Szukaj na tym blogu

14 października 2025

Ale tu zalatuje chujem

9. Potem zobacz, co da tobie.


Weronika, nasza cicha obserwatorka, klęczała obok nich, jej burzliwe niebieskie oczy były szeroko otwarte, pełne mieszanki podziwu i własnego, tlącego się podniecenia. Nie śmiała się. Zamiast tego jej spojrzenie wędrowało od lśniącej, wyczerpanej cipki Lidki na moją twarz, a na jej pełnych ustach pojawił się powolny, nieśmiały uśmiech. „

– To… to wciąż z niej wypływa, – wyszeptała, jej głos przytłumiony fascynacją.

Podążyłem za jej spojrzeniem. Miała rację. Gruba, perłowa strużka wciąż sączyła się z nabrzmiałych fałd pizdeczki Lidki, ostry, lubieżny kontrast na tle jej piegowatej skóry. Widok, tak intymny i zdeprawowany, przesłał nową falę gorąca przez moje żyły. Mój ptak, wbrew wszelkiej logice, zaczął ponownie nabrzmiewać, unosząc się z mojego uda z nowym, pilnym zamiarem.

Marika też to zauważyła. Jej złośliwy błysk powrócił, ostrzejszy niż wcześniej. 

– No proszę. Ogier znów gotowy do galopu. Wygląda na to, że jedna klacz nie wystarczyła, by go złamać. 

Jej dłoń opuściła brzuch Lidki i wystrzeliła, jej pewny, zdecydowany uchwyt otaczając mój nowo twardniejący trzon. Wciągnąłem ostry oddech na ten kontakt. Chryste, jej dotyk był elektryzujący. „na

– Lidka jest jednak wykończona. Ledwo przytomna. Biedactwo. 

Wolno, z rozmysłem, przeciągnęła dłonią po całej długości mojego fiuta, jej kciuk rozsmarowując kropelkę wilgoci, która nie miała nic wspólnego z Lidką, na moim wrażliwym czubku.

Tymczasem słaby, stłumiony dźwięk dobiegł z dywanu. 

– Nie… nie jestem… wykończona, – wyszeptała Lidka, jej głos był zamglony zmęczeniem i upartą potrzebą. Jej cudownie zaokrąglone pośladki, wciąż wysoko w powietrzu, wykonały słaby, kuszący ruch. Ten gest był całym zaproszeniem, jakiego potrzebowałem.

– Widzisz? – zamruczała Marika, jej druga dłoń poklepała bok Lidki. – Ona jest nienasycona, potrzebuje tego wiecej. Ale to tylko przystawka, prawda? 

Jej oczy, trzymające moje w niewoli, skierowały się na Weronikę. 

– No ale myślę, że nasza droga, słodka Weronika była wystarczająco cierpliwa. Nie sądzisz, że zasługuje na odpowiednie powitanie?

Oddech Weroniki przyspieszył. Słodka opiekunka zniknęła, zastąpiona przez laskę, której jasne, jedwabiste włosy otaczały twarz zarumienioną czystym, nieskażonym pożądaniem. Przygryzła dolną wargę, jej spojrzenie opadło na miejsce, gdzie dłoń Mariki pracowała nad moim ponownie twardniejącym kutasem.

– A teraz spójrz na niego, Wera, – rozkazała Marika, jej głos opadł do niskiego rejestru, który nie znosił sprzeciwu. – Spójrz, co jest gotowy ci dać. Nawet nie zmiękł w pełni po wypełnieniu tej zachłannej suki, a już jest twardy dla ciebie. Dla ciebie.

Byłem. Ból powrócił, głęboki, pierwotny puls, który koncentrował się całkowicie w moim kroczu. Poddanie Lidki było dziką jazdą, ale obietnica łagodnego ustąpienia Weroniki była zupełnie innym, równie silnym narkotykiem.

Delikatne rysy tej młodej dziewczyny były maską konfliktu, jej opiekuńcza natura walczyła z głębszym, bardziej zmysłowym głosem. 

– Ja… ja tylko…

– Musisz spróbować, – przerwała Marika, jej ton nie pozostawiał miejsca na wątpliwości. Puściła mój trzon i zamiast tego chwyciła garść ciemnych włosów Weroniki, nie szorstko, ale z niezaprzeczalnym autorytetem, kierując jej głowę w dół. – Spróbuj, co jej dał. Potem zobacz, co da tobie.

Dreszcz przeszedł przez całe ciało Weroniki. Prowadzona ręką Mariki, opuściła głowę do rozłożonej cipki Lidki. Powietrze uszło z moich płuc, gdy patrzyłem, jak zamyka oczy i, z miękkim, otwartym pocałunkiem, liże długą, powolną smugę – bałagan, który zostawiłem na skórze Lidki i między jej udami.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...