Szukaj na tym blogu

15 sierpnia 2025

Niewinna prowokacja

6. W poetyckim uniesieniu


To musiało być zaproszenie do czegoś więcej. W całej tej scenie było zbyt mało niewinności, a zbyt wiele wyrafinowanej gry aktorskiej.

– Och, wujku… – odezwała się znów słodkim, przeciągłym głosikiem, a ja byłem pewien, że za chwilę wydarzy się coś, czego będę żałował. – Jest tak gorąco… chodź do mnie.

Szczerze? Chciałem odejść, odwrócić się i uciec. Wiedziałem, że nie powinienem tu być. W tej chwili, gdy pod cienkim materiałem jej sukienki rysował się każdy delikatny kontur, czułem się jak intruz w miejscu, do którego nie mam prawa. A jednak nie mogłem oderwać wzroku.

Czy to była profanacja? A może akt czci wobec czegoś doskonale czystego? Nic nie było takie proste. Piękno – prawdziwe piękno – zawsze przecież mieszało w człowieku zachwyt z zakazem.

– Śliczna jesteś, Emilko… tak bardzo wyrosłaś – wyszeptałem, a głos drżał mi od napięcia. – Ale… nie mogę. Nie powinienem.

– Och, przestań się wygłupiać, wujku. Rozbieraj się i wskakuj, – westchnęła zniecierpliwiona.

Rozsunęła swoje zgrabne uda jeszcze szerzej, pozwalając skromnym stringom przesunąć się jeszcze o pół centymetra. To wystarczyło, aby jej soczysta cipka znalazła się  całkowicie na wierzchu. I nie był to przypadkowy ruch. Byłem przekonany, że ona to wkalkulowała w swoje zachowanie.

– Boże, Emilko… – jęknąłem, jakbym nagle dostał czymś zimnym prosto w twarz.

Na jej niewinnej buzi pojawił się ledwie zauważalny cień triumfu.

– Naprawdę nie chcesz się wykąpać? Jest tak gorąco. Będziesz żałował – mówiła tak, jakby decyzja była już podjęta, jakby kwestia wejścia do wody była tylko sprawą chwili.

Rzeczywiście, już zaczynałem żałować – ale z innego powodu. Miałem wrażenie, że każdy mój gest jest przez nią przewidziany. Nie przypuszczała, że ustąpię – była tego pewna. Stopniowo podsycała napięcie, grała na mojej ciekawości, prowadziła wszystko w zaplanowany sposób.

Kiedy odwróciła się tyłem, poczułem, że to również było elementem tej gry. Każdy ruch zdawał się być wykonany z premedytacją – i każdy następny potwierdzał moje podejrzenia.

– Jak chcesz, wujku, ja wchodzę do basenu – rzuciła, stawiając stopę na najwyższym stopniu drabinki, jakby inne stopnie w ogóle nie istniały.

I to też było zaplanowane. Chodziło o to, by skupić na sobie moją uwagę. Kiedy tak stanęła, jej stringi wjechały między pośladki podkreślając je i uwydatniając ich kształt.

Patrzyłem na nią i nie mogłem oderwać oczu. Była jak grzeszne objawienie, jak słodka pokusa której nie sposób się oprzeć. Gdyby nie miała na sobie tych niezwykle skromnych majteczek, pewnie zobaczyłbym jak jej młoda, nabrzmiała cipka otwiera swoje płatki i rozwija się powoli niczym płatek róży. Jako że do tej pory nie opuściła swojej przezroczystej różowe koszulki, bez przeszkód mogłem podziwiać kształt jej talii i bioder. 

Grała. Całą swoją osobą pokazywała, że potrafi zmanipulować każdego faceta. Widać było około, że nie stanowi to dla niej żadnego problemu. Lewą dłonią chwyciła krawędź basenu, napinając mięśnie, jakby za moment miała ją przeskoczyć, ale nie robiła tego. Prawą zatoczyła łuk nad głową, zastygając w pozie niczym marmurowa rzeźba. Palce niedbale muskały włosy o nieokreślonym odcieniu, lekko zmierzwione, unosząc je i opuszczając w leniwym geście. Patrzyłem, wstrzymując oddech, urzeczony delikatnym zarysem ucha, idealnym profilem twarzy i subtelnym rumieńcem na policzkach. Nie umknęły mi drobne tatuaże: jeden na karku, u podstawy kręgosłupa, drugi na prawym ramieniu. Tak niewiele dzieliło mnie od kroku naprzód, od wyciągnięcia dłoni, by objąć ją w talii, musnąć palcami krągłość bioder, poczuć ciepło jej skóry, brzucha, pępka. By chwycić sprężyste piersi, a potem wędrować niżej, między uda, w niemal poetyckim uniesieniu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...