457. Wyruchaj mnie w dupę.
– Wejdź we mnie, Julian, proszę, – jęknęła, a w jej głosie było coś, co nie znosi sprzeciwu.
– Och ciociu, twoja dupa…
– Co, Julian?
– Jest ogromna i taka okrągła. Boże, jest przepiękna, ale nie mogę.
– Możesz, Julian, możesz, – zachęcała ciepło.
– Nie mogę. Och, nie mogę. Och, nie chcę, – próbowałem się opierać, lecz wiedziałem, że już jestem przegrany.
– Możesz i chcesz, Julian. No dawaj, ssać w nią tego swojego wielkiego, żylastego kutasa.
Już w tym momencie moja walka była przegrana, ale ona dobiła mnie kolejnym posunięciem. Położyła swoje dłonie na pośladkach i, przesuwając je w przeciwległych kierunkach, rozwarła tak szeroko, jak tylko mogła. Moim oczom ukazało się coś, co sprawiło, że moje serce prawie stanęło w miejscu.
Na samym szczycie, w najgłębszym miejscu tego rowu mariańskiego, między pośladkami zobaczyłem ogromną, głęboką dziurę, czeluść bez dna tak szeroką, że bez najmniejszego problemu mogła pochłonąć mojego podnieconego penisa. Nieco niżej znajdowała się cipka – długa, wąska i jama, ale to dupa jak magnes przyciągała moją uwagę. Ciocia leżała twarzą w mokrym piasku, nie bacząc na to, że pobrudzi się jeszcze bardziej albo zachłyśnie wodą. Dysząc ciężko ponaglała mnie, abym czym prędzej wpakował się w nią swoją wielką fujarą.
– Och Julian, ogierze ty, wyruchaj mnie w dupę, proszę, – usłyszałem.
Bardzo chciałem, ale wcale nie byłem przekonany, że ta sztuka mi się uda. Byłem już bardzo zmęczony, a mój ptak powoli zaczął robić się miękki, jednak, kiedy przyjrzałem się jej dokładnie, kiedy wyobraziłem sobie, jak może być tam ciasno, znów nabrałem chęci.
W końcu wepchnąłem się i to było jak wybuch bomby termojądrowej w mojej głowie. Gigantyczna rozkosz i przejmujące, ostre zbliżenie, tak mocne, jak tylko można sobie wyobrazić. Mój wielki kutas jeszcze brudny i śliski od spermy wjechał w jej wielkie dupsko bez najmniejszych oporów. Choć było w nim niesłychanie ciasno, pchałem się tak, jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata.
Ciocia jęknęła z rozkoszy i już siedziałem w jej kakaowym oczku do połowy długości mojego fiuta. Kiedy próbowałem wepchnąć się dalej, zakręciło mi się w głowie tak mocno, że przed oczami znów ujrzałem mrok. Wciąż trzymała dłonie na pośladkach i rozwierała je z całych sił, starając się udostępnić mi swoje podwoje a ja próbowałem pchać się głębiej.
Uniosła się nieco wyżej i podparła na łokciach. Odchyliwszy głowę, rzuciła w moją stronę:
–Och kurwa, Julian, zaraz zwariuję!
Pchałem się, nie zważając na nic.
– Och Julian, och tak! Jak ty cudownie ruchasz! Chłopaku, rozpierdol moją dupę! Pchaj się, nie przerywaj! – dopingowała, a ja drżałem z rozkoszy na całym ciele.
Klęczałem tuż za nią i już nawet nie dotykałem jej pośladków. Nie trzymałem też swojego kutasa. Byłem tak tym uradowany i zafascynowany jednocześnie, że swoje dłonie oparłem na biodrach i, niczym prawdziwy Casanova, choć przed moimi oczami stopniowo zapanowywała ciemność, a w uszach narastał jednostajny szum, wchodziłem w nią co lasy głębiej.
Ciocia dyszała ciężko, jakby była bardzo zmęczona, jakby działo się z nią coś złego. Podpierała się na drżących ramionach, a jej dłonie coraz bardziej zapadały się w mokrym piasku. Wyglądało to tak, jakby usilnie próbowała się tam czegoś trzymać, choć w jej dłoniach był tylko mokry, ruchomy piasek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz