Szukaj na tym blogu

19 sierpnia 2025

Niewinna prowokacja

10. Po co ci te slipy?


Stałem przed nią w samych slipach bezradny, zażenowany, ale przede wszystkim tak niesamowicie podniecony. Obcisła, elastyczna dzianina doskonale uwidaczniała najdrobniejsze kształty i wypukłości mojego napęczniałego, twardego przyrodzenia. Nie musiałem opuszczać wzroku, by wiedzieć, gdzie znajduje się wielka głowica w kształcie kapelusza, otoczona grubą żyłą, a gdzie sękaty, twardy korzeń. Czułem, jak ciasne slipy bezlitośnie zaciskają się na wielkich, opuchniętych, pełnych nasienia jajach. 

– Hi hi hi… wujaszku, ale coś ci urosło w slipach, – odezwała się swoim słodkim, truskawkowym głośnikiem.

Czułem narastający wstyd i skrępowanie, a z drugiej strony budziła się we mnie dzika perwersja. Nie chciałem tak od razu pokazać jej, na co mnie stać i do czego jestem zdolny, ale tak naprawdę chciałem wejść tam do niej już bez ubrania. Chciałem, by zobaczyła moje wielkie narzędzie bez żadnej zasłony. Chciałem, by zobaczyła prawdziwe jego rozmiary i kształt. Chciałem ją zaszokować. Może by się wystraszyła. Ale czy można wystraszyć taką dziewczynę jak Emilka? 

– Och nie, Emilko… to nie tak, jak myślisz. Ja tylko… – westchnąłem, chcąc, aby zabrzmiało to jak najbardziej naturalnie, ale miałem wrażenie, że jeszcze bardziej się pogrążyłem. 

Dopiero teraz wstała i pokazała całe swoje oblicze. Pokazała jak bardzo jest piękna, podniecająca, a zarazem niewinna. Wstała i usiadła na krawędzi basenu, a ja zobaczyłem wszystko, co ma do pokazania. Każdy jej skarb, krągłość, zagłębienie, wszystko, czego może pragnąć taki facet jak ja. Cienka i tak już przezroczysta koszula nocna w kontakcie z wodą stała się jak pergamin. Niby była na swoim miejscu, a jednak jakby jej nie było. Przyklejona do jej skóry ukazywała każdy najdrobniejszy szczegół i zakamarek. Jej ciało pokazane w ten sposób było nie tylko podniecające, ale też zdawało się być czystą poezją trafiającą wprost w moje serce. 

Tak naprawdę byłem kompletnie skołowany, nie wiedziałem, na co patrzeć. Zbyt dużo bodźców na raz a moje oczy tylko jedne. Przede wszystkim gapiłem się na jej cycki. Krągłe, sterczące, opatrzone sztywnymi sutkami i nieco ciemniejszymi brodawkami zdawały się żyć własnym życiem. Były jak śpiew syreni, który przyzywał mnie swoją magią. Najważniejsze było to, że dokładnie z tego samego materiału wykonane były jej skromne stringi. Ten malutki trójkącik przezroczystego, różowego materiału nie stanowił żadnej przeszkody dla moich oczu, aby móc podziwiać w całej doskonałości w pełnej krasie jej cudowny skarb. 

Jej młoda cipka pokryta była paskiem ciemnego kędzieżowego ale dość rzadkiego zarostu. Kiedy tak patrzyłem na to młode, świeże, ponętne ciało, kiedy zdałem sobie sprawę, jak blisko spełnienia moich pragnień jestem, całym moim ciałem szarpnął dziwny, gwałtowny i niekontrolowany skurcz. 

Emilka patrzyła na mnie. Znów wykonała ten gest: cofnięte ramiona i głowa schowana między nimi – jakby chciała powiedzieć, że jest bardziej niewinna, niż może się to wydawać. Ale niewinność w jej wydaniu była tylko atutem, była bronią, precyzyjnie używanym narzędziem. Szybko się o tym przekonałem, kiedy zauważyłem, że znów rozsuwa swoje uda, stawiając jedną stopę na krawędzi basenu. Z jednej strony wycofana postawa, cofnięte ramiona, a z drugiej szeroko rozsunięte uda ukazujące całą jej kobiecość. To było coś, co trudno było mi ogarnąć swoimi zmysłami i umysłem. 

– Och wujku Andrzeju, po co ci te slipy, – odezwała się w momencie, kiedy otwartą dłoń położyła na swym wzgórku łonowym, próbując go zakryć, albo może bardziej wyeksponować, – zdejmij je. Są naprawdę niepotrzebne.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...