515. Miała mnie zabrać do raju.
Znów miałem ochotę się spuścić. Chciałem trysnąć spermą prosto w jej gardło. Jeszcze raz, a co mi tam! Sama myśl o tym doprowadzała mnie do szaleństwa. To było takie głupie. Czułem się coraz bardziej zepsuty. Świadomość, że mogę być tak bardzo wyuzdany i tak zachłanny na seks, rozsadzała mnie od środka, a mimo to chciałem więcej i więcej.
Tymczasem Grace całkowicie skupiła się na swoim zadaniu. Dysząc przez nos z wypchanymi po brzegi ustami, próbowała poruszać głową w jedną i w drugą stronę. Mój twardy zaganiacz coraz mocniej ocierał się o jej gardło.
I znów, nie byłem w stanie przewidzieć, ile czasu może potrwać ta zabawa. Ale jednak każda kolejna minuta przybliżała mnie do jeszcze jednego, jeszcze bardziej szalonego orgazmu. To było jak jazda na rollercoasterze. Pędziłem przed siebie na oślep, nie zastanawiałem się, co będzie dalej. Zatracałem się w tym całkowicie. Czułem, że przekraczam granice, których nie powinienem przekraczać. Przede mną były bramy, spoza których nie było już powrotu. A jednak pragnąłem poznawać i doświadczać coraz więcej i więcej.
A później, kiedy miałam już kompletnie dość, kiedy byłem totalnie wykończony, wszystko się zmieniło. Jak w kalejdoskopie. Usiadła naprzeciwko. Myślałem, że zwariuję. Naga, świeża dziewczyna, niebotyczne podniecająca i gotowa na gorące zbliżenie była tu, a ja znowu miałem to zrobić.
“Czy stanę na wysokości zadania? Czy dam radę?” – kołatało się w mojej głowie.
Chciałem tego spróbować. Jej kolana były szeroko rozsunięte, a ona sama odchylona do tyłu i podparta na ramionach. Gotowa na seks, eksponowała swoją soczystą cipeczkę w najbardziej uroczy sposób, jaki można sobie wyobrazić. A ja?
Ja patrzyłem jak zahipnotyzowany i nie mogłem pojąć, jak to wszystko się dzieje. Podniecenie wciąż narastało. Jej cipka była koloru brązowo-bordowego. Grube mięsiste płatki marszczyły się, a w środku utworzył się ciasny, wilgotny otworek.
Taka właśnie była Grace. Patrzyła na mnie spod przymrużonych powiek. W jej spojrzeniu było nie tylko pożądanie, ale niezwykła dzikość i namiętność. To było było oczekiwanie na raj. Miała mnie tam zanikać razem z duszą. Wiedziałem, że nie może być kompromisów. Ona chciała szybkiego, gwałtownego zbliżenia i głębokiego zaspokojenia. Potrzebowała tego w tej chwili.
Jej lekko uchylone usta i przyspieszony oddech wskazywały na to, że wystarczy tylko kilka szybkich, gwałtownych pchnięć i poleci w kosmos jak rakieta. Była cudowna. Jak mogłem jej tego nie dać? Była tak uwodzicielsko piękna, że można było zatracić się w mnie całkowicie. Była inna niż Natalia, bardziej gwałtowna, nieprzewidywalna jak burza, dzika jak kotka, ale może o to właśnie chodziło. Może właśnie tego było mi trzeba.
I rzeczywiście, pierwsze zbliżenie było jak podróż w kosmos, jak odkrywanie nieznanych lądów przez Magellana. Dzikie rozkoszne zakamarki jej kobiecości pochłonęły moją męskość z głośnym, słodkim mlaśnięciem.
Och Boże, to było przecudowne! Dosiadła mnie tyłem. Klasyka, można powiedzieć, ale w jej wykonaniu była to czysta poezja. Poezja pisana własnym ciałem. Czy można chcieć czegoś więcej?
– Och Grace, och Grace, – dyszałem głośno.
Ta cudowna, drobna, ale niezwykle ponętna i pełna kształtów, blondynka siedziała na moim podbrzuszu i nie do końca wiedziałem, co się ze mną dzieje. Mój, w pełni sprawny i gotowy na poważną batalię, kutas znajdował się w całości w jej słodkim gorącym wnętrzu.
Byłem na tyle świadomy, że włożyłem dłonie pod jej uda. Mogłem kontrolować jej ruchy, ewentualnie unosić, opuszczać. Chciałem mieć jakąś kontrolę. Odchyliła się do tyłu i prawie położyła na moim torsie.
W odpowiedzi oparła się dłońmi obok mnie w tak sposób, że penis wygiął się pod nienaturalnym kątem. Przyprawiało mnie to o niesamowicie silne zawroty głowy i jęknąłem z rozkoszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz