4. Wilgotne wejście do jej jaskini miłości.
W końcu usiadła na piętach, jej brzuch i jej piersi wciąż lśniły od mojego nasienia. Wyglądała jak namaszczona bogini. Na jej ustach igrał ledwie zauważalny, łobuzerski uśmiech.
– Wystarczająco pobrudzona dla ciebie? – wyszeptała ochrypłym głosem.
– Och tak, – udało mi się wykrztusić.
Jej oczy spotkały się z moimi, gdy wkładała do ust umazane w spermie palce. Ssała, czyszcząc do najdrobniejszej kropelki. Jej policzki zapadły się, a wzrok uważnie śledził każdy mój ruch. Ten widok był tak niesłychanie erotyczny, że trudno było mi się powstrzymać. Potem zrobiła to samo drugą ręką, a lubieżny, dźwięk ssania wypełnił cały pokój. Ta młoda napalona samiczka smakowała mnie z najwyższą przyjemnością, a surowa aprobata w wyrazie jej twarzy sprawiła, że moje biodra szarpnęły się mimowolnie w niekontrolowanym skurczu.
– Moja kolej, – oznajmiła tonem, który nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
Jednym płynnym ruchem obróciła się na łóżku. Wciąż na kolanach, przerzuciła nogę przez moje biodra, siadając na mnie okrakiem, ale utrzymując ciężar ciała wysoko na udach. Jej ogolona, gładka cipka znajdowała się teraz tuż nad moimi ustami, ciemna, kusząca szparka lśniła jej własnym podnieceniem. Jej zapach, piżmowy i słodki, wypełnił moje zmysły do szaleństwa.
– Liż mnie, rozkazała, – a jej głos opadł do niskiego, spragnionego szeptu. – Zrób tam większy bałagan, niż ten, który właśnie zrobiłeś, spuszczając się na mnie. Chcę poczuć twój język naprawdę wszędzie. Nie opuść żadnego miejsca.
Nie czekała, aż się na to zgodzę. Opadła mi na twarz swoją gorącą muszelką, dłońmi chwytając zagłówek za mną dla równowagi. Z całą intensywnością zatraciłem się w niej. Otworzyłem usta, a mój świat zawęził się do dotyku i smaku jej słodkiej, gorącej kobiecości. Przycisnąłem język płasko do jej ciała, liżąc szeroką, mokrą ścieżkę od wejścia aż do wrażliwego pączka łechtaczki.
Zosia sapnęła nade mną, gwałtownie, drżąc na całym ciele. Jej uda zacisnęły się na bokach mojej głowy. Tak… tak po prostu. Jej biodra zaczęły poruszać się małymi, szaleńczymi kręgami, ocierając się o moje usta. Trzymałem ją mocno za pupcię, moje palce wbijały się w miękkie, sprężyste mięśnie jej pośladków, przyciągając ją mocniej do siebie.
Bez reszty oddawałem się tej niezwykłej przyjemności. Muskałem językiem jej łechtaczkę, szybko i lekko, a potem delikatnie obrabiałem ją między wargami. Wnikałem głębiej czubkiem języka, smakując jej esencję, czując, jak jej wewnętrzne mięśnie drgają wokół mnie. Jej oddech stał się serią urywanych jęków i zdławionych próśb o więcej. Jej kontrola słabła, rozpływając się pod nieustającą uwagą moich ust.
– O, kurwa… nie przestawaj… właśnie tam, o Boże, właśnie tam! – krzyknęła, a jej słowa rozpłynęły się w bezgłośnym krzyku, gdy jej ciało zaczęło się napinać.
Poczułem, jak orgazm rozlewa się serią gwałtownych, wykwintnych drgawek, które wprawiały w drżenie jej uda. Swoją rozgrzaną cipeczką przywarła do mojej twarzy, unosząc się na falach orgazmu, a jej krzyki tłumiły fuksjowe ściany jej sypialni.
Gdy jej dreszcze zaczęły ustępować, powoli, niechętnie, podciągnęła się. Oddychała ciężko, twarz miała pokrytą rumieńcami, a jej rude warkoczyki były lekko przekrzywione. Wydawała się być kompletnie rozwiązła lecz absolutnie piękna. Cofając się, przeniosła ciężar ciała, a śliskość jej cipki malowała mokry ślad na mojej piersi i brzuchu.
Nie zatrzymała się ani na chwilę. Jej oczy, ciemne od nowego rodzaju głodu, wpatrywały się w mojego twardego już penisa. Usiadła nade mną, jedną ręką mnie prowadząc, a drugą opierając na w mojej klatce piersiowej. Zawisła tam na chwilę, główka mojego fiuta musnęła wilgotne wejście do jej jaskini miłości. Oczekiwanie było agonią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz