15. Typowa Lolita
Południowe słońce powoli nagrzewało jej skórę, aż w końcu zaczęła parować. W powietrzu unosił się aromat młodzieńczego podniecenia i seksu. Wdychaniem zapach jej cipki. To było trudno ogarnąć – ona była jak anioł i jak diabeł w jednej osobie. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Z każdą kolejną minutą zdawała się być zupełnie inną osobą. Przechodziła kolejno następujące po sobie metamorfozy. To nie była tylko gra w uwodzenie, to była właśnie ona. Każdy gest i ruch był częścią jej samej, jej, szybko zmieniającej się, osobowości, jej niespokojnej duszy.
Zbliżyła się do mnie o pół kroku. Tylko tyle, ale to wystarczyło. Zrobiła dziwny, nieokreślony gest, coś jakby leniwe przeciągnięcie się. Przy okazji przechyliła głowę na jeden obojczyk, jakby chciała musnąć ustami własne ramię. Przymknęła powieki i uchyliła buzię w pół słowa. Była słodka, gorąca i niewinna jednocześnie.
Ściągnęła do siebie ramiona i ułożyła wzdłuż tułowia. Tak jakby chciała powiedzieć: Ja nic nie wiem, nic nie rozumiem. A później, niby przypadkiem, jej kciuk zahaczył o cienką bluzeczkę. Cieniutki materiał pojechał mocno do dołu, odsłaniając pierś. Miała urocze cycuszki, może nie za duże, ale krągłe, sterczące i sprężyste. Właśnie takie, jakie lubiłem.
Czułem się rozdarty. Tak bardzo chciałem jej dotknąć, lecz nic nie zrobiłem. Miałem wrażenie, że ten widok zaraz zniknie, rozpłynie się we mgle mojej wyobraźni i zostanę sam. Była jak wielki bukiet kwiatów prosto z kwiaciarni – olśniewający świeży i pachnący. Jak zahipnotyzowany gapiłem się na jej szerokie biodra i na przedramię wciśnięte między uda, próbujące zakryć tę młodą ponętną cipkę.
– Wujku Andrzeju, przytul mnie. Proszę, weź mnie w swoje silne ramiona. Chcę cię. Kochaj się ze mną, – wyrzuciła z siebie z przejęciem, a ja poczułem kamień w gardle.
Kiedy już myślałem, że rzuci się w moje ramiona, odsunęła się. Było to zarazem subtelne a jednocześnie na tyle szybkie, że nie zdążyłem tego zarejestrować. Nie zdążyłem nic zrobić. Zresztą przecież nie chciałem. Przesunęła się do przeciwnej krawędzi basenu, jakby skuliła się w sobie, jakby zrobiła się mniejsza i drobniejsza. Włożyła palec wskazujący do swoich ust i zaczęła go ssać.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że nie ma na sobie majteczek. Co? Och nie! Nie zauważyłem, kiedy je ściągnęła. To znaczy wciąż były na jej ciele, ale nie tam, gdzie powinny. Znajdowały się w połowie ud. Naciągnięte niczym gumka recepturka, nic nie znaczący kawałek tekstyliów.
Koszulka? No cóż. Też skromna, cienka, ledwie zarysowana część garderoby – ona również znajdowała się nie tam gdzie powinna. Była jak ozdoba, powyżej piersi.
Emilia patrzyła na mnie kokieteryjnie w jej wzroku była mieszanina dziecięcej niewinności oraz dojrzałego, gorącego wyuzdania. Teraz to zrozumiałem – to była typowa Lolita.
Dobitnie zdawałem sobie sprawę, że nie mogę zbyt długo czekać, że musi to się stać właśnie teraz i tutaj. Każda kolejna chwila niespełnionych pragnień groziła coraz większym niepotrzebnym już napięciem. Każda chwila zwłoki groziła ryzykiem, że stanie się w to w niekontrolowany sposób. No i stało się.
Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Chyba po to, żeby podkreślić moją męskość, albo żeby pokazać jej, jak bardzo jestem podniecony, jak bardzo potrzebuję głębokiego zaspokojenia. Chwyciłem moją wielką, napęczniałą fujarę dwa palce. Złapałem ją u samej podstawy, delikatnie, tak, jakbym się bał, że za chwilę wybuchnie, a następnie pociągnąłem do siebie. Od razu zakręciło mi się w głowie, więc wykonałem ruch w przeciwną stronę, poluzowując napletek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz