479. To była Isabella.
Weszła do salonu tanecznym krokiem, z serdecznym uśmiechem na twarzy, promieniejąc jak wschodzące słońce. Cała była pełna życia, energii i radosnego oczekiwania, jakby każda chwila mogła przemienić się w przygodę. Przez moment miałem wrażenie, że zaraz rzuci się na mnie, przewróci na kanapę i zacznie łaskotać do łez – tak silna była aura bliskości i beztroskiej zabawy, którą roztaczała wokół siebie. Gdy nasze spojrzenia się spotkały – jej oczy miały barwę spokojnej laguny, błękitno-zieloną, hipnotyzującą – poczułem, jak moje serce mięknie, a w piersi rozlewa się przyjemne ciepło.
– Widzę, że ten wieczór zapowiada się naprawdę wyjątkowo – powiedziałem z westchnieniem, nie odrywając wzroku od jej postaci. – Dziewczyny, nie mam pojęcia, co dla mnie przygotowałyście, ale czuję, że ta noc zmieni moje życie.
Amelia uśmiechnęła się z figlarnym błyskiem w oczach i tanecznym krokiem podeszła do mnie. Jej biodra poruszały się rytmicznie, jakby ciało słuchało muzyki sączącej się z głośników rozstawionych po kątach salonu. Przysiadła obok mnie na sofie, objęła ramieniem i pochyliła się, muskając mój policzek ustami – delikatnie, ciepło, jakby zostawiała na skórze szeptaną obietnicę czegoś więcej.
– Szczęścia, szczęścia, blondasie – rzuciła słodko w moją stronę.
Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, z gracją wstała i ruszyła w stronę drzwi, rzucając głową w taki sposób, że jej jasne włosy rozsypały się wokół niej niczym świetlisty wachlarz.
– Jeśli myślisz, chłopaku, że będziesz się dziś nudził, to bardzo się mylisz – rzuciła przez ramię z zaczepnym uśmiechem i błyskiem w oku.
W tej chwili zrozumiałem, że nadchodzący wieczór przeniesie mnie do zupełnie innego wymiaru rzeczywistości. Była to rzeczywistość przesycona emocjami, iskrząca gorącym, niemal namacalnym erotycznym napięciem, które tworzyły te dwie zjawiskowe dziewczyny. One same wydawały się jak tykające bomby zegarowe – gotowe eksplodować w każdej chwili. Czułem, że czeka mnie repertuar niezapomnianych przeżyć. Musiałem być na to gotowy.
Ale to nie było wszystko.
Ten wieczór niósł ze sobą coś więcej. Coś, czego nie sposób było przewidzieć, nawet w najbardziej ogólnym zarysie. To był dopiero początek.
Po chwili wydarzyło się coś, co wywołało we mnie niezwykle mieszane uczucia – intensywne, a jednocześnie trudne do nazwania. Poruszyłem się niespokojnie, jakby cały mój świat na moment zadrżał w posadach. Bo oto w drzwiach stanął ktoś zupełnie inny. Ktoś, kogo znałem doskonale, a mimo to za każdym razem działał na mnie inaczej – głębiej, ciszej, bardziej intymnie.
To była Isabella.
Nie spodziewałem się jej tutaj. A jednak była. I jej obecność zapowiadała coś naprawdę niezwykłego.
Weszła z lekko pochyloną głową, jakby niepewna siebie, jakby wstydziła się swojego wyglądu – zupełnie niepotrzebnie. Jej uroda miała w sobie coś onieśmielającego, niemal nierealnego. Ale to nie tylko uroda ją wyróżniała. Isabella emanowała nieuchwytną łagodnością i skromnością, która nie próbowała nikogo oczarować, a mimo to przyciągała spojrzenia jak magnes.
W jej obecności czułem coś zupełnie innego niż przy pozostałych dziewczynach. Nie był to tylko zachwyt, nie tylko fizyczny pociąg – choć i ten był obecny. To było coś głębszego, spokojniejszego, trudniejszego do opisania. Miałem wrażenie, że mógłbym patrzeć na nią bez końca, bez potrzeby dotykania – jakby samo patrzenie było dotykiem, czułym i intensywnym, choć niematerialnym. To spojrzenie było dla mnie jak modlitwa – jak zatracenie się w czymś czystym i pięknym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz