Szukaj na tym blogu

16 maja 2025

Ostatnie wakacje.

504. Wypolerowane berło władcy


Uniosła głowę. Jej śliczna buzia wyłoniła się zza zasłony kosmyków włosów, a oczy – ciemne, pełne światła i pytań – spojrzały prosto w moje. W jej spojrzeniu mieszały się zdumienie, lekka panika i to niewinne, dziewczęce: „co ja właśnie zrobiłam?” A potem pojawiło się pytanie. Niewypowiedziane, ale czytelne aż do bólu. Co to? Na co wpadłam? Co tak mocno uciskało mój policzek? Czy to... czy to naprawdę to?

Przez sekundę trwała w tej chwili jak zawieszona w czasie. Po czym bardzo powoli, niemal z namaszczeniem, odsunęła swoją twarz. Jej wzrok, nadal niepewny, powędrował w dół – dokładnie tam, gdzie przed momentem spoczywał jej policzek. A to, co ujrzała, nie pozostawiało złudzeń. To nie był przypadek. Nie był to miękki róg kanapy, ani zrolowany brzeg ręcznika.

To było coś bardzo realnego. Coś, co teraz, nieskrępowane, sterczało z dumą i niezaprzeczalną obecnością – niczym wypolerowane berło władcy, któremu właśnie oddano nieoczekiwany hołd. I choć żadne z nas nie powiedziało ani słowa, w powietrzu unosiło się napięcie, które mogło rozpalić cały świat.

A może już rozpalało.

A potem wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Jakby nagle postanowiła się podnieść – choć nie do końca wiedziała jak, albo może właśnie bardzo dobrze wiedziała – zaczęła szukać oparcia. I wtedy… sięgnęła po nie.

Chwyciła za tę moją grubą, sękatą „gałąź” z taką pewnością, jakby trzymała w dłoniach coś dobrze sobie znanego, a jednocześnie z niemal dziecięcym zdumieniem, jakby badała jej ciężar, kształt, obecność. Jej palce zacisnęły się mocno, niemal desperacko, i wtedy jęknąłem – zaskoczony, zbolały, ale i przepełniony falą rozkosznego dreszczu, który rozlał się po całym moim ciele.

To był dźwięk, którego sam się po sobie nie spodziewałem – gdzieś pomiędzy stłumionym bólem a wyznaniem przyjemności. A ona? Spojrzała na mnie z lekko uniesioną brwią, z tym swoim rozbrajającym uśmiechem, w którym mieszała się psotność z odrobiną triumfu. Jakby właśnie odkryła w sobie nową moc.

Odwróciła głowę najpierw w lewo, później powoli, z namysłem, w prawo. Jej spojrzenie przemknęło po twarzach siedzących nieopodal dziewczyn – najpierw padło na Amelię, która wpatrywała się w nią z półuśmieszkiem i uniesioną brwią, jakby chciała powiedzieć: „No dalej, nie zatrzymuj się.” Potem na Grace – bardziej zdystansowaną, ale z wyraźną iskrą zaciekawienia w oczach. Następnie jej wzrok zatrzymał się na Isabelli, która siedziała z dłońmi złożonymi pod brodą i spojrzeniem, w którym mieszało się niedowierzanie z rozbawieniem. I wreszcie – Antonina. Spokojna, niemal nieruchoma, ale z tym delikatnym, ledwie zauważalnym ruchem kącika ust, który zdradzał, że wie więcej, niż daje po sobie poznać.

Natalia wyglądała, jakby szukała odpowiedzi. Może nawet pozwolenia. A może... poparcia? Wahała się przez ułamek sekundy, jakby liczyła, że któraś z nich skinie głową, wyszepcze niewidzialne „tak” albo mrugnie znacząco, by dać jej impuls do dalszego kroku. Ale żadna tego nie zrobiła. Cisza mówiła więcej niż słowa. Wszystkie czekały. Na nią. Na decyzję, którą musiała podjąć sama.

Nie doczekawszy się odpowiedzi, jakby w końcu pogodziła się z losem i przyjęła do wiadomości, że to na niej spoczywa ciężar decyzji – tej, która za chwilę zmieni wszystko – poruszyła się z gracją, lecz i z czymś dziko naturalnym, jakby była częścią jakiegoś pradawnego rytuału. Najpierw subtelnie potrząsnęła głową, jakby chciała odpędzić ostatnie wątpliwości, potem jej ruch rozszedł się niżej – jak fala, która zaczyna się gdzieś za oczami, a kończy u stóp.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...