Szukaj na tym blogu

20 maja 2025

Ostatnie wakacje.

    508. Język lawirował niczym motyl.


Wzięcie do ust ogromnego penisa to jeszcze nie sztuka. Sztuką jest pochłonięcie go w całości. Nie każda z pań to potrafi. Kiedy spojrzałem na na nią, przez głowę przebiegła mi właśnie taka myśl. Czy Natalia przyjmie go po same jaja? Czy jego czubkiem poczuję jej migdałki? Zboczona myśl, a jednak tak bardzo realna. Och, przecież była taka malutka, taka drobna, a mój chuj taki wielki. Czy mogło się to stać? 

No cóż, zaskoczyła mnie. I to jeszcze jak. Ta dziewczyna była naprawdę niesamowita. Wciąż patrząc na ciocię i mając w swoich ciemnych oczach ten triumf młodej laski, zarzuciła głową w stronę mojego podbrzusza, niczym narowisty koń. Jej usta elastycznie rozwarły się na moim korzeniu i wszedłem w nią po same jądra. Och, cóż to była za rozkosz!  Zostało może dwa centymetry, może centymetr. Byłem w niej bardzo głęboko. Czułem jej migdałki. Słodkie, wszechogarniające ciepło zawładnęło całym moim istnieniem. Oddech stał się szybki, głęboki, ciężki, a serce waliło jak młot kowalski. Sama świadomość, że to nie jest doświadczona kochanka, tylko początkująca dziewczyna. Przyprawiała mnie o utratę zmysłów.

Jednak to nie było wszystko. Nie byłem przecież tutaj sam. Odwróciłem głowę, by spojrzeć w stronę telewizora. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą w milczeniu obserwowały nas Amelia i Grace. Dwie urocze, słodkie blondynki. Jedna niższa, druga wyższa. Jedna bardziej skromna, druga bardziej zadziorna. Wydawało mi się, że wciąż na nas patrzą, że się przyglądają, dopingują. Tymczasem to, co zauważyłem, odebrało mi mowę. 

Przez długą chwilę nie mogłem dojść do siebie, a później:

– O Boże, – westchnąłem głośno.

Nie mogłem uwierzyć, że dzieje się to naprawdę, że rozgrywa się na moich oczach, tu i teraz. Czy tego chciałem czy nie, one jednak to robiły. Słodkie blondynki, jak najlepsze kochanki, splecione w  uścisku swoich ramion, całowały się namiętnie.

To nie był zwykły pocałunek. To był taniec gorących ust, z niezwykłą domieszką namiętności i czułości. Na dodatek żadna z nich  nie miała na sobie dolnej części garderoby. Wyglądało to tak jakby się umówiły. Wyglądały ślicznie. Były tylko w białych bluzeczkach z falbankami, które stanowiły górną część ich stroju. Kompletnie nagie, zgrabne i jędrne pośladki kołysały się na wszystkie strony,  pobudzały moją wyobraźnię i nie dawały spokoju. Amelia oparta o ścianę i przygnieciona ciałem niższej siostrzyczki z zamkniętymi oczami i wysuniętym daleko językiem próbowała połączyć się w gorącym, długim i wilgotnym pocałunku ze swoją siostrą.

Dokładnie w tej samej chwili ciasne usta Natalii, w których ledwie mieścił się mój członek, zacisnęły się jeszcze bardziej, obejmując go szczelnym, gorącym, wilgotnym uchwytem. Co to było?! Zrobiła to specjalnie? Nie dała mi szans na zbyt długie przyglądanie się tym uroczym bliźniaczkom. Znów całą swoją uwagę musiałem skupić tylko na niej. Czyżby była zazdrosna? 

Zacisnęła swoje usta na moim członku tak mocno, że odruchowo, czy tego chciałem, czy nie, szarpnąłem się w gwałtownym, słodkim skurczu rozkoszy. Nie poprzestała tylko na tym. Nie pozostawała bierna.  Ssała. W jej buzi wytworzyło się duże podciśnienie. Była jak elektryczna dojarka. Wyciągała ze mnie całą energię. Jej język lawirował niczym motyl, jak błyskawica ze wszystkich stron, a ja znów odlatywałem w kosmos.

19 maja 2025

Ostatnie wakacje.

507. Laska w jej wykonaniu


Kiedy tylko to usłyszałem, całym moim ciałem szarpnął dziwny, niekontrolowany skurcz. Zawsze tak reagowałem, kiedy ktoś brał mnie w posiadanie bez pytania o zgodę. A jeśli tym kimś była moja ukochana cycata ciocia, reakcja mojego organizmu była podwójnie silna. W ostatniej chwili odwróciła się w stronę Natalii i wrzuciła krótko, tylko spójrz młoda cipko jak to się robi.

Teraz już nic nie stało na przeszkodzie, aby przejść do konkretów. Pochyliła się nade mną, otworzyła szeroko buzię i pochłonęła moje podniecone przyrodzenie. W ciągu sekundy moje nogi zrobiły się jak z waty. Czułem, że kręci mi się w głowie, a moje serce zaczyna łomotać. To, co zrobiła, przerosło moje wszelkie oczekiwania. To była ofensywa, a nie pojedyncza potyczka. Pracowała nad moim kutasem kilkanaście minut, nie dając mi nawet zaczerpnąć tchu. Ssała, ciągnęła, poruszała głową do tyłu i do przodu, pracowała językiem, a ja myślałem, że nie dożyję jutra. Kiedy czułem, że kolejny wytrysk jest tuż tuż, przerwała i z wielką gracją ale i z nieukrywaną wyższością pozwoliła Natalii przejąć pałeczkę. Ha! Pałę raczej, bo to był gigant. 

Myliłby się ten, kto pomyślałby, że Natalia to dyletantka tej dziecinie. O nie. Jeżeli chodzi o to, na pewno nie. Natalia choć wyglądała na mało doświadczoną, niewinną i trochę dziecięcą, jakby z przedszkola, to jednak swoje wiedziała i umiała tę wiedzę wykorzystać w praktyce. Laska w jej wykonaniu, no cóż, jakby to powiedzieć, była jedyna w swoim rodzaju, jednak to też było prawdziwe mistrzostwo. Natalia nie była ciocią, a jednak potrafiła wzbudzić we mnie skrajne, niezwykle przyjemne doznania.

Stałem w oczekiwaniu, z niecierpliwością na każdy kolejny jej ruch. A ona? Cóż zrobiła Natalia? Natalia jak to Natalia. Znów delikatnie, jedną rączką chwyciła za wielką, sztywną, grubą i żylastą pałę, jakby za dużą do rozmiarów jej rąk i buzi, a drugą ujęła od spodu wielki worek wypełniony ciężkimi jajami. Po chwili przymknąwszy powieki i uchyliwszy delikatnie usta, włożyła sam czubek do swojej buzi. 

Och, był jakby za duży, większy niż jej usta. Kapelusz potężniejszy, kształt uniemożliwiający pochłonięcie go całości. Czy da sobie radę? Czy weźmie go głębiej? Myślałem. Czas zdawał się stać w miejscu. Czułem jej delikatne rączki na swoim napęczniałem do granic możliwości prąciu, czułem jej usta na łbie mojego fiuta i drżałem z podniecenia.

No i dała sobie radę, oj dała. Pierwszorzędnie. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bez najmniejszego problemu wepchnęła wielki trzon w swoje, jakby się zdawało, zbyt ciasne, nieprzystosowane do tego usta. A kiedy to się stało, kiedy już łeb mojego, podnieconego do granic możliwości kutasa, siedział w jej słodkiej, wilgotnej, gorącej buzi, a jej rączki wciąż ściskały jego korzeń i jądra, delikatnie odwróciła głowę. Nie puszczając mojego fiuta ze swoich ust, spojrzała na ciocię wymownie. W tym spojrzeniu było pytanie. 

“Czy dobrze to robię? Czy właśnie o to Ci chodziło, Antonina?” 

Ale był to też cichy, niemy triumf młodej, słodkiej dziewczyny, która umiała pokazać starej weterance, że i ona co nieco potrafi. Mój penis z sekundy na sekundę, czy tego chciałem, czy nie, robił się coraz grubszy, coraz twardszy. Wszystkie żyły wykształciły się i utworzyły fioletowo-borowodową sieć. 

– Och, Natalia, Natalia, – dyszałem ciężko, drżąc na całym ciele.









18 maja 2025

Ostatnie wakacje.

506. Pokażę ci jak to się robi.


Kiedy później głębiej się nad tym zastanawiałem, zrozumiałem, że miał on dwojakie znaczenie. Z jednej strony niósł w sobie bezwarunkowe oddanie się drugiej osobie, a z drugiej był niezwykłym aktem odwagi i zaangażowania w seksualne zbliżenie.

Nie odrywając ode mnie wzroku i lustrując mnie tymi swoimi wielkimi, czarnymi oczami, chwyciła za mojego wielkiego, twardego chuja prawą dłonią nieco poniżej głowicy, a później zbliżyła się całym ciałem i przywarła do moich ud. Następnie wysunęła daleko język i dotknęła nim bardzo wrażliwych jąder. Zrobiła to niesłychanie delikatnie, z czułością i niezwykle podniecająco. Następnie przejechała od dołu do góry tak, że po prostu odleciałem w kosmos. Nie byłem w stanie zapanować nad swoimi odruchami. Naprężyłem się i jęknąłem głośno. 

Zarówno uścisk jej dłoni na penisie, jak i dotyk ciepłego, szorstkiego języka na worku mosznowym wywoływały w moim mózgu totalną burzę rozkoszy. Moje podbrzusze płonęło, zaciskając się w coraz bardziej intensywnych skurczach. Jednak były one nieco inne niż te, których doświadczyłem przy ostatnim orgazmie i wytrysku, kiedy to ciocia ciągnęła mi druta. Były bardziej subtelne, obejmujące całe moje jestestwo, wciskające się w każdą komórkę ciała. W tej chwili miałem świadomość, że klęczy u moich stóp osoba delikatna i niewinna jak mała dziewczynka, a jednak tak bardzo wyuzdana i bezpruderyjna, jak można sobie tylko wyobrazić. Tak właśnie wyobrażałem sobie doskonałą kochankę.

Antonina, która do tej pory obserwowała to wszystko z boku i wydawała się całkowicie obojętna, teraz nie wytrzymała. Podniosła się z sofy, zbliżyła do nas i stanęła z boku. To dodatkowe zamieszanie wzbudziło moje zainteresowanie, szczególnie, że ciocia była naga. Bez swojej słonecznej sukienki i bez koronkowej bielizny z wielkimi cycami i gołą cipką zdawała się być dla mnie demonem seksu. Przechyliwszy głowę na jedną stronę, spojrzała na nas z pewną dozą ironii. Jej krzywy uśmiech świadczył o tym, że najwyraźniej jest niezadowolona. Po chwili przyglądania się poczynaniom młodej, niedoświadczonej kochanki nie wytrzymała i odezwała się. 

– Och, moja droga, czemu tak się z nim pieścisz? No weź wreszcie tego kutasa porządnie do buzi. 

Natalia słysząc to ze zdziwieniem uniosła głowę i odpowiedziała samym tylko spojrzeniem. W jej oczach widziałem niepewność, jakby rzeczywiście zastanawiała się, co ma dalej robić. 

– Och, Antonina, – westchnęła cicho, jakby prosząc o wybaczenie. 

Reakcją cioci była nieskrywana irytacja. Ocierając ust resztki mojej spermy, które pozostały po niedawnym wytrysku, rzuciła stanowczo w stronę młodszej koleżanki: 

– Odsuń się młoda, pokażę Ci jak to się robi. Widzę, że brakuje ci doświadczenia.

To mówiąc i nie czekając na jakikolwiek gest, odepchnęła ją na tyle delikatnie, żeby nie wystraszyć, a jednak na tyle mocno, żeby nie pozostawić złudzeń co do swoich intencji i uklękła u moich stóp. Następnie pewnym, zdecydowanym ruchem chwyciła moją wielką, napęczniową fujarę w swoją dłoń i ścisnęła tak mocno, że aż pociemniało mi w oczach. Nim zdążyłem się zorientować, mój kutas siedział już w jej gorących ustach.

Bliźniaczki, które wciąż znajdowały się w okolicach telewizora, jednocześnie jęknęły z wrażenia. Mnie tymczasem błyskawicznie pociemniało w oczach. 

Kiedy była pewna, że nikt już nie przeszkadza, jeszcze raz obrzuciła mnie swoim spojrzeniem i odezwała się z nieco udawaną czułością. 

– Och ty mój biedaku, no niestety znów dostałeś się w moje ręce i będziesz musiał się spuścić po raz kolejny. 

17 maja 2025

Ostatnie wakacje.

505. Czy mogę?


Jej ciało zadrżało delikatnie, niczym rosa spływająca po płatkach kwiatu o świcie. Drgnęły pełne, jędrne piersi – te dwa niewinne jabłuszka, które tak niefrasobliwie igrały z grawitacją – a zaraz po nich poruszyły się biodra, jakby chciały zatańczyć do melodii, którą tylko ona słyszała. Pośladki napięły się i zadrżały lekko, obiecując więcej, niż mówiły słowa. A potem spojrzała na mnie z uśmiechem – tym samym, który mówił więcej niż cała encyklopedia. Tym uśmiechem kobiety, która właśnie podjęła wyzwanie. W jej oczach nie było już lęku. Była decyzja. I iskra.

Wiedząc, że właśnie wszystko się zaczyna, a w żyłach zaczyna krążyć ogień zamiast krwi, jednym, szybkim ruchem zrzuciłem z siebie tę kolorową, hawajską koszulę. Spadła na podłogę jak zwiastun przemiany – z lekkim szelestem, jakby nawet ona zrozumiała, że jej rola dobiegła końca. „Może się jeszcze przyda,” pomyślałem z przekornym uśmiechem, zerkając kątem oka na Natalię — pierwszą zawodniczkę tych niecodziennych igrzysk.

Teraz, gdy areną miała stać się podłoga, dywan, nasze spojrzenia i pulsujące napięcie między ciałami, poczułem się jak posąg wyrzeźbiony w starożytności – z tej surowej, nieugiętej skały, która nie zna strachu. Byłem twardy. Gotowy. Wystawiony na spojrzenia, lecz skupiony wyłącznie na niej. Moje ciało nie należało już tylko do mnie, było deklaracją, wyzwaniem i odpowiedzią zarazem. A każde jego włókno krzyczało: „Niech się zacznie.”

To był dopiero początek zabawy. Ta gra erotyczna nie była jak inne zwykłe zbliżenia. Była jak poezja pełna magii i przenośni. Mój wielki, natęczniały penis był niczym gigantyczny flet, na którym ona, ta drobna, niepozorna, lecz niezwykle urocza dziewczyna, miała zagrać najpiękniejszą melodię, jaką mogłem sobie wyobrazić. Melodię, która miała poruszyć wszystkie moje zakamarki. 

Zmrużywszy oczy niespiesznym ruchem, przegięła go w stronę swoich ust, by po chwili dolną częścią głowicy, tam gdzie gruba, oplatająca ją żyła, kończy swój bieg, dotknęła ich delikatnie. To było muśnięcie, niczym trzepot skrzydeł motyla. Ale wywołało w moim ciele lawinę intensywnych doznań, jakby samo w sobie było najdoskonalszym wydaniem sztuki.

Świat zawirował wokół mnie. Zwykłe rzeczy nabierały nowego, wielkiego znaczenia. Chwilę później jeszcze raz uniosła swój wzrok. Tym razem jednak nie patrzyła już na koleżanki. Nie patrzyła już nawet na ciocię Antoninę. Tym razem spojrzała prosto w moje oczy. A jej spojrzenie nie było przelotnym, nic nieznaczącym zawieszeniem wzroku, lecz zdawało się przeszywać mnie na wskroś. Było uważne, głębokie, jakby chciała wniknąć wprost w moje myśli. Wiedziałem, że to nie były wygłupy, jakich wiele na podobnych przyjęciach. Patrzyła na mnie bardzo uważnie. Jej usta rozchyliły się, jakby chciała zapytać: 

“Czy mogę?” 

Ten gest był bardzo wymowny, inny niż pozostałe. Nie pozostawiał wątpliwości co do jej intencji. Działała metodycznie i precyzyjnie. 

W tym samym czasie jej drobna dłoń jakby zupełnie przypadkowo uniosła się, a później opadła na moje wielkie, podniecone przyrodzenie. Najpierw zakryła wielki wór z ciężkimi jajami, a później dolną część grubego, sękatego trzonu, który swym kształtem przypominał gałąź sosnową. W oczach Natalii płonęło pytanie: 

“Czy mogę rozpocząć tę grę?” 

Choć w pokoju było ciepło, czułem, że drży.

Parę sekund później stało się coś, co wyrwało mnie z przysłowiowych butów. Natalia zrobiła coś tak odważnego, wyuzdanego, a jednocześnie w swojej najgłębszej istocie niezwykłego i niewinnego, że niemal czułem, jak mój mózg eksploduje. Takiego gestu po tej pięknej dziewczynie się nigdy bym się nie spodziewał. 




16 maja 2025

Ostatnie wakacje.

504. Wypolerowane berło władcy


Uniosła głowę. Jej śliczna buzia wyłoniła się zza zasłony kosmyków włosów, a oczy – ciemne, pełne światła i pytań – spojrzały prosto w moje. W jej spojrzeniu mieszały się zdumienie, lekka panika i to niewinne, dziewczęce: „co ja właśnie zrobiłam?” A potem pojawiło się pytanie. Niewypowiedziane, ale czytelne aż do bólu. Co to? Na co wpadłam? Co tak mocno uciskało mój policzek? Czy to... czy to naprawdę to?

Przez sekundę trwała w tej chwili jak zawieszona w czasie. Po czym bardzo powoli, niemal z namaszczeniem, odsunęła swoją twarz. Jej wzrok, nadal niepewny, powędrował w dół – dokładnie tam, gdzie przed momentem spoczywał jej policzek. A to, co ujrzała, nie pozostawiało złudzeń. To nie był przypadek. Nie był to miękki róg kanapy, ani zrolowany brzeg ręcznika.

To było coś bardzo realnego. Coś, co teraz, nieskrępowane, sterczało z dumą i niezaprzeczalną obecnością – niczym wypolerowane berło władcy, któremu właśnie oddano nieoczekiwany hołd. I choć żadne z nas nie powiedziało ani słowa, w powietrzu unosiło się napięcie, które mogło rozpalić cały świat.

A może już rozpalało.

A potem wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Jakby nagle postanowiła się podnieść – choć nie do końca wiedziała jak, albo może właśnie bardzo dobrze wiedziała – zaczęła szukać oparcia. I wtedy… sięgnęła po nie.

Chwyciła za tę moją grubą, sękatą „gałąź” z taką pewnością, jakby trzymała w dłoniach coś dobrze sobie znanego, a jednocześnie z niemal dziecięcym zdumieniem, jakby badała jej ciężar, kształt, obecność. Jej palce zacisnęły się mocno, niemal desperacko, i wtedy jęknąłem – zaskoczony, zbolały, ale i przepełniony falą rozkosznego dreszczu, który rozlał się po całym moim ciele.

To był dźwięk, którego sam się po sobie nie spodziewałem – gdzieś pomiędzy stłumionym bólem a wyznaniem przyjemności. A ona? Spojrzała na mnie z lekko uniesioną brwią, z tym swoim rozbrajającym uśmiechem, w którym mieszała się psotność z odrobiną triumfu. Jakby właśnie odkryła w sobie nową moc.

Odwróciła głowę najpierw w lewo, później powoli, z namysłem, w prawo. Jej spojrzenie przemknęło po twarzach siedzących nieopodal dziewczyn – najpierw padło na Amelię, która wpatrywała się w nią z półuśmieszkiem i uniesioną brwią, jakby chciała powiedzieć: „No dalej, nie zatrzymuj się.” Potem na Grace – bardziej zdystansowaną, ale z wyraźną iskrą zaciekawienia w oczach. Następnie jej wzrok zatrzymał się na Isabelli, która siedziała z dłońmi złożonymi pod brodą i spojrzeniem, w którym mieszało się niedowierzanie z rozbawieniem. I wreszcie – Antonina. Spokojna, niemal nieruchoma, ale z tym delikatnym, ledwie zauważalnym ruchem kącika ust, który zdradzał, że wie więcej, niż daje po sobie poznać.

Natalia wyglądała, jakby szukała odpowiedzi. Może nawet pozwolenia. A może... poparcia? Wahała się przez ułamek sekundy, jakby liczyła, że któraś z nich skinie głową, wyszepcze niewidzialne „tak” albo mrugnie znacząco, by dać jej impuls do dalszego kroku. Ale żadna tego nie zrobiła. Cisza mówiła więcej niż słowa. Wszystkie czekały. Na nią. Na decyzję, którą musiała podjąć sama.

Nie doczekawszy się odpowiedzi, jakby w końcu pogodziła się z losem i przyjęła do wiadomości, że to na niej spoczywa ciężar decyzji – tej, która za chwilę zmieni wszystko – poruszyła się z gracją, lecz i z czymś dziko naturalnym, jakby była częścią jakiegoś pradawnego rytuału. Najpierw subtelnie potrząsnęła głową, jakby chciała odpędzić ostatnie wątpliwości, potem jej ruch rozszedł się niżej – jak fala, która zaczyna się gdzieś za oczami, a kończy u stóp.




15 maja 2025

Ostatnie wakacje.

503. Wpadła na mnie jak burza.


A ja? No cóż… Miałem na sobie tylko tę jaskrawą, hawajską koszulę – pełną palm, słońc i uciech, zupełnie jakby miała zamaskować moje nagie emocje. Ach, tak, zapomniałbym – buty. Też miałem buty. Sandały. Zwykłe, skórzane, zupełnie niepasujące do powagi tej chwili.

I tak staliśmy naprzeciwko siebie – nadzy w swojej obecności, odsłonięci nie tyle fizycznie, co intymnie, duchowo. Czy mogliśmy w tamtym momencie sięgnąć nieba? Ukradkiem porwać je dla siebie, choć na chwilę? Może tak… Ale przecież nie byliśmy sami. Wokół nas siedziały kobiety – milczące obserwatorki tej niepisanej historii. Kilka par ciekawskich oczu, w których kryła się nie tylko zazdrość, ale też fascynacja. Czekały. Na gest, na szept, na dalszy ciąg tej zmysłowej opowieści.

A czas? Czas, jak to ma w zwyczaju, stanął z boku. Złożył ręce i patrzył, nie chcąc ani przyspieszyć, ani przerwać tego, co właśnie miało się wydarzyć.

I wtedy stał się cud – jakby samo przeznaczenie, znudzone swoją bierną rolą, postanowiło wkroczyć na scenę i wepchnąć nas sobie w ramiona. Niczego nie planowaliśmy. Żadnych ruchów, żadnych słów – a mimo to wszystko wyglądało tak, jakby reżyser z nieba rozdał role i rozrysował ujęcia z dokładnością godną oscarowego filmu.

Natalia przechyliła lekko głowę, w tym swoim charakterystycznym, figlarnym geście. Uśmiechnęła się słodko, a w jej policzkach rozkwitły dwa niewinne dołeczki – te same, które potrafiły rozbroić nawet największy cynizm. I właśnie wtedy – jak w komi-tragedii pisanej przez pijanych greckich bogów – chciała zrobić krok do przodu, może jeszcze coś powiedzieć… ale potknęła się. Owinęła się nogami o tę swoją niebiesko-białą sukieneczkę, która leżała jak zdradliwa pułapka u jej stóp. Zachwiała się, jakby przez chwilę straciła kontakt z grawitacją – i poleciała.

Nie, to nie był upadek. To był lot. Przez krótką chwilę wyglądała jak motyl, który pomylił wiatr z ramieniem. A może nie motyl? Może bardziej jak nieporadny, choć uparty kormoran, który mimo wszystko wierzy, że może zatańczyć w powietrzu. I wtedy znalazła się u moich stóp – z impetem, z chaosem, z pięknem tej nieprzewidywalności.

Wpadła na mnie jak burza, jak fala, jak śmiech losu. Odruchowo chwyciła się moich bioder, szukając równowagi, jakby to one były ostatnią bezpieczną wyspą. A potem… powoli osunęła się w dół, zsuwając się po moim ciele jak kropla deszczu po szybie. W końcu uklękła, obejmując mnie za pośladki, zupełnie nieświadoma, jak absurdalnie zabawna i zarazem intymna stała się ta sytuacja.

Nie wiedziałem, czy powinienem się śmiać, czy raczej zamilknąć z powagą, jakby ten moment był czymś więcej niż tylko niefortunnym potknięciem. Przez ułamek sekundy w jej oczach dostrzegłem coś, co kłuło mnie w serce – przerażenie. Może wstyd. Może niepewność.

Ale zaraz potem, jakby wszystko wróciło do porządku, uśmiechnęła się znów – tym swoim cudownym, rozbrajającym uśmiechem. I świat, ten przewrotny reżyser, zdawał się puścić do nas oko zza kurtyny.

Jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co właśnie się wydarzyło. Świadomość dopiero powoli do niej docierała – jak fale przypływu, które najpierw ledwie muskają brzeg, zanim z impetem rozbiją się o skały. Nadal klęczała przede mną, wciąż obejmując mnie za pośladki, jakby odruch ten miał ją uchronić przed upadkiem, jakby ja – ten przypadkowy bohater sceny – miałem być jej kotwicą w rzeczywistości, która właśnie zaczynała się chwiać.



14 maja 2025

Ostatnie wakacje.

502. Afrodyta zeszła na ziemię.


Materiał był lekki, prawdopodobnie bawełniany, a całość trzymała się na cienkich ramiączkach, które wyglądały niczym kolorowe paski słodyczy. Sukienka nie miała zapięć – wystarczyło ją zsunąć przez głowę. Można by pomyśleć, że to przypadkowy wybór stroju, coś wrzuconego na siebie bez większego namysłu. Ale nie u Natalii. U niej wszystko miało sens. Nawet ta dziecięca sukienka – niby zbyt obszerna, niby zbyt prosta – stawała się narzędziem wyrazu. Pokazywała jej dystans do siebie, lekkość bycia, a jednocześnie odwagę w łamaniu konwencji.

I kiedy tak stała w tej "lalkowej" sukience, było w niej coś niepokojąco hipnotyzującego. Coś, co sprawiało, że człowiek nie mógł oderwać wzroku – ani od niej, ani od historii, którą szeptała ta z pozoru banalna kreacja.

W tej kreacji widziałem ją już kilkukrotnie – i za każdym razem myśl wracała jak natrętna melodia, której nie sposób się pozbyć. Marzyłem o tym, żeby to w końcu zrobić. Podejść do niej powoli, bez słowa, i pociągnąć za końcówki kokard na jej ramionach. Te delikatne wstążki wyglądały, jakby trzymały w ryzach całą sukienkę, jakby od nich zależało, czy materiał pozostanie na miejscu, czy zsunie się niczym mgła ze wzgórza o poranku.

Byłem ciekaw – cholernie ciekaw – czy to naprawdę tylko one podtrzymują tę lekką tkaninę, czy może jest tam jakiś ukryty mechanizm, jakiś haczyk, sprytnie zamaskowane zapięcie. Ale teraz nie miałem już wątpliwości. Teraz wiedziałem. To właśnie te kokardy były jedynym zabezpieczeniem. Jeden ruch – jeden świadomy gest  i wszystko mogło się zmienić.

Och, Natalia... – przemknęło mi przez myśl niczym westchnienie. Jakaś ty piękna. Stała przede mną w tej lalkowej sukience, z pozoru beztroskiej, a jednak prowokującej bardziej niż najbardziej obcisła suknia wieczorowa. W jej oczach błyszczało coś pomiędzy wyzwaniem a zaufaniem, coś, co mówiło: „Jeśli chcesz – teraz jest ten moment”.

I przez ułamek sekundy cały świat przestał istnieć – nie było sali, nie było ludzi, nie było przyszłości ani przeszłości. Tylko ona. Tylko te kokardy. I moje dłonie, które powoli unosiły się w ich stronę.

Nie miała na sobie ani majteczek, ani stanika. Stała przede mną – cudowna, śliczna, a przede wszystkim niesamowicie działająca na moją młodą, rozpaloną wyobraźnię. Ciemnowłosa dziewczyna o smukłej sylwetce i delikatnych rysach twarzy. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, przynajmniej na pierwszy rzut oka – nie była jak modelka z okładki, nie miała wyzywającej pewności siebie ani teatralnego wdzięku.

A jednak… była cała jakby utkanym z paradoksów pięknem. W jej spojrzeniu kryło się coś łagodnego i zmysłowego zarazem. Każdy jej gest – nawet ten najmniejszy – wydawał się pełen niezamierzonej finezji. Patrzyłem na nią i miałem wrażenie, że widzę coś, czego nie powinienem widzieć, a równocześnie – że to właśnie dla mnie zostało odsłonięte.

Nie musiała nic mówić. Jej milczenie było bardziej elektryzujące niż jakiekolwiek słowa. Była zwyczajna, a zarazem tak boleśnie wyjątkowa, że aż zapierało mi dech.

Scena wyglądała niczym wyjęta z kart greckich mitów – jakby Afrodyta zeszła na ziemię, by spotkać się z Achillesem, ale nie na polu bitwy, lecz na scenie pełnej ciszy, napięcia i utajonego pragnienia.

Ona stała przede mną w samych tylko białych botkach na wysokim obcasie, które nadawały jej sylwetce jeszcze więcej zadziornej elegancji. Jej sukienka – ta dziecięco-niewinna, przypominająca strój lalki – która chwilę wcześniej zdawała się być przemyślaną kreacją, teraz leżała bezużyteczna u jej stóp. Tylko zwitek biało-niebieskiego materiału, coś pomiędzy zapomnianym snem a śladem po tajemniczym obrzędzie.




13 maja 2025

Ostatnie wakacje.

501. Ubierała się prowokacyjnie.


W powietrzu unosiła się niedopowiedziana obietnica.

Jeśli chodzi o dobór strojów – zwłaszcza tych, które zakłada podczas występów na scenie – Natalia to postać absolutnie wyjątkowa, wręcz osobliwa. Nie sposób jej pomylić z nikim innym. Powiedziałbym nawet, że była zjawiskiem samym w sobie, łamiącym wszystkie przewidywalne zasady estetyki. Jej kreacje były jak manifesty – jednocześnie subtelne i odważne, niewinne i prowokujące. Za każdym razem, gdy pojawiała się w jednej z nich, w mojej głowie rozpętywała się burza z piorunami emocji i skojarzeń. To coś więcej niż tylko zaskoczenie. To deja vu o smaku paradoksu. Patrzyłem i widziałem dziewczynkę – kruchą, uroczą, trochę z innego świata. Ale wystarczyło jedno mrugnięcie, jedno drugie spojrzenie, by uświadomić sobie, że miałem przed sobą dojrzałą kobietę, w pełni świadomą własnej siły, energii i erotyzmu.

Czy Natalia ubierała się prowokacyjnie? Pytanie samo w sobie było jak zła diagnoza – bo prowokacja w jej wydaniu nie miała nic wspólnego z wulgarnością czy tanim efekciarstwem. To prowokacja intelektualna, estetyczna. To gra z oczekiwaniami, z tym, co społecznie uznane za „właściwe”. Natalia rozbrajała schematy z uśmiechem na ustach – i robiła to z finezją godną artystki.

Doskonałym przykładem był wieczór karaoke. Natalia pojawiła się wtedy w krótkich, jeansowych spodenkach na szelkach, przypominających dziecięce ogrodniczki. Na pierwszy rzut oka można było pomyśleć, że są za duże, jakby przypadkowo wyciągnięte z cudzego plecaka. Ale to złudzenie szybko znikało. Wystarczyło przyjrzeć się bliżej, by zrozumieć, że ten niedopasowany krój był dokładnie przemyślanym zabiegiem. Nieprzypadkowym, nie przypadkowym. Wszystko w tej stylizacji mówiło: „Spójrz jeszcze raz. Ale tym razem uważnie.”

Bo właśnie o to chodziło – by podkreślić jej drobną sylwetkę, tę delikatność i kruchość, która mogłaby zginąć w tłumie, gdyby nie została odpowiednio wyeksponowana. Nie byłem znawcą mody, ale nawet ja dostrzegałem, że Natalia nie zakładała ubrań, by się tylko ubrać. Ona za ich pomocą opowiadała historie. A każda z nich zostawała w głowie na długo.

Jej styl balansował na granicy dziecięcej niewinności i kobiecej pewności siebie. I właśnie w tym balansie tkwiła siła – bo Natalia nie przebierała się. Ona się wyrażała.

Mieliśmy przed sobą tę sukienkę – jakby uszytą dla lalki. Tak, właśnie takie proste, łatwe do zdjęcia i założenia kreacje wkłada się dziecięcym zabawkom, żeby niezdarne jeszcze, ale pełne zapału rączki mogły z łatwością sobie poradzić. Ta sukienka wyglądała, jakby została wyciągnięta wprost z dziecięcej wyobraźni – lekka, bezpretensjonalna, urocza w swojej prostocie.

Jej krój przypominał klosz: wąska u góry, rozszerzająca się ku dołowi. Tworzyła delikatny trapez, który zaczynał się tuż powyżej linii piersi, a kończył zaraz za pośladkami. Nie miała żadnych zdobień, falbanek czy ozdobnych przeszyć. Jedynym elementem przełamującym jednolitość materiału były dwie duże kieszenie po bokach – jakby stworzone z myślą o ukrywaniu drobnych skarbów dzieciństwa.

Sukienka była zdecydowanie za duża. Zwisała luźno z jej ciała, odstając na biodrach, talii, ramionach. Sprawiała wrażenie, jakby została przypadkowo zdjęta z manekina i założona bez najmniejszego dopasowania. A jednak… było w tym coś rozbrajającego. Może właśnie przez tę nieforemność, przez to, że zamiast opinać ciało, tylko je otulała jak worek – tyle że wyjątkowo uroczy, w biało-niebieskie, poziome pasy.




12 maja 2025

Ostatnie wakacje.

500. Wszyscy patrzyli.


Zanim otworzyłem oczy, zanim cokolwiek świadomie zrobiłem, miałem wrażenie, że wszystkie dziewczyny się ze mnie śmieją. Och tak, wyraźnie słyszałem ich radosny śmiech. Lecz czy śmiały się ze mnie? Czy był to śmiech drwiący? Czy może raczej dopingujący? Poza tym miałem też wrażenie, jakby ktoś zawiązał mi pętlę na jądrach i zacisnął. Ale było to uczucie niezwykle przyjemne i chciałem, by trwało wiecznie.

W końcu udało mi się unieść powieki. Rzeczywistość wracała do mnie powoli. Moje towarzyszki zabawy miały niezły ubaw. Leżałem półprzytomny na podłodze, pokonany przez Antoninę, a ona stała nade mną niczym posąg z rozstawionymi szeroko nogami. Jej wielkie piersi były jak dwa słońca na horyzoncie, a z rozwartej cipki spływała moja sperma: gorąca, gęsta, biała.

Patrzyła na mnie z triumfem, z wyższością, jak na dokonanego przeciwnika. 

– Och, ciociu, ciociu, co ty ze mną zrobiłaś? Och, ciociu, ciociu, przecież ty mnie zgwałciłaś, – mówiłem, a właściwie wyrzucałem z siebie.

– Oj, nie płacz tak, tylko stań do walki żołnierzu. To dopiero była rozgrzewka, rzuciła zaczerpnie.

– Och, ale nie dam rady, – próbowałem jakoś się bronić.

Zmarszczyła brwi i powiedziała:

– O nie mój drogi, tak nie można. Tu jeszcze jest kilka gorących cipek do przeruchania. 

– Och ciociu… 

Pogroziła mi palcem.

– A co, wydawało ci się, że tak łatwo ci odpuścimy? 

Jej słowa były ostre jak bicz, ale jednocześnie niezwykle gorące. Wywoływały we mnie silne, podświadome wręcz emocje. Bo oczywiście mogłem się poddać, wycofać, uciec, zrezygnować. Ale czy rzeczywiście tego chciałem? Jeżeli miałem wkroczyć moją dorosłość, to chciałem to zrobić w wielkim stylu. A taka okazja mogła się już nie powtórzyć.

Dochowanie do siebie trochę trwało. Nalały mi kolejny kieliszek wina. Ciocia, choć naga, przyniosła gorący rosół i kanapki. Zjadłem, rozgrzałem się, opróżniłem kieliszek wytrawnego trunku i z zapałem obserwowałem rozbierające się dziewczyny, a także akcję rozgrywającą się na ekranie telewizora. Tymczasem na parkiet wyszła śliczna Natalia.

Podszedłem do niej powoli, a ona stała nieruchomo, wpatrując się we mnie uważnie. W jej spojrzeniu nie było lęku – raczej czujność, może cień zaciekawienia. Pewnie zastanawiała się, co zrobię dalej. Pozostałe dziewczyny również zamarły, wstrzymując oddech. Czas jakby się zatrzymał – cisza gęstniała wokół nas, a napięcie wisiało w powietrzu niczym przed burzą.

Stanąłem tuż przed tą cudowną dziewczyną. Wyciągnąłem rękę i delikatnie chwyciłem palcami kokardę na jej ramieniu. Jej skóra była ciepła i lekko napięta. Spojrzała mi prosto w oczy, a ja jednym, płynnym, choć stanowczym ruchem pociągnąłem za tasiemkę. Węzeł rozwiązał się powoli, niemal z namysłem, i opadł. Na jej twarzy pojawił się subtelny, psotny uśmiech. Wciąż jednak nic się nie działo. Tylko cisza, przyspieszone oddechy i bicie serc.

Wszyscy patrzyli. Czekali.

Chwyciłem drugi koniec tasiemki i pociągnąłem. Sukienka, już niczym nieutrzymywana, zsunęła się z jej ciała – bezszelestnie, jakby była zrobiona z samego powietrza. Opadła na podłogę z cichym szelestem, a moim oczom, podobnie jak oczom pozostałych kobiet, ukazało się nagie, piękne ciało Natalii.

Na moment zapadła absolutna cisza, jakby wszyscy wstrzymali oddech. Stała przede mną – pewna siebie, dumna, jakby właśnie teraz odzyskała wolność. Jej ciało nie było tylko fizycznością – było manifestem kobiecości, siły i zgody na to, kim jest. Nie odwracając wzroku, patrzyła na mnie, a w tym spojrzeniu było wszystko, czego nie da się wyrazić słowami.

11 maja 2025

Ostatnie wakacje.

499. Pod wpływem trzęsienia ziemi.


Ciocia Antonina bardzo fachowo robiła mi laskę. Poprawiwszy pozycję przysunęła się jeszcze bliżej, a następnie precyzyjnie usadowiła między moimi nogami. Nie mogłem się powstrzymać i wypiąłem biodra do góry, pozwalając jej robić wszystko, co tylko zechce. Zacisnęła dłoń na moim twardym zaganiaczu u samej podstawy, tak żeby ustabilizować jego pozycję i obciągnąć skórę do samego dołu. Jej głowa tymczasem poruszała się płynnym, wahadłowym, tak że mój penis chował się w jej ustach do połowy. 

Wielki wór między moimi nogami wydawał się jeszcze cięższy, bardziej napęczniały niż przedtem. Miałem wrażenie, że ciśnienie nasienia za chwilę rozsadzi moje jądra. Ciocia co raz po raz spoglądała na mnie swoimi wielkimi, ciemnymi oczami, aby sprawdzić, czy aby na pewno, znów nie dokonam niekontrolowanego, gwałtownego wytrysku. Byłem w siódmym niebie. Spod przymrużonych powiek zerkałem na jej wielkie piersi kołyszące się w rytm jej płynnych ruchów i stopniowo podniecałem się coraz bardziej. 

No cóż, trudno było mi znieść napór pozytywnych doznań. Jeśli do tej pory prawie leżałem na tej sofie, to teraz osunąłem się tak nisko, że niżej się chyba nie dało. Moje podniecenie sięgało zenitu. Jej gorące usta sprężyście zamykały się na mojej spragnionej żołędzi tuż za twardą żyłą i powolnym, wahadłowym ruchem przesuwały się raz jedną raz w drugą stronę. Zamknąłem oczy, próbując skupić się na czymś innym, byleby tylko nie myśleć o tym, co za chwilę może się stać. Miałem wrażenie, że znów zbiera się na porządny wytrysk. 

A później stało się coś, co odebrało mi resztki zdrowego rozsądku. W zasadzie nie wiem, jak do tego doszło. W pewnym momencie, bez żadnego ostrzeżenia, błyskawicznie podniosła się, zrzuciła z siebie tę żółtą sukienkę z dużym dekoltem, cisnęła ją na podłogę obok siebie, a następnie, całkowicie naga, zgrabna i ponętna rzuciła się na mnie jak dzika kotka. Powaliła mnie na sofę, wlazła na moje biodra i tak dosiadła. Z wielkim zapałem nadziała się na moją twardą, podnieconą fujarę i od razu zaczęła ujeżdżać. Jej cipka była obłędnie ciasna, gorąca i głęboka. Wchodziłem w nią do samego końca. Położyłem dłonie na jej pośladkach, wciskałem palce w miękkie ciało, ciągnąc mocno do siebie. Nabijałem ją na swój pal, a ona szeroko rozsuwając kolana dopasowywała swoją pozycję. 

– Boże, ciociu, ty stara pizdo, co ty ze mną wyprawiasz?! Och, o Jezu nie mogę, nie wytrzymam! – jęczałem i wzdychałem na całe gardło, czując, że jeszcze raz zbliża się coś, nad czym absolutnie nie mam kontroli. 

Tymczasem ciocia nie miała zamiaru przestać, ani w głowie jej było danie mi forów. Teraz to ona dochodziła i jasne było, że mój kutas musi być twardy jak skała, że musi wytrzymać do samego końca. 

W końcu pod wpływem trzęsienia ziemi, które wywoływała, całkowicie spadłem z tej miękkiej sofy i leżałem teraz na podłodze. Moja głowa znajdowała się gdzieś pomiędzy nogami krzesła. Widziałem tylko, jak obfity tyłek Antoniny podskakuje na moich biodrach i próbuje wgnieść mnie w podłogę. Jej cipka, choć spływała obfitymi potokami białej substancji, była obłędnie ciasna i gorąca.

Antonina zachowywała się jak prawdziwa dzika tygrysica i tylko mogłem modlić się, aby pozwoliła mi wytrzymać do końca. Już teraz przed moimi oczami wirowały kolorowe gwiazdki, a w uszach narastał jednostajny, ogłuszający szum. Miałem wrażenie, że moje serce za chwilę wyskoczy mi z piersi, czułem jak całe podbrzusze szarpie się w coraz bardziej intensywnych, niekontrolowanych skurczach. A kiedy pochyliła się nade mną i spojrzawszy mi głęboko w oczy wymierzyła solidny policzek, popłynąłem całkowicie. Przed moimi oczami zapadła całkowita ciemność i miałem wrażenie, że unoszę się na obłokach.

10 maja 2025

Ostatnie wakacje.

  498. Bierz się za tego łobuza.


Całe to zdarzenie przypominało jakąś strategiczną grę komputerową. Nie mogłem przestać myśleć i zastanawiać się nad tym, która pierwsza podejmie działanie i jak to będzie wyglądało. Nurtowało mnie, która z nich jako pierwsza przekroczy tę cienką granicę pomiędzy niewinną zabawą w rozbieranie, a ostrym i wyuzdanym seksem.

No i zaczęło się. W tym samym momencie, kiedy Amelia, unosząc kolana, przekładała majteczki przez swoje stopy, aby się ich pozbyć, ciocia Antonina bez żadnego uprzedzenia chwyciła mnie za mojego wielkiego banana. Myślałem, że z wrażenia moje oczy wyjdą z orbit.

Zdaję sobie sprawę, że nie był to przemyślany ruch z jej strony, bo rzuciła się na mnie jak wygłodniała kotka. Widać było, że nie może się powstrzymać. To był prawdziwy majstersztyk jej wydaniu. Uścisk był tak szybki i tak mocny, że z wrażenia szarpnąłem się w gwałtownym, niekontrolowanym skurczu. Poza tym, biorąc pod uwagę to, że ja też byłem bardzo podniecony, o niekontrolowany wybuch namiętności wcale nie było aż tak trudno. 

Kiedy pierwsze wrażenie minęło, jej dłoń wolno przesunęła się w kierunku mojego krocza. Teraz już wiedziałem, że kolejna granica została przekroczona. Ciocia waliła mi konia na oczach pozostałych dziewczyn. 

– Brawo Antonina! Tak trzymaj! Bierz się za tego łobuza, – dopingowała Grace.

Bliźniaczki, widząc, że ciocia pochyla się nade mną, aby zrobić mi laskę, spojrzały na siebie i, uśmiechając się radośnie, przybiły sobie piątkę. Następnie, odwróciwszy się w naszą stronę, jakby na zawołanie, w jednym momencie pokazały uniesione do góry kciuki. Nie wiedziałem, co to wszystko ma oznaczać. Czy mam się śmiać, czy też raczej denerwować?

Tymczasem Antonina, nie zważając na gości, pochyliła się nad moim kroczem i, odgarniając swoje ciemne, długie włosy do tyłu, otworzyła szeroko usta. Czy tego chciałem, czy nie, całym moim podbrzuszem szarpnął słodki gwałtowny skurcz. Znów zanosiło się na ostry, niczym nieskrępowany seks.

Natalia, która siedziała w niskim fotelu naprzeciwko nas, opuściła się jeszcze niżej, tak że teraz już prawie leżała i powoli rozchyliła kolana. Dopiero w tym momencie dostrzegłem, że ona również nie ma na sobie bielizny. Pod prostą sukieneczką majaczyła gładka, wygolona cipeczka.

Sytuacja zmieniała się tak szybko, że nie miałem czasu na zbyt długie podziwianie tego cudownego widoku. Już po chwili gorące, szeroko otwarte usta Antoniny zamknęły się na wielkim łbie mojego, podnieconego do granic możliwości, kutasa. Boże, cóż to była za rozkosz! Tym wszystkim, co się działo byłem tak niebotycznie podniecony, że znów byłem na granicy wytrysku i tylko chwila dzieliła mnie od ponownego przemożnego, słodkiego orgazmu. 

– Och ciociu, ciociu, proszę, – westchnąłem, lecz było to tak ciche, że chyba nikt, oprócz mnie, tego nie usłyszał. Zresztą, nie wiem, czy było to błaganie, by przestała, czy też prośba, aby bardziej się postarała.

Ta ciemnowłosa, dojrzała kobieta była prawdziwą profesjonalistką. Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że dosłownie przed chwilą trysnąłem spermą jak z węża strażackiego i całe moje przyrodzenie umazane było w lepkim, intensywnie aromatycznym budyniu. Z najwyższą pieczołowitością ułożyła dłonie po obu stronach mojego sterczącego penisa: jedną u góry na podbrzuszu, a drugą poniżej, zakrywając worek mosznowy. Później jej usta zacisnęły się tuż poniżej grubej żyły oplatającej wielki łeb. Kiedy poczułem ciepło, wilgoć i delikatny uścisk ze wszystkich stron, popłynąłem. Zamknąłem oczy i pozwoliłem się ponieść fali pożądania, która zalała moje jestestwo. 






9 maja 2025

Ostatnie wakacje.

497. Siostra, ściągaj majtki.


Amelia potrząsnęła głową, jakby nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Jej jasne włosy przez chwilę zawirowały w powietrzu, rzucając złote refleksje, a kiedy opadły, dziewczyna odezwała się ciepło: 

– Ja myślę, że to będzie naprawdę ciekawy wieczór, – a później spojrzawszy na siostrę, dodała jeszcze, – co myślisz o tym, kochanie? 

Oczywiście, mój dorodny kabanos sterczał jeszcze. Choć można było zauważyć pierwsze oznaki jego zaspokojenia, gdzie powoli tracił na turgorze, wciąż dumnie unosił swój gruby łeb, jakby w poszukiwaniu nowej zdobyczy.

Patrząc na Grace, która, jak mi się zdawało, już szykowała się do ataku, wzruszyłem ramionami. 

– No przecież nic się nie stało, – powiedziałem, – to tylko wypadek przy pracy. I, żeby nie było, nic sobie nie wyobrażaj. 

Jednak chyba było już za późno na tłumaczenie się. Zdawało mi się, że ona i tak wie swoje. Zagryzła dolną wargę, a później spojrzawszy na mnie, spod oka, rzuciła: 

– Aha, ja już cię znam, rozpustniku. Wiem co planujesz. Mnie nie oszukasz. Zaraz pewnie wszystkie wyruchasz, co? Nie przepuścisz żadnej cipce? Pewnie zerżnie nas tak, że nie będziemy mogły usiąść.

Później, zupełnie jak siostra, potrząsnęła głową tak, że jej loki zawirowały w powietrzu i, z rozbrajającą szczerością, dodała: 

– No, skoro tak, to nie ma powodu, żebym i ja miała na sobie majteczki. 

Nie czekając na reakcję u kogokolwiek, wsunęła dłonie pod swoją białą sukienkę i ściągnęła delikatne koronkowe figi. Następnie, zanim jeszcze wyszedłem z szoku, zadziornym głosem zwróciła się do bliźniaczki: 

– No siostra, ściągaj majtki, niech zobaczą, że nie jesteśmy gorsze.

W tym momencie sytuacja była dość niedorzeczna. Sceneria jak wyjęta żywcem z groteski. W momencie, kiedy na ekranie telewizora leciały ostre sceny porno, ja sam siedziałem na sofie do połowy rozebrany. Paradowałem z gołym, grubym fiutem, z którego jeszcze teraz wypływały duże krople spermy. Jak prawdziwy aktor wciąż miałem na sobie hawajską koszulę, choć dolna część mojego torsu pozostawała naga. Na moich pośladkach nie było slipów, a przyrodzenie pokazywało cały swój obleśny arsenał. Na dodatek nie byłem sam. 

Obok mnie siedziała nieco speszona, ale chyba jeszcze bardziej podniecona ciocia Antonina. Ona też nie miała na sobie majtek. Jej piękna, żółta sukienka była zawinięta do góry i kończyła się powyżej pępka. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby stwierdzić, że jej cipka pulsuje żywym ogniem. Mięśnie jej podbrzusza kurczyły się w rytmicznych konwulsjach, co świadczyło o kolejnym, zbliżającym się orgazmie. 

Jednak to nie było wszystko. Po mojej prawej stronie znajdowała się piękna Isabella. Co prawda, przynajmniej do tej pory, ona jedna zachowywała się w miarę poprawnie. Czułem jednak, że to nie będzie trwało wiecznie. W każdej chwili sytuacja mogła się ulec radykalnej zmianie, a dziewczyna o śniadej cerze mogła przejść totalną przemianę swojego zachowania i osobowości. 

Ale na niej zabawa się nie kończyła. Naprzeciwko nas w fotelu siedziała najdrobniejsza z dziewczyn – Natalia. Była w tej swojej dziecięcej sukieneczce, która przywodziła na myśl raczej prosty worek, niż wymyślną kreację. Nie byłem pewien, czy i ona ma na sobie jakąkolwiek bieliznę. Mogłem się tylko domyślać. Jeśli tak, to czy i ona wkrótce się jej pozbędzie na moich oczach. 

No i oczywiście, jako wisienka na torcie, po drugiej stronie salonu swoją rolę dzielnie odgrywały piękne blondwłose bliźniaczki. 







Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...