Szukaj na tym blogu

1 kwietnia 2026

Zapach rozkoszy

4. Drżąc w oczekiwaniu


Jego dłoń, ciepła i pewna, zamknęła się wokół jej nadgarstka tak delikatnie, jakby dotykał płatka kwiatu, który mógłby się rozpaść pod zbyt mocnym naciskiem – palce długie, o skórze gładkiej i ciepłej, z ledwie wyczuwalnym napięciem mięśni pod spodem, przesunęły się powoli po jej dłoni, splatając się z jej palcami w uścisku, który nie więził, lecz zapraszał, wnikał, rozlewał się ciepłem w górę przedramienia, po ramieniu, aż do szyi, gdzie tętno jej już biło szybko, chaotycznie. Dotyk był aksamitny, lecz pod spodem czaiła się siła, ciepło przenikało skórę jak letni deszcz, wilgoć jego dłoni mieszała się z jej własną, a każdy milimetr kontaktu budził drżenie, lekkie, falujące, jakby jej ciało odpowiadało na pytanie, którego jeszcze nie zadała.

Delikatnie odwrócił jej twarz ku sobie – kciukiem muskając podbródek, unosząc go powoli, z tą samą precyzją, z jaką smakuje się wino przed połknięciem – i spojrzał prosto w jej oczy. Niebieskie, duże, teraz szeroko otwarte, zamglone lekką, ciepłą mgłą, w której odbijał się jego własny obraz; źrenice rozszerzone, jakby piły światło, rzęsy drżały lekko, a na policzkach rumieniec rozlewał się coraz głębszy, gorący, wilgotny od potu lata. Zakłopotanie malowało się w nich jeszcze przez chwilę – lekkie zmarszczenie brwi, próba odwrócenia wzroku, która natychmiast zawiodła – lecz szybko ustąpiło miejsca podnieceniu, narastającemu szybko, nieubłaganie, jak fala ciepła w brzuchu, w piersiach, między udami; oczy jej stały się ciężkie, półprzymknięte, oszołomienie wlewało się w nie powoli, nieustannie, jakby ktoś rozlewał w nich ciepły miód, aż patrzyła na niego bezbronnie, bez tchu, z ustami rozchylonymi w niemym pytaniu.

W tej samej chwili Alexander pozwolił, by feromony rozlały się pełniej – zapach jego skóry zintensyfikował się, stał się głębszy, cieplejszy, bardziej cielesny, jak wilgoć lasu w pełni lata zmieszana z solą potu i czymś pierwotnym, co wdzierało się w nozdrza, w płuca, w krew. Ona wciągnęła powietrze głębiej, oddech jej przyspieszył, stał się płytki, drżący, jakby nie mogła złapać dość tego zapachu, dość tego ciepła; klatka piersiowa unosiła się szybciej pod sukienką, sutki napięły się jeszcze mocniej, wilgoć między udami stała się ciężka, natarczywa, gorąca, a zapach własnego podniecenia zmieszał się z jego, tworząc mgłę, w której myśli rozpływały się całkowicie.

Przyciągnął ją bliżej – wolno, lecz nieubłaganie – dłoń na jej talii ciepła i pewna, palce rozłożone szeroko, jakby chciał objąć jak najwięcej skóry przez cienki materiał sukienki. Ona cała zadrżała, drżenie przeszło przez nią falą, od czubka głowy po palce stóp, kolana zmiękły, ciało przylgnęło do niego mimowolnie, już bez oporu, bez kontroli – piersi przywarły do jego klatki, brzuch do brzucha, uda do ud, a wilgoć między nogami stała się tak intensywna, że poczuła ją na wewnętrznej stronie ud, ciepła, lepka, rozkoszna. Nie mogła już nad sobą zapanować – ręce jej uniosły się same, oplatając jego szyję, palce wplotły się we włosy na karku, oddech stał się westchnieniem, ciałem wstrząsały drobne, niepowstrzymane dreszcze, jakby każde włókno jej istoty poddawało się temu ciepłu, temu zapachowi, temu dotykowi.

Wtedy objął ją w talii obiema dłońmi – mocno, zdecydowanie, palce wpiły się w miękką skórę pod sukienką, przesuwając się powoli w dół, aż objęły jej pośladki, ściskając je z posiadającą pewnością, przyciągając ją tak blisko, że poczuła twardość jego ciała przez materiał, gorącość, która paliła przez ubranie, wnikając w nią całą. Jej biodra poruszyły się same, przylgnęły mocniej, szukając tarcia, ciepła, wilgoci, a jęk cichy, bezwiedny, wydobył się z jej gardła, gdy jego palce zacisnęły się głębiej, masując, posiadając, rozpalając.

Patrzyła mu w oczy nieprzytomnie, wzrok zamglony, ciężki, usta rozchylone, oddech urywany, a słowa wyszły z niej szeptem, drżącym, błagalnym, jakby całe jej ciało mówiło je razem z nią:

– Weź mnie…

Głos jej zadrżał na końcu, urwał się w westchnieniu, oczy zamknęły się na chwilę, by otworzyć się znowu, pełne tej samej prośby, tego samego poddania, a ciało jej przylgnęło do niego jeszcze mocniej, drżąc w oczekiwaniu na to, co miało nadejść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

13. Pełna jego męskości Trzymał ją za potylicę – dłoń jego, ciepła i pewna, palce wplatające się głęboko we włosy u nasady głowy, nie ściska...