3. Fala rozkoszy
Marika spojrzała na mnie z góry, jej twarz rozświetlała mieszanka triumfu i palącej żądzy.
– O, już nie jesteś chory? W takim razie sprawię, że poczujesz się w pełni zdrowy – szepnęła, po czym opadła na mnie jednym płynnym, zapierającym dech ruchem.
Nasz wspólny, gardłowy okrzyk rozbrzmiał echem w pokoju. Było w niej ciasno – niewiarygodnie ciasno – i tak gorąco. Boże, całkowicie mnie pochłonęła. Mięśnie jej słodkiej pizdeczki zacisnęły się wokół mojego członka, wywołując falę czystej, obezwładniającej rozkoszy. Chwyciłem jej biodra, palce wbiły się w miękką skórę, gdy zaczęła się poruszać, narzucając powolny, głęboki, pulsujący rytm, który odbierał mi oddech.
Weronika, niczym muza, wyciągała dłonie ku nam obojgu: jedna muskała moje udo, druga pieściła falujące piersi Mariki, drażniąc jej sutki delikatnym szczypaniem. Nagle ta eteryczna nimfa wspięła się na mnie, przysuwając swą wilgotną, rozpaloną brzoskwinię do moich ust. Jej smak – głęboko erotyczny, władczy, obezwładniający – zalał mnie niczym fala, porywając zmysły w otchłań rozkoszy.
Świat zawęził się do dusznych ścian tego pokoju, do rytmicznego klaśnięcia skóry o skórę, do wizji rudowłosej bogini ujeżdżającej mnie w uniesieniu i blond anioła, którego dłoń, drżąca z żądzy, wślizgnęła się między jej uda, obserwując nas w ekstazie.
Marika przyspieszyła, jej oddech stał się urywany, jakby łapany w gorączce.
– Tak… taaak… o, tak… wypełniasz mnie tak cudownie… o taaak… – szeptała, jej głos rozpływał się w melodii rozkoszy.
Czułem, jak we mnie wzbiera niepowstrzymana fala, niczym tsunami, głęboka i nieuchronna. Mocniej zacisnąłem dłonie na jej biodrach, popychając ją naprzód, zanurzając się jeszcze głębiej w jej wilgotne, rozpalone ciepło. Jęki Weroniki splotły się z naszymi – wysoki, przejmujący ton jej własnego uniesienia. Pokój stał się symfonią naszej ekstazy, crescendo pulsującym w letnim żarze.
Gdy Weronika na moment zeszła z mojej twarzy, Marika utkwiła we mnie głębokie spojrzenie. Jej oczy, choć szeroko otwarte, rozmywały się w mgle uniesienia. Jej ciało drżało gwałtownie, jak liście w burzy.
– Dochodzę… – wyszeptała, a jej rytm stał się dziki, nieokiełznany.
– Jeszcze nie! – warknąłem, czując, jak moja własna kontrola chwieje się na krawędzi. Granica wytrysku była tak blisko, że niemal smakowałem jej gorycz. – Patrz na mnie, gdy dochodzisz! Patrz na mnie, dziewczyno!
Orgazm wstrząsnął Mariką – gwałtowny, olśniewający dreszcz, który rozdarł jej ciało niczym błyskawica. Jej wilgotne, aksamitne wnętrze zacisnęło się na moim pulsującym członku, niczym jedwabista dłoń, dojąc mnie z nieubłaganą mocą, wywołując mój własny, niepowstrzymany wybuch. Fala rozkoszy eksplodowała – palący, niekończący się potok, wlewający się w jej głębię, przepełniony spienioną żądzą. Jej ciało wciąż drżało nade mną, a ja, zatopiony w jej spojrzeniu, patrzyłem, jak rozpada się w ekstazie. W końcu, gdy wzrok mi się zamglił, opadłem na przesiąkniętą potem poduszkę, całkowicie wyczerpany.
Przez długą chwilę tylko nasze urywane oddechy wypełniały ciszę, gdy nasza trójka trwała spleciona w lepką, rozedrganą jedność. Uciążliwy upał rozmył się, ustępując żarowi naszych ciał.
Marika powoli, z gracją, uniosła się nade mną, a z jej ust wyrwało się westchnienie pełne spełnienia. Spojrzała na biały chaos, który po sobie zostawiliśmy, a na jej wargach rozkwitł łobuzerski uśmiech. Weronika, z twarzą płonącą mieszanką podniecenia i zachwytu, nieśmiało musnęła palcem mój brzuch, kreśląc wilgotną linię.
– I jak, czujesz się lepiej? – rzuciła z figlarnym błyskiem w oczach.
Oczy Mariki, wciąż zamglone rozkoszą, spotkały moje. Jej uśmiech stał się tajemniczy, niemal konspiracyjny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz