471. To wszystko było prowokacją.
Nie potrafiłem odpowiedzieć. Słowa utknęły w moich ustach, jakby cała moja istota została zatrzymana w tej chwili, w tym jednym, nieoczekiwanym spotkaniu. I wtedy zrozumiałem – za późno, bo już nigdy nie będziemy mogli się cofnąć, już nigdy nie wrócimy do tego, co było przedtem. Byliśmy na krawędzi czegoś nieodwracalnego.
Podczas całej tej wymiany zdań nie zmieniła pozycji i mogłem bez przeszkód patrzeć tam, gdzie, jej zdaniem, nie powinienem patrzeć. Wbrew temu, co mówiła, zachowywała się prowokacyjnie. Wciąż trzymała się za kolano i, moim zdaniem, jeszcze bardziej podciągnęła je pod brodę, jeszcze szerzej rozchylając uda, aby jeszcze bardziej wyeksponować swoje gniazdko miłości. Ciemne kędzierzawe futerko rzadko pokrywało dość mocno wypiętrzony wzgórek, a ja patrzyłem tam jak zahipnotyzowany.
Nie dało się już zaprzeczyć, że to wszystko było prowokacją. Poza tym robiła to w taki sposób, że byłem bezradny wobec jej zapędów. Ta dziewczyna była niesamowita, zawładnęła mną całkowicie – nie tylko moim ciałem, ale i duszą.
Patrzyłem na nią i nie mogłem oderwać wzroku. Była niezwykle szczupła, z wąską talią, ale jej biodra miały kuszącą pełnię, a pośladki były idealnie zaokrąglone. Miała wszystko, co mogło przyciągnąć spojrzenie i rozpalić zmysły prawdziwego mężczyzny.
Jej cera była ciemna, jak u typowej Latynoski, choć do końca nią nie była. Na dodatek słońce tylko podkreśliło ten odcień, sprawiając, że wyglądała jeszcze bardziej hipnotyzująco. Wbrew temu, czego można byłoby się spodziewać, miała niewielkie piersi. Choć może nie ogromne, ale też nie aż tak małe, z dosyć dużymi ciemnymi brodawkami i sztywnymi sutkami prezentowały się nadzwyczaj kusząco.
Bawiła się mną. Od samego początku, wciągała mnie w swoją słodką i gorącą intrygę. Byłem zabawką w grze, której do końca nie rozumiałem, a mimo to brałem w niej udział.
Uniosła się na ramionach i odwróciła do mnie przodem. Jej kruczoczarne włosy, gęste i mocne, opadły niczym ciemna rzeka, jeszcze bardziej podkreślając piękno jej ciała. Uśmiechała się – ciepło, słodko, jakby w tej chwili zapomniała o mojej obecności.
A potem zrobiła coś, co rozpaliło mnie jeszcze bardziej. Nie patrzyła na mnie. Jej spojrzenie było skupione gdzie indziej – na sobie samej, na swoim ciele, na tym, co działo się między jej nogami. Patrzyła tam, gdzie mieściła się jej, pokryta ciemnym, kędzierzawym zarostem, słodka pizdeczka. Choć bardzo chciałem, w tej chwili nie byłem w stanie dostrzec niczego szczególnego. Tam, gdzie skupiał się jej wzrok, zobaczyłem jedynie ciemny zarost. Reszta była skrzętnie ukryta przed moimi oczami.
Jej uda zacisnęły się, zasłaniając niemal wszystko, ale to trwało tylko krótką chwilę. Później, drżąc, powoli się rozsunęły, a mięśnie szarpały się w krótkich gwałtownych skurczach. Jedną nogę ułożyła na swojej białej sukience, a drugą zgięła w kolanie i podciągnęła wyżej. Zwrócona w ten sposób do mnie, prezentowała najlepiej, jak umiała wszystko, co miała w swoim posiadaniu, a ja byłem coraz bardziej sparaliżowany.
– Wiem, że jesteś niegrzeczny – powiedziała, a na jej twarzy malował się kokieteryjny uśmiech.
Przełknąłem tylko ślinę, a ona mówiła dalej:
– Jesteś niegrzeczny, Julian, bardzo niegrzeczny.
Miała rację.
– Och – westchnąłem cicho.
– Podoba ci się moje gniazdko miłości?
Wiedziałem, że muszę ją mieć. Musiała być moja teraz i tutaj. Wiedziałem, że nie odejdę stąd, póki nie zaspokoję swoich pragnień, póki mój twardy, żylasty kutas nie penetruje jej wilgotnej, ciasnej cipeczki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz