500. Wszyscy patrzyli.
Zanim otworzyłem oczy, zanim cokolwiek świadomie zrobiłem, miałem wrażenie, że wszystkie dziewczyny się ze mnie śmieją. Och tak, wyraźnie słyszałem ich radosny śmiech. Lecz czy śmiały się ze mnie? Czy był to śmiech drwiący? Czy może raczej dopingujący? Poza tym miałem też wrażenie, jakby ktoś zawiązał mi pętlę na jądrach i zacisnął. Ale było to uczucie niezwykle przyjemne i chciałem, by trwało wiecznie.
W końcu udało mi się unieść powieki. Rzeczywistość wracała do mnie powoli. Moje towarzyszki zabawy miały niezły ubaw. Leżałem półprzytomny na podłodze, pokonany przez Antoninę, a ona stała nade mną niczym posąg z rozstawionymi szeroko nogami. Jej wielkie piersi były jak dwa słońca na horyzoncie, a z rozwartej cipki spływała moja sperma: gorąca, gęsta, biała.
Patrzyła na mnie z triumfem, z wyższością, jak na dokonanego przeciwnika.
– Och, ciociu, ciociu, co ty ze mną zrobiłaś? Och, ciociu, ciociu, przecież ty mnie zgwałciłaś, – mówiłem, a właściwie wyrzucałem z siebie.
– Oj, nie płacz tak, tylko stań do walki żołnierzu. To dopiero była rozgrzewka, rzuciła zaczerpnie.
– Och, ale nie dam rady, – próbowałem jakoś się bronić.
Zmarszczyła brwi i powiedziała:
– O nie mój drogi, tak nie można. Tu jeszcze jest kilka gorących cipek do przeruchania.
– Och ciociu…
Pogroziła mi palcem.
– A co, wydawało ci się, że tak łatwo ci odpuścimy?
Jej słowa były ostre jak bicz, ale jednocześnie niezwykle gorące. Wywoływały we mnie silne, podświadome wręcz emocje. Bo oczywiście mogłem się poddać, wycofać, uciec, zrezygnować. Ale czy rzeczywiście tego chciałem? Jeżeli miałem wkroczyć moją dorosłość, to chciałem to zrobić w wielkim stylu. A taka okazja mogła się już nie powtórzyć.
Dochowanie do siebie trochę trwało. Nalały mi kolejny kieliszek wina. Ciocia, choć naga, przyniosła gorący rosół i kanapki. Zjadłem, rozgrzałem się, opróżniłem kieliszek wytrawnego trunku i z zapałem obserwowałem rozbierające się dziewczyny, a także akcję rozgrywającą się na ekranie telewizora. Tymczasem na parkiet wyszła śliczna Natalia.
Podszedłem do niej powoli, a ona stała nieruchomo, wpatrując się we mnie uważnie. W jej spojrzeniu nie było lęku – raczej czujność, może cień zaciekawienia. Pewnie zastanawiała się, co zrobię dalej. Pozostałe dziewczyny również zamarły, wstrzymując oddech. Czas jakby się zatrzymał – cisza gęstniała wokół nas, a napięcie wisiało w powietrzu niczym przed burzą.
Stanąłem tuż przed tą cudowną dziewczyną. Wyciągnąłem rękę i delikatnie chwyciłem palcami kokardę na jej ramieniu. Jej skóra była ciepła i lekko napięta. Spojrzała mi prosto w oczy, a ja jednym, płynnym, choć stanowczym ruchem pociągnąłem za tasiemkę. Węzeł rozwiązał się powoli, niemal z namysłem, i opadł. Na jej twarzy pojawił się subtelny, psotny uśmiech. Wciąż jednak nic się nie działo. Tylko cisza, przyspieszone oddechy i bicie serc.
Wszyscy patrzyli. Czekali.
Chwyciłem drugi koniec tasiemki i pociągnąłem. Sukienka, już niczym nieutrzymywana, zsunęła się z jej ciała – bezszelestnie, jakby była zrobiona z samego powietrza. Opadła na podłogę z cichym szelestem, a moim oczom, podobnie jak oczom pozostałych kobiet, ukazało się nagie, piękne ciało Natalii.
Na moment zapadła absolutna cisza, jakby wszyscy wstrzymali oddech. Stała przede mną – pewna siebie, dumna, jakby właśnie teraz odzyskała wolność. Jej ciało nie było tylko fizycznością – było manifestem kobiecości, siły i zgody na to, kim jest. Nie odwracając wzroku, patrzyła na mnie, a w tym spojrzeniu było wszystko, czego nie da się wyrazić słowami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz