99. Od tej chwili jesteś moja
To, co stało się po chwili, przerosło wszystko, co kiedykolwiek ośmieliła się sobie wyobrazić – nawet w tych najbardziej wyuzdanych, samotnych nocach, kiedy palce same wędrowały między uda, a umysł uciekał w zakazane rejony. Czuła to pod skórą, podświadomie, że finał może nadejść właśnie w jej ustach. Gdzieś w głębi pragnęła tego z taką siłą, że aż bolało – ale nigdy, przenigdy nie sądziła, że będzie to aż tak obfite, aż tak obsceniczne, aż tak słodko upokarzające.
Jego kutas stał się nagle jeszcze grubszy, jeszcze twardszy, jeszcze bardziej nieustępliwy. Główka – spiczasta, idealnie ukształtowana, opleciona gęstą siecią nabrzmiałych, fioletowo-czerwonych żył – napierała na jej wargi z taką mocą, że szczęki rozciągały się do granic możliwości. Ledwie go obejmowała. Smak wypełnił całą jamę ustną: jego własny, słony i metaliczny, jej własny, słodko-kwaśny, ich wspólny – gęsta mieszanka potu, soków, feromonów i czystej, zwierzęcej rozkoszy. Zapach był tak intensywny, że osiadał na podniebieniu, wdzierał się głęboko do nosa, do płuc – ciężki, pierwotny, specjalnie dla niej nasycony feromonami, które działały na wszystkich poziomach naraz: fizycznym, emocjonalnym, prawie demonicznym. Rozkosz przestała być ludzka. Stała się czymś spoza granic wszystkiego, co znała – czymś zakazanym, pierwotnym, nie do nazwania.
Roześmiał się głośno, pewnie, zuchwale. Głęboki, triumfalny rechot wydobył się z jego gardła i odbił echem po ruinach.
– I jak, zadowolona? Ha ha ha… w końcu dostałaś to, po co tu naprawdę przyszłaś, ty stara kurwo?
Jego słowa, zamiast ją zranić, zadziałały jak czerwona płachta na byka. Podniecenie eksplodowało na nowo. Cipka zacisnęła się boleśnie na pustce, soki znów spłynęły po wewnętrznej stronie ud. Czuła się jak zwierzę w rui – upokorzona, ale właśnie dlatego szczęśliwa.
Nie odpowiedziała. Nie mogła. Twardy, pulsujący trzon wypełniał jej usta całkowicie, uniemożliwiając jakikolwiek artykułowany dźwięk. Z gardła wydobył się tylko głęboki, gardłowy pomruk – mieszanka zadowolenia, całkowitego poddania i czystej wdzięczności. Ale zrobiła coś więcej: zabrała się do pracy jeszcze intensywniej. Język zaczął lawirować ze wszystkich stron, omiatać każdy centymetr, czyścić dokładnie wszystko, co na nim zostało – resztki jej soków, ślinę, smugi jego wcześniejszego wytrysku. Z jej gardła wydobywały się tylko przytłumione, mokre sapnięcia i charczenia, jakby usta same z siebie próbowały go pochłonąć całego.
– O tak… he he he… widzę, że ci się to naprawdę podoba – dyszał Alex, głos chropowaty, przerywany ciężkim oddechem. – Lubisz to, co? Lubisz takie twarde, grube kutasy, pieprzona dziwko! No to bierz mnie… bierz mnie całego… ssij do końca.
Zdążyła tylko unieść oczy i spojrzeć mu prosto w twarz. Coś się zmieniło. Jego źrenice rozszerzyły się do granic, policzki stężały, usta napięły się w cienką linię. Zrozumiała w ułamku sekundy: to już nie zabawa. To jest moment.
Chwycił ją za potylicę oburącz – palce splecione mocno z tyłu głowy, tak że nie mogła się nawet drgnąć, nie mogła się cofnąć ani o milimetr. W jej oczach błysnęło pytanie, ale było już za późno.
To nie był zwykły wytrysk. To była kanonada.
Sperma trysnęła z jego kutasa jak z węża strażackiego – obfitym, gęstym, gorącym strumieniem, który błyskawicznie wypełnił jej gardło, uniemożliwiając oddychanie. Fala za falą, gęsta i nie do zatrzymania. Zaczęła się dusić. Patrzyła na niego błagalnie, szeroko rozwartymi oczami, łzawiącymi z wysiłku i braku powietrza.
On wycharczał przez zaciśnięte zęby:
– Gdzie, kurwo, łykaj wszystko ładnie. No już. Nie mów, że tego nigdy nie robiłaś.
Trzymał ją mocno, nie pozwalając na najmniejszy ruch do tyłu. Przełknęła – raz, drugi, trzeci – z trudem, z mokrym, charczącym odgłosem. Spuszczał się dalej. Łykała dalej. Gęste, gorące nasienie spływało po gardle, wypełniało żołądek, zostawiało posmak słony i słodki jednocześnie. Upokorzona, sponiewierana, wykorzystana do granic – i jednocześnie szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu.
Kiedy w końcu jego dłonie zwolniły uścisk, a penis powoli wysunął się z jej ust z mokrym, głośnym mlaśnięciem, odezwał się już ciszej, spokojniej, prawie łagodnie:
– Od tej chwili jesteś moja. Oznaczyłem cię. Nie będziesz już taka sama. Nawet gdybyś chciała. Powiedz dziękuję.
Oszołomiona, wciąż z gardłem pełnym smaku, patrzyła na niego zamglonymi oczami. Warknął cicho, ale stanowczo:
– Powiedz, kurwo, dziękuję.
– Dziękuję… – wyrzuciła z siebie z westchnieniem, a z kącików jej ust popłynęły resztki jego gęstego nasienia, powoli spływając po brodzie, po szyi, zostawiając lśniące ścieżki na skórze.
Siedziała na kolanach, drżąca, z piersiami unoszącymi się w szybkim oddechu, z twarzą mokrą od łez, śliny i spermy. I po raz pierwszy od bardzo dawna nie czuła wstydu.
Czuła tylko ulgę.
I głód.
Bo wiedziała, że to nie koniec.
To był dopiero początek czegoś, co już nigdy nie pozwoli jej wrócić do starego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz