Szukaj na tym blogu

25 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

490. To tylko wypadek przy pracy. 


Oszalałem. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Z jednej strony byłem na nią cholernie zły, że stawia mnie w tak niezręcznej sytuacji, a z drugiej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że właśnie tego chcę.

Słońce już dawno schowało się za horyzont, czerwona poświata rozświetlała niebo, przebijając się przez chmury, a w salonie cioci panował coraz większy półmrok. Kiedy światło dnia gasło coraz bardziej, jej szalone pomysły zaczęły dojrzewać i nabierać kształtu. Nie zważała na to, że na stole zaczyna brakować przekąsek i że dziewczyny nie mogąc się już na nie doczekać, same zaczęły kursować do kuchni i przynosić sobie co trzeba. Na szczęście wszystko było już gotowe i co najwyżej trzeba było wstawić do mikrofalówki, aby lekko podgrzać. No ale dziewczynom nie o jedzenie najwyraźniej chodziło, raczej o alkohol. Widziałem że Amelia i Grace wróciły z butelką wytrawnego wina, a Isabella przyniosła sobie dwie puszki piwa.

No cóż, i jeśli myślałem, że na tym jednym szarpnięciu się skończy, że w końcu ona da mi odetchnąć, to bardzo się myliłem. Pobożnym życzeniem było to, że ta impreza jest normalna, a to, co się stało, to tylko wypadek przy pracy. Po tym pierwszym niespodziewanym szarpnięciu nastąpiło drugie – równie mocne a później trzecie i czwarte. Byłem wykończony, nie wiedziałem, jak długo jeszcze tak wytrzymam. Chciałem się spuścić na jej dłonie pod tym kocem, chciałem to zakończyć, jednak ona miała inne plany wobec mnie. Według niej to wcale nie miało tak przebiegać. Kolejne minuty dobitnie mi to uświadomiły.

Kiedy byłem na granicy omdlenia, przestała i wyjęła ręce na wierzch. Wyglądało to tak, jakby nic więcej nie zamierzała robić, jakby jej repertuar się wyczerpał, a ja już po chwili żałowałem, że tak się stało i w duchu błagałem, by jej sprawne dłonie znów zajęły się moim penisem i moimi jajkami. 

Później, aby jeszcze bardziej pogłębić moje uczucie zawiedzenia, poprawiła swoje majteczki, następnie tę żółtą słoneczną sukienkę, wyszła spod koca i jak gdyby nigdy nic, skierowała się w stronę kuchni. Zamierzała przynieść nam kolejny gorący posiłek. Niemal płakałem, czując narastające rozczarowanie. Chciałem zaprotestować, że tak nie może być, że nie może mnie teraz tak zostawić. Byłem bez gaci, siedziałem podniecony na maksa i nie mogłem wyjść spod tego koca. Mogłem tylko liczyć na to, że coś w tej sprawie radykalnie się zmieni. 

Znów zakręciło mi się w głowie, ale teraz miało to zupełnie nowy wymiar. W tej pozycji ciocia wyglądała niezwykle ponętnie i apetycznie. Chciałem jej całym sobą, każdą komórką mojego ciała. Pragnąłem jej dotykać i pieścić. Myślałem nawet o tym, żeby wylizać jej cipkę. 

– Proszę cię ciociu, nie tyle, – odezwałem się niepewnie, chcąc zaprotestować. – Nie jestem głodny. 

– Och, dasz radę, – powiedziała, nie przyjmując sprzeciwu i stawiając talerz przede mną.

Powiem szczerze, że nie obawiałem się tego, że nie dam rady wszystkiego zjeść, bo na moim talerzu wcale nie było aż tak dużo, tylko tego, że to był kurczak, tłuste mięso, które je się przecież palcami, a co za tym idzie po wszystkim trzeba udać się do łazienki i te palce obmyć. Jednak, jak wiadomo, nie mogłem tego zrobić, bo nie miałem na sobie ani spodni ani majtek. Poza tym nie widziałem serwetek papierowych na stole – pewnie się skończyły. Wiedziałem, jednak, że ciocia przypilnuje, aby na moim talerzu pozostały tylko kości. Na szczęście po zjedzeniu wszystkiego ciocia usłużnie podała mi chusteczki nawilżone, wyrywając mnie z opresji.




24 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

489. Och ciociu, co ty robisz?


Następnym ruchem cioci było to, że jedną dłonią niezwykle sprawnie chwyciła za gumkę moich slipów i w momencie, kiedy poprawiałem pozycję pociągnęła je do dołu pozbawiając mnie ich całkowicie. Uczucie było bardzo dziwne, choć trudno tego nie przyznać, bardzo ale to bardzo przyjemne. Teraz moje wielkie sterczące przyrodzenie przykryte było jedynie pluszowym miękkim kocem, a każdy ruch, każde jego dotknięcie czy otarcie przyprawiało mnie o kolejną falę gorąca.

Reakcją mojego organizmu było to, że natychmiast się spociłem i nie byłem w stanie wyregulować oddechu. 

“Och ciociu, co ty robisz?” – chciałem powiedzieć, lecz jedyną reakcją mojego organizmu było kołatanie serca i suchość w ustach. Tymczasem Antonina niczym się nie przejmując, kontynuowała swoje seksualne zapędy wobec mnie. Krok po kroku przy każdej możliwej okazji przesuwała moje slipy w stronę kolan. Kiedy już tam się znalazły, popchnęła je, przesuwając na drugą stronę. Jednocześnie delikatnie szturchnęła mnie w bok, abym poruszył nogami i żeby, tak samo jak spodenki, mogły spaść na podłogę. Wiedziałem, że jeśli się już to stanie, będę całkowicie w jej posiadaniu.

Czułem, że nie powinienem tego robić, jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi posłusznie wykonałem polecenie i majtki łagodnym ruchem opadły na podłogę. Teraz już nie miałem nic do swojej obrony. Na dodatek ciocia chcąc odciąć mi ostatnią drogę ucieczki, czubkiem buta wyciągnęła części garderoby spod moich stóp i wsunęła je pod sofę – daleko tak, żebym nie mógł ich dosięgnąć.

Było po wszystkim, przegrałem, siedziałem pod kocem bez spodenek i bez majtek. Kutas przykryty jedynie kocem unosił się tworząc namiot, mimo to dziewczyny zdawały się tego nie widzieć. Miałem mieszane uczucia – to była moja impreza, a ja siedziałem bez dolnej części ubrania. Wszystko wskazywało na to, że cała zabawa została dokładnie zaplanowana. 

