477. Jakby spod ziemi
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. W tamtej chwili wydawało mi się, że to nie ona wkroczyła do pokoju – to cały świat nagle zaczął kręcić się wokół niej.
– Natalia? To naprawdę ty? – wydusiłem z siebie z trudem, jakbym nagle zapomniał, jak się oddycha. Nie spodziewałem się jej tutaj.
– Hi hi hi… – zaśmiała się dźwięcznie, jak skowronek witający świt. – No proszę, zatkało go!
Mówiąc to, przechyliła głowę na bok w rozbrajająco uroczym geście, a jej uśmiech był tak słodki, że poczułem, jak moje serce przyspiesza trzykrotnie. Zrobiła krok do przodu, zatrzymała się tuż przede mną, a potem pochyliła się delikatnie, mrużąc oczy w zalotnym błysku. Na jej twarzy pojawił się grymas rozkosznej kokieterii – coś między zaczepnym uśmiechem a figlarną pewnością siebie.
– Naprawdę myślałeś, że mogłoby mnie zabraknąć na twoich urodzinach, studencie? – rzuciła zaczepnie, unosząc brew w wyrazie łobuzerskiej satysfakcji.
– Nie, ale… – wykrztusiłem z trudem, czując, jak słowa grzęzną mi w gardle.
– He he he… No chyba naprawdę cię zatkało! – zaśmiała się perliście, a jej oczy błysnęły figlarnie.
Mówiąc to, wykonała pełen gracji obrót wokół własnej osi, jakby była łyżwiarką sunącą po gładkiej tafli lodu. Jej sukienka uniosła się delikatnie, rozszerzając się na dole w kształt klosza, który przez ułamek sekundy wydawał się żyć własnym życiem. Falujące tkaniny zdawały się tańczyć w powietrzu, jakby były niezależne od ruchów jej ciała.
Siedziałem jak oniemiały, wciąż nie mogąc wydobyć z siebie choćby słowa. Moje myśli były kompletnym chaosem – czy to było realne, czy tylko złudzenie?
Ona jednak nie czekała na moją reakcję. Z uśmiechem, który zdradzał lekką nutę rozbawienia, rozpostarła ramiona, objęła mnie i uścisnęła mocno.
– Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia wszelkiej pomyślności, spełnienia marzeń, a przede wszystkim sukcesów na studiach, – złożyła życzenia śpiewnym, miękkim głosem.
A później, kiedy wciąż byłem oszołomiony dodała:
– No dobrze, ale pozwól, że przedstawię ci kogoś jeszcze. Nie przyszłam tu sama.
Jej głos był lekki, niemal śpiewny, a w oczach zatańczyła iskierka tajemnicy.
– Hmm, nie wiem, kogo jeszcze mógłbym się tu spodziewać – przyznałem, marszcząc brwi i próbując odgadnąć, co też ta dziewczyna mogła znowu wykombinować. – No wiesz, jestem na wakacjach, z dala od szkoły i znajomych. Raczej nie mam tu nikogo znajomego.
Natalia uśmiechnęła się z rozbawieniem, ale w jej oczach pojawiła się jakaś dziwna zaciętość.
Pokręciła głową.
– Czyżby? Och, Julian, naprawdę sądzisz, że można o nas tak łatwo zapomnieć? No, no, no, chłopaku… zawiodłam się. Czyżbyśmy się za mało postarały? A może uważasz, że nie byłyśmy wystarczająco dobre?
Mój mózg od razu wszedł na wyższe obroty, próbując przywołać odpowiednie dźwięki i obrazy. Ale nie miałem zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad jej słowami, bo nagle – jakby spod ziemi – przede mną wyrosła niska, zjawiskowa blondynka o błękitnych oczach.
– Grace! – wyrwało mi się mimowolnie.
Nie sposób było jej nie rozpoznać. Wszystko, co razem przeżyliśmy... wspomnienia wróciły z podwójną siłą. Grace – zwariowana, nieprzewidywalna, gorąca jak wulkan – jedna z bliźniaczek, z którymi spędziłem tamtą szaloną noc w stodole na sianie. "Grace to ta niższa" – próbowałem sobie przypomnieć. Oczywiście, że to ona. To Grace miała bardziej ponętne kształty, zawadiacki charakter i temperament, który potrafił rozgrzać każde towarzystwo. A teraz wyglądała wręcz oszałamiająco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz