Szukaj na tym blogu

12 lipca 2026

Anioł w białym garniturze

        6. Kuć żelazo, póki gorące


        I stoję tu z kompotem, który śmierdzi octem, i patrzę na nią – na Elę siedzącą przy stoliku pod oknem. Ma na sobie tę samą spraną koszulkę w drobne kwiatki, te same dżinsy z wysokim stanem, te same trampki z oderwanym sznurkiem. Widzę pryszczyk na brodzie, który za dwa tygodnie sama sobie wydusi i będzie się wstydzić czerwonej ranki. Widzę sposób, w jaki przygryza dolną wargę, kiedy się denerwuje. Widzę delikatny meszek na karku, który kiedyś całowałem w ciemności setki razy w wyobraźni.
        Ona podnosi wzrok.
        Nasze spojrzenia się spotykają.
        I w tym momencie czas znowu pęka.
        Bo ja już wiem, jak będzie pachniała jej skóra po seksie – mieszanka mydła Ziaja, potu i spermy. Wiem, jak cicho jęczy, kiedy dochodzi, jakby bała się, że ktoś usłyszy. Wiem, jak jej cipka zaciska się wokół palców, kiedy liżę ją powoli, długo, aż błaga, żebym przestał ją drażnić i wszedł w nią wreszcie mocno. Wiem, jak potem leży z głową na mojej piersi i szepcze „nie odchodź nigdy”. A potem odchodzi. I ja odchodzę. I oboje robimy z siebie wrak.
        Ale teraz jest początek.
        Teraz mogę zmienić scenariusz.
        Albo spieprzyć go jeszcze bardziej.
        Serce wali mi tak mocno, że czuję pulsowanie w gardle, w skroniach, w żyle na podbrzuszu. Podniecenie miesza się ze strachem w proporcji, której nie da się rozłożyć na czynniki pierwsze.
        Teraz wiem, że to chwila, w której wszystko może się rozsypać jak domek z kart albo scalić w coś, czego nigdy nie da się już rozmontować. Stoję przy tym okienku z letnim kompotem w dłoni, a serce wali mi tak głośno, że boję się, iż ona usłyszy je przez całą stołówkę. Nie mogę tego spieprzyć. Nie tym razem. Każdy gest, każdy oddech, każde spojrzenie musi być precyzyjne jak skalpel chirurga. Jeden fałszywy krok i wrócę do tamtej wersji przyszłości, w której Ela Fijałkowska została tylko wspomnieniem, które pali mnie po nocach.
        Jak zrobić wrażenie na dziewczynie, która kiedyś dała mi kosza? Która uśmiechnęła się wtedy uprzejmie, ale w jej oczach widziałem: „nie tym razem, chłopcze”. Nie chcę tylko zaciągnąć jej do łóżka, choć ciało już teraz reaguje na nią jak na narkotyk – czuję gorąco w podbrzuszu, kiedy patrzę na linię jej szyi. Chcę czegoś więcej. Chcę jej serca. Całego. Z tymi wszystkimi bliznami, których jeszcze nie ma, z tymi sekretami, które dopiero się narodzą. Czy to w ogóle możliwe? Czy da się zdobyć serce kogoś, kto jeszcze nie wie, że będzie matką twojego dziecka?
        Cholera, trzeba kuć żelazo, póki gorące. Lepiej popełnić błąd i żałować niż przez resztę życia żałować, że się nie spróbowało. Miejsce i czas nie są przypadkowe. Jestem tu z całym bagażem trzydziestu lat – z wiedzą, której ona nie ma. Wiem, jak będzie wyglądała jej przyszłość. Wiem, że za kilka lat urodzi Dorotę. Naszą Dorotę.
        Dowiedziałem się o córce, kiedy miała już prawie tyle lat, ile Ela ma teraz – stała przede mną na peronie, z tymi samymi szarymi oczami, i powiedziała: „Tata?”. A ja wtedy tylko płakałem jak dziecko. To jest moja broń. Przewaga, której nikt inny nie ma. Muszę ją rozegrać delikatnie, bo jeśli za wcześnie wyciągnę asa z rękawa, spłoszę ją na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Anioł w białym garniturze

          6. Kuć żelazo, póki gorące           I stoję tu z kompotem, który śmierdzi octem, i patrzę na nią – na Elę siedzącą przy stoliku p...