475. Julian, coś ty zrobił?!
Jak tylko głowica mojego zaganiacza poczuła jej ciepłe wilgotne płatki, jak tylko wsunęła się tam odrobinę, eksplodowałem. To było trudne do wyobrażenia. Całkowita ciemność przed oczami, tętent koni w uszach i niebotycznie słodkie uczucie przy wytrysku. A wytrysk był tak intensywny, tak silny, że wysadził mojego chuja z jej cipki, jak woda wąż ogrodowy z kretowiska.
Była w szoku. Była bardziej zaskoczona niż ja sam. Podniecona do granic możliwości czekała na porządne bzykanko, a tu wszystko się skończyło, zanim, tak naprawdę się zaczęło. No cóż, może dlatego, że nie wiedziała, iż to wcale się nie skończyło.
Kiedy spojrzałem w jej krocze, zobaczyłem prawdziwy pogrom. Jakby wybuchła tam bomba. Odłamki mojego pożądania ścieliły się promieniście na jej brzuchu, udach i pośladkach. Z rozchylonej, ciasnej cipeczki wypływała gęsta struga.
– Boże, Julian, coś ty zrobił?! – powiedziała, patrząc na mnie wielkimi oczami.
– Co? No co? Spuściłem się, – westchnąłem bezradnie, trzymając się za penisa i jeszcze strzelając z nasieniem w sam środek jej rowka.
– Spuściłeś się?! Spuściłeś się we mnie, chłopaku?! – powtarzała tak, jakby nic nie rozumiała. No tak, a co w tym takiego dziwnego…
– Ale… twoje nasienie jest w mojej cipce.
Z wrażenia nie mogła zamknąć buzi. Nie mogła pogodzić się z tym, co się stało, a jednak nie zmieniła pozycji. Jej uda wciąż szeroko rozchylone jakby czekały na dalszą część zabawy.
Później pochyliłem się nad nią. Podparty na ramionach i wciśnięty między jej uda po prostu włożyłem mojego umazanego w gęstej, białej spermie kutasa tak samo umazaną cipkę. To było dopełnieniem wszystkiego i końcem jakichkolwiek sprzeczek między nami. Czyny mówiły same za siebie. Nie liczyło się to, że mogłem zrobić jej dziecko. Chodziło tylko o to, aby zaspokoić jej pragnienia. Była ciasna, obłędnie ciasna. Zrozumiałem to, kiedy tylko głębiej w nią wszedłem. Kiedy siedziałem w niej do połowy, ogarnęło mnie słodkie, trudne do opisania uczucie. Miałem wrażenie, że skompromituję się jeszcze bardziej, że w żaden sposób nie będę w stanie skończyć tego, co zacząłem. Jedynym pocieszeniem było to, że mój ptak wcale nie opadł. Po tej eksplozji sterczał jak rakieta gotowa do startu, a ja mogłem cieszyć się z niezmierzonych pokładów mojej witalności.
Teraz to ona się trzęsła. Dygotała niczym listek osikowy, tak, jakby każdy, najmniejszy bodaj ruch, w sprawie jej ból. Potrzebowała tego, a ja znów musiałem stanąc na wysokości zadania. Musiałem zrobić to, co do mnie należało, niezależnie od okoliczności. Skupiłem się tak bardzo jak tylko mogłem i rozpocząłem miarowe posuwisto-zwrotne ruchy.
Ale to wcale nie był jeszcze koniec. To nie była nawet połowa początku tej zabawy. Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo może być ona ekscytująca i nieprzewidywalna. Nie znałem nie tylko jej, ale też i siebie. Nie znałem swoich reakcji, bo wydawało mi się, że teraz, po tym wszystkim, to będę mógł już ruchać i ruchać. No ale czekało mnie kompletnie zaskoczenie, bo trudno było nazwać to rozczarowaniem.
Kiedy rozpocząłem głębszą i szybszą penetrację, która, jak mi się zdawało, powinna dać jej więcej przyjemności i, jej i tak już ciasna cipka, skurczyła się tak bardzo, że znów pociemniało mi w oczach. Choć tego nie chciałem, kolejny raz się spuściłem. Tym razem prosto w jej cipkę. Pociemniało mi w oczach i strzeliłem. Gęste, spienione nasienie natychmiast popłynęło bokami, próbując wypchnąć mojego ptaka z tego ciasnego gniazdka i tylko wzmożonym wysiłkiem utrzymałem go na miejscu.
Spompowałem się głęboko i świadomość tego wyrzuciła mnie daleko na orbitę. Nie mogłem zrozumieć, jak mogło się to stać dwa razy pod rząd w tak krótkim czasie. Nie przerywałem. Ruchałem dalej ubijając spermę na pianę.
Później było już dużo łatwiej. Kiedy spuściłem się po raz drugi, pozbyłem się znacznej części, jak mi się zdawało, zbędnego napięcia. Isabella rozluźniła się trochę, a mój ptak nie był już tak wrażliwy na dotyk. Podparty na ramionach obok jej ciała, rozpocząłem klasyczny seks misjonarski. Młoda, ciemnowłosa dziewczyna rozkładając szeroko nogi udostępniła mi swoje gniazdko miłości i wreszcie mogłem zrobić to, co do mnie należało. Wyciągnęła swoje dłonie i objęła mnie za szyję, a nasze usta spotkały się w gorącym pocałunku.
Kochaliśmy się jeszcze kilka razy w różnych pozycjach, ale to właśnie ten pierwszy moment był dla mnie tak wielkim zaskoczeniem, że jeszcze dzisiaj wspominam go z wypiekami na policzkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz