16. Ostateczny impuls
Poruszyła się z nagłą, dziką gracją, nie czekając na moją odpowiedź. Jej dłonie, silne i nieustępliwe, naparły na moje ramiona, przygważdżając mnie do dywanu. Szorstka faktura podłoża kontrastowała z gładką, spoconą skórą jej pełnych, zmysłowych bioder, gdy przerzuciła nogę przez moje ciało, siadając na mnie okrakiem. Jej żar promieniował przeze mnie, palący i wszechogarniający, zanim jeszcze nasze ciała się połączyły.
– Dałeś popalić nam wszystkim, – zamruczała niskim, ochrypłym głosem, w którym pobrzmiewała obietnica. Jej palce powędrowały w dół, przez płaski brzuch, muskając kępkę miękkich włosów, aż rozchyliły jej lśniące, nabrzmiałe fałdy. Była gotowa, spragniona. – Teraz dasz mi wszystko, co ci zostało.
Osunęła się nade mną, jedną ręką kierując moją pulsującą, nabrzmiałą długość. Widok jej sylwetki – plecy wygięte w łuk, głowa odrzucona do tyłu, spocone, krągłe ciało gotowe mnie pochłonąć – wycisnął z moich ust zduszony jęk. Uświadomiłem sobie, że po to tu przyszła. Nie po książkę, nie po spotkanie. Po tę pierwotną, palącą potrzebę zaspokojenia.
Powoli, z rozmyślną precyzją, opadła na mnie, wyrywając z nas obojga synchroniczny okrzyk rozkoszy. Jej ciało było jak aksamitne piekło – niewiarygodnie ciasne, gorące mięśnie zacisnęły się wokół mnie falą doskonałego, bolesnego tarcia. Pochłonęła mnie jednym płynnym, zapierającym dech ruchem, biorąc mnie aż do szpiku kości.
– O Boże… – wyrwało się z jej ust, długie, przeciągłe westchnienie, gdy jej ciało zadrgało, wtulając się we mnie całą sobą.
Nie czekała, aż się dostosuję, ani ja na nią. Jej biodra rozpoczęły taniec – powolne, zmysłowe kręgi, które sprawiły, że moje oczy same się zamknęły. Nie tylko mnie ujeżdżała; ssała mnie, używając niesamowitej siły swoich mięśni, by ściskać i uwalniać mnie w rytmicznym, wyrafinowanym nacisku, który przypominał nieustającą falę rozkoszy.
– Spójrz na nią! – głos Mariki, władczy i szelmowski, przeciął mgłę uniesienia. Klęczała obok nas, jej oczy błyszczały łobuzerskim blaskiem. – Patrz, jak ta nienasycona kobieta bierze, co chce. Jesteś teraz jej narzędziem. Wspaniałym, pulsującym narzędziem, rozumiesz?
Rytm Lidki przyspieszył, jej zmysłowe kręgi przeszły w ostre, wymagające ruchy w górę i w dół. Jej dłonie oparły się o moją klatkę piersiową, paznokcie wbiły się w moją skórę, zostawiając delikatne półksiężyce. Za każdym razem, gdy się unosiła, chłodne powietrze muskało moją wilgotną skórę, a gdy opadała, świat rozpływał się w gorącej, białej mgle doznań.
Weronika pojawiła się po mojej drugiej stronie, jej jedwabiste, ciemne włosy muskały moje ramię. Jej dotyk stanowił kontrapunkt dla dominującej obecności Mariki i szaleńczej jazdy Lidki – kojący, a zarazem nie mniej intensywny. Pochyliła się, jej usta spotkały się z moimi w głębokim, badawczym pocałunku. Poczułem smak jej języka, mroczny, intymny smak, który posłał kolejny wstrząs prosto w moje krocze.
– Spuść się w niej, – wyszeptała Weronika w moje usta, jej oddech był ciepły. Jej dłoń natrafiła na jedną z podskakujących piersi Lidki, kciuk okrążył napięty sutek. – Musi poczuć, jak tracisz w niej kontrolę.
Tempo Lidki stało się szalone, dzika, wierzgająca jazda. Odrzuciła głowę do tyłu, a z jej ust wydobywał się nieprzerwany strumień gardłowych jęków i próśb.
– Tak… tak… tam… tam… nie przestawaj… nie waż się przestawać!
Dłoń Mariki wślizgnęła się między nasze wierzgające ciała, jej palce natrafiły na łechtaczkę Lidki.
– No dalej, nienasycona dziwko! – rozkazała ostrym, podniecającym głosem. – Chciałaś jego nasienia? To je weź. Wyciśnij je z niego.
To był ostateczny impuls. Połączenie idealnego, ściskającego ciepła Lidki, bezlitosnych palców Mariki i delikatnego polecenia Weroniki roztrzaskało resztki mojej kontroli. Surowy, pierwotny dźwięk wyrwał się z mojego gardła, gdy moje biodra gwałtownie uniosły się w górę, by stawić czoła ostatecznemu, desperackiemu uderzeniu Lidki. Moje ciało zesztywniało, każdy mięsień napiął się, gdy potężny, pozornie nieskończony potok rozkoszy przepłynął przeze mnie i dotarł do jej chłonnych głębin.
Lidka krzyknęła, wydając dźwięk czystej, nieskażonej ekstazy, jej własny orgazm uderzył w nią w chwili, gdy poczuła pierwszy gorący puls. Jej wewnętrzne mięśnie drgały wokół mnie w nieustępliwym, rytmicznym spazmie, wydobywając każdą kroplę mojego orgazmu, dojąc mnie z dziką, zaborczą intensywnością, która pozostawiła mnie kompletnie wyczerpanym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz