4. Potężna erekcja
To jednak nie wszystko. Seledynowa koszulka kończyła się subtelnym marszczeniem na wysokości bioder. Emilka uroczo i instynktownie złączyła kolana, próbując zakryć to, co znajdowało się między udami, ale nawet to nie wystarczyło. Co prawda pod cienkim materiałem kryły się skromne majteczki, wykonane z tego samego półprzezroczystego materiału co koszulka, ale były tak delikatne, że nie spełniały swojego zadania. Nie ukrywały, a wręcz podkreślały to, co miały zakrywać.
Woda w basenie była jeszcze spokojna, niemal nieruchoma. Emilka dopiero miała zamiar skorzystać z jej chłodu. Domyśliłem się, że będąc we własnym domu, w swoim ogrodzie, nie przejmowała się takimi drobiazgami jak odpowiedni strój kąpielowy. Większość z nas by tego nie zauważyła, ale ona – ona uczyniła z tego ciche wyzwanie, niemal sztukę.
Prawdopodobnie długo wylegiwała się w łóżku, a gdy w końcu wstała, zamiast się ubrać, postanowiła sprawdzić, czy woda nadaje się już do kąpieli. Może, gdybym się nie pojawił, już siedziałaby po drugiej stronie basenu i radośnie pluskała się w chłodzie.
Ale ja… No właśnie, ja… wszedłem i przerwałem ten intymny, niemal dziewiczy rytuał. Czy swoją natrętną, męską obecnością zbezcześciłem tę chwilę? Czy sprofanowałem coś, co miało pozostać tylko dla niej?
Być może. Być może ta scena nie była przeznaczona dla moich oczu.
Lekko uniosła się, oparła dłonie na krawędzi basenowej niecki jak na progu startowym bieżni i czekała. Wyglądało, jakby zaraz miała się podnieść i podejść do mnie. Może nawet chciała się przywitać. Kiedyś – dawno temu – witaliśmy się serdecznym uściskiem. Jako mała przylepa wskakiwała mi na ramiona, obejmowała nogami, szczerząc zęby w szczerym uśmiechu i rechocząc jak mała żabka.
Teraz – prawdopodobnie – była już za duża na takie akrobatyczne wyskoki. Sama myśl o tym wywoływała u mnie gorące ciarki na plecach. A jednak w jej na wpół otwartych ustach tkwiło coś niepokojącego, coś niezwykle prowokującego.
– Dzień dobry, wujku Andrzeju – odezwała się miękkim, aksamitnym głosikiem, wciąż dziecięcym, lecz już z nutą innej melodii. – Dawno cię nie widziałam. Co u ciebie? Jak ci się powodzi?
Zapadła długa chwila ciszy, zanim zdołałem wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. To, co w końcu wyszło, brzmiało jak bełkot lumpa spotkanego pod śmietnikiem. W głowie tłukła się jedna myśl: nie powinieneś tu być. Ona jest prawie naga, a ty gapisz się na nią jak idiota. Gapisz się na jej cycki i cipkę. Powinieneś odwrócić się i wyjść – uprzejmie, bez słowa. Twoje zachowanie jest nietaktowne, wręcz nachalne.
A jednak wciąż tam stałem. Nic się nie zmieniało, a sytuacja zdawała się coraz bardziej surrealistyczna, niemal nierealna. Nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę się dzieje, a jednak działo się.
I wtedy wydarzyło się coś jeszcze – coś, co wymyka się słowom i wszelkim opisom. Między nami zawiązała się jakaś dziwna nić porozumienia, łącząca nas na niewidzialnym poziomie istnienia. Mogłem ją teraz mieć. A ona o tym wiedziała. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak wygląda i jak jest ubrana. Wiedziała też, jak bardzo na mnie oddziałuje.
To były rzeczy, o których nie trzeba mówić. One po prostu istniały.
Młoda, ale przecież kobieta. Pełnowymiarowa, ukształtowana istota – przesycona zakazanymi pragnieniami i naturalnym erotyzmem.
Byłem cholernie podniecony. Gdyby nie luźne spodnie, bez trudu mogłaby dostrzec moją potężną erekcję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz