74. Kinga już wiedziała
Kinga uśmiechnęła się krzywo, ale wyszło nerwowo, kącik ust drgnął, jakby chciała się zaśmiać, a wyszło westchnienie. Wstała gwałtownie, niby po kawę, choć kubek stał nietknięty na stole. Właściwie chciała po prostu ochłonąć – uciec przed własnym ciałem, które nagle przestało słuchać rozkazów. Przechodząc obok lustra w przedpokoju zerknęła na siebie mimowolnie: policzki płonęły karminem, oczy błyszczały zbyt wilgotno, zbyt głodnie, źrenice rozszerzone jak po narkotyku. Sutki sterczały pod szarą bluzą jak dwa twarde, ciemne guziki, napierając na materiał tak mocno, że każdy krok wysyłał palące ukłucia w dół brzucha. Między udami czuła mokre, gorące tętno – cipka pulsowała rytmicznie, wilgoć przesiąkała majtki, legginsy wślizgnęły się głębiej w szparę, drażniąc nabrzmiałą łechtaczkę przy każdym ruchu bioder.
Zamknęła za sobą drzwi łazienki na klucz – cichy trzask metalu zabrzmiał jak wystrzał w ciszy. Oparła się plecami o chłodne kafelki, zimno przeniknęło przez bluzę, przez skórę, ale nie ugasiło żaru. Oddychała szybko, płytko, piersi unosiły się i opadały gwałtownie, sutki ocierały się o bawełnę, wysyłając iskry wprost do cipki. Dłoń sama powędrowała między uda – przez legginsy, przez cienki materiał majtek, opuszkami palców poczuła, jak bardzo jest mokra: wargi sromowe śliskie, nabrzmiałe, łechtaczka twarda i pulsująca pod palcami. Zacisnęła zęby, żeby nie jęknąć, ale cichy, zduszony dźwięk i tak wyrwał się z gardła.
Myślała: „To niemożliwe. To tylko słowa. Tylko opis. A ja już… już jestem taka… cipka mi płonie, sutki bolą, wilgoć spływa po udach, a on nawet nie jest w tym pokoju. Co się ze mną dzieje?”
W głowie biegły dwa plany równolegle, jak dwie rzeki w jednym korycie. Zawodowy – zimny, precyzyjny: zweryfikować, czy facet nie używa jakichś substancji, czy nie ma wykształcenia psychologicznego albo medycznego, czy nie kręci się systematycznie wokół akademików, czy nie ma kartoteki w systemie, czy nie zostawił śladów cyfrowych, które da się wyciągnąć w kilka godzin. Prywatny – ten, którego nie chciała nazwać głośno – dużo silniejszy, dużo bardziej palący. Chciała go poznać. Chciała poczuć ten zapach na własnej skórze – ciężki, miodowo-palący, metaliczny, zwierzęcy. Chciała sprawdzić, czy to, co opisuje Jacek, naprawdę da się zrobić. I czy da się to zrobić z nią – czy jej cipka dojdzie od samego dotyku przez materiał, od samego spojrzenia, od samego ciężaru dłoni na karku.
Otworzyła kran z zimną wodą. Ochlapała twarz – lodowate krople spływały po policzkach, po szyi, po dekolcie, wsiąkały w bawełnę bluzy, sutki stwardniały jeszcze mocniej od zimna, aż zabolały. Woda ściekała dalej, po brzuchu, pod legginsy, mieszała się z jej wilgocią. Spojrzała na siebie w lustrze – oczy błyszczące gorączkowo, policzki płonące, oddech przyspieszony, usta rozchylone, jakby właśnie skończyła krzyczeć.
– Dam ci znać – powiedziała cicho do swojego odbicia, głos drżący, ale zdecydowany. – Jakby co… przyślij mi jego imię, nazwisko. I zdjęcie, jeśli masz. Chcę wiedzieć, jak wygląda ktoś, kto potrafi zrobić to, co opisujesz.
Wróciła do pokoju. Jacek wciąż siedział – spokojny, nieruchomy, ale oczy śledziły każdy jej ruch. Usiadła z powrotem na sofie, nogi skrzyżowała mocniej niż zwykle, próbując ukryć drżenie ud, ale materiał legginsów wślizgnął się jeszcze głębiej, drażniąc łechtaczkę przy każdym oddechu.
– Będę kopać – powiedziała spokojnie, choć głos drżał na krawędziach. – Ale jeśli to prawda… to nie jest zwykły przestępca. To jest coś… innego.
Jacek kiwnął głową powoli, spojrzał jej w oczy – długo, badawczo.
– Wiem – powiedział cicho. – Dlatego przyszedłem do ciebie.
Kinga milczała. Czuła, jak cipka zaciska się rytmicznie na pustce, wilgoć spływa ciepłymi strużkami po wewnętrznej stronie ud, sutki bolą od napięcia, skóra na całym ciele płonie. Wiedziała już jedno: nie spocznie, dopóki nie poczuje tego zapachu na własnej skórze – ciężkiego, miodowo-palącego, wypełniającego płuca jak narkotyk. Nie spocznie, dopóki nie przekona się, czy potrafi wytrzymać to, co Clara i Zuza wytrzymać nie zdołały.
Albo czy pęknie szybciej niż one.
Albo czy pęknie najmocniej.
I właśnie ta ostatnia myśl sprawiła, że między udami znów zrobiło się gorąco i mokro – fala ciepła rozlała się od łechtaczki w górę brzucha, sutki zapiekły, oddech stał się urywany.
Noc za oknem była ciepła i lepka, powietrze gęste od wilgoci po burzy.
A Kinga już wiedziała, że nie zaśnie spokojnie.
Nie tej nocy.
I prawdopodobnie nie żadnej następnej.
Bo głód, który w niej narastał, nie da się już dłużej trzymać na uwięzi.
On już drapał od środka.
Cicho.
Ale nieubłaganie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz