14. Błagając o więcej
A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i natarczywą, ślina lśniącą na jego skórze, pulsowanie wciąż widoczne, zapach ich wspólnej wilgoci unoszący się w powietrzu kabiny jak dym z kadzidła. Westchnęła głęboko, cicho – „Och” – dźwięk wyszedł z gardła bezwiednie, drżący i pełen zaskoczenia, jakby straciła coś najcenniejszego w jednej chwili. Myślała, że coś się stało, że to koniec, że teraz każe jej się wynosić, że rozkosz, która dopiero co wypełniała ją całą, nagle się urwie, pozostawiając tylko chłód i wstyd. Przerażało ją to – myśl o pustce po tym uniesieniu, o powrocie do świata za drzwiami, do rzeczywistości, która nagle wydawała się szara i odległa. Serce zabiło mocniej, oddech zadrżał, oczy jej, zamglone i ciężkie, uniosły się ku niemu w błaganiu, w lęku, że to już, że gra skończona.
Ale nie, to nie był jeszcze koniec – spojrzenie jego, głębokie i spokojne, przesunęło się po jej twarzy z tą samą pewnością, a lekki uśmiech jednej strony ust zdradził, że ma inne plany, że rozkosz dopiero się rozkręca. Wybuchła w niej niezwykła ekscytacja, fala ciepła rozlała się po brzuchu, po piersiach, po udach, wilgoć spłynęła obficiej, gorąca i lepka, jakby ciało świętowało kontynuację, jakby zrozumiało wcześniej niż umysł, że to dopiero preludium do czegoś głębszego, bardziej posiadającego. Drżenie przeszło przez nią całą, kolana na kafelkach zadrżały lekko, oddech stał się westchnieniem ulgi pomieszanej z nowym głodem, a w myśli jej przemknęło: „Więcej, proszę, nie kończ, weź mnie dalej, głębiej”.
Kazał jej wstać – głosem niskim, ciepłym, nieznoszącym sprzeciwu, a ona podniosła się powoli, nogi drżące, ciało ciężkie od podniecenia, wilgoć spływająca po wewnętrznej stronie uda. Stanąć pod drzwiami kabiny w lekkim rozkroku – zrobiła to z głębokim zadowoleniem i ulgą, stopy rozstawione na chłodnych kafelkach, biodra lekko wysunięte, plecy proste, piersi uniesione w oddechu, jasne włosy rozwichrzone i opadające na ramiona, błękitne oczy pełne ognia i oddania, patrzące na niego z tęsknotą. Gra trwała dalej, a ona chciała jej więcej, pełniej – chciała, aby wziął ją mocno w jej mokrą i gorącą kobiecość, bez litości, tak mocno, jak tylko potrafił, by wypełnił pustkę, by rozciągnął, by posiadł całkowicie. Myśl ta paliła od środka, wilgoć pulsowała w oczekiwaniu, sutki napięte, skóra pokryta gęsią skórką w chłodzie powietrza.
Kazał jej oprzeć się o drzwi – dłoń jego wskazała gestem spokojnym, a ona posłuchała, plecy przywarły do chłodnego metalu, kontrastując z gorącem ciała, ręce położyła na wewnętrznej stronie ud, palce drżące muskające wilgotną skórę, rozchylając lekko, zapraszając. Uśmiechał się jedną stroną ust, spojrzenie jego przesuwało się po niej powoli, oceniając, delektując się – było dobrze, było tak, jak chciał, jak zaplanował w tej ciszy, w tym napięciu, gdzie każdy oddech z zewnątrz przypominał o ryzyku, o świecie, który mógł wtargnąć w każdej chwili.
Nakazał, aby szerzej rozchyliła swoją kobiecość – głosem cichym, lecz władczym, a ona posłuchała natychmiast, palce sunące po udach, rozchylające wilgotne fałdy, odsłaniając ciepło, pulsowanie, wilgoć lśniącą w świetle. „Teraz, Boże, teraz?!” – pomyślała, niedowierzanie mieszało się z wniebowziętą ekstazą, serce zabiło mocniej, oddech zadrżał, nie wierzyła, że to się stanie, że tak szybko i tak bezwzględnie, a jednak była wniebowzięta, ciało drżało w napięciu, czekając na ten moment, kiedy jego twarda męskość znajdzie drogę do jej spragnionego wnętrza, wypełni, rozciągnie, posiadnie.
Przysunął się z wielką lancą w gotowości – trzymał ją w dłoni, palce pewne i ciepłe, lekko nagiął, przyłożył tam, gdzie trzeba, a ona poczuła twardość jego głowicy – gorącą, gładką, pulsującą, muskającą wejście, rozchylającą wilgotne fałdy powoli, natarczywie. W tym samym momencie przez jej ciało przeszedł obezwładniający prąd – ciepło eksplodowało w brzuchu, drżenie wstrząsnęło udami, wilgoć spłynęła obficiej, oddech zamarł w gardle, oczy zamknęły się w uniesieniu. Myślała, że nie da rady, że prędzej straci przytomność, że rozkosz będzie zbyt wielka, zbyt intensywna, by znieść – w głowie zakręciło się lekko, kolana ugięły się, ręce zacisnęły na udach mocniej. Ale wszystko było w porządku – żyła jeszcze, czuła, doświadczała każdego milimetra, każdego ciepła, każdego pulsowania, a ciało jej otwierało się szerzej, zapraszając, błagając o więcej, w tej mrocznej, gorącej ciszy kabiny, gdzie świat zewnątrz przestał istnieć.