Zastanawiałem się, co też stanie się dalej, jakie zamiary wobec mnie ma ciocia. No cóż, spodziewałem się najgorszego, czego przecież nie dało się wykluczyć. Punktem spornym pozostawało to, jak szybko do tego dojdzie i w jaki sposób będzie przebiegała moja kompromitacja. Ciocia była zdolna do wszystkiego i mogłem się po niej spodziewać najgorszego. Jednak przewidzenie dokładnego scenariusza było wróżeniem z fusów.

W końcu zrezygnowany pomyślałem sobie: “Co się może stać, przecież najgorsze mam już za sobą.” No cóż, nawet nie wiedziałem, jak bardzo się myliłem. Nie przyszło mi do głowy, aby zastanowić się, dlaczego akurat w tym momencie włożyła drugą dłoń pod koc. Kiedy zacząłem o tym myśleć, było już za późno. Jakby to powiedzieć, stało się tak: jedną dłonią chwyciła mnie za worek, a drugą za penisa i pociągnęła w przeciwnych kierunkach. Nie zrobiła tego delikatnie. Efekt był taki, że o mało nie straciłem przytomności. Do tej pory też nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jestem podniecony, jak mocno ta sytuacja wpłynęła nie tylko na moją psychikę, ale też na cały organizm.

Ostre, gwałtowne szarpnięcie i naciągnięcie napletka sprawiło, że moje serce na moment stanęło, a przed oczami gwałtownie zapadła ciemność. Szarpnąłem się w nagłym skurczu rozkoszy, ale ona przywarła do mnie mocno, nie pozwalając mi się zdradzić i tłumiąc moje nadmierne reakcje. 

Byłem na granicy wytrysku, a ona trzymała mnie tak długo, dopóki nie uspokoiłem się na tyle, żeby znów móc wrócić do względnej normalności. O ile w ogóle o czymś takim można było mówić. 

23 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

488. Byłem już bez spodenek. 


Antonina nie rezygnowała, parła naprzód niczym lodołamacz, nie zważając na problemy i traktując je jako prowokację do dalszej akcji zaczepnej. Chwyciła za drugą nogawkę, A ja znów grzecznie się uniosłem. Teraz spodenki były już na kolanach, a ona znacząco spojrzała na mnie. Szybko zrozumiałem, że mam się ich całkowicie pozbyć. W jej spojrzeniu nie było prośby, a wręcz rozkaz. Poruszyłem nogami w taki sposób, że zaraz zsunęły się na podłogę do moich kostek.

Niezwykłe w tym wszystkim było to, że tam na dole nie było już koca – kończył się kilkanaście centymetrów wyżej. Kwiecisty, kolorowy materiał wysunął się spod niego i, oplatając moje stopy, był świadkiem mojego upokorzenia przez Antoninę. Jeszcze bardziej niezwykłe było to, że siedzące obok dziewczyny niczego nie zauważyły. No cóż mogłem tylko podejrzewać, że wcale nie chcą tego widzieć. Choć mogła być jeszcze inna wersja następujących po sobie zdarzeń. Może chodziło o to, że i one brały udział w tym wszystkim, że nie były przypadkowymi asystentkami tej sceny. Jeżeli tak, moje położenie było jeszcze mniej ciekawe. 

Ale wracając do tego, co się działo, byłem już bez spodenek. Co prawda miałem jeszcze na sobie slipy, ale i na nie miał przyjść w końcu kres. Ciocia nie pozwoliłaby mi w nich zbyt długo pozostać. Dla niej były one kolejną przeszkodą do pokonania na drodze do celu, to znaczy na całkowite pozbawienie mnie wszelkiej godności w postaci odarcia z resztek ubrania w tak dużym towarzystwie. 

Najpierw zaczęła szarpać za gumkę moich slipów. Unosiła ją, naciągała i puszczała, a mocno naprężony materiał gwałtownie uderzał w moje podbrzusze. Było to nawet słychać, ale dziewczyny jakby były głuche na te odgłosy. Każde uderzenie gumy nieco poniżej pępka wywoływało we mnie silną falę podniecenia, każdy kolejny raz wynosił mnie na wyższy poziom tej zabawy. 

Ciocia spojrzawszy na mnie puściła oczko. Tak jakby chciała zawrzeć ze mną ciche porozumienie w dążeniu do orgazmu. Czułem się bardzo dziwnie. Z jednej strony byłem bardzo skrępowany, a z drugiej moje podniecenie przybrało wręcz paranoiczny charakter. Im bardziej czułem się wykorzystany, tym bardziej byłem podniecony. Trudno było mi wyobrazić sobie sytuację, kiedy stanę nago przed dziewczynami, a jednak bez przerwy o tym myślałem. 

Później wsunęła pod gumkę dłoń. Włożyła ją płasko rozprostowaną od strony pępka i zatrzymała się tak na dłuższą chwilę. Oznaczało to, że dodatkowe ciepło w tym miejscu wywoła falę gorąca w całym organizmie. Na dodatek jej dłoń znalazła się między moim podbrzuszem a sterczącym i napęczniałym penisem. Za każdym razem kiedy, szarpiąc się w konwulsjach rozkoszy, unosił się i opadał, uderzał w jej palce. Ciocia doskonale wiedziała, jaki efekt to wywołuje i układała nadgarstek tak, aby zmaksymalizować moje doznania. Szumiało mi w głowie tak bardzo, że nie mogłem pozbierać własnych myśli. 

Po kilku minutach takiej zabawy ciocia znów zmieniła kierunek i jakość swoich działań. Kiedy mój penis na moment się uspokoił i przestał szarpać jak szalony, drugą, wolną dłonią rozgarnęła moją jasną bujną grzywkę i, spojrzawszy na Natalię, rzuciła lekkim, niezobowiązującym tonem: 

– Oczywiście to jest mój cudowny chrześniak. Uwielbiam go. Jest słodki jak lukrowane ciastko. 

Nie wiem, o co chodziło w tej wymianie zdań, bo w ogóle już nie słuchałem. Słyszałem, że coś mówią i że jest to rozmowa o mnie, ale w ogóle już nie rejestrowałem słów.




22 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

487. To ciocia tu rządziła


Dobrze, że dziewczyny, może właśnie wyczuwając sytuację, znacznie mniej zwracały teraz na nas uwagę. Może doskonale zdawały sobie sprawę z tego, co wyczynialiśmy pod tym kocem i nie chciały nam przeszkadzać. Tego nie mogłem stwierdzić. Wiedziałem jednak, że ciocia wchodzi już na najwyższe obroty i tylko sekundy dzielą ją od punktu finałowego. Gdyby nie było tu nikogo, gdybyśmy byli tutaj sami, pewnie darłaby się w niebo głosy. Teraz jednak mocno do mnie przywarła. Czułem jej naprężone, drżące ciało bardzo dokładnie, a jeszcze dokładniej czułem jej zaciśniętą dłoń na moim penisie. Poruszała nią bardzo gwałtownie mocno uderzając w moje podbrzusze.

W cipce Antoniny było jak w gorącym bagnie: mokro i miękko. Gwałtowne skurcze obejmowały moje palce przyjemnym uściskiem. Mimo koca, czułem jej zapach, zapach miłości, zapach seksu. Nie przestawałem dopóki, półprzytomna, nie zawisła na moim ramieniu. Wtedy wiedziałem, że mogę zwolnić. Miałem ją. Sprawiłem, że przy wszystkich doznała słodkiego orgazmu. Rachunki się wyrównały. Teraz mogłem czekać na jej ruch i zastanawiać się co też ona zrobi.

Wciąż wciśnięta w moje ciało, z rozgniecionym biustem na moim przedramieniu, gorąca jak piec hutniczy drżała, a jej serce waliło jak oszalałe. Dla mnie, młodego, niedoświadczonego chłopaka, była to niezwykła nobilitacja.

Potrzebowała trochę czasu, aby dojść do siebie. Nie wiem ile to trwało, być może kilka minut. W pewnym momencie zaczęła ściągać beze mnie spodenki. Robiła to powoli, z wielkim wyczuciem tak, żeby pozostałe dziewczyny niczego nie zauważyły. Chodź miałem duże wątpliwości, czy uda się jej ta akcja, bo przecież na nich siedziałem, a dociśnięte całym my ciężarem do miękkiej sofy bez mojej pomocy, były praktycznie nie do ściągnięcia. Ona jednak tego utrudnienia zdawała się nie dostrzegać. Powiem więcej – niczym się nie przejmowała zdawało mi się, że w tej chwili jestem dla niej kolejnym punktem do odhaczenia na liście jej zadań tego dnia. Na całe szczęście, zarówno jej jak i moje biodra były przykryte kocem, a słońce, które już skryło się za horyzontem, dawało coraz mniej światła. 

Na początku ciocia coraz bardziej zuchwale rozpychała się pod moimi szortami, ale jako że przysiadłem je dość mocno i było tam dość ciasno stawała się coraz bardziej nerwowa. Czułem to w jej coraz bardziej gwałtownych szarpanych ruchach. Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że ona i tak dotknie swego, niezależnie czy jej to ułatwię, czy też nie. Postanowiłem więc zrobić coś w tym kierunku, aby cała ta niedorzeczna sytuacja nie wyszła na jaw zbyt szybko. 

Kiedy w pewnym momencie chwyciła za nogawkę i szarpnęła w stronę kolan, nieznacznie, ale to wystarczyło, uniosłem biodra odrywając pośladki od materaca. Ten jeden ruch wystarczy, aby moje hawajskie spodenki w sposób znaczący zmieniły swoje położenie. W tej chwili nie zakrywały już mojego tyłka i znajdowały się na środku ud. Ciocia triumfowała. Na jej twarzy zobaczyłem uśmiech zwycięstwa i jeszcze większej dominacji. Tak jakby chciała powiedzieć: “grzeczny chłopczyk, rób tak dalej, a znajdziesz się całkowicie w moim posiadaniu".

Chciałem zaznaczyć, że wymiana zdań między mną a Natalią nawet na moment nie została przerwana. Tyle tylko, że już na tym etapie było mi ją niezwykle trudno kontynuować. Trudno było mi skupić uwagę i uważnie słuchać tego, co mówi do mnie ta drobna i ładna dziewczyna. To ciocia tu rządziła i to ona rozdawała karty Ja byłem tylko zwierzyną łowną i mogłem tylko modlić się, aby Antonina nie dosiadła mnie już teraz. No ale tak naprawdę, chyba wszystko do tego zmierzało, a ja sam nie byłem pewien, czy bardziej tego pragną, czy też się obawiam. 



21 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

486. Batalia o jej orgazm


Położyła dłoń od góry. Czubek mojego prącia wraz z dziurką na wierzchołku znalazł się dokładnie w środku, a palce ułożyły się wzdłuż trzonu, szczelnie zakrywając główkę. 

Ogarnęło mnie przemożne błogie uczucie odprężenia, a jednocześnie słodkiego narastającego napięcia. Chciałem coś powiedzieć, zaprotestować jakoś, ale obawiałem się, że tak naprawdę tego nie chcę. Kiedy tak mnie trzymała za mojego wacusial zaczęła delikatnie ściskać. Robiła to z niezwykłym wyczuciem, starając się nie postępować zbyt gwałtownie. 

Trwało to dobre w kilka minut. Miałem wrażenie, że na tę zabawę przeznaczyła nieco więcej czasu, niż mi się na początku wydawało. Pod zaciśniętą dłonią temperatura szybko wzrastała. Czułem ciarki na całym ciele, a włosy na mojej głowie zaczynały unosić się do góry. W tym samym czasie, kiedy trzymała za kutasa, drugą dłonią prowadziła moje palce przez zakamarki swojej wilgotnej cipeczki. Na przemian wciskała je głęboko, było tam bardzo mokro, ślisko i gorąco, to znów dotykała, przesuwała po swojej wystającej antence. 

Robiła to w ten sposób, aby nie tylko mnie, ale też i jej, było bardzo przyjemnie. Po tym wszystkim jeszcze trudniej było ukrywać jej swoje erotyczne zamiary wobec mnie. Drżała lekko na całym ciele, a uda rytmicznie zaciskały się i rozluźniały. Zastanawiałem się, jak długo uda się jej jeszcze wytrzymać, kiedy w końcu to wszystko wyjdzie na jaw i jak zareagują pozostałe dziewczyny. Na razie jednak na to się nie zanosiło – działaliśmy w ukryciu.

Byłem roztrzęsiony, chciałem jej powiedzieć, żeby przestała. Chciałem powiedzieć, że jeśli nie przestanie, nie ręczę za siebie, lecz nie miałem już na to siły. Uścisk jej lewej dłoni trwał, był elastyczny i pulsacyjny, a moim podbrzuszem zaczęły targać niekontrolowane skurcze. Wiedziałem, że jeszcze chwila, a najnormalniej w świecie się spuszczę. Czy tego właśnie chciała? Czy o to jej chodziło?

W końcu zacząłem odpływać w słodki niebyt orgazmu, ale nie poddawałem się. Nie zamierzałem tanio sprzedać skóry. Przejąłem inicjatywę i sam, w miarę swoich skromnych umiejętności, zająłem się jej mokrą, gorącą norką. Najpierw jak szalony Chopin zacząłem grać na jej łechtaczce. Trącałem i szarpałem jak muzyk w strunę gitary, a później zacząłem poczynać sobie coraz śmielej. Wciskałem moje palce i rozpaloną czeluść coraz głębiej, aż w końcu zgiąłem je pod kątem prostym i dotarłem do punktu na samej górze. Jej reakcja była bardzo gwałtowna. W nagłym skurczu zesztywniała w nienaturalnej pozycji.

To było to. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to jest chwila mojego zwycięstwa, mojego triumfu. Wiedziałem, że jeśli teraz odpuszczę, to przegram tę rundę, a ciocia może poczuć się bardzo zawiedziona. Nie chciałem do tego dopuścić. Musiałem przejść naprzód bez względu na okoliczności. Batalia o jej orgazm dopiero się rozpoczynała i miała zmusić mnie, abym przypomniał sobie wszystko, co na ten temat wiedziałem. Wyostrzyłem wszystkie zmysły i zacząłem działać najprecyzniej, jak tylko umiałem.

Choć było mi niewygodnie, nie poddawałem się. Wygięte palce – wskazujący i serdeczny – jak szalone tańczyły po górnej części jej cipki, a kciuk z całą mocą poczynał sobie ze sztywną łechtaczką. 

Ciocia nie miała szansy, aby się choć trochę rozluźnić. Jej nogi, skryte pod kocem, nagle się wyprostowały i mocno naprężyły. Uda zacisnęły się, chwytając moją dłoń w pułapkę. Coś mówiła, ale jej słowa stały się poplątane, niewyraźne i bełkotliwe. Wyglądało to tak, jakby dostała udaru, bądź przesadziła z alkoholem. Jej oczy były rozbiegane, a mięśnie twarzy drżały. Gdyby nie półmrok, który już na dobre rozgościł się w pokoju, pewnie nie dałoby się tego ukryć.


19 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

485. Wszystko kojarzyło mi się z seksem.


Czułem się przez nią molestowany, ale było to tak przyjemne, że nie miałem siły protestować. Sama świadomość tego, że to jest to, o czym właśnie myślę, powodowała dodatkowe podniecenie i ekscytację. Sytuacja rozwijała się bardzo dynamicznie choć niepostrzeżenie. Czy mogłem przewidzieć, co się za chwilę stanie? Ależ oczywiście, że mogłem, to wcale nie było takie trudne, ale czy rzeczywiście chciałem? Może, w mojej sytuacji, lepiej było nic nie wiedzieć, nic nie podejrzewać. Może lepiej było pozostać niewinnym chłopaczkiem ze szkoły średniej. 

Nie wiem po co zadałem to pytanie, ale zrobiłem to. Wszystko kojarzyło mi się z seksem.

– A jakie ptaki lubisz fotografować najbardziej?

– Chmm… czy ja wiem, – zaczęła z lekkim uśmiechem, – chyba wszystkie.

Spojrzałem na nią tak jakbym nie dowierzał.

– Wszystkie?

Powietrze było ciężkie od napięcia erotycznego.

– No wiesz, wszystkie są piękne. Każdy ptak ma swój urok. 

Mój ptak był gruby i napuszony jak indyk. Mój ptak znów potrzebował pożądanego ruchania.

– No tak, na swój sposób… Ale wolisz fotografować te nasze, pospolite, czy też może bardziej egzotyczne? 

Mówiąc to, pomyślałem o czarnych kutasach dzikusów z Afryki. Nie mogłem oprzeć się od myśli, że Natalia fotografuje napęczniałe penisy. Jednocześnie ciocia chwyciła moją dłoń i powoli, pod kocem, zaczęła przesuwać ją swoją stronę. Nie chciałem się zastanawiać, jakie mogą być tego konsekwencje. 

– No wiesz, tak to ptak. Są różne, jedne duże i okazałe, inne małe, choć figlarne i ruchliwe. Choć duży ptak, to duży ptak. No tak, można powiedzieć że lubię duże okazy.

Teraz stały się dwie rzeczy jednocześnie. Po pierwsze ciocia zmieniła chwyt na moim penisie i, zamiast trzymać za trzon, ujęła sam łeb. Po drugie, moja dłoń, nie wiedzieć czemu, znalazła się w jej kędzierzawym gniazdku między nogami. Myślałem, że za chwilę dostanę rozdwojenia jaźni. Prowadząc pozornie grzeczną nic nie znaczącą rozmowę z Natalią, musiałem uporać się z coraz bardziej nachalnym i bezkompromisowym zachowaniem cioci. Balansując na granicy głębokiego i słodkiego orgazmu próbowałem udawać, że wszystko jest w porządku.

Ciocia była bardzo doświadczoną uwodzicielką i jeszcze większą prowokatorką. Po chwili już prawie nie słyszałem słów Natalii, jedynie jakieś urywane frazy. Za to bardzo dokładnie doświadczałem tego, co robi ze mną Antonina. Teraz nie bawiła się w specjalne podchody, dbała tylko o to, aby cała ta niezręczna sytuacja nie wyszła na jaw. Przynajmniej nie w tej chwili. Sprawnie chwyciła moje palce, zgięła je w połowie i bez żadnych ceregieli wepchnęła w swoją mokrą już pizdeczkę. Kiedy odruchowo spojrzałem na jej twarz, spostrzegłem, że jej gałki oczne na ułamek sekundy uciekły pod górne powieki. Nie usłyszałem żadnego westchnienia, tylko poczułem naprężające się uda i, nagle, moja dłoń znalazła się w potrzasku.

– Aha, czyli można założyć, że jesteś fanką tych największych, najbardziej dorodnych okazów. 

Uśmiechnęła się ciepło, choć wydało mi się to nieco dwuznaczne. 

– Dobrze to ująłeś, – zgodziła się, – lubię te najbardziej potężne, silne i sprawne.

Musiałem przyznać, że ciocia jest bardzo pracowita i aktywna. Kiedy rozmawiałem z Natalią, nawet na chwilę nie przestała swoich niecnych zabiegów wobec mnie. Jej lewa dłoń nakrywała kapelusz mojego podnieconego do granic możliwości penisa, a prawa trzymała moje palce, które znajdowały się w jej cipce i sprawnie nimi poruszała. Chodziło o to, aby precyzyjnie trafiały w najbardziej czułe miejsca.

