15. Drżąc w tej eksplozji
Kiedy wszedł w nią samym czubkiem – gorącym, gładkim, napiętym – i zatrzymał się nagle, patrząc jej prosto w oczy z tą spokojną, głęboką intensywnością, uśmiechnęła się ciepło, wargi rozciągnęły się w uśmiechu pełnym zaskoczenia i rozkosznej ulgi, oczy błyszczały w półmroku kabiny, a rumieniec na policzkach pogłębił się lekko. Uśmiechnęła się, bo była zaskoczona, że zrobił to z taką łatwością, z taką precyzją, jakby jej ciało było dla niego otwartą księgą, którą czytał od pierwszej strony bez wahania.
Oparta górną częścią pleców o zamknięte drzwi kabiny, chłodny metal kontrastujący z gorącem skóry, z szeroko rozstawionymi stopami na kafelkach i biodrami wysuniętymi daleko do przodu, gotowa, spragniona, by przyjąć go głęboko w siebie, nie przypuszczała, że to nadejdzie tak szybko, tak zdecydowanie. Choć bardzo chciała mieć go już w sobie całym, czuć wypełnienie, pulsowanie, ciepło rozlewające się wewnątrz, spodziewała się raczej dłuższej gry, jakichś podchodów, pieszczot, muskania, budowania napięcia warstwa po warstwie. Tymczasem to było jedno zdecydowane, prawie chirurgiczne pchnięcie – czubek wsunął się w nią z łatwością, otoczony wilgocią, która przygotowała drogę, rozchylając fałdy, wnikając w ciepłe, pulsujące wnętrze. Piersi jej były napięte, sutki sterczące boleśnie rozkosznie w chłodzie powietrza, oddech drżący, lecz nic totalnie wybuchowego jednak nie poczuła od razu – tylko cudowne przyjemne wypełnienie, ciepło bijące od niego, lekkie rozciągnięcie, które sprawiało, że biodra jej poruszyły się mimowolnie, szukając więcej.
Ale i tak było cudownie przyjemnie – ciepło jego czubka pulsowało wewnątrz, muskając wrażliwe miejsca, wilgoć mieszała się z jej własną, zapach ich bliskości gęstniał w kabinie, a ona westchnęła cicho, oczy półprzymknięte, myśląc: „To już, to naprawdę się dzieje, on we mnie, choć tylko trochę, ale we mnie”. Nie miała pojęcia, co dostanie się za chwilę, co czekało ukryte pod tą spokojną powierzchnią, co czaiło się w jego spojrzeniu, w tym zatrzymaniu, które wydawało się wiecznością w ciasnej przestrzeni, gdzie dźwięki z zewnątrz – kroki, głosy – przypominały o świecie, który mógł wtargnąć w każdej chwili.
Najpierw w jego oczach zobaczyła coś obcego, jakąś taką trudną do wytłumaczenia dzikość – zielone źrenice z złotawym błyskiem pociemniały lekko, jakby pod skórą tlił się płomień, coś pierwotnego, głodnego, co nie było całkiem ludzkie, choć jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy, zbyt pochłonięta ciepłem wewnątrz, zbyt zatopiona w jego bliskości. Podparty na wyprostowanym ramieniu, dłoń rozpostarta tuż obok jej głowy na drzwiach, mięśnie napięte pod skórą, patrzył jej w oczy i czekał – spokojnie, nieubłaganie – aż esencja seksualna, którą uwolnił głębiej, wypełni jej wnętrze żarem pożądania i rozleje się jak tsunami po całym ciele, fala po fali, niepowstrzymana. Wtedy będzie się pożywiał, czerpał to, czego potrzebował, choć ona widziała w tym tylko rozkosz, tylko spełnienie, tylko jego władzę nad nią, która była słodka i pożądana.
Zanim sobie to uświadomiła, jej różyczka wysłała pierwszy, alarmujący sygnał w postaci niespodziewanego gwałtownego skurczu – wnętrze zacisnęło się wokół czubka mocno, pulsująco, ciepło eksplodowało niskim żarem, wilgoć spłynęła obficiej, a biodra jej drgnęły mimowolnie. Ale to jeszcze nie było nic, czego powinna była się obawiać – wszak wiele razy osiągała orgazm, dawno temu, w innych czasach, i nie tak szybko, nie tak gwałtownie, to jednak znała to uczucie, to lekkie napięcie, to ciepło rozlewające się powoli. Chciała nawet powiedzieć, pomyślała z lekkim, figlarnym uśmiechem w umyśle: „I co, tylko tyle? Nic więcej się nie stanie?” – słowa wisiały na końcu języka, gotowe wyszeptać, gdy nagle kolejne błyskawiczne skurcze wyrzuciły ją na orbitę – fala za falą, gwałtowna i niepowstrzymana, wnętrze zaciskało się rytmicznie, mocno, ciepło rozlewało się po brzuchu, po udach, po plecach, sutki pulsowały, oddech urwał się w gardle, oczy zamknęły się w uniesieniu, a ciało jej wygięło się lekko, drżąc w tej eksplozji, która przyszła tak nagle, tak intensywnie, że świat zawirował, a kabina, chłód drzwi, zapach ich bliskości – wszystko stopiło się w jedno gorące, mokre, niekończące się uniesienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz