470. Za późno
Wszystko wokół zdawało się znikać, jakby świat zapomniał o swoim istnieniu na kilka uderzeń serca, zostawiając tylko nas – uwięzionych w chwili napięcia, które pachniało czymś niebezpiecznie kuszącym. Każdy oddech wydawał się głośniejszy, każdy ruch miał znaczenie.
Stałem tam, patrząc na nią, próbując zrozumieć, czym dokładnie była ta niewidzialna siła przyciągania między nami. Czy to była zwykła iluzja? Czy coś, co mogło pochłonąć nas bez reszty?
– Czemu tak patrzysz? – zapytała, unosząc lekko brew, z tym swoim przekornym uśmiechem, który mógł znaczyć wszystko i nic.
– Bo jesteś piękna.
Brzmiało banalnie, ale to była prawda. Tylko że jej uroda nie była zwyczajna. Miała w sobie coś hipnotyzującego, jak zakazany owoc, którego dotknięcie mogło spalić mnie na popiół.
– Nieprawda. – Pokręciła głową, a w jej głosie zabrzmiało coś dziwnego. Jakby sama nie była pewna, czy powinna mi wierzyć, czy może wolałaby, żebym jej udowodnił, że się myli. – Odwróć się.
Nie brzmiało to jak rozkaz, a raczej jak wyzwanie. Jak zabawa w dominację, w której żadne z nas nie chciało się poddać.
– Nie mogę. – Słowa padły same, prosto z wnętrza, jakby moja wola już dawno przestała należeć do mnie. Jakbym nie miał wyboru – musiałem na nią patrzeć.
– Nie patrz tak. – Jej głos był cichy, ale coś w nim… coś sprawiło, że poczułem ten znajomy dreszcz na skórze. – Mówię poważnie.
– Nie mogę. – Powtórzyłem, bo to była jedyna prawda, jaką w tej chwili znałem.
Patrzyliśmy na siebie, a napięcie między nami stawało się niemal namacalne. Było w tym coś niebezpiecznego, coś, co powinno mnie ostrzec. Ale ja… ja nie chciałem ostrzeżeń.
– Dlaczego? – zapytała, a jej głos był już mniej pewny. Może sama nie wiedziała, czego tak naprawdę chce.
– Bo jesteś zbyt piękna.
Zmrużyła oczy, jakby analizowała moje słowa, ważyła je, sprawdzała, czy są szczere. A ja wiedziałem, że były. I wiedziałem, że ona to czuje.
Każda sekunda, którą spędzaliśmy w tym napięciu, wciągała nas coraz głębiej, coraz bliżej granicy, której nie powinniśmy przekraczać. Ale przecież zakazane rzeczy smakują najlepiej, prawda?
– A co byś powiedziała, gdybym teraz usiadł obok i dotknął cię? – Słowa wyszły ze mnie, zanim zdążyłem pomyśleć.
Nie cofnąłem ich.
Bo w tamtej chwili chciałem tylko zobaczyć, jak zareaguje. Czy odsunie się? Czy jej ciało zadrży? A może… Może przyciągnie mnie jeszcze bliżej?
– Czy ty czasem nie masz zbyt bujnej wyobraźni? – Jej głos był spokojny, ale w tej ciszy czaiła się jakaś tajemnica, jakby myśli, które krążyły w jej głowie, miały zupełnie inny rytm niż moje. – Zaskoczyłeś mnie śpiącą, bezbronną, a teraz jeszcze… jeszcze myślisz o takich rzeczach.
Spojrzałem na nią uważnie, próbując wyłapać, co naprawdę kryło się za tymi słowami. Oburzenie? A może coś zupełnie innego – subtelne zaproszenie do gry, w której granice nie były jeszcze jasno określone? Jej oczy, choć wydawały się spokojne, miały w sobie coś, co nie pozwalało mi ich zignorować.
– Och, nie wiem… – Westchnąłem, przesuwając dłonią po włosach, jakbym próbował rozwiać własne myśli. – To wszystko jest zbyt skomplikowane.
– Skomplikowane? – Uniosła lekko brew, uśmiechając się tym swoim nieodgadnionym półuśmiechem. – A mnie się wydaje, że to wcale nie jest skomplikowane. – Jej głos brzmiał teraz inaczej. Jakby wiedziała więcej, niż chciała przyznać. Jakby to, co działo się między nami, było nieuniknione.
– Och, Isabello… – Wypowiedziałem jej imię z lekkim drżeniem w głosie, czując, jak napięcie w powietrzu rośnie, jakby cały świat na moment wstrzymał oddech.
– Odwróć się. – Jej ton stał się cichszy, niemal szept, ale w tym szeptem kryło się coś więcej. Delikatność wymieszana z cieniem rozkazu.
Nie ruszyłem się.
– Za późno… – Wyszeptałem, ledwie zdając sobie sprawę, że te dwa słowa wybrzmiały w powietrzu jak coś nieodwołalnego.
Za późno, by cofnąć czas. Za późno, by wrócić do tego, co było wcześniej.
Coś między nami pękło – albo raczej… coś się otworzyło.
– Za późno? – powtórzyła, przechylając lekko głowę. Jej oczy błysnęły. – Na co?
Brzmiała jak ktoś, kto zna odpowiedź, ale chce, żebym to ja ją wypowiedział. Żebym sam przekroczył tę ostatnią granicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz