482. Dlaczego tak drżysz?
Ciocia podeszła do mnie jeszcze bliżej. W swojej żółtej, słonecznej sukience przywodziła na myśl ten ciepły wakacyjny wieczór. Zbliżyła się do mnie lekkim krokiem z serdecznym uśmiechem na twarzy. Jej uśmiech krył w sobie coś jeszcze – jakąś figlarną przewrotność. Tego właśnie się obawiałem. Zerknąłem na nią niepewnie, zastanawiając się, cóż to za podstęp może czaić się w jej głowie. Tymczasem ona odgrywała swoją rolę nadzwyczaj dobrze.
– No co tak na mnie patrzysz, słoneczko? Przecież nic ci nie zrobię. Chcę cię tylko mocno przytulić. No chyba dasz się przytulić?
– Ach tak, – westchnąłem, – przytulić. Przecież to nic takiego.
No cóż, być może rzeczywiście tylko o to chodziło. Tak naprawdę nie miałem podstaw do tego, aby snuć jakieś niecne podejrzenia wobec tej przemiłej osoby. A już na pewno nie tego wieczora. Czyżby?
Spróbujmy się nad tym zastanowić. Już sama jej obecność tak blisko mnie była mocno podejrzana. Za jej zachowaniem zawsze coś się kryło, zawsze było jakieś drugie dno. No, ale… Chyba tak właśnie miało być. Gra, flirt, uwodzenie. Przecież właśnie o to w tym wszystkim chodziło, o gorące intrygi erotyczne. Właśnie tego mogłem się po niej spodziewać.
Seksownie zarzucając swoim tyłeczkiem, usiadła obok mnie. Miękka sofa delikatnie ugięła się pod jej ciężarem. W tym samym czasie pozostałe panie niby zajęte jakąś niezwykle zajmującą rozmową, ukradkiem śledziły każdy mój, a właściwie jej, ruch. Czyżby wszystko było ukartowane? A może to była inicjatywa samej cioci?
Ta ponad czterdziestoletnia kobieta pachniała wanilią i rumem, podobnie, jak ten tort, który przed chwilą zjedliśmy. Nie musiałem nic robić, już byłem mocno podniecony. Penis pod moimi krótkimi spodniami był gruby i twardy jak kij bejsbolowy. Napierał na cienki materiał tworząc namiot, a ja starałem się to ukryć. Choć tak naprawdę miałem ochotę wyjąć go na wierzch i siedzieć tak bez niczego. Na tych wakacjach stałem się jakiś inny. Bzykanie stało się moją obsesją. Nie umiałem przestać o nim myśleć.
Chyba byłem lekko rozczarowany, kiedy rzeczywiście objęła mnie ramieniem i przytuliła do siebie. Ciocia była moim największym pragnieniem podczas tych wakacji. Chodź bardzo się starałem, w żaden sposób nie mogłem temu zaprzeczyć. Myślałem o jej wielkich cyckach, o jej soczystej, wilgotnej cipce i o tym wszystkim, co już do tej pory razem robiliśmy. Wciśnięty w jej obfite, miękkie ciało, mogłem poczuć każdy zakamarek jej krągłości a to podniecało mnie obłędnie.
Nie mogłem się oprzeć i spojrzałem w jej luźny dekolt, który stał przede mną otworem i z wrażenia zesztywniałem. Teraz już byłem pewien – to wszystko było grą obliczoną na ostry seks. Wszystko zmierzało do jednego, konkretnego celu. To, co zobaczyłem odebrało mi dech w piersiach. Ona nie miała stanika. Jej wielkie, workowate balony kołysały się pod żółtym, cienkim materiałem, kusząc i zapraszając do delikatnych, słodkich pieszczot.
Przełknąłem ślinę i poczułem, jak moje serce przyspiesza.
– Och ciociu, – powiedziałem szeptem, tak żeby nikt nie usłyszał, – co ty ze mną robisz? Przecież tak nie można.
Ona natomiast, zamiast zareagować adekwatnie do tego, co powiedziałem, jak gdyby nigdy nic, ze słodkim uśmiechem na buzi, odezwała się do mnie:
– Julianku, stało się coś? Dlaczego tak drżysz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz