Szukaj na tym blogu

1 kwietnia 2025

Ostatnie wakacje.

474. Julian, ogierze


Po chwili, bez żadnego skrępowania, z ciepłą iskierką w oczach spojrzała na mnie. Wreszcie udało się jej usadowić na tym niewielkim kawałku głazu. Kiedy jej pośladki znalazły się dokładnie na jego środku, ręce oparły się o wyschniętą murawę tuż za plecami. W tym samym czasie jej uda rozchylały się promieniście, a w samym centrum ujrzałem to cudo — jej cipeczkę. No cóż, to był widok jak z bajki. Nic dodać, nic ująć, kwintesencja seksu. Byłem w coraz większym szoku – niby przeciętna laska, a jednak prawdziwa seksbomba. Ona nie działała po omacku, dokładnie wiedziała, co robi, wiedziała, jak się zachować, aby moja krew się gotowała. 

W tym samym czasie nie miałem już na sobie spodni. Leżały nieco za mną. Trochę dziwnie wyglądałam w samym T-shircie, ale mnie się to nawet podobało. Ot taki koleś bez dolnej części garderoby, który paraduje z gołym ptakiem przed atrakcyjną dziewczyną. Poza tym jej też się to podobało. Zresztą, co tu dużo mówić, ona sama była goła jak grecki posąg. Brakowało jej tylko listka oliwnego zakrywającego pewne części ciała. Jakby nie mówić, to była obopólna prowokacja i sprawdzenie swoich sił. Jestem na linii jestem interesowało nas, ile jesteśmy w stanie tak wytrzymać, kto pierwszy się podda i kto pierwszy rzuci się na tę drugą osobę niczym wygłodniały pies. 

Trzymałem się za swojego sterczącego ptaszka w połowie długości i niespiesznie poruszałem dłonią. Tak, aby się podniecić, ale nie dopuścić do zbyt wczesnego wytrysku. Obserwowałem, jak z jej cipki powoli wysącza się kropelka białego, gęstego płynu. Ona też była bardzo podniecona. Tego nie dało się ukryć, mimo to wciąż próbowała grać. 

- No Julian, schowasz tego swojego sękatego drąga, czy nie?! - rzuciła prowokacyjnie.

Obydwoje wiedzieliśmy, że wszystko jest już przesądzone, a to, co mówimy, to tylko część gry, która stawała się coraz bardziej ostra. 

– Nie, nie mam zamiaru go chować. Chcę żebyś na niego patrzyła, – odpowiedziałem za zacięciem.

Julian, och, – westchnęła.

A później zrobiła coś jeszcze. To już było dopełnieniem wszystkiego. Wsunęła rękę między uda i palcami rozchyliła płatki swojej mokrej już różyczki. 

– Boże, – jęknąłem, a moje serce stanęło na moment. 

Wnętrze jej cipeczki było ciemne i ciasne. No tak przecież niedawno przestała być nastolatką, ale patrzenie tam było trudne. Miałem wrażenie, że za chwilę stracę przytomność.

- Och Julian, ogierze, na co tak czekasz?! 

– Słucham?

– No włóż mi go. Włóż mi tam swojego kutasa, albo wyliż moją cipeczkę. Zrób to, bo zwariuję. Boże na co czekasz?

Triumfowałem, a ona przegrała. To ona powiedziała, że potrzebuje mojego kutasa. Brawo! 

Nie potrafię powiedzieć jak to się stało. Szukałem jakiegoś logicznego wyjaśnienia. Prawdopodobnie cała gra trwała zbyt długo, a ja byłem zbyt podniecony. Nie wiem, ale czy to takie ważne? Ważne jest to, co się stało w następnej chwili. To było coś naprawdę wyjątkowego. Choć niektórzy mogliby uznać to za moją kompromitację, ja wcale tak tego nie odbierałem. 

Kiedy Izabela wreszcie się poddała i stała się uległa ja eksplodowałem – dosłownie i w przenośni. Boże, nawet nie wiem, jak to opisać. Ona położyła się na tej swojej białej sukience. Jak już pisałem, teren był dość nierówny. Leżała na jakimś wypiętrzeniu tak, że kiedy wszedłem między jej szeroko rozchylone uda, klęcząc, bez problemu mogłem penetrować jej cipkę. 

Piszę, że mogłem, a nie zrobiłem tego, bo tak w istocie było. Nie zrobiłem tego, bo… nie zdążyłem. Boże, jej obłędnie podniecony wzrok i te uchylone usta w geście "bierz mnie całą”. To wszystko sprawiło, że w ciągu ułamka sekundy byłem gotowy. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...