W pewnym momencie dotarło do mnie, że opuszkami dotykam jej twardej łechtaczki. Była wydatna, napęczniała i twarda a przy tym wilgotna i gorąca. Coraz trudniej było mi zapanować nad moim podnieceniem.




18 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

484. Pozwoliłem się pieścić.


Na domiar wszystkiego, w pewnym momencie Natalia, która siedziała na niskiej pufie dokładnie naprzeciwko nas, zaczęła zachowywać się jakoś dziwnie. Do tej pory bardzo ruchliwa, nagle zesztywniała, a później w nienaturalny sposób próbowała na nas nie patrzeć. Jednak przy każdej okazji jej wzrok kierował się albo na mnie, albo na ciocię.

– No to co, Julian, od października zaczynasz studia? – zaczęła tak, jakby nic się nie stało, – Słyszałam, że wybrałeś dziennikarstwo. 

Chciałem odpowiedzieć szybko i bez wdawania się w jakąś zbędną dyskusję, ale dokładnie tym samym momencie dłoń cioci zacisnęła się jeszcze mocniej na moim penisie, a później wykonała powolny ruch w kierunku podbrzusza. To przeważyło szalę. Najpierw zrobiło mi się bardzo gorąco i jeszcze bardziej przyjemnie, a później poczułem, że moje podniecenie szybuje w kosmos. Musiałem jednak dobrze grać swoją rolę, żeby całkiem nie stracić twarzy. Nie miałem pojęcia, czy Natalia coś podejrzewa, a jej zachowanie jest całkiem normalne.

– Tak, dziennikarstwo, – powiedziałem, kiwając głową, – choć nie wiem, czy jeszcze nie zmienię kierunku. 

Ręka cioci przesunęła się w przeciwną stronę. Zaczynałem się pocić, moje serce waliło coraz szybciej.

Natalia była wyraźnie zaskoczona. 

– O, nie wiedziałam, A możesz powiedzieć, co chcesz wybrać? 

Ciocia zachowywała się coraz bardziej zuchwale. Przesunęła dłoń z powrotem w kierunku mojego podbrzusza. Głośno przełknąłem ślinę. Fala gorąca zawładnęła mną całkowicie. Użyłem całej mojej energii, aby się skupić i odpowiedzieć. 

– No wiesz, interesuje mnie fotografia artystyczna, – rzuciłem niezobowiązująco, choć prowadzenie normalnego dialogu w takim stanie było niezwykle trudne. 

– O, – szybko podjęła temat, – to bardzo ciekawa dziedzina. Sama trochę się o tym interesuję. Wiesz, bardzo lubię fotografować ptaki. 

Wszystko wskazywało na to, że ta rozrywka będzie o wiele trudniejsza, niż mi się wydaje. Dłoń cioci zacisnęła się jeszcze mocniej.

– Och… tak, tak, ptaki oczywiście, – wyrzuciłem z siebie. 

Po raz kolejny przełknąłem ślinę. Nie mogłem w to uwierzyć, ale ciocia najnormalniej zaczęła walić mi gruchę. Na domiar wszystkiego robiła to w taki sposób, że nic nie było widać. Przynajmniej w tym momencie.

Walka była coraz trudniejsza. Zacząłem tracić siły. Przyjemne ciepło zalało całe moje ciało. Wiedziałem, że jak ciocia coś sobie zaplanuje, że jak podejmie jakąś grę w stosunku do mnie, to nic na to nie poradzę. Pozostawało tylko się rozluźnić i czerpać z tego całymi garściami. Oparłem się wygodnie, opadłem niżej na siedzisku i pozwoliłem się pieścić. Jednocześnie starałem się kontynuować rozmowę i zachowywać w miarę naturalnie, tak żeby całkiem się nie zbłaźnić przed Natalią.

Muszę przyznać, że sytuacja była trochę irracjonalna. W momencie, kiedy ta młoda dziewczyna mówiła, że lubi fotografować ptaki, mój ptak był już w całkowitym posiadaniu cioci. Słuchałem i nie mogłem odpędzić od siebie wyobrażeń, że Natalia trzyma w dłoni profesjonalny aparat i robi nim zdjęcia mojemu sterczącemu penisowi. To też przecież ptak.

W tym samym momencie ciocia wolną dłonią chwyciła leżący obok koc. 

– Jakoś chłodno się zrobiło, – rzuciła lekko, chcąc zamaskować swoje prawdziwe intencje i zakryła mi nim kolana. 

W tym momencie, jakby chcąc podkreślić jej szczere intencje, do salonu wpadł chłodny podmuch wiatru znad jeziora i rzeczywiście zrobiło się nieco zimniej. Ciocia jakby czując że ma przewagę starannie zakryła moje podbrzusze i kolana. Teraz już mogła zrobić ze mną wszystko, co tylko chciała.


17 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

483. Ciocia trzyma mnie za kutasa.


Czułem jak fala gorąca oblewa mnie od stóp do głowy. 

– Ależ ciociu… – próbowałem opanować, choć wiedziałem, że nie ma to sensu. 

– No co Julianku, – ciągnęła obejmując mnie ramieniem i coraz bardziej się do mnie przysuwając, – rozluźnij się. Chcę się tylko do ciebie przytulić. Przecież 

nie będziesz uciekał od cioci, prawda?

– No nie ciociu, ale…

Łup łup łup… moje serce waliło jak oszalałe. Była tak blisko, tak mocno na mnie napierała, że nie dało się nie patrzeć w jej dekolt. Owszem, gapiłem się. Gapiłem się i wstydziłem się jednocześnie. Starałem się tego nie robić ale i tak mój wzrok błądził po jej wydatnych, oszałamiających cyckach.

Przez dobrych kilka minut nic się jednak nie wydarzyło. Nic, co mógłbym uznać za ryzykowne czy podejrzane. Dopiero po pewnym czasie, kiedy Amelia, Grace, Natalia i Isabella zajęły się jakąś jakąś szczególnie ciekawą rozmową, poczułem, jak coś delikatnie, aczkolwiek bardzo stanowczo wciska się pod moje hawajskie spodenki. To było dziwne ale bardzo przyjemne. Nie zaprotestowałem, bo poczułem, że rozpływam się jak tabliczka czekolady na słońcu. W mojej głowie kłębiły się różne myśli. Nie mogłem uwierzyć, że ona to jednak zrobiła. Zrobiła to w towarzystwie moich koleżanek. O co jej chodziło? Czyżby chciała pokazać swoją dominację? 

Jej dłoń znalazła się pod moimi szortami, a ja nie protestowałem. Bez trudu pokonała zaporę w postaci luźnej gumki, a teraz bezceremonialnie pchała się pod slipy, tam gdzie mieścił się mój napęczniały zaganiacz.

Nie wiedziałem, jak się zachować. Oczywiście, nie byłem prawiczkiem. Uprawiałem z nią seks – gorący i wyuzdany. Żadne sekrety jej ponętnego dojrzałego ciała nie były mi obce. Posuwałem ją tak samo jak z Amelię, Grace, Natalię czy Izabellę. Wyruchałem je wszystkie. Bezpruderyjne zabawy erotyczne bardzo przypadły mi do gustu, ale to, na co zanosiło się teraz, miało być zupełnie innego kalibru. Jeszcze nigdy nie robiliśmy tego w tak dużej grupie. No cóż, ręce cioci pod moimi slipami wskazywały, że tak właśnie się stanie.

Ciocia była doświadczoną zawodniczką w tej dziedzinie, zachowywała się tak, aby dla postronnego obserwatora wszystko wyglądało jak najbardziej w porządku. Tylko ja wiedziałem, że jej dłoń jest tam, gdzie być nie powinna. Nie protestowałem, bo było mi zbyt dobrze. Z drugiej strony czułem się i niesamowicie skrępowany. Co prawda, siedziała bardzo blisko mnie, ale wyglądało to na przyjacielski uścisk. Nie wykonywała żadnych niepotrzebnych ruchów. Nie patrzyła na wybrzuszenie w moich spodenkach, tam, gdzie znajdowała się jej dłoń, lecz normalnie na pozostałe panie, a nawet się do nich uśmiechała. Od czasu do czasu wymieniała jakąś uwagę, co jeszcze bardziej podkreślało wrażenie spokojnego, nic nie znaczącego spotkania.

Biorąc udział w tej zabawie i godząc się na nią, musiałem być świadomy, że, niestety, na tym się nie skończy. Jak się powiedziało A trzeba było powiedzieć B. Jak już dałem sobie włożyć dłoń pod slipy, to musiałem pozwolić, aby zrobiła wszystko inne. Przynajmniej w jej wyobrażeniu. Mimo to byłem kompletnie zaskoczony, kiedy poczułem, że jej długie palce sprężyście zaciskają się na moim prąciu. 

– Och, – westchnąłem cicho.

Nie wiem, czy pozostałe dziewczyny to spostrzegły, ale kiedy do tego doszło, zrobiłem wielkie oczy, a moje usta nieświadomie się uchyliły. Chciałem zaprotestować, powiedzieć, że nie chcę, ale, po pierwsze, wstydziłem się przyznać do tego, że właśnie w tej chwili ciocia trzyma mnie za kutasa, a po drugie przecież tego chciałem.




16 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

482. Dlaczego tak drżysz? 


Ciocia podeszła do mnie jeszcze bliżej. W swojej żółtej, słonecznej sukience przywodziła na myśl ten ciepły wakacyjny wieczór. Zbliżyła się do mnie lekkim krokiem z serdecznym uśmiechem na twarzy. Jej uśmiech krył w sobie coś jeszcze – jakąś figlarną przewrotność. Tego właśnie się obawiałem. Zerknąłem na nią niepewnie, zastanawiając się, cóż to za podstęp może czaić się w jej głowie. Tymczasem ona odgrywała swoją rolę nadzwyczaj dobrze.

– No co tak na mnie patrzysz, słoneczko? Przecież nic ci nie zrobię. Chcę cię tylko mocno przytulić. No chyba dasz się przytulić? 

– Ach tak, – westchnąłem, – przytulić. Przecież to nic takiego.

No cóż, być może rzeczywiście tylko o to chodziło. Tak naprawdę nie miałem podstaw do tego, aby snuć jakieś niecne podejrzenia wobec tej przemiłej osoby. A już na pewno nie tego wieczora. Czyżby?

Spróbujmy się nad tym zastanowić. Już sama jej obecność tak blisko mnie była mocno podejrzana. Za jej zachowaniem zawsze coś się kryło, zawsze było jakieś drugie dno. No, ale… Chyba tak właśnie miało być. Gra, flirt, uwodzenie. Przecież właśnie o to w tym wszystkim chodziło, o gorące intrygi erotyczne. Właśnie tego mogłem się po niej spodziewać.

Seksownie zarzucając swoim tyłeczkiem, usiadła obok mnie. Miękka sofa delikatnie ugięła się pod jej ciężarem. W tym samym czasie pozostałe panie niby zajęte jakąś niezwykle zajmującą rozmową, ukradkiem śledziły każdy mój, a właściwie jej, ruch. Czyżby wszystko było ukartowane? A może to była inicjatywa samej cioci? 

Ta ponad czterdziestoletnia kobieta pachniała wanilią i rumem, podobnie, jak ten tort, który przed chwilą zjedliśmy. Nie musiałem nic robić, już byłem mocno podniecony. Penis pod moimi krótkimi spodniami był gruby i twardy jak kij bejsbolowy. Napierał na cienki materiał tworząc namiot, a ja starałem się to ukryć. Choć tak naprawdę miałem ochotę wyjąć go na wierzch i siedzieć tak bez niczego. Na tych wakacjach stałem się jakiś inny. Bzykanie stało się moją obsesją. Nie umiałem przestać o nim myśleć. 

Chyba byłem lekko rozczarowany, kiedy rzeczywiście objęła mnie ramieniem i przytuliła do siebie. Ciocia była moim największym pragnieniem podczas tych wakacji. Chodź bardzo się starałem, w żaden sposób nie mogłem temu zaprzeczyć. Myślałem o jej wielkich cyckach, o jej soczystej, wilgotnej cipce i o tym wszystkim, co już do tej pory razem robiliśmy. Wciśnięty w jej obfite, miękkie ciało, mogłem poczuć każdy zakamarek jej krągłości a to podniecało mnie obłędnie.

Nie mogłem się oprzeć i spojrzałem w jej luźny dekolt, który stał przede mną otworem i z wrażenia zesztywniałem. Teraz już byłem pewien – to wszystko było grą obliczoną na ostry seks. Wszystko zmierzało do jednego, konkretnego celu. To, co zobaczyłem odebrało mi dech w piersiach. Ona nie miała stanika. Jej wielkie, workowate balony kołysały się pod żółtym, cienkim materiałem, kusząc i zapraszając do delikatnych, słodkich pieszczot.

Przełknąłem ślinę i poczułem, jak moje serce przyspiesza.

