458. Po same jaja
W jej dupie było obłędnie ciasno. Choć na początku wydawało się, że jest przepastnie wielka, to teraz obejmowała mojego wacka ze wszystkich stron z taką intensywnością, że miałem wrażenie, iż za chwilę stracę przytomność.
– Kurwa Julian no wejdź we mnie głębiej! Boże, ale mi dobrze! Ale masz wielkiego, zajebistego chuja! Dawaj, dasz radę, – zachęcała, abym mocniej ją spenetrował.
W końcu, nie wiem nawet jak to się stało, wciąż w niej siedząc, chwyciłem ją za ramiona i mocnym, zdecydowanym ruchem uniosłem do góry. Zdaje się, że ona sama była tym zaskoczona, chyba bardziej niż ja. Ten jeden ruch sprawił, że wjechałem w nią z całym impetem całą długością mojego zaganiacza.
Stało się coś jeszcze. Zamiast trzymać ją za obojczyki i w ten sposób posuwać, złapałem ją za szyję i jeszcze mocniej pociągnąłem na siebie. To był szczyt wszystkiego. Miałem wrażenie, że moja ukochana ciocia skona w moich objęciach. Moje dłonie zaciskały się mocno tuż pod podbródkiem, a jej głowa była zwrócona ku górze w taki sposób, że mogłem złożyć pocałunek na jej czole. Ciocia eksplodowała w słodkim gigantycznym orgazmie.
Jej oczy były nieobecne, jakby konała, a z gardła wydobywało się dziwne charczenie. Pociągnąłem ją mocno na siebie, a biodrami napierałem na jej pośladki. Czułem, że mój penis wszedł w nią do samego końca. W pewnym momencie ciocia zaczęła szarpać się w gwałtownych, niekontrolowanych skurczach. Całe jej ciało podskakiwało jak rażone prądem.
– Dobrze? Tak dobrze, ciociu? – pytałem, jakby mnie nie był pewien czy robię to poprawnie.
Kiedy opadła z powrotem na piasek, a ja pochyliłem się nad nią, mogłem doświadczyć tego, jak głęboko w niej siedzę. Mój kutas wepchnął się w nią po same jaja. I co najdziwniejsze, wcale nie spieszyło mi się do tego, aby z niej wyjść. Jej dupeczka była niesamowicie ciasna i kurczyła się w oszałamiającym tempie.
W końcu jednak wyszedłem. To znaczy wysunąłem się do połowy, ale rozochocony całą sytuacją i tym, że w końcu mogłem mieć nad nią przewagę, zmodyfikowanym swoją pozycję. Teraz nie klęczałem za jej zadkiem lecz stałem. Stałem w szerokim rozkroku z mocno ugiętymi kolanami. Mój fiut wchodził w jej dupę pionowo od góry niczym pal wbity ziemię. Utrzymując równowagę, rozpocząłem powolne, miarowe ruchy posuwisto zwrotne. Teraz ciocia nie tylko się trzęsła, ale też darła w niebogłosy.
Moja fujara spęczniała. Zrobiła się tak bardzo twarda i żylasta, że zdawało się niemożliwe wykonanie jakiegokolwiek kolejnego ruchu. Być może tylko dzięki temu, że była mocno umazana w jej ślinie i moim nasieniu z poprzedniego wytrysku, była w stanie przedzierać się przez tak ciasne podwoje.
W końcu jakimś cudem cioci udało się położyć dłoń na na swoim pośladku. Kiedy nacisnęła i pociągnęła go do na bok, jej cipka rozchyliła się, a ze środka popłynął obfity strumień soków.
To była pozycja na pieska. Klasyczna z pewną modyfikacją. Ciocia znów leżała twarzą na piasku, jakoś jej to nie przeszkadzało. Robiło mi się coraz bardziej przyjemnie, czułem wszechogarniającą słodką rozkosz. Widziałem tylko jej wielkie, mokre od wody i potu pośladki. Starałem się jak mogłem, aby nie przerywać penetracji i, niezależnie od tego, co będzie się działo, posuwać ją nadal. Czułem, że już niewiele brakuje do kolejnego wytrysku. Czułem, że, tak samo jak wcześniej, będzie on potężny. Kiedy tak ją ruchałem, poczułem, że wkłada dłoń między swoje uda i palcami miętosi swoją muszelkę. Robiła to coraz szybciej i coraz bardziej nerwowo, jęcząc przy tym głośno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz