Szukaj na tym blogu

23 września 2025

Gorące dłonie Zosi

6. Wulkaniczna erupcja


Unosiłem biodra, wbijając się w nią z siłą, która wstrząsnęła łóżkiem, a każde uderzenie było akcentowane ostrym, wilgotnym uderzeniem skóry o skórę. Jej wewnętrzne mięśnie zaczęły drgać i zaciskać się wokół mnie chaotycznie, w szalonym, rytmicznym pulsie, który mówił mi, że jest na krawędzi.

– Ja… ja… – jęknęła, a jej ciało zaczęło się napinać nade mną.

– Patrz na mnie! – rozkazałem, a mój głos był szorstki, bo sam ledwo panowałem nad sobą. – Patrz na mnie, kiedy dochodzisz!.

Jej szkliste oczy z trudem skupiały się na moich. Połączenie było palące. Widziałem dokładnie moment, w którym osiągnęła orgazm. Jej źrenice rozszerzyły się, usta ułożyły się w bezgłośne „O”, a jej ciałem wstrząsnął gwałtowny, przeszywający dreszcz. Z jej gardła wyrwał się wysoki, przenikliwy krzyk, gdy jej cipka zacisnęła się na mnie niczym pięść, dojąc mnie, wysysając ze mnie orgazm z nieustępliwym, wykwintnym naciskiem.

To było za dużo. Widok jej całkowitego rozpadu, w połączeniu z intensywnym doznaniem fizycznym, zburzył moją kruchą kontrolę. Z gardłowym jękiem ugrzęzłem w niej tak głęboko, jak tylko mogłem i spuściłem się. Moje uwolnienie było niczym wulkaniczna erupcja, fala za falą gorąca wlewała się w nią, moje ciało wyginało się w łuk, gdy całkowicie opróżniałem zasoby mojej energii. 

Padliśmy razem, splątani, spoceni, zdyszani. Przez długą chwilę jedynym dźwiękiem w pokoju był nasz nierówny, synchroniczny oddech. Powietrze było gęste od piżmowego, intymnego zapachu seksu.

Powoli uniosła się na łokciach i spojrzała na mnie z góry. Jej rude włosy przykleiły się do wilgotnych skroni, szminka była rozmazana, a bladoniebieskie oczy były łagodne i nasycone. Na jej ustach pojawił się powolny, głęboko zadowolony uśmiech.

Przeniosła ciężar ciała, a ja wyślizgnąłem się z niej z cichym, mokrym odgłosem. Wyrwało jej się ciche, drżące westchnienie. Spojrzała w dół, między nasze ciała, a potem z powrotem na moją twarz, a jej uśmiech stał się figlarny.

– Oj, zbereźniku, – wyszeptała żartobliwie. – Patrz, co narobiłeś. Narobiłeś w środku bałaganu.



Koniec


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...