78. W zamian dam ci orgazm
Jola była podniecona. Nie tylko tym, że rozbiera się przed młodszymi kolegami… ale też pieniędzmi. Za te kilka złotych mogła kupić sobie lepsze ciuchy, szminkę, lakier do włosów, może nawet nowe buty. Koleżanki nazywały ją cichodajką. Ona uważała, że to nie prostytucja – przecież tylko pokazuje. No, czasem zdarzało się więcej… ale rzadko. Marzyła, jak wszystkie dziewczyny wtedy, o prawdziwej miłości, mężu, gromadce dzieci. Ale na razie musiała radzić sobie sama.
Pierwszy wszedł Mietek – drżący jak osika. Jola uniosła dół sukienki, rozchyliła nogi. Patrzył kilka sekund z wypiekami na twarzy, oczy wielkie, potem wychodził za róg i… szybko kończył w rękę, sperma ściekała mu po palcach. Potem Waldek, Zbyszek, Grzesiek… Kolejka kręciła się. Pod koniec Jola była już tak mokra i podniecona, że ledwo trzymała się na nogach – cipka pulsowała boleśnie, łechtaczka nabrzmiała, wilgoć spływała po udach, sutki bolały od napięcia, piersi falowały pod sukienką.
Wtedy podszedł syn sołtysa – Marek. Wąsy, pewny siebie, portfel wypchany banknotami. Wyciągnął kilka i powiedział:
– Dzisiaj nie tylko popatrzę. Chcę się pobzykać. Ile?
Zgodziła się. Cena poszła w górę. Położyła się na rozłożonym snopku słomy, zadarła sukienkę do pasa. On wszedł na nią… ale nie mógł trafić. Ręce mu się trzęsły, ślizgał się po jej mokrej cipce, nie wiedział, gdzie szukać wejścia. Pierwszy raz w życiu, to było widać. Minęło kilka minut bezowocnej walki. W końcu Jola zirytowała się.
– Słuchaj, Marek – rzuciła, głosem zduszonym od pożądania i złości – jak nie dajesz rady, to ja nie będę twoją niańką i sama sobie nie będę wpychać twojego kutasa.
Speszony, czerwony jak burak, wciągnął spodnie, zabrał pieniądze i wyszedł. Nikogo już w kolejce. A Jola została sama – mokra, sfrustrowana, na granicy eksplozji. Cipka pulsowała boleśnie, łechtaczka sterczała twardo, sutki bolały od napięcia, oddech urywany.
Wtedy, kiedy już miała wychodzić, w drzwiach stanął jeszcze jeden. Nie chłopak – dorosły mężczyzna. Wysoki, opalony, spokojny. Spojrzał na nią i powiedział:
– Mam na imię Aleksander. Nie mam pieniędzy… ale w zamian dam ci orgazm, jakiego nigdy w życiu nie miałaś.
Uśmiechnęła się kwaśno, niedowierzająco.
– Taaa… każdy tak mówi, a później wychodzi, co wychodzi.
Kinga pochyliła się bliżej nad stołem. Jej oczy błyszczały, oddech przyspieszył, sutki stwardniały pod bluzą, cipka zacisnęła się rytmicznie, wilgoć spłynęła po wewnętrznej stronie ud.
– I co było dalej?
Starsza kobieta westchnęła ciężko, spojrzała w okno, gdzie październikowe liście wirowały w lekkim wietrze.
– To już inna historia. Ale powiem ci jedno: on nie kłamał. I właśnie dlatego od czterdziestu lat krążą te legendy. Nikt nie wie, kim naprawdę był. Wędrowiec? Diabeł w ludzkiej skórze? A może po prostu facet, który wiedział, co robi? Ty chcesz to rozwikłać, Kinga. Ja mogę opowiedzieć ci tylko to, co przeżyła Jola. Reszta… to już twoja kolejka, żeby sprawdzić, czy Aleksander naprawdę istnieje – czy tylko my, stare baby, wciąż o nim śnimy.
Kinga milczała. Czuła, jak między udami robi się coraz cieplej i mokro, jak sutki bolą od napięcia, jak skóra na całym ciele płonie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz