Szukaj na tym blogu

13 października 2025

Ale tu zalatuje chujem

8. Przyszłam tylko po książkę


Wtedy Marika to zrobiła. Szarpnęła. Pociągnęła moje jądra z taką celową, brutalną siłą, że z mojego gardła wyrwał się ryk – surowy, pierwotny dźwięk czystego, nieskażonego uwolnienia. Bariera runęła.

Orgazm nie nadszedł; on eksplodował.

Ogromny, zdawałoby się niekończący strumień mojej spermy trysnął z mojego pulsującego kutasa, zalewając najgłębsze, najbardziej intymne zakamarki jej cipki. Świat nie tylko stał się biały; on zniknął. Byłem odcięty od rzeczywistości, zagubiony w otchłani czystej, drżącej ekstazy. Moje ciało nie należało już do mnie, wstrząsane konwulsjami, które były zarówno gwałtowne, jak i błogie.

Gdy ostatnie potężne strumienie tryskały ze mnie, ciało Lidki odpowiedziało. Jej pizdeczka zacisnęła się wokół mojego wciąż pulsującego dyszla w serii gwałtownych, nieodpartych skurczów. To był ostateczny, niszczycielski wstrząs dla mojego systemu, rzucający mnie z powrotem w kosmos. Krzyknęła, wydając gardłowy, wstrząsający domem dźwięk absolutnego spełnienia, który zdawał się sprawić, że same ściany zadrżały.

W końcu wysunąłem się z niej z mokrym, obscenicznym, chlupoczącym dźwiękiem, a mój oddech opuścił mnie w gwałtownym westchnieniu. Czułem się wydrążony, wyczerpany, a jednak, w sposób nieprawdopodobny, najbardziej szczęśliwym człowiekiem na świecie. Mój członek, choć zmiękł, wciąż był imponująco gruby, dobrze użyte narzędzie, lśniące od naszego wspólnego spełnienia.

Lidka osunęła się na dywan pod sobą, będąc spektakularnym wrakiem. Jej ręce i nogi rozrzucone szeroko, delikatna sukienka w kwiatowy wzór podciągnięta wokół szyi, żałosna i absolutnie erotyczna parodia ubrania, która niczego nie ukrywała, a wszystko podkreślała. Całe jej ciało lśniło delikatną warstewką potu. Niemal słyszałem szaleńcze, galopujące bicie jej serca z miejsca, gdzie klęczałem.

– No, Lidka? Jesteś jeszcze z nami?” – głos Mariki był pełen rozbawionej ironii. – To był huragan piątej kategorii, co? Ale potrzebowałaś tego, prawda? Zostałaś porządnie wyruchana. Jego chuj zrobił robotę.

Lidka nie odpowiadała przez długą chwilę, jej klatka piersiowa unosiła się ciężko, gdy walczyła o odzyskanie oddechu. Moje oczy były przyklejone, zahipnotyzowane, do przestrzeni między jej szeroko rozłożonymi udami. Z jej nabrzmiałej, dobrze zużytej pipki już zaczynała sączyć się gruba, perłowa strużka mojej spermy, powolny, lepki wyciek na dywan. Widok był hipnotyzujący. Mesmeryzujący. Pierwotna, potężna świadomość, że mogłem zasiać dziecko tak głęboko w niej – że każda z nich mogła nosić cząstkę mnie – była mroczną, ekscytującą fantazją, która nie miała nic wspólnego z ojcostwem, a wszystko z surowym, zdobywczym posiadaniem.

W końcu słabo uniosła głowę. Jej głos był ochrypły, zdarty od krzyku. 

– Ja… przyszłam tylko po książkę, którą zostawiłam dwa dni temu.

Pokój eksplodował. Śmiech Mariki i Weroniki był natychmiastowy, głośny i absolutnie bezlitosny. Marika klasnęła w dłonie, a jej oczy błyszczały złośliwą radością.

Z mojego gardła wyrwał się surowy, gardłowy rechot, szorstki, zwierzęcy dźwięk, który dołączył do kakofonii. Wyznanie Lidki, tak absurdalnie niewinne na tle naszego ostrego, spoconego seksu, było idealnym punktem kulminacyjnym. Mój mocno zmęczony członek, wciąż imponująco gruby, choć już nie twardy jak skała, drgnął leniwie przy moim udzie.

Śmiech Mariki był najgłośniejszy – radosny, trzaskający dźwięk. Osunęła się na krawędź łóżka obok rozłożonej postaci Lidki, jej ogniste rude loki łaskotały bok drugiej dzi. 

– Książkę? – wycharczała między sapnięciami. – Przyszłaś po książkę? O, a dostałaś całą bibliotekę, głupiutka dziewczynko. 

Jej palce, zaborcze i figlarne, przeciągnęły ścieżkę przez plątaninę mojego nasienia, które wciąż lśniło na drżącym brzuchu Lidki.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...