– Och ciociu, – powiedziałem szeptem, tak żeby nikt nie usłyszał, – co ty ze mną robisz? Przecież tak nie można. 

Ona natomiast, zamiast zareagować adekwatnie do tego, co powiedziałem, jak gdyby nigdy nic, ze słodkim uśmiechem na buzi, odezwała się do mnie:

– Julianku, stało się coś? Dlaczego tak drżysz? 




11 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

481. Smaki dzieciństwa.


W jej oczach lśniło szczere uczucie. Dopiero teraz zrozumiałem, że mówi to całym sercem. Było w niej coś matczynego, coś, co potrafiło ogrzać człowieka od środka. A jednak z drugiej strony wiedziałem, że kryje się w niej również dzikość – instynkt prawdziwego drapieżnika. Czarna pantera. Gdy wyrusza na polowanie, nie odpuszcza swojej ofierze.

Ciocia potrafiła rozgrzać atmosferę bardziej niż piec hutniczy. Była jak kameleon – z jednej strony łagodna, ciepła i opiekuńcza, z drugiej – pełna werwy, energii i młodzieńczej zadziorności. Stała w złocistym blasku zachodzącego słońca, które padało przez okno prosto na jej sylwetkę, jakby celowo chciało ją wyróżnić, wydobyć z cienia i otoczyć aurą światła.

Nie wiedziałem, co o niej myśleć. Wzbudzała we mnie sprzeczne uczucia. I dopiero podczas tych wakacji zrozumiałem, że ciocia jest mistrzynią intrygi – potrafi zbudować pajęczynę, w którą wpada się nieświadomie.

Miała na sobie żółtą sukienkę, sięgającą przed kolana – może odrobinę zbyt krótką, jak na kogoś w jej wieku, pomyślałem. A jednak pasowała do niej zaskakująco dobrze. Już raz widziałem ją w tej sukience – na samym początku wakacji, kiedy szła do mnie wzdłuż jeziora. Kolor miała jak wieczorne słońce – to samo, które teraz żegnało dzień. Uszyta z lekkiego materiału, opierała się na szerokich ramiączkach, a głęboki, trójkątny dekolt subtelnie podkreślał kobiece kształty. Była zarazem elegancka i naturalna – jakby nie potrzebowała żadnych dodatków, by przyciągać uwagę.

– W takim razie... – powiedziała z uśmiechem, stawiając tort na stole i pochylając się lekko. Dekolt sukienki odchylił się bardziej, niż powinien, a ja zobaczyłem więcej, niż wypadało. – ...proponuję zgasić świeczki i pokroić tort.

W pokoju zapadła cisza – jakby wszyscy przez chwilę zawisnęli między wzruszeniem a radością. Światło słońca powoli bladło, ustępując miejsca ciepłemu blaskowi lamp. Wieczór nabierał przytulnego, domowego charakteru.

Siedząc wśród znajomych twarzy, poczułem coś, czego nie czułem od dawna – wdzięczność i spokój.

Dziewczyny zbliżyły się do stołu, tworząc półokrąg wokół tortu. Grace wyciągnęła telefon, gotowa uchwycić moment. Amelia zażartowała, że powinienem pomyśleć życzenie – „ale nie byle jakie, tylko porządne, z serca!”. Ich spojrzenia były ciepłe, trochę figlarne. Przypomniały mi dzieciństwo – urodziny w ogrodzie, tort krojony pod czujnym okiem rodziców, życzenia szepczące się tak cicho, jakby wszechświat podsłuchiwał.

Zamknąłem oczy. Przez chwilę nie słyszałem nic – ani śmiechów, ani szurania krzeseł. W głowie miałem tylko ten wieczór: światło, zapach lasu i jeziora, głos cioci, który mimo lat wciąż kojarzył mi się z beztroską dzieciństwa i naszymi wspólnymi przygodami.

Pomyślałem wtedy nie o niczym materialnym, lecz o czymś trudniejszym – by umieć zapamiętywać chwile takie jak ta. By nie przemknęły jak światło między liśćmi.

Zdmuchnąłem świeczki.

– No to teraz – powiedziała ciocia, klaszcząc w dłonie – kroimy!

Tort okazał się równie pyszny, jak wyglądał – delikatny biszkopt, przełożony kremem waniliowym i powidłami z czarnej porzeczki. Smaki dzieciństwa. Atmosfera rozluźniła się jeszcze bardziej. Rozmowy potoczyły się jak rzeka – wartko, radośnie, naturalnie.

10 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

480. Teraz mam już wszystko.


Dopiero po dłuższej chwili uniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Jej wzrok był ciepły, a zarazem nieśmiały. Uśmiechnęła się delikatnie, zagryzając dolną wargę – jakby wahała się, czy wypowiedzieć słowa cisnące się jej na usta. Mimo to ruszyła w moją stronę, powoli, z dłońmi spoczywającymi na biodrach. Zatrzymała się tuż przede mną, spojrzała raz jeszcze – tym razem pewniej – i powiedziała:

– Cześć.

To jedno słowo zabrzmiało jak zaproszenie do czegoś nieznanego i magicznego. Jak cichy szept drzwi otwierających się do innego świata.

– Hej – odpowiedziałem, patrząc jej w oczy i czując, jak robi mi się cieplej na sercu.

Isabella nie miała na sobie nic ekstrawaganckiego. W przeciwieństwie do reszty dziewczyn jej strój był prosty, niemal codzienny – a jednak to właśnie on najbardziej do niej pasował. Miała na sobie letnią sukienkę z cienkiego materiału, w drobny wzór tęczowych kwiatuszków. Sukienka sięgała jej za kolana, bez dekoltu i ozdobnych dodatków. I to właśnie ta skromność czyniła ją tak urokliwą.

Jej szczupłe, harmonijnie zbudowane ciało poruszało się z naturalną gracją. Długie, ciemne włosy opadały na plecy, związane wstążką w kolorze żółtej apaszki, która subtelnie kontrastowała z głęboką czernią jej włosów i ciemną oprawą dużych, pełnych tajemnicy oczu.

– Wszystkiego najlepszego, Julian – powiedziała, podchodząc i obejmując mnie za ramiona.

Przywarłem do niej całym ciałem, wtulając się w jej ciepło i czując, jak jej serce bije szybko, nerwowo.

– Boże, – pomyślałem, naprawdę szczęśliwy, – teraz mam już wszystko.

