517. Zróbmy to jeszcze raz.
Nagle, kilka razy pod rząd bardzo, gwałtownie, uniosła się i opadła, a jej słodka cipka zaczęła kurczyć się tak mocno, szarpać i pulsować, że nie byłem w stanie zapanować nad swoimi odruchami. Nie byłem w stanie zapanować nad tym, co się ze mną działo. Czy tego chciałem, czy nie, całym moim podbrzuszem zaczęły targać niekontrolowane skurcze. Były jak burza, jak tornado które przetoczyło się przez całe moje jestestwo.
– Och Julian, Julian! Boże, Julian, dochodzę! Och, och, jak mi dobrze! Uuuuuaaaaaaahhh!!! Julian, uuuuuuuaaaaa!!! – jęczała głośno raz po raz.
Później wyrzucała z siebie nieartykułowane zgłoski, a ja znów popłynąłem w niebyt rozkoszy. Nie wiedziałem nawet, gdzie się znajduję.
Zdaje się, że na chwilę straciłem przytomność. Odleciałem tak daleko, że opadłem bezwładnie na podłogę. Kiedy się ocknąłem, moja głowa była oparta o bok wersalki. Leżałem wyciągnięty i kompletnie nagi na dywanie. Obok mnie ścieliły się resztki białych wydzielin: spieniona serma oraz gęste soki dziewczyn. Dywan nadawał się do prania, ale nie to było najważniejsze. Nade mną zawisły jasne włosy, błękitno-zielone oczy, kształtne usta, mały nosek i delikatny uśmiech.
– Grace? – westchnąłem, bo zdawało mi się że to ona.
Ale to nie była Grace, lecz Amelia. Nie wiem, co się stało z jej siostrą. W tej chwili była poza zasięgiem mojego wzroku. Teraz druga z bliźniaczek klęczała pochylona nad moim kutasem. O dziwo nie opadł do końca. To prawda, zwiotczał nieco, ale wciąż był gruby jak kawał kaszany. Pochylona trzymała go w dłoni mocno przy swoich ustach. To było takie podniecające. Oblepiony nasieniem i sokiem z cipki parował aromatem seksu. Z dziurki na jego szczycie wciąż sączały się resztki spermy, a ona przytulała go do swojej buzi i ocierała jak miękką maskotkę. Jej wzrok był słodki i gorący, zachęcał do dalszej zabawy. Wiedziałem, że nawet Jakbym bardzo chciał, nie pozwoli mi się poddać. Nie w tej chwili. Jej oczy mówiły:
– No, zabieramy się do pracy. Na ciebie już czas, kochanie. Przecież wiesz, że to jeszcze nie koniec, – oddawała się rezolutne.
Oderwała się od swojego zadania, powoli uniosła głowę i spojrzała na mnie spod opuszczonych brwi. To była chwila zatrzymana w czasie. Ja powoli dochodziłem do siebie próbując uzmysłowić sobie, co się właściwie stało, a ona przyglądała się mi, jakby chciała sprawdzić, w jakim jestem stanie. Zdawało mi się, że oprócz nas nie ma nikogo w salonie. Poczułem się dziwnie. Znów zapragnąłem się kochać, ale to było coś więcej, jakaś dodatkowa nuta, która przenosiła mnie w nierealny bajkowy wymiar.
– Och Julian, wiem, że jesteś zmęczony, ale wierzę w ciebie, – odezwała się cicho, ledwie otwierając usta. – zrobimy to jeszcze raz? Przelecisz mnie, Julian? Wsadzisz swojego wielkiego kutasa w moją ciasną, wilgotną cipkę? Zrobisz mi dobrze? – patrzyłem na nią jakby była istotą z innego świata.
Były do siebie tak podobne, że teraz miałem wrażenie, jakby była inną jej odsłoną, nowym rozdaniem tej samej talii kart. Tyle tylko, że ja miałem wciąż to samo zmęczone ciało.
– Och Amelia, – westchnąłem cicho.
Jej wyczekujący wzrok przerwał moje słowa. Wiedziałem, że znów muszę stanąć na wysokości zadania
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz