechtaczki.

Zosia sapnęła nade mną, gwałtownie, drżąc na całym ciele. Jej uda zacisnęły się na bokach mojej głowy. Tak… tak po prostu. Jej biodra zaczęły poruszać się małymi, szaleńczymi kręgami, ocierając się o moje usta. Trzymałem ją mocno za pupcię, moje palce wbijały się w miękkie, sprężyste mięśnie jej pośladków, przyciągając ją mocniej do siebie.

Bez reszty oddawałem się tej niezwykłej przyjemności. Muskałem językiem jej łechtaczkę, szybko i lekko, a potem delikatnie obrabiałem ją między wargami. Wnikałem głębiej czubkiem języka, smakując jej esencję, czując, jak jej wewnętrzne mięśnie drgają wokół mnie. Jej oddech stał się serią urywanych jęków i zdławionych próśb o więcej. Jej kontrola słabła, rozpływając się pod nieustającą uwagą moich ust.

– O, kurwa… nie przestawaj… właśnie tam, o Boże, właśnie tam! – krzyknęła, a jej słowa rozpłynęły się w bezgłośnym krzyku, gdy jej ciało zaczęło się napinać. 

Poczułem, jak orgazm rozlewa się serią gwałtownych, wykwintnych drgawek, które wprawiały w drżenie jej uda. Swoją rozgrzaną cipeczką przywarła do mojej twarzy, unosząc się na falach orgazmu, a jej krzyki tłumiły fuksjowe ściany jej sypialni.

Gdy jej dreszcze zaczęły ustępować, powoli, niechętnie, podciągnęła się. Oddychała ciężko, twarz miała pokrytą rumieńcami, a jej rude warkoczyki były lekko przekrzywione. Wydawała się być kompletnie rozwiązła lecz absolutnie piękna. Cofając się, przeniosła ciężar ciała, a śliskość jej cipki malowała mokry ślad na mojej piersi i brzuchu.

Nie zatrzymała się ani na chwilę. Jej oczy, ciemne od nowego rodzaju głodu, wpatrywały się w mojego twardego już penisa. Usiadła nade mną, jedną ręką mnie prowadząc, a drugą opierając na w mojej klatce piersiowej. Zawisła tam na chwilę, główka mojego fiuta musnęła wilgotne wejście do jej jaskini miłości. Oczekiwanie było agonią.


2025-09-20

Gorące dłonie Zosi

3. Ciepły akcent mojego wyzwolenia


Jej słowa były ostatecznym impulsem. Obie dłonie zacisnęła na podstawie mojego penisa i zaczęła masować krótkimi, gwałtownymi ruchami, skupiając się wyłącznie na opuchniętej głowicy.

W jednej chwili świat rozpłynął się w biało-gorącej eksplozji czystego doznania. Moje plecy wygięły się w łuk, gdy orgazm przeszył mnie z siłą pociągu towarowego. Z gardła wyrwał mi się gardłowy ryk, gdy pierwszy gorący strumień spermy wystrzelił, rozpryskując się na jej policzku i brodzie.

Nie drgnęła nawet. Trzymała mnie mocno, pomagając mi przetrwać konwulsyjne pulsowanie, z szeroko otwartymi oczami, patrząc, jak moje nasienie wytryskuje.  Grube strugi, jedna za drugą, malowały jej twarz, szyję, spływając po moim brzuchu i udach gorącymi, lepkimi strumieniami.

Kiedy ostatni dreszcz ustąpił, opadłem z powrotem na łóżko, kompletnie wyczerpany. Serce waliło mi jak szalone.

Zosia w końcu uwolniła mojego mięknącego, ale wciąż pokaźnego ptaka. Uniosła dłonie – lśniące i śliskie od mojego nasienia. Zmarszczyła nos w figlarnym grymasie, ale jej uśmiech był triumfalny.

– Fuj… narobiłaś tyle bałaganu, ty bestio, – zachichotała, unosząc lepką dłoń i pozwalając, by gruba, perłowa smuga płynu spłynęła mi na brzuch. – Patrz, co mi zrobiłaś.

Była ucieleśnieniem rozpustnej niewinności, siedziała tam, otulona moją wyzwoloną energią, jej małe piersi unosiły się i opadały w rytm oddechu. A gdy na nią patrzyłem, uczucie wyczerpania zaczęło ustępować, zastąpione nowym, narastającym głodem pożądania. Jeszcze z nią nie skończyłem. Nawet nie byłem tego bardzo blisko.

Roześmiała się i pogroziła mi lepkimi palcami.

Gruba kropla mojego nasienia spłynęła z jej palca na mój brzuch, ostatni, ciepły akcent mojego wyzwolenia. Patrzyłem, jak ląduje, skóra wciąż mnie mrowiła, a oddech wciąż urywał się w płytkich sapnięciach. Głód w moich trzewiach nie został zaspokojony; został zaostrzony.

Triumfalny uśmiech Zosi zmienił się, gdy dostrzegła moje spojrzenie. Jej figlarny grymas złagodniał, stając się czymś bardziej świadomym, bardziej drapieżnym. Opuściła lepką dłoń i położyła ją na moim udzie, a jej dotyk był jednocześnie zaborczy i obiecujący.

– Och, on jest wciąż taki twardy dla mnie, – mruknęła. Jej jasnoniebieskie oczy wpatrywały się w mojego podnieconego kutasa, który znów się wiercił, nabrzmiewając pod jej podnieconym spojrzeniem. – Jesteś nienasycony. Podoba mi się to.

Nie czekała na odpowiedź. Wciąż kucając między moimi nogami, pochyliła się do przodu, jej rude warkoczyki musnęły moje kolana. Nie sięgnęła po mojego penisa. Zamiast tego, pochyliła głowę i powoli, ale rozważnie przesunęła językiem po wewnętrznej stronie mojego uda, oczyszczając ścieżkę w bałaganie, który narobiłem.

Doznanie było elektryzujące. Jej język był ciepły i wilgotny, co stanowiło ostry kontrast z chłodzącym nasieniem na mojej skórze. O Boże, jęknąłem, opadając głową na poduszki. Moje palce zaplątały się w prześcieradło, chwytając je niczym kotwicę, podczas gdy ona kontynuowała powolne, skrupulatne oczyszczanie. Wylizała pręgę aż do kości biodrowej, a każdy ruch jej języka wysyłał nową falę pożądania prosto do mojego wnętrza. Rościła do mnie swoje prawa, naznaczała mnie w inny sposób, a intymność tego była silniejsza niż jakikolwiek jawny akt seksualny.

Przeniosła się na moje drugie udo, jej małe dłonie rozpostarły się na mojej skórze, by mnie unieruchomić.  Czułem jej gorący oddech, od czasu do czasu delikatne muśnięcie ustami pośród lizania. Nie spieszyła się, przedłużając doznania, budując napięcie z powrotem do gorączkowego szczytu. Mój penis był teraz bardzo sztywny i pulsujący od pragnienia, które stawało się wręcz bolesne.


Czerwona rybka

52. Pędziłem do met y Jej lewa noga opadła na łóżko, miękko, leniwie, jakby sama nie chciała już dłużej walczyć z grawitacją, jakby chciała ...