Szukaj na tym blogu

25 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

490. To tylko wypadek przy pracy. 


Oszalałem. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Z jednej strony byłem na nią cholernie zły, że stawia mnie w tak niezręcznej sytuacji, a z drugiej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że właśnie tego chcę.

Słońce już dawno schowało się za horyzont, czerwona poświata rozświetlała niebo, przebijając się przez chmury, a w salonie cioci panował coraz większy półmrok. Kiedy światło dnia gasło coraz bardziej, jej szalone pomysły zaczęły dojrzewać i nabierać kształtu. Nie zważała na to, że na stole zaczyna brakować przekąsek i że dziewczyny nie mogąc się już na nie doczekać, same zaczęły kursować do kuchni i przynosić sobie co trzeba. Na szczęście wszystko było już gotowe i co najwyżej trzeba było wstawić do mikrofalówki, aby lekko podgrzać. No ale dziewczynom nie o jedzenie najwyraźniej chodziło, raczej o alkohol. Widziałem że Amelia i Grace wróciły z butelką wytrawnego wina, a Isabella przyniosła sobie dwie puszki piwa.

No cóż, i jeśli myślałem, że na tym jednym szarpnięciu się skończy, że w końcu ona da mi odetchnąć, to bardzo się myliłem. Pobożnym życzeniem było to, że ta impreza jest normalna, a to, co się stało, to tylko wypadek przy pracy. Po tym pierwszym niespodziewanym szarpnięciu nastąpiło drugie – równie mocne a później trzecie i czwarte. Byłem wykończony, nie wiedziałem, jak długo jeszcze tak wytrzymam. Chciałem się spuścić na jej dłonie pod tym kocem, chciałem to zakończyć, jednak ona miała inne plany wobec mnie. Według niej to wcale nie miało tak przebiegać. Kolejne minuty dobitnie mi to uświadomiły.

Kiedy byłem na granicy omdlenia, przestała i wyjęła ręce na wierzch. Wyglądało to tak, jakby nic więcej nie zamierzała robić, jakby jej repertuar się wyczerpał, a ja już po chwili żałowałem, że tak się stało i w duchu błagałem, by jej sprawne dłonie znów zajęły się moim penisem i moimi jajkami. 

Później, aby jeszcze bardziej pogłębić moje uczucie zawiedzenia, poprawiła swoje majteczki, następnie tę żółtą słoneczną sukienkę, wyszła spod koca i jak gdyby nigdy nic, skierowała się w stronę kuchni. Zamierzała przynieść nam kolejny gorący posiłek. Niemal płakałem, czując narastające rozczarowanie. Chciałem zaprotestować, że tak nie może być, że nie może mnie teraz tak zostawić. Byłem bez gaci, siedziałem podniecony na maksa i nie mogłem wyjść spod tego koca. Mogłem tylko liczyć na to, że coś w tej sprawie radykalnie się zmieni. 

Znów zakręciło mi się w głowie, ale teraz miało to zupełnie nowy wymiar. W tej pozycji ciocia wyglądała niezwykle ponętnie i apetycznie. Chciałem jej całym sobą, każdą komórką mojego ciała. Pragnąłem jej dotykać i pieścić. Myślałem nawet o tym, żeby wylizać jej cipkę. 

– Proszę cię ciociu, nie tyle, – odezwałem się niepewnie, chcąc zaprotestować. – Nie jestem głodny. 

– Och, dasz radę, – powiedziała, nie przyjmując sprzeciwu i stawiając talerz przede mną.

Powiem szczerze, że nie obawiałem się tego, że nie dam rady wszystkiego zjeść, bo na moim talerzu wcale nie było aż tak dużo, tylko tego, że to był kurczak, tłuste mięso, które je się przecież palcami, a co za tym idzie po wszystkim trzeba udać się do łazienki i te palce obmyć. Jednak, jak wiadomo, nie mogłem tego zrobić, bo nie miałem na sobie ani spodni ani majtek. Poza tym nie widziałem serwetek papierowych na stole – pewnie się skończyły. Wiedziałem, jednak, że ciocia przypilnuje, aby na moim talerzu pozostały tylko kości. Na szczęście po zjedzeniu wszystkiego ciocia usłużnie podała mi chusteczki nawilżone, wyrywając mnie z opresji.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...