Isabella była jak postać z innego wymiaru – spokojna, delikatna, a jednocześnie niosąca w sobie coś, co na długo pozostawało w sercu. W tej chwili zrozumiałem, że Isabella jest kimś więcej niż tylko piękną dziewczyną. Była jak wiersz, który chce się czytać wciąż od nowa, odkrywając za każdym razem nowe znaczenia.

Zapadł wieczór. Złote promienie słońca, przeciskające się przez rozrzedzone chmury i korony drzew, tańczyły na tafli jeziora, odbijając się od niej i rzucając do salonu olśniewające poblaski światła. Pokój wypełnił się ciepłem i blaskiem, jakby sam wieczór chciał dodać uroczystości tej chwili. Przez uchylone okno wpływało świeże, wilgotne powietrze, niosące zapach wody, lasu i wieczornego chłodu, który łagodnie mieszał się z wonią jedzenia oraz rozmaitych perfum – subtelnych śladów po przybyłych dziewczynach.

Wtedy do salonu wkroczyła ciocia. Nie spojrzała od razu na zebranych gości. Jej wzrok przesuwał się metodycznie po wnętrzu, jakby oceniała stan mebli, porządek na półkach, czy to, czy kotary wiszą równo. Przypominała gospodynię, która – mimo pełnego domu ludzi – wciąż czuwa nad wszystkim, by nic nie zostało przypadkowi. Jej spojrzenie sunęło po kredensie, po regałach, po firankach – jakby szukała niedociągnięć, albo chciała się upewnić, że wszystko jest tak, jak być powinno.

Dopiero po dłuższej chwili jej wzrok spoczął na mnie. Tym razem było to inne spojrzenie – ciepłe, pełne czułości i czegoś jeszcze, czego nie potrafiłem nazwać... może troski, a może dumy.

– Wszystkiego najlepszego, Julian, z okazji twoich urodzin – powiedziała z łagodnym uśmiechem, niosąc w dłoniach duży, pięknie udekorowany tort, który już z daleka pachniał wanilią i kremem.

– Mam nadzieję, że ten wieczór – ta kolacja, goście, prezenty – że to wszystko przyniesie ci dużo radości i satysfakcji – dodała, podchodząc bliżej. – Chciałabym, żebyś zapamiętał wakacje u mnie jako coś wyjątkowego. I kiedy będziesz już daleko, na studiach, żebyś czasem wspomniał nas, ten dom, te chwile.

9 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

479. To była Isabella.


Weszła do salonu tanecznym krokiem, z serdecznym uśmiechem na twarzy, promieniejąc jak wschodzące słońce. Cała była pełna życia, energii i radosnego oczekiwania, jakby każda chwila mogła przemienić się w przygodę. Przez moment miałem wrażenie, że zaraz rzuci się na mnie, przewróci na kanapę i zacznie łaskotać do łez – tak silna była aura bliskości i beztroskiej zabawy, którą roztaczała wokół siebie. Gdy nasze spojrzenia się spotkały – jej oczy miały barwę spokojnej laguny, błękitno-zieloną, hipnotyzującą – poczułem, jak moje serce mięknie, a w piersi rozlewa się przyjemne ciepło.

– Widzę, że ten wieczór zapowiada się naprawdę wyjątkowo – powiedziałem z westchnieniem, nie odrywając wzroku od jej postaci. – Dziewczyny, nie mam pojęcia, co dla mnie przygotowałyście, ale czuję, że ta noc zmieni moje życie.

Amelia uśmiechnęła się z figlarnym błyskiem w oczach i tanecznym krokiem podeszła do mnie. Jej biodra poruszały się rytmicznie, jakby ciało słuchało muzyki sączącej się z głośników rozstawionych po kątach salonu. Przysiadła obok mnie na sofie, objęła ramieniem i pochyliła się, muskając mój policzek ustami – delikatnie, ciepło, jakby zostawiała na skórze szeptaną obietnicę czegoś więcej.

– Szczęścia, szczęścia, blondasie – rzuciła słodko w moją stronę.

Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, z gracją wstała i ruszyła w stronę drzwi, rzucając głową w taki sposób, że jej jasne włosy rozsypały się wokół niej niczym świetlisty wachlarz.

– Jeśli myślisz, chłopaku, że będziesz się dziś nudził, to bardzo się mylisz – rzuciła przez ramię z zaczepnym uśmiechem i błyskiem w oku.

W tej chwili zrozumiałem, że nadchodzący wieczór przeniesie mnie do zupełnie innego wymiaru rzeczywistości. Była to rzeczywistość przesycona emocjami, iskrząca gorącym, niemal namacalnym erotycznym napięciem, które tworzyły te dwie zjawiskowe dziewczyny. One same wydawały się jak tykające bomby zegarowe – gotowe eksplodować w każdej chwili. Czułem, że czeka mnie repertuar niezapomnianych przeżyć. Musiałem być na to gotowy.

Ale to nie było wszystko.

Ten wieczór niósł ze sobą coś więcej. Coś, czego nie sposób było przewidzieć, nawet w najbardziej ogólnym zarysie. To był dopiero początek.

Po chwili wydarzyło się coś, co wywołało we mnie niezwykle mieszane uczucia – intensywne, a jednocześnie trudne do nazwania. Poruszyłem się niespokojnie, jakby cały mój świat na moment zadrżał w posadach. Bo oto w drzwiach stanął ktoś zupełnie inny. Ktoś, kogo znałem doskonale, a mimo to za każdym razem działał na mnie inaczej – głębiej, ciszej, bardziej intymnie.

To była Isabella.

Nie spodziewałem się jej tutaj. A jednak była. I jej obecność zapowiadała coś naprawdę niezwykłego.

Weszła z lekko pochyloną głową, jakby niepewna siebie, jakby wstydziła się swojego wyglądu – zupełnie niepotrzebnie. Jej uroda miała w sobie coś onieśmielającego, niemal nierealnego. Ale to nie tylko uroda ją wyróżniała. Isabella emanowała nieuchwytną łagodnością i skromnością, która nie próbowała nikogo oczarować, a mimo to przyciągała spojrzenia jak magnes.

W jej obecności czułem coś zupełnie innego niż przy pozostałych dziewczynach. Nie był to tylko zachwyt, nie tylko fizyczny pociąg – choć i ten był obecny. To było coś głębszego, spokojniejszego, trudniejszego do opisania. Miałem wrażenie, że mógłbym patrzeć na nią bez końca, bez potrzeby dotykania – jakby samo patrzenie było dotykiem, czułym i intensywnym, choć niematerialnym. To spojrzenie było dla mnie jak modlitwa – jak zatracenie się w czymś czystym i pięknym